Dzisiaj jest: 26 Kwiecień 2018    |    Imieniny obchodzą: Maria, Marcelina, Marzena

Alfabet wychowawcy

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Nr 80 str 12 Strefa obyczajów alfabet wychowawcy Prywatnie, od jedenastu lat jest mężatką i mamą dwóch córek. Zawodowo, pracuje jako wychowawca w placówce socjalizacyjnej. Lubi swoją pracę, dlatego nie traktuję jej, jak zło konieczne. Po roku szkolnym każdy wychowawca czeka na wakacje i dłuższy urlop, bo to czas dla rodziny i maksymalnego naładowania akumulatorów na nowy rok szkolny. Pierwsze skojarzenie z literą alfabetu pokazuje człowieka takim, jakim jest, bez retuszu...

 

A jak akceptacja

– akceptacja drugiego człowieka takim, jakim jest, to podstawa pracy z nim. Bez akceptacji jakiekolwiek działania nie miałyby większego sensu.

 

B jak bezpieczeństwo

– w pracy czuję się bezpiecznie, chociaż mam często do czynienia z agresywnym zachowaniem. Nigdy nie bałam się dzieci, to pewnie kwestia charakteru, ale przede wszystkim przygotowania zawodowego. Podczas jakiegokolwiek aktu przemocy stosuję wachlarz zachowań odpowiedzialnych w stosunku do młodego człowieka. Wulgaryzmy są w placówce na porządku dziennym – jeden raz zdarzyło się, że młody człowiek zamachnął się na mnie i próbował uderzyć. Zrobiłam unik, a w głowie miałam tysiąc myśli, jak daleko mogę posunąć się w samoobronie? Jednocześnie myślałam o konsekwencjach, np. obezwładnienia, że niechcący mogę zrobić chłopakowi krzywdę. Przez cały czas bardzo spokojnie mówiłam do chłopca, aby wyciszył emocje. Po zajściu wezwałam policję – dzięki temu młody człowiek uświadamia sobie konsekwencje swojego zachowania, na które nie ma przyzwolenia.

 

C jak cierpliwość

– to cecha, którą powinnam stale doskonalić. W pracy muszę być cierpliwa, stonowana, skutecznie radzić sobie ze stresem, natomiast w domu często zaczyna brakować mi tej cierpliwości. Wiem, że zachowanie wychowawcy przekłada się na funkcjonowanie młodego człowieka – dlatego przechodzimy wiele różnych szkoleń, warsztatów, na których uczymy się, jak radzić sobie w sytuacjach stresowych. Moja praca jest interwencyjna. Są dni, kiedy nic się nie dzieje, ale zdarzają się sytuacje mocno kryzysowe, z interwencją policji. Wtedy, po sześciu godzinach dyżuru mam wrażenie, jakbym trzy dni pracowała bez przerwy.

 

D jak dom

– zawsze kojarzy mi się z ciepłem i moją rodziną. Natomiast dom dla moich podopiecznych to, niestety, często pasmo negatywnych przeżyć. Moją rolą jest wsparcie podopiecznych w akceptacji rzeczy oczywistych, pogodzenia się z sytuacją faktyczną po to, aby można było iść dalej… Często jest tak, że rodzice do końca okłamują dziecko, a ono do końca im wierzy i usprawiedliwia ich. To bardzo trudne sytuacje dla młodych ludzi i dla mnie.

 

E jak empatia

– ta cecha charakteru była doceniana przez moich przełożonych w różnych pracach i na różnych płaszczyznach, zarówno w kontaktach z podopiecznymi, jak i współpracownikami. Zrozumienie innych ludzi, motywów, jaki się kierują to dar. Lubię ludzi.

 

F jak fotografia

– pasją fotografowania zaraziłam się od męża. Dla mnie jest to odskocznia od codzienności. Bardzo lubię fotografować ludzi. Sprawia mi ogromną frajdę, gdy ktoś mówi mi, że podoba się sobie na zdjęciu, które zrobiłam. Lubię, kiedy mam TO zdjęcie, bez względu, czy jest to fajna minka dziecka, krajobraz, spojrzenie. Jeśli marzę o miejscach, które chciałabym zobaczyć i uwiecznić obiektywem aparatu, to jest to Afryka, jej mieszkańcy, safari, tropikalne wyspy…

 

G jak gdybym mogła cofnąć czas

– nie zmieniłabym swojego zawodu na żaden inny. Odkąd sięgam pamięcią, już jako dziewczynka chciałam być policjantką. Później myślałam o zakładzie karnym, a przez siedem lat pracowałam jako kurator społeczny w dziale karnym, w szkole, aż w końcu trafiłam do obecnej placówki.

 

H jak humorki

– wszyscy je miewamy. Moi wychowankowie również. Wielokrotnie, w ciągu kilku minut młody człowiek potrafi zmienić nastrój, ale przez lata przyzwyczaiłam się do takich „zwrotów akcji”.

 

I jak irytacja

– najbardziej irytuje mnie głupota w szerokim rozumieniu tego słowa oraz brak dobrej woli wśród ludzi.

 

J jak jakość pracy

– jakość mojej pracy przekłada się na funkcjonowanie wychowanków. Nie ma idealnego szablonu, którym można zmierzyć jakość wykonywanego zajęcia, albo jego wyniki. Wszystkie moje działania, decyzje, pomoc, wsparcie w sytuacjach trudnych kształtują wychowanków i mam nadzieję, że w końcowym efekcie mają wpływ na wychowanie.

K jak kłamstwo i konsekwencja

– nie toleruję kłamstwa. Moi wychowankowie często kłamstwo traktują, jak parasol ochronny i notorycznie kłamią, nawet w sprawach nieważnych. Rola wychowawcy polega na korygowaniu takich zachowań, np. młodzież często idealizuje obraz najbliższych, a za pobyt w placówce obwinia najczęściej sąd, opiekę społeczną, a nie rodziców. A jeśli chodzi o konsekwencję w działaniu, to jest ona nieodzownym elementem mojej pracy. Młodzież i dzieci, kiedy mają do czynienia z osobą konsekwentną, wtedy łatwiej funkcjonują, zachowane są granice i wszystko jest na swoim miejscu.

 

L jak lubię

– słodycze :)

 

Ł jak łzy

– bardziej mnie denerwują niż wzbudzają litość. W przypadku złości lub słabości wobec jakiejś sytuacji, ostatnią rzeczą o jakiej myślę jest płacz. Zazwyczaj do problemu podchodzę chłodno i zastanawiam się, co konkretnie mogę zrobić. Ale płaczę na filmach, oglądając „Życie jest piękne” już taka twarda nie byłam.

M jak miłość

– napędza, daje sens życiu, motywuje, wzmacnia. Młodzieży przebywającej w placówce potrzebna jest tak samo twarda ręka, jak psychiczne wsparcie, wszystko w zależności od sytuacji. Pośród byłych wychowanków jest wiele pozytywnych przykładów, jak młodzi ludzie ukończyli studia, pozakładali rodziny. My, jako wychowawcy, możemy ich wspierać, podpowiadać różne rozwiązania , ale to od młodych ludzi zależy co zrobią z własnym życiem i w którą stronę pójdą.

 

N jak narty

– alternatywa na zimę. Moje córki mają już pierwsze kroki za sobą. Z wychowankami jest trochę trudniej. Młody człowiek w wieku 16-18 lat wolny czas najchętniej spędza przy komputerze, telewizorze, a jak już opuści miejscówkę i weźmie udział w zajęciach, czy w wycieczce to w 80% jest zadowolony.

 

O jak odpowiedzialność

– praca z młodzieżą wiąże się z odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Od naszej pracy zależy, jak młody człowiek będzie funkcjonował w społeczeństwie. W pracy czuję się odpowiedzialna za wychowanków w każdej sferze, od zakupów żywności, po planowanie przyszłości. Ale to, co wobec moich biologicznych dzieci robię instynktownie, w pracy głęboko analizuję każdą decyzję.

P jak piętno

– dzieci z placówek wychowawczych czują się w pewien sposób naznaczone i nie identyfikują się z miejscem pobytu. Niektóre z nich ukrywają, np. w szkole miejsce zamieszkania i również wychowawców proszą o dyskrecję. Dopiero po opuszczeniu placówki wychowankowie doceniają to, co dał im pobyt w ośrodku, kiedy już sami pracują na swoje utrzymanie.

R jak rodzina

– kojarzy mi się zawsze z moją własną, gdzie wszystko jest na swoim miejscu. Rodziny biologiczne moich wychowanków, to często pasmo goryczy, rozczarowań, zawiedzionych nadziei. Większość historii rodzin moich wychowanków pewnie nadawałaby się do „ Expresu reporterów”, ale z czasem coraz mniej rzeczy jest w stanie mnie zdziwić.

 

S jak sukces

– nie kojarzy mi się z czymś spektakularnym, dla mnie to często małe rzeczy, które cieszą na co dzień, dają satysfakcję i motywację do lepszej pracy. Sami powinniśmy się nagradzać za nasze powodzenia, a nie zawsze czekać aż ktoś to doceni.

 

Ś jak święta

– to najtrudniejszy okres w całym roku dla wychowanków i wychowawców. Któregoś roku w Wigilię przypadł mi dyżur. Zostałam w placówce z dwoma wychowankami, obaj niewierzący. Zaplanowałam zgodnie z tradycją kolację wigilijną. Chłopcy we wszystkim pomagali – od zakupów po przygotowanie dań. Podczas kolacji rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Zapytałam, od kiedy są w placówce, gdyż wiedziałam, że po drodze zmieniali miejsca pobytu. Stwierdziłam, że pewnie ciężko im było tak kolejno przyzwyczajać się do różnych wychowawców. Wtedy jeden z chłopców powiedział, że co go obchodzą jacyś chorzy wychowawcy, ciężko to było, jak go zabierali z domu rodzinnego.

T jak tolerancja

– z perspektywy czasu wiem, że z wiekiem staję się bardziej tolerancyjna, nabieram dystansu do różnych spraw, nie podchodzę tak emocjonalnie, jak kilka lat wcześniej. Daję sobie przyzwolenie, że pewne sprawy powinny biec swoim torem. Wychowanek powinien mieć jasno postawioną granicę w kontaktach z wychowawcą, wtedy współpraca układa się pomyślnie. W przypadku, kiedy ta granica nie jest jasna, cierpią obydwie strony.

 

U jak używki

– najczęściej są to papierosy, niektórzy wychowankowie palą i specjalnie się z tym nie kryją, rzadziej sięgają po alkohol i narkotyki. W placówce, wg regulaminu jest zakaz stosowania jakichkolwiek używek. W przypadku złamania regulaminu, wychowankowie mają odbierane przywileje, np. kieszonkowe, możliwość korzystania z komputera, itp.

 

W jak wsparcie

– bez wsparcia mojego męża, nie dałabym rady. Pogodzenie pracy zawodowej, prowadzenie domu, pomoc w firmie małżonka – to wszystko wymaga logistyki na najwyższym poziomie. Jeśli na co dzień nie zawsze mamy takie samo zdanie, to w sytuacjach, kiedy jest potrzebna natychmiastowa decyzja nigdy nie mamy wątpliwości i to jest super.

 

Z jak zaufanie

– na zaufanie wychowanka trzeba sobie zapracować, poprzez wydawane decyzje i postawę na co dzień. W pracy jest mnóstwo sytuacji, które ciężko zaakceptować młodemu człowiekowi, niekiedy dopiero z perspektywy czasu może to ocenić. A jeśli jego zaufanie zostało wiele razy zawiedzione przez dorosłych, rodziców, opiekunów, to ciężko jest mu kolejny raz zaufać. Wychowawca, jako najbliższa osoba dla wychowanka doświadcza większości negatywnych emocji i zachowań względem siebie. Nawet, jak to rodzic zawini, to i tak jest winny wychowawca. Z perspektywy pedagogów wiemy, że takie zachowanie jest w pewnym sensie normą u naszych dzieci.

 

Ż jak życie

– placówka nie jest w stanie nauczyć życia młodego człowieka, ale młody człowiek, który opuszcza to miejsce powinien być świadomy swoich możliwości, mieć plan na przyszłość i musi być odpowiedzialnym za siebie. Wychowanek, po odejściu z ośrodka może mieć kontakt z nami jeszcze przez kilka lat. Często też otrzymuje pomoc finansową oraz wsparcie w sytuacjach trudnych. Ale, niestety, nie ma jednej recepty na życie.

 

Wysłuchała Anna Kowalczyk

You have no rights to post comments