Dzisiaj jest: 24 Czerwiec 2017    |    Imieniny obchodzą: Danuta, Emilia, Jan

Kocie gangi, spady i klipy

Ocena użytkowników:  / 1

Nr 115 str 16 Strefa szkoła koty okładka książkiW mińskim Gimnazjum im. Polskiej Macierzy Szkolnej miało miejsce historyczne wydarzenie. Dzięki współpracy polonistki Anety Korycińskiej i wydawnictwa Kwiaty Orientu, po raz pierwszy w historii polska młodzież przeczytała w ramach szkolnej lektury powieść koreańską. I to w bardzo nietypowy sposób. O tym niezwykłym wydarzeniu rozmawiamy z Edytą Matejko-Paszkowską, współzałożycielką Kwiatów Orientu i tłumaczką „Szkoły Kotów” oraz gimnazjalistami z klas I A i I C – Sylwią Stupnicką, Marysią Paszkowską i Jakubem Drożdżem.

 

Uczniowie mogli obserwować proces powstawania polskiego przekładu, redakcji, korekty, łamania tekstu i przygotowywania książki do druku. Skąd wziął się pomysł takiego eksperymentu z lekturą szkolną?

 

Edyta Matejko-Paszkowska (E. M.-P.) – Kwiaty Orientu od początku swojej działalności aktywnie promują kulturę koreańską wśród dzieci. Specjalne akcje promocyjne towarzyszą każdej nowo wydawanej przez nas pozycji. Podczas spotkań literackich dzieci często zadawały pytanie o to, jak rodzi się książka. Przygotowaliśmy więc warsztaty opowiadające o procesie jej powstawania, o tym, jaką drogę musi pokonać, zanim z biurka tłumacza trafi na sklepową półkę. W przypadku „Szkoły Kotów” napisanej przez Kim Jin-kyunga poszliśmy o krok dalej – pozwoliliśmy dzieciom uczestniczyć w tej drodze i obejrzeć książkę „od podszewki”. Było to możliwe dzięki niezwykłej otwartości nauczycielki języka polskiego – pani Anety Korycińskiej oraz pracy samych uczniów. Dziękuję im bardzo, bardzo serdecznie za zaangażowanie. Są naprawdę wyjątkowi. Ale muszę przyznać, że pierwszym bodźcem do eksperymentu była moja frustracja sprzed kilku lat na zastany kanon lektur w ówczesnej szkole córki. Z całym szacunkiem dla autorów kanonu i mimo osobistej nostalgii do niektórych tytułów mam wrażenie, że wykaz lektur szkolnych aż się prosi o odświeżenie.

 

Dlaczego akurat „Szkoła Kotów”?

 

E. M.-P. – Ponieważ to książka niezwykła – uczy tolerancji dla wszelkiej inności, pokazuje, jak żyć w harmonii ze sobą i z innymi, książka, w której splatają się światy Zachodu i Wschodu. Jednocześnie to wciągająca, pięciotomowa seria przygód kotów i dzieci w świecie magii, pełna wątków mitologicznych z całego świata oraz fantazji zakorzenionych w starożytnej, orientalnej filozofii in i yang. Jej bohaterowie nieustannie poszukują równowagi i walczą o pokój. Mówi się, że Zachód ma swojego Harry’ego Pottera, a Wschód „Szkołę Kotów”. Co ciekawe, z jednej strony książkę rekomendują koreańskie instytucje edukacyjne, a z drugiej, doceniają także młodzi czytelnicy – i to w różnych krajach. Książka zdobyła już popularność w Japonii, Chinach, na Tajwanie, a także – a może przede wszystkim – we Francji, gdzie to właśnie dzieci przyznały jej prestiżową nagrodę – Le Prix des Incorruptibles.

 

A co o „Szkole Kotów” sądzą gimnazjaliści? Podobało się wam nietypowe czytanie książki i czy jej lektura w wersji roboczej była trudna?

 

Sylwia Stupnicka (uczennica klasy I C) – To była zupełna nowość. Byliśmy przyzwyczajeni do książek, a także do lektur kupionych w księgarni, w wersji papierowej, w pięknej okładce z obrazkami. Natomiast przy „Szkole Kotów” mogliśmy poznać etapy wydawania książki. Najpierw dostaliśmy e-maila z pierwszą wersją napisaną w pliku Word. Później dostawaliśmy coraz to bogatsze wersje już z akapitami, z inną czcionką, z obrazkami. Dla mnie poznawanie tej lektury na czytniku elektronicznym nie było czymś trudnym, ale fajnym i ciekawym doświadczeniem.

 

Marysia Paszkowska (uczennica klasy I A) – Omawianie lektury także było nietypowe. Podczas zajęć kręciliśmy różne scenki dotyczące „Szkoły Kotów”. Chcemy je zmontować i stworzyć klip.

 

Podobno autor książki Kim Jin-kyung napisał Szkołę Kotów, by pocieszyć córki po śmierci ukochanego kota – Saliksa?

 

Marysia – Tak, wymyślił, że Saliks nie umarł, ale odszedł, by żyć w świecie przeznaczonym wyłącznie dla kotów. W jednym z wywiadów autor powiedział, że jest pod wrażeniem tego, że koty umierają same, w ciszy, że idą tam, gdzie nikt nie zobaczy ich odchodzenia. I wtedy też pomyślał, że może jednak koty nie umierają, ale przenoszą się w inne miejsce, gdzie mogą się uczyć i przeżywać przygody. A potem wyobraził sobie takie miejsce.

 

Brzmi to bardzo intrygująco.

 

Sylwia – To prawda, jednak jest jeden bohater książki, który szczególnie mnie intryguje. Nazywa się Cao Cao i jest bardzo tajemniczy. Ale wydaje mi się, że jego działania są złowrogie. Podczas czytania irytowało mnie to i chciałam od razu dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest? Co ukrywa? Czy inne koty nie będą miały przez niego problemów? Osobiście lubię, gdy w książce pojawia się bohater ze złym charakterkiem.

 

Jakub Drożdż (uczeń klasy I C) – Za to mi najbardziej spodobał się Saliks. Zastanawiam się, czy uda mu się pokonać władcę Kotcieni.

 

Kotcieni?

 

Nr 115 str 16 Strefa szkoła koty ilustracja książkiE. M.-P. – To czarni bohaterowie serii, którzy za całe zło tego świata obwiniają ludzi i chcą się na nich zemścić. Walczą z Kryształowymi Kotami, żeby zdobyć chroniony przez nie magiczny miecz, który posiada moc przezwyciężania zła.

 

Jak na lekturę dla starszych dzieci, książka ma sporo ilustracji?

 

Marysia – Tak, choć obejrzeliśmy je dopiero na kolejnym etapie pracy z lekturą, po złożeniu całości, czyli wlaniu tekstu między ilustracje. Wcześniej wszystkie scenki musieliśmy sobie wyobrażać. To było ciekawe doświadczenie zobaczyć, jak wyglądają postacie w książce i porównać je z tymi z naszej wyobraźni.

 

Sylwia – Moją ulubioną ilustracją jest ta, na której Solaris przecina magicznym mieczem Węża Ciemności. Spodobała mi się od razu, gdy ją zobaczyłam. Widać tam przede wszystkim zaangażowanie Solarisa w to, co robi. Ciekawy jest również widok przeciętego na pół węża – choć nie ukrywam, przerażają mnie te zwierzęta.

 

Jakub – Walka Solarisa z Wężem Ciemności kojarzy mi się z mitami egipskimi o walce Bastet z Apopisem.

 

E. M.-P. – Brawo, Kuba. Zdradzę, że to dopiero początek wątków mitologicznych w „Szkole Kotów”. W kolejnych tomach pojawią się także bogowie z północy Europy i dalekiego Orientu.

 

Kto jest autorem tych fantastycznych ilustracji do „Szkoły Kotów”?

 

E. M.-P. – Ilustratorem książki jest Kim Jae-hong, to uznany i nagradzany w Korei oraz w świecie autor książek i ilustracji, który zdobył za swe prace wiele nagród, m.in. Espace Enfants, Le Prix des Incorruptibles, BIB. Jego credo brzmi: „Natura i człowiek to jedność”.

 

Jest w książce pewna uniwersalna myśl, która wydaje się być prawdziwa w każdym zakątku świata. Profesor Kudłacz mówi do kotów: „Bycie sobą to najbardziej niezwykła ze sztuk”. Bycie sobą w dzisiejszym świecie jest trudne?

 

Marysia – W dzisiejszych czasach wszyscy chcą się do kogoś upodobnić. Przykładem jest chociażby ubieranie się w stylu sławnych gwiazd. Nie mam nic przeciwko noszeniu się w ten sposób, ale według mnie powinno się mieć własny, oryginalny i niepowtarzalny styl.

 

Jakub – Ale bycie sobą jest bardzo trudne. Boimy się, że zostaniemy wyśmiani lub niezaakceptowani przez innych.

 

Sylwia – Dlatego zgadzam się z Profesorem Kudłaczem, że to najbardziej niezwykła ze sztuk. Aby wyrazić swoje poglądy przy innych, trzeba być odważnym i pewnym siebie. Wymaga to od nas dużych poświęceń, gdyż zawsze jest obawa, że komuś nasze zdanie się nie spodoba i potraktuje nas z góry. Natomiast trzeba być tolerancyjnym i przyjąć do wiadomości, że każdy jest inny. Każdy ma inny gust, inne zainteresowania, a przede wszystkim – każdy inaczej patrzy na świat. I każdy ma prawo do własnego zdania.

 

Oprac. ZR, fot. Kwiaty Orientu

Nr 115 str 16 Strefa szkoła koty do paginy

„Moja pasja – moja przyszłość” - projekt rozwojowy dla dzieci

Ocena użytkowników:  / 0

To tytuł projektu skierowanego do młodych ludzi w wieku 9-16 lat chcących rozwijać swoje zainteresowania. Został on przygotowany przez Stowarzyszenie „Dwie Jedynki”, które działa przy Zespole Szkół Miejskich nr 1 w Mińsku, a jego celem jest odkrywanie oraz wspieranie rozwoju talentów dzieci i młodzieży.

W ramach programu przez cały październik realizowane będą warsztaty taneczne (prowadzone przez tancerza Jakuba Chocholskiego, który dzięki zajęciom gimnastycznym i choreograficznym nauczy uczestników zajęć nowych technik tańca, świadomości ciała, poczucia rytmu, rozwinie ich wyobraźnię i koordynację ruchową), warsztaty fotograficzne z elementami grafiki komputerowej (prowadzone przez fotografa Marka Łodygę, który zapozna uczniów z terminologią fotograficzną, zasadami kadrowania, oświetlenia, podziału zdjęć oraz posługiwania się sprzętem fotograficznym, a także nauczy ich wykorzystywania zdobytych umiejętności w praktyce, obróbki zdjęć, przygotowania plakatu) oraz warsztaty dziennikarskie (w czasie których dziennikarz Dariusz Mól zapozna uczestników zajęć z zasadami pracy dziennikarza, funkcjonowania redakcji, wydawania gazety, nauczy ich przeprowadzać wywiad czy przygotować reportaż).

Dzięki dofinansowaniu z Urzędu Miasta Mińsk Mazowiecki udział w warsztatach jest bezpłatny. Innowacyjność zaplanowanych działań stworzy możliwości upowszechniania pozytywnych wzorców, inspirowania młodych ludzi do twórczych zachowań, rozwijania ich kreatywności, podniesienia samooceny i wiary we własne umiejętności. Mamy nadzieję, że projekt znacząco wzbogaci ofertę artystyczną edukacji pozaszkolnej, a jego uczestnicy nie tylko rozwiną swoje pasje, ale również bardziej świadomie zaplanują dalszą drogę kształcenia.

Oprac. na podst. mat. organizatorów

Najlepsi gimnazjaliści z powiatu mińskiego czyli Supergimbus 2013

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 86 str 10 Strefa szkoła Supergimbus wspólne do ramki Już po raz siódmy w Salezjańskim Gimnzajum im. Jana Bosko odbył się konkurs na najlepszego gimnazjastę powiatu mińskiego. W środę, 22 maja dziewiętnastu uczniów stanęło do walki o tytuł „Supergimbusa 2013”. W „Strefie” rozmawiamy z dwoma finalistami turnieju – Barbarą Frącz oraz Michałem Możdżonkiem...

 

Barbara Frącz, uczennica klasy III c Publicznego Gimnazjum w Mrozach wywalczyła tytuł „Supergimbusa 2013”, czyli najlepszego gimnazjalisty powiatu mińskiego.

 

Czym jest dla ciebie tytuł najlepszego gimnazjalisty powiatu mińskiego 2013 r.?

 

Barbara Frącz (B. F.) – To trudne pytanie :) Na pewno bardzo się ucieszyłam, bo pokonałam osiemnastu uczniów z różnych szkół. Choć po pierwszej serii w ogóle nie myślałam, że przejdę do finału, bo pytania były bardzo trudne. To ciekawe wyróżnienie i miło jest je otrzymać, choć tak naprawdę konkurs nie sprawdza faktycznego stanu wiedzy. Wszystko zależy od tego, na jakie pytanie się trafi. Myślę też, że Michał Możdżonek, który zajął drugie miejsce w konkursie, ma większe osiągnięcia w nauce niż ja. Jest laureatem olimpiad z matematyki i fizyki. Też do nich podchodziłam, ale nie przeszłam w żadnej do kolejnego etapu. Myślę, że po prostu miałam farta.

 

Jak się przygotowywałeś do „Supergimbusa 2013”?

 

B. F. – Można powiedzieć, że wzięłam w nim udział „z marszu”. Nie przygotowywałam się jakoś szczególnie. Bazowałam na wiedzy, którą miałam już w głowie. Oraz na okularach zerówkach, które pożyczyłam od przyjaciela :). Najwyraźniej „coś pożyczonego” przyniosło mi szczęście.

 

Pytania z jakich kategorii sprawiły ci największą trudność podczas konkursu?

 

B. F. – Z chemii. Zwłaszcza o radionuklidy, ponieważ w życiu nie słyszałam o czymś takim. Nie pamiętam, żeby uczono nas o tym w gimnazjum.

 

Masz jakiś specjalny sposób uczenia się?

 

B. F. – Właściwie nie. Jeśli muszę się nauczyć na klasówkę, to po prostu to robię. Rozpisuję sobie na kartce to, co muszę zapamiętać w formie map myśli, np. daty z historii, albo jakieś najważniejsze pojęcia z geografii czy z biologii. I to wystarcza.

 

Ile czasu dziennie poświęcasz nauce?

 

B. F. – Nie poświęcam jej jakoś przesadnie dużo czasu – maksymalnie pół godziny dziennie. Wychodzę z założenia, że jeśli czegoś trzeba się nauczyć, to się tego uczę. Ważne jest też, żeby pomiędzy czasem przeznaczonym na naukę a czasem na odpoczynek przebiegała wyraźna granica - jak się uczę, to nie myślę o rolkach, jak oglądam serial to nie rozmyślam o wyższych kwasach karboksylowych. Uważam też, że mózg do nauki musi być dobrze dotleniony, dlatego bardzo dużo jeżdżę na rowerze.

 

Nr 86 str 10 Strefa szkoła Supergimbus Basia Frącz 1 Masz jakieś pasje lub hobby?

 

B. F. – Uwielbiam śpiewać. Należę do Chóru Kameralnego Mińskiego Towarzystwa Muzycznego. Śpiewam tam od dwóch lat i w tej chwili jest to moja największa pasja i duma. Tak, moim największym hobby jest muzyka. Kiedyś bardzo dużo słuchałam nagrań grupy Queen i w dalszym ciągu mam ogromny sentyment do tego zespołu. A obecnie słucham tego, co mi wpadnie w uszy, nie patrzę ani na wykonawcę, ani na gatunek - czasem godzinami słucham smutnych piosenek o miłości, czasem rocka. To zależy od nastroju.

 

Co chciałbyś robić w przyszłości?

 

B. F. – O, mam dużo planów, np. chciałabym być tłumaczem języka chińskiego, choć nie bardzo się przykładam do jego nauki :) Myślałam też, że mogłabym być dietetykiem. Ale moim największym sekretnym marzeniem jest to, aby zostać wokalistką i śpiewać solo, albo w jakimś zespole. Albo w jakimś bardzo sławnym chórze, który jeździ w trasy koncertowe po całym świecie i nagrywa ścieżki dźwiękowe do filmów. Mam nadzieję, że kiedyś to osiągnę.

 

 

Michał Możdżonek, uczeń klasy III Gimnazjum im. Polskiej Macierzy Szkolnej w Mińsku zajął II miejsce w konkursie „Supergimbus 2013”. A także został wyróżniony tytułem „Najlepszego Gimnazjalisty Miasta Mińsk Mazowiecki”.

 

Czym jest dla ciebie tytuł „Najlepszego Gimnazjalisty Miasta Mińsk Mazowiecki”?

 

Michał Możdżonek (M. M.) – To ukoronowanie mojej pracy, choć nie największe osiągnięcie, bo jestem laureatem dwóch konkursów przedmiotowych z matematyki i z fizyki. Można powiedzieć, że tytuł „Najlepszego Gimnazjalisty Miasta Mińsk Mazowiecki” jest dla mnie takim bonusem do tego wszystkiego, co robię.

 

Jak się przygotowywałeś do „Supergimbusa 2013”?

 

M. M. – Nie przygotowywałem się jakoś szczególnie. Jedynie powtórzyłem materiał z geografii, ponieważ tym przedmiotem nie interesowałem się tak, aby wszystko umieć.

 

Pytania z jakich kategorii sprawiły ci największą trudność podczas konkursu?

 

M. M. – Z biologii, ponieważ było tam dużo pytań związanych z roślinami, a nie jest to moja ulubiona część przedmiotu. I z języka polskiego, bo jestem bardziej „ścisłowcem” niż humanistą.

 

Masz jakiś specjalny sposób uczenia się?

 

M. M. – Lubię czytać książki, zarówno podręczniki z gimnazjum, ale też, np. z liceum czy dla studentów. To dla mnie najlepszy sposób, bo wtedy dużo zapamiętuję. Kiedy przeczytam jakiś fragment trzy razy, to ten materiał zostaje mi już na dobre w głowie. Niczego sobie nie zapisuję, nie robię notatek, czasem rozwiązuję zadania, żeby utrwalić to, o czym przeczytałem.

 

Nr 86 str 10 Strefa szkoła Supergimbus Michał Możdżonek Ile czasu dziennie poświęcasz nauce?

 

M. M. – Myślę, że łącznie z odrobieniem lekcji, jakieś dwie godziny. Ale nie ślęczę nad książkami z zegarkiem w ręku, robię sobie przerwy w uczeniu się.

 

Masz jakieś pasje lub hobby?

 

M. M. – Jestem harcerzem i lubię podróżować. W ramach drużyny harcerskiej organizujemy sobie, np. wycieczki po naszej okolicy. Ale chciałbym też zobaczyć różne miejsca w Polsce, np. Poznań czy Szczecin. A z dalszych wypraw, to marzy mi się wyjazd do Londynu. Lubię też jeździć na rowerze i pływać żaglówką.

 

Co chciałbyś robić w przyszłości?

 

M. M. – Tak naprawdę, skupiam się na tym, co robię teraz. Owszem, czasem myślę, że mógłbym zostać, np. naukowcem, ale marzenia się zmieniają i nigdy nie wiadomo, co mi przyjdzie do głowy i jak potoczy się życie. Na pewno chciałbym pójść na jakieś dobre studia, np. techniczne, albo związane z nauką matematyki lub fizyki. I w zależności od dokonanego wyboru, będę się później zastanawiał, w jakim zawodzie będę pracował.

Rozmawiał i fot. Dariusz Mieczysław Mól

 

Supergimbus 2013

W konkursie, oprócz Barbary Frącz i Michała Możdżonka wzięli udział: Milena Bąk (Salezjańskie Gimnazjum w Mińsku), Mateusz Gadomski (Gimnazjum w Kałuszynie), Bartosz Guzy (Gimnazjum nr 1 w Sulejówku), Damian Kawka (Gimnazjum w Zamieniu), Konrad Kobrzak (Gimnazjum w Okuniewie – w konkursie zajął III miejsce), Filip Kraszewski (Gimnazjum w Hucie Mińskiej), Karol Łuniewski (GM nr 3 w Mińsku), Michał Mirończuk (Gimnazjum w Halinowie), Małgorzata Paska (Gimnazjum w Stojadłach), Rafał Rek (Gimnazjum w Dobrem), Klaudyna Soczewka (Gimnazjum w Siennicy), Jakub Stojak (Gimnazjum w Żakowie), Damian Szubiński (GM nr 1 w Mińsku), Zuzanna Woźniewicz (GM nr 2 w Mińsku), Julia Zalewska (Gimnazjum w Cegłowie), Aleksandra Zawadka (Gimnazjum w Wielgolesie) oraz Marcin Zioło (Gimnazjum w Jakubowie).

Konkurs podzielony był na rundy, w których zawodnicy musieli odpowiedzieć na pytania obejmujące zakres materiału klasy I i II gimnazjum z języka polskiego, matematyki, fizyki, chemii, biologii, historii, informatyki i religii. W tym roku zwycięzcy turnieju otrzymali w nagrodę, mi.in.: nowoczesne tablety. Gratulujemy wszystkim gimnazjalistom :)

Alfabet maturzysty

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 83 str 12 Strefa młodych alfabet maturzysty Matura – jakże ważny moment w życiu każdego młodego człowieka, który kończy edukację w szkole średniej. Właśnie zaczęły się egzaminy dojrzałości z bagażem wielkich niewiadomych, stresu i obaw okupionych miesiącami przygotowań na różnych kursach. Igor będzie zdawał maturę w Zespole Szkół Ekonomicznych w Mińsku. W szkole, której przez pierwszy rok nie lubił, bo kierunek nauki, uważał – „wybrała mu mama”. Ale dziś nie żałuje – ma wspaniałego wychowawcę, broniącego klasy, jak lew i fajnych kolegów. Wie też, co chciałby robić w życiu, bo teraz logistyka nie jest już dla niego obco brzmiącym hasłem. Pierwsze skojarzenie z literą alfabetu pokazuje człowieka takim, jakim jest, bez retuszu...

 

A jak absolwent

– co niektórym słowo „absolwent” kojarzy się z alkoholem, ale w tym wypadku chodzi o osobę kończącą pewien etap w życiu, a dokładniej mówiąc – szkołę. Słowo to jest w pewnym sensie symbolem nadchodzącej wolności, a także obowiązków czekających wszystkich maturzystów.

 

B jak bezsilność

– w przypadku przyszłych absolwentów bezsilność jest związana ze strachem przed nadchodzącymi maturami. Niektórzy uważają, że kwestia ich zdania czy też nie, zależy od szczęścia, a nie od rozumu, co jest błędnym przekonaniem, gdyż tylko dzięki własnej pracy można coś osiągnąć.

 

C jak, co dalej?

– po otrzymaniu wyników maturalnych, każdy zada sobie pytanie: „co dalej?” Ale to pytanie powinno zostać zadane o wiele wcześniej, już przy wyborze szkoły ponadgimanzjalnej, bo każdy uczeń już wtedy zaczyna decydować o swojej przyszłości. W przypadku maturzystów, odpowiedź jest prosta – dalej są albo studia, albo praca. Ewentualnie, jedno i drugie. Na pewno można wykluczyć bezczynne siedzenie w domu.

 

D jak dom

– to miejsce, w którym spędza się sporo czasu na uczeniu i właściwym przygotowaniu do egzaminów, dlatego maturzysta powinien czuć się w nim bezstresowo. A także mieć poczucie, że jest wspierany przez najbliższych.

 

E jak edukacyjne placówki

– to, następne po domu miejsca, w których uczniowie spędzają czas na nauce i dokształcaniu, aby pomyślnie zdać egzaminy maturalne.

 

F jak Facebook

– jest odskocznią od stresu i nauki. Dzięki niemu mamy możliwość kontaktowania się ze znajomymi, co jest o tyle ważne, że trudno się wymykać z domu, kiedy wszyscy wiedzą, że powinno się uczyć. Facebook, czy inne portale społecznościowe są świetnym sposobem komunikacji między uczniami, ale nie można z nimi przesadzać, gdyż istnieje niebezpieczeństwo, że zmarnuje się na nich sporo cennego czasu.

 

G jak gdybanie

– nad tym, co było, będzie na pewno pierwszą czynnością wykonywaną przez absolwentów zaraz po wyjściu z egzaminów. Wszyscy będą zastanawiać się nad tym, co by było, gdyby przeczytali całe lektury zamiast streszczeń, albo poświęcili odpowiednią ilość czasu innym tematom. Dlatego warto było przerobić wszystko, na co tylko znalazło się czas, żeby właśnie uniknąć przykrego tematu gdybania.

 

H jak humor

– gruntem do właściwego przygotowania się do matury jest podchodzenie do nauki z właściwym nastrojem. Nie można tracić humoru nawet, gdy coś nie wychodzi. Trzeba próbować dalej i nie przejmować się niepowodzeniami. Nawet, jeśli na początku nie udaje się zrozumieć dzielenia wielomianów z ciągami :)

 

I jak impreza

– każdy uczeń z niecierpliwością wypatruje okazji, która będzie odskocznią od szkoły. A najlepszą i najczęstszą z nich jest weekend, podczas którego zazwyczaj się imprezuje. Wbrew temu, co myślą rodzice, pozwala to oderwać myśli od maturalnego stresu i daje możliwość odprężenia umysłu, zwłaszcza po wysiłku włożonym w rozwiązywanie wyjątkowo trudnego zadania

 

J jak „jutro”

– słowo, które jest symbolem lenistwa i niechęci do podejmowania działań. Każdy, przed rozpoczęciem zadania, do którego jest negatywnie nastawiony, stara się je odłożyć na później. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli nie będzie się odkładać czegoś „na jutro”, tym więcej będzie się miało na to czasu, a wysiłek włożony w „nieodkładanie na jutro” może przynieść jeszcze lepsze efekty.

 

K jak kursy przygotowawcze

– niektórzy uważają, że na kursy przygotowawcze zapisują się ci, którzy olewali naukę we wcześniejszych latach. Ale nie jest to prawdą, ponieważ dzięki nim można sobie przypomnieć zakres dawno nieprzerabianych materiałów. I najlepiej to zrobić pod okiem przygotowanej specjalnie do tego kadry nauczycielskiej.

 

L jak lenistwo

– jest następnym grzechem popełnianym przez maturzystów. Wszyscy wolą poświęcać czas na cokolwiek innego, zamiast zająć się obowiązkami, co, w przypadku uczniów, może zaowocować inną przyszłością niż mieli zaplanowaną.

 

M jak matura

– słowo-hasło, którego niektórzy unikają jak ognia, inni udają, że się go nie obawiają, podchodząc do niego z humorem, a jeszcze kolejni nie przykładają do niego wagi. Fakt faktem, czeka ona wszystkich uczniów i nie można podchodzić do niej zbyt wyluzowanym.

 

N jak niska samoocena

– na pewno nie jest czynnikiem ułatwiającym właściwe przygotowanie do matury. Sporo uczniów przechodzi kryzys twierdząc, że „nic nie potrafią”, co jest, po prostu klasycznym objawem przedmaturalnego stresu. W takich momentach trzeba wziąć się w garść i powiedzieć sobie – „potrafię”.

 

O jak opatrzność boska

– tuż przed, oraz podczas egzaminów jakże potrzebna :)

 

P jak prezentacja

– część matury ustnej z polskiego, której maturzyści najbardziej się obawiają. To bardzo stresujący moment matur, ponieważ spędza się go samotnie przed komisją, w największym stresie, modląc się, żeby nie zapomnieć, o czym mówić.

 

R jak refleks

– w przypadku maturzysty już nie może być to refleks „szachisty”.

 

S jak studniówka

– bal odbywający się w teorii na 100 dni przed maturą jest symbolem, że żarty się kończą i najwyższy czas brać się za przygotowania do egzaminów, gdyż z każdym dniem zbliża się nieunikniona matura. Dla wielu uczniów jest to jedna z ostatnich okazji spędzenia w czasu w gronie klasy, przy dobrej zabawie i niewątpliwie dla wszystkich jest to wydarzenie, które zapamiętają do końca życia.

 

T jak trema

– prędzej czy później dopadnie każdego. Dlatego najlepiej zacząć się z nią oswajać długo przed egzaminami, żeby już podczas nich nie zostać sparaliżowanym strachem, tylko odetchnąć głęboko i uwierzyć we własne siły i możliwości.

 

U jak używki

– pozwolicie, że przemilczę ten temat.

 

W jak wychowawca

– osoba będąca wychowawcą, musi posiadać szereg różnych cech, np. być komunikatywna, uczciwa, mieć wysoką kulturę osobistą i całe mnóstwo innych atutów, które można by wymieniać i wymieniać. Co ważne, uczniowie powinni czuć jej wsparcie. Uosobieniem tych wszystkich cech jest pani Mariola Olejnik z Zespołu Szkół Ekonomicznych :)

 

Z jak zadanie

– ciągłe ćwiczenia pomagają utrwalić teorię, którą łatwiej przyswoić w praktyce, dlatego rozwiązywanie zadań z maty czy sprawdzanie swoich sił w próbnych maturach jest niezbędne, aby upewniać się, czy na pewno potrafi się to, co myśli się, że się potrafi :)

 

Ż jak życie

– nie kończy się po maturze, a wprost przeciwnie – otwiera się przed nami kolejna furtka.

 

Wysłuchała Anna Kowalczyk, która składa gorące podziękowania Igorowi za czas poświęcony na opracowanie alfabetu, pomiędzy kursem przygotowawczym, a książkami. W „Strefie” trzymamy kciuki za Igora i życzymy powodzenia na egzaminach maturalnych.

Alfabet wychowawcy

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 80 str 12 Strefa obyczajów alfabet wychowawcy Prywatnie, od jedenastu lat jest mężatką i mamą dwóch córek. Zawodowo, pracuje jako wychowawca w placówce socjalizacyjnej. Lubi swoją pracę, dlatego nie traktuję jej, jak zło konieczne. Po roku szkolnym każdy wychowawca czeka na wakacje i dłuższy urlop, bo to czas dla rodziny i maksymalnego naładowania akumulatorów na nowy rok szkolny. Pierwsze skojarzenie z literą alfabetu pokazuje człowieka takim, jakim jest, bez retuszu...

 

A jak akceptacja

– akceptacja drugiego człowieka takim, jakim jest, to podstawa pracy z nim. Bez akceptacji jakiekolwiek działania nie miałyby większego sensu.

 

B jak bezpieczeństwo

– w pracy czuję się bezpiecznie, chociaż mam często do czynienia z agresywnym zachowaniem. Nigdy nie bałam się dzieci, to pewnie kwestia charakteru, ale przede wszystkim przygotowania zawodowego. Podczas jakiegokolwiek aktu przemocy stosuję wachlarz zachowań odpowiedzialnych w stosunku do młodego człowieka. Wulgaryzmy są w placówce na porządku dziennym – jeden raz zdarzyło się, że młody człowiek zamachnął się na mnie i próbował uderzyć. Zrobiłam unik, a w głowie miałam tysiąc myśli, jak daleko mogę posunąć się w samoobronie? Jednocześnie myślałam o konsekwencjach, np. obezwładnienia, że niechcący mogę zrobić chłopakowi krzywdę. Przez cały czas bardzo spokojnie mówiłam do chłopca, aby wyciszył emocje. Po zajściu wezwałam policję – dzięki temu młody człowiek uświadamia sobie konsekwencje swojego zachowania, na które nie ma przyzwolenia.

 

C jak cierpliwość

– to cecha, którą powinnam stale doskonalić. W pracy muszę być cierpliwa, stonowana, skutecznie radzić sobie ze stresem, natomiast w domu często zaczyna brakować mi tej cierpliwości. Wiem, że zachowanie wychowawcy przekłada się na funkcjonowanie młodego człowieka – dlatego przechodzimy wiele różnych szkoleń, warsztatów, na których uczymy się, jak radzić sobie w sytuacjach stresowych. Moja praca jest interwencyjna. Są dni, kiedy nic się nie dzieje, ale zdarzają się sytuacje mocno kryzysowe, z interwencją policji. Wtedy, po sześciu godzinach dyżuru mam wrażenie, jakbym trzy dni pracowała bez przerwy.

 

D jak dom

– zawsze kojarzy mi się z ciepłem i moją rodziną. Natomiast dom dla moich podopiecznych to, niestety, często pasmo negatywnych przeżyć. Moją rolą jest wsparcie podopiecznych w akceptacji rzeczy oczywistych, pogodzenia się z sytuacją faktyczną po to, aby można było iść dalej… Często jest tak, że rodzice do końca okłamują dziecko, a ono do końca im wierzy i usprawiedliwia ich. To bardzo trudne sytuacje dla młodych ludzi i dla mnie.

 

E jak empatia

– ta cecha charakteru była doceniana przez moich przełożonych w różnych pracach i na różnych płaszczyznach, zarówno w kontaktach z podopiecznymi, jak i współpracownikami. Zrozumienie innych ludzi, motywów, jaki się kierują to dar. Lubię ludzi.

 

F jak fotografia

– pasją fotografowania zaraziłam się od męża. Dla mnie jest to odskocznia od codzienności. Bardzo lubię fotografować ludzi. Sprawia mi ogromną frajdę, gdy ktoś mówi mi, że podoba się sobie na zdjęciu, które zrobiłam. Lubię, kiedy mam TO zdjęcie, bez względu, czy jest to fajna minka dziecka, krajobraz, spojrzenie. Jeśli marzę o miejscach, które chciałabym zobaczyć i uwiecznić obiektywem aparatu, to jest to Afryka, jej mieszkańcy, safari, tropikalne wyspy…

 

G jak gdybym mogła cofnąć czas

– nie zmieniłabym swojego zawodu na żaden inny. Odkąd sięgam pamięcią, już jako dziewczynka chciałam być policjantką. Później myślałam o zakładzie karnym, a przez siedem lat pracowałam jako kurator społeczny w dziale karnym, w szkole, aż w końcu trafiłam do obecnej placówki.

 

H jak humorki

– wszyscy je miewamy. Moi wychowankowie również. Wielokrotnie, w ciągu kilku minut młody człowiek potrafi zmienić nastrój, ale przez lata przyzwyczaiłam się do takich „zwrotów akcji”.

 

I jak irytacja

– najbardziej irytuje mnie głupota w szerokim rozumieniu tego słowa oraz brak dobrej woli wśród ludzi.

 

J jak jakość pracy

– jakość mojej pracy przekłada się na funkcjonowanie wychowanków. Nie ma idealnego szablonu, którym można zmierzyć jakość wykonywanego zajęcia, albo jego wyniki. Wszystkie moje działania, decyzje, pomoc, wsparcie w sytuacjach trudnych kształtują wychowanków i mam nadzieję, że w końcowym efekcie mają wpływ na wychowanie.

K jak kłamstwo i konsekwencja

– nie toleruję kłamstwa. Moi wychowankowie często kłamstwo traktują, jak parasol ochronny i notorycznie kłamią, nawet w sprawach nieważnych. Rola wychowawcy polega na korygowaniu takich zachowań, np. młodzież często idealizuje obraz najbliższych, a za pobyt w placówce obwinia najczęściej sąd, opiekę społeczną, a nie rodziców. A jeśli chodzi o konsekwencję w działaniu, to jest ona nieodzownym elementem mojej pracy. Młodzież i dzieci, kiedy mają do czynienia z osobą konsekwentną, wtedy łatwiej funkcjonują, zachowane są granice i wszystko jest na swoim miejscu.

 

L jak lubię

– słodycze :)

 

Ł jak łzy

– bardziej mnie denerwują niż wzbudzają litość. W przypadku złości lub słabości wobec jakiejś sytuacji, ostatnią rzeczą o jakiej myślę jest płacz. Zazwyczaj do problemu podchodzę chłodno i zastanawiam się, co konkretnie mogę zrobić. Ale płaczę na filmach, oglądając „Życie jest piękne” już taka twarda nie byłam.

M jak miłość

– napędza, daje sens życiu, motywuje, wzmacnia. Młodzieży przebywającej w placówce potrzebna jest tak samo twarda ręka, jak psychiczne wsparcie, wszystko w zależności od sytuacji. Pośród byłych wychowanków jest wiele pozytywnych przykładów, jak młodzi ludzie ukończyli studia, pozakładali rodziny. My, jako wychowawcy, możemy ich wspierać, podpowiadać różne rozwiązania , ale to od młodych ludzi zależy co zrobią z własnym życiem i w którą stronę pójdą.

 

N jak narty

– alternatywa na zimę. Moje córki mają już pierwsze kroki za sobą. Z wychowankami jest trochę trudniej. Młody człowiek w wieku 16-18 lat wolny czas najchętniej spędza przy komputerze, telewizorze, a jak już opuści miejscówkę i weźmie udział w zajęciach, czy w wycieczce to w 80% jest zadowolony.

 

O jak odpowiedzialność

– praca z młodzieżą wiąże się z odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Od naszej pracy zależy, jak młody człowiek będzie funkcjonował w społeczeństwie. W pracy czuję się odpowiedzialna za wychowanków w każdej sferze, od zakupów żywności, po planowanie przyszłości. Ale to, co wobec moich biologicznych dzieci robię instynktownie, w pracy głęboko analizuję każdą decyzję.

P jak piętno

– dzieci z placówek wychowawczych czują się w pewien sposób naznaczone i nie identyfikują się z miejscem pobytu. Niektóre z nich ukrywają, np. w szkole miejsce zamieszkania i również wychowawców proszą o dyskrecję. Dopiero po opuszczeniu placówki wychowankowie doceniają to, co dał im pobyt w ośrodku, kiedy już sami pracują na swoje utrzymanie.

R jak rodzina

– kojarzy mi się zawsze z moją własną, gdzie wszystko jest na swoim miejscu. Rodziny biologiczne moich wychowanków, to często pasmo goryczy, rozczarowań, zawiedzionych nadziei. Większość historii rodzin moich wychowanków pewnie nadawałaby się do „ Expresu reporterów”, ale z czasem coraz mniej rzeczy jest w stanie mnie zdziwić.

 

S jak sukces

– nie kojarzy mi się z czymś spektakularnym, dla mnie to często małe rzeczy, które cieszą na co dzień, dają satysfakcję i motywację do lepszej pracy. Sami powinniśmy się nagradzać za nasze powodzenia, a nie zawsze czekać aż ktoś to doceni.

 

Ś jak święta

– to najtrudniejszy okres w całym roku dla wychowanków i wychowawców. Któregoś roku w Wigilię przypadł mi dyżur. Zostałam w placówce z dwoma wychowankami, obaj niewierzący. Zaplanowałam zgodnie z tradycją kolację wigilijną. Chłopcy we wszystkim pomagali – od zakupów po przygotowanie dań. Podczas kolacji rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Zapytałam, od kiedy są w placówce, gdyż wiedziałam, że po drodze zmieniali miejsca pobytu. Stwierdziłam, że pewnie ciężko im było tak kolejno przyzwyczajać się do różnych wychowawców. Wtedy jeden z chłopców powiedział, że co go obchodzą jacyś chorzy wychowawcy, ciężko to było, jak go zabierali z domu rodzinnego.

T jak tolerancja

– z perspektywy czasu wiem, że z wiekiem staję się bardziej tolerancyjna, nabieram dystansu do różnych spraw, nie podchodzę tak emocjonalnie, jak kilka lat wcześniej. Daję sobie przyzwolenie, że pewne sprawy powinny biec swoim torem. Wychowanek powinien mieć jasno postawioną granicę w kontaktach z wychowawcą, wtedy współpraca układa się pomyślnie. W przypadku, kiedy ta granica nie jest jasna, cierpią obydwie strony.

 

U jak używki

– najczęściej są to papierosy, niektórzy wychowankowie palą i specjalnie się z tym nie kryją, rzadziej sięgają po alkohol i narkotyki. W placówce, wg regulaminu jest zakaz stosowania jakichkolwiek używek. W przypadku złamania regulaminu, wychowankowie mają odbierane przywileje, np. kieszonkowe, możliwość korzystania z komputera, itp.

 

W jak wsparcie

– bez wsparcia mojego męża, nie dałabym rady. Pogodzenie pracy zawodowej, prowadzenie domu, pomoc w firmie małżonka – to wszystko wymaga logistyki na najwyższym poziomie. Jeśli na co dzień nie zawsze mamy takie samo zdanie, to w sytuacjach, kiedy jest potrzebna natychmiastowa decyzja nigdy nie mamy wątpliwości i to jest super.

 

Z jak zaufanie

– na zaufanie wychowanka trzeba sobie zapracować, poprzez wydawane decyzje i postawę na co dzień. W pracy jest mnóstwo sytuacji, które ciężko zaakceptować młodemu człowiekowi, niekiedy dopiero z perspektywy czasu może to ocenić. A jeśli jego zaufanie zostało wiele razy zawiedzione przez dorosłych, rodziców, opiekunów, to ciężko jest mu kolejny raz zaufać. Wychowawca, jako najbliższa osoba dla wychowanka doświadcza większości negatywnych emocji i zachowań względem siebie. Nawet, jak to rodzic zawini, to i tak jest winny wychowawca. Z perspektywy pedagogów wiemy, że takie zachowanie jest w pewnym sensie normą u naszych dzieci.

 

Ż jak życie

– placówka nie jest w stanie nauczyć życia młodego człowieka, ale młody człowiek, który opuszcza to miejsce powinien być świadomy swoich możliwości, mieć plan na przyszłość i musi być odpowiedzialnym za siebie. Wychowanek, po odejściu z ośrodka może mieć kontakt z nami jeszcze przez kilka lat. Często też otrzymuje pomoc finansową oraz wsparcie w sytuacjach trudnych. Ale, niestety, nie ma jednej recepty na życie.

 

Wysłuchała Anna Kowalczyk

Technikum Roku 2012 z ZS nr 1 w Mińsku

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 76 str 4 strefa informacji technikum Technikum w Zespole Szkół nr 1 im. Kazimierza Wielkiego w Mińsku zostało laureatem prestiżowego konkursu „Technikum Roku 2012” w branży Placówki Oświatowe. Organizatorem było Centralne Biuro Certyfikacji Krajowej.

Godło przyznane placówkom spełniającym surowe kryteria, odebrała Dyrektor Małgorzata Beczek podczas gali zorganizowanej 25 lutego w warszawskim hotelu Marriott. Szkoła została wyróżniona przede wszystkim dzięki bardzo wysokiemu poziomowi edukacji. Ponadto, kapituła konkursu doceniła bogatą ofertę zajęć obowiązkowych, pozalekcyjnych kół zainteresowań oraz praktycznych, prowadzonych w sposób rzetelny i zrozumiały. Doceniona została także wysoko wykwalifikowana kadra nauczycielska, która dzięki indywidualnemu podejściu do ucznia i otwartości na nowe techniki pozwala rozwijać młodzieży pasje, a także doskonale przygotowuje uczniów do egzaminów końcowych. Atutem, który również został zauważony przez Organizatorów, jest baza dydaktyczna spełniająca najwyższe standardy. – Przyznanie certyfikatu jest potwierdzeniem oferowania przez firmę produktów i usług najwyższej, jakości. To wyróżnienie, które jest wyrazem uznania środowiska branżowego oraz podpowiedzią dla klientów komu warto zaufać – powiedział podczas gali Marcin Andrzejewski, dyrektor programowy CBCK.

Oprac. na podst. mat. ZS nr 1

Unijny projekt dla uczniów z Jakubowa

Ocena użytkowników:  / 0

jak1W Zespole Szkół w Jakubowie Szkole Podstawowej im. Władysława Broniewskiego w ramach projektu „Indywidualizacja nauczania uczniów klas I-III w gminie Jakubów" realizowane były zajęcia:

rozwijające zainteresowania uczniów szczególnie uzdolnionych ze szczególnym uwzględnieniem nauk matematyczno-przyrodniczych oraz dla dzieci ze specyficznymi trudnościami w czytaniu i pisaniu, w tym także zagrożonych ryzykiem dysleksji. Łącznie wsparciem w ramach projektu objęto 20 uczniów w tym 11 dziewczynek i 9 chłopców, co stanowi 23% uczniów kl. I-III. 4 nauczycieli: p.A.Kunka, H.Krupa, M.Wójcicka, S.Rybak przeprowadziło 180 godzin zajęć. Realizacji celów zajęć sprzyjała różnorodność stosowanych metod i form pracy z dziećmi. W ramach projektu doposażono bazę dydaktyczną edukacji wczesnoszkolnej w pomoce i sprzęt na kwotę 11 950 zł. Uczniowie z wielkim zaangażowaniem podejmowali stawiane przed nimi wyzwania i rozwiązywali problemy. Na zajęciach panowała swobodna atmosfera, która sprzyjała wyzwalaniu ciekawych pomysłów i działań. Praca z dziećmi na zajęciach przyniosła oczekiwane efekty. Każde dziecko odniosło sukces na miarę swoich możliwości.


 jak2


jak3


jak4


jak5


jak6


jak7


jak8


tekst, fot.: SP w Jakubowie

Zachęcić dziecko do czytania

Ocena użytkowników:  / 0

Mariola KalinowskaCzy chcemy czy nie, mózg czyta od urodzenia. Najpierw jest to czytanie rzeczywistości, czyli rozpoznawanie twarzy lub otoczenia. Później zamieniamy czytanie obrazów na czytanie symboli (alfabetu). Nie ma więc żadnych powodów dla których nie możemy czytać szybko, z łatwością i chęcią, bo czytanie jest jedną z naszych naturalnych predyspozycji.

Jeżeli twoje dziecko nie lubi czytać lub ma trudności z czytaniem, to zastosuj kilka ćwiczeń, które pomogą mu zmienić nastawienie.

 

1. Proponuj książki, które naprawdę są ciekawe i dostosowane do wieku dziecka.

Nie tylko  fabularne, ale również techniczne, czy omawiające zjawiska przyrody. Dobrze sprawdzają się też książki z eksperymentami do samodzielnego wykonania, opisujące ciekawe gry i zabawy. Celem jest pokazanie dziecku, że z książek można się czegoś fajnego dowiedzieć, nauczyć się sztuczki, którą można zaimponować przed kolegami czy nowej zabawy.

 

Czytaj więcej: Zachęcić dziecko do czytania

Jak uczyć się skutecznie?

Ocena użytkowników:  / 2

skuteczne uczenie

Młody człowiek musi dzisiaj opanować 10 razy więcej wiedzy niż jego dziadek. Dlatego, aby nauka lepiej „weszła” do głowy, a przy tym pochłaniała mniej czasu, warto jest zastosować kilka sprawdzonych technik. Oto poradnik dla tych, którzy chcą się uczyć skutecznie i z większą satysfakcją.


Podany niżej schemat powtarzamy każdorazowo przed uczeniem się.

 

Czas


Określ czas, w jakim chcesz opanować dany materiał, np. godzina. Ustaw stoper, by zadzwonił najpierw po 30 min. – wyznaczając przerwę, a potem po godzinie. Podczas przerwy trwającej 5 min. zrób coś związanego z ruchem: pobiegaj w miejscu, wynieś śmieci :) Przerwa jest po to, abyś utrzymał jak najdłużej koncentracje na tym, co robisz. Pracując bez przerwy twój mózg znudzi się i zacznie szukać ciekawszych bodźców.

 

Relaks


Włącz nie za głośno muzykę barokową, np „Cztery Pory Roku” Vivaldiego – ma być jedynie cichym podkładem. Zamknij oczy i przez chwilę wsłuchaj się w melodię. Oddychaj swobodnie.  Myśl o pozytywnym doświadczeniu. Postaraj się, by to wyobrażenie było, jak najbardziej realne. Na relaks przeznacz 3 min.

 

Czytaj więcej: Jak uczyć się skutecznie?

Zajęcia dodatkowe pod lupą

Ocena użytkowników:  / 0

bez tytułuZajęcia dodatkowe pod lupą 


Właśnie trwa szaleństwo zapisów na języki, balety, plastyki, szachy, kółka, piłki i inne sporty. Wiadomo, że chcemy dla naszych dzieci, jak najlepiej, ale czasem możemy przesadzić z chęcią szczelnego wypełnienia im całego dnia i zajęciami dodatkowymi. „Trzeba zachować zdrowy rozsądek” – radzi Hanna Michalska, dyrektorka Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Mińsku.


Jak wygląda oferta zajęć dodatkowych w Mińsku? Jest w czym wybierać, czy nie bardzo?
Hanna Michalska (H. M.) – Ta oferta ciągle się poszerza. Od lat dużym zaufaniem cieszą się np. zajęcia w Miejskiej Szkole Artystycznej – nie tylko muzyczne, ale też ogólnorozwojowe prowadzone w Ognisku dla najmłodszych. Jest również bardzo duża oferta zajęć sportowych zarówno w klubach prowadzonych przez dobrych trenerów, jak i w szkołach. W tych ostatnich działają też chóry, kółka teatralne, kluby tematyczne. Także Miejski Dom Kultury posiada ciekawą ofertę zajęć dodatkowych. W Mińsku funkcjonuje też wiele szkół języków obcych, które nie skupiają się wyłącznie na nauce języków, ale organizują np. festiwale piosenki czy zajęcia wyrównawcze. Powstało też sporo prywatnych firm, które proponują zupełnie nowe aktywności. Jest w czym wybierać.

 

W takim razie w jakim wieku zapisać dziecko na zajęcia dodatkowe? Czy istnieje jakiś próg wiekowy?
H. M. – Punktem kluczowym jest moment, kiedy dziecko artykułuje nam, że nudzi się w domu i zaczyna interesować się nowymi działaniami. To dobry czas, aby podpytać syna czy córkę, co chcieliby robić – może zapisaliby się np. na zajęcia plastyczne czy do klubu sportowego. Pamiętajmy jednak, że trzeba uwzględnić plan dnia dziecka, żeby zajęcia dodatkowe nie kradły czasu, który powinien być spędzony z najbliższymi. Na pewno trzeba wziąć także pod uwagę stan zdrowia dziecka, jego historię rozwoju, żeby zajęcia dodatkowe nie były dla niego nadmiernym obciążeniem.

 

Czytaj więcej: Zajęcia dodatkowe pod lupą

Witaj szkoło, czyli finansowy kataklizm

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 51 str 7 Strefa obyczajów witaj szkołoWitaj szkoło, czyli finansowy kataklizm


Każdy kto ma dzieci w wieku szkolnym wie doskonale, że z początkiem września rodzina musi stawić czoła finansowemu kataklizmowi związanemu z rozpoczęciem roku szkolnego. Właśnie minęły dwa tygodnie nauki, wyprawki prawie skompletowane, pora więc na podsumowanie czasu burzy i naporu, jaki przetoczył się przez domowy budżet...

Wszystko zaczęło się już pod koniec sierpnia. Lekko znudzone wakacjami dzieciaki zaczęły zadawać pytania: „Mamo, kiedy kupimy książki? Jakie potrzebuję zeszyty? Ja mam popsuty piórnik! Musimy mi kupić nowy plecak, bo stary się popruł! Nie mam cyrkla!” Nie było odwrotu – trzeba było wybrać się na zakupy. Zabrałam trójkę dzieci do dużego supermarketu w nadziei, że wszystko załatwimy w jednym miejscu. Każde z listą w dłoni, dużą torbą i własnym wózkiem, ruszyło, jak huragan w poszukiwaniu indywidualnych i niezbędnych szkolnych przyborów. A ja spokojnie postanowiłam kupić kilka domowych produktów. Po kilkudziesięciu minutach nasze drogi zeszły się wreszcie przy kasie. Popatrzyłam na zawartość wózków i stwierdziłam optymistycznie, że nie jest tak źle. Jak bardzo się myliłam. Uśmiech z twarzy znikał mi proporcjonalnie do ilości nabijanych na kasie produktów. Na koniec, złowieszczy głos kasjerki oznajmił, że wszystko kosztuje 968 zł i 45 gr. i był niczym grom z jasnego nieba. Wyrok przyjęłam ze stoickim spokojem, ba, nawet próbowałam się znów uśmiechnąć, lecz był to raczej sztuczny grymas z wytrzeszczem oczu i zbyt szeroko uchylonymi ustami. Idiotycznie powtarzając „już, już, już”, skrzętnie, lecz nerwowo przewracałam do góry nogami zawartość torebki w poszukiwaniu zakamuflowanych na czarną godzinę pieniędzy. Wreszcie dwa banknoty dwustuzłotowe złożone w małą kosteczkę i wciśnięte gdzieś w zapomnianą przegródkę ujrzały światło dzienne, ratując moją reputacje i godność osobistą. Droga do domu minęła szybko,w głuchej ciszy i zadumie.

Kolejna fala uderzeniowa nadeszła po trzech dniach. Postanowiłam kupić podręczniki. W ramach oszczędności i uniknięcia bieganiny między trzema mińskimi księgarniami w poszukiwaniu książek z etykietą „nowa podstawa programowa”, wybrałam zakupy na „Allegro”. Dwa wieczory gapienia się w monitor przyniosło wreszcie rezultat – znalazłam wszystkie książki i ćwiczenia, a plony mojej ciężkiej pracy zaczęłam zbierać już następnego dnia. Pierwszy kurier był miły i sympatyczny, podobnie jak kwota za przesyłkę, która nie przekroczyła 100 zł. Drugi zainkasował już 200 zł. Trzeci też się uśmiechał, ale nie mógł liczyć na podobny odzew z mojej strony – przecież przywiózł niezbyt duży kartonik, za który musiałam zapłacić 1025 zł. Mimo że lżejsza o ponad 1300 zł, to jednak odetchnęłam z ulgą. Pomyślałam, że najgorsze już za mną, bo udało mi się skompletować szkolną wyprawkę. Niestety, mój entuzjazm minął następnego dnia – okazało się, że jeszcze trzeba zaopatrzyć trójkę pociech w nowe ubrania, buty, kapcie, gdyż przez wakacje dzieciaki podrosły, a kilka centymetrów różnicy we wzroście i choćby jeden malutki w wielkości stopy poczyniły ogromne spustoszenia w „młodzieżowej” garderobie.

Pocieszałam się, że kilka par skarpet, majtek, spodenek i koszulek nie powinno być zbyt wielkim wstrząsem finansowym w porównaniu z wcześniejszym, intensywnym gradobiciem wydatków. I w sumie tak było. Cieszyłam się, że okres burzy i naporu związany ze szkolnymi wydatkami minął. Lecz dobrą passę przerwały zebrania rodziców. Trzeba było zapłacić składki klasowe, za komitet rodzicielski, ubezpieczenie i jeszcze jakieś drobiazgi – w sumie ponad kolejne 200 zł. Zapłaciłam i wmawiałam sobie, że każda burza musi się wreszcie kiedyś skończyć, że już starczy.

A wieczorem, zrobiłam sobie herbatę, wzięłam kartkę, długopis i kalkulator, zebrałam wszystkie paragony, świstki i zaczęłam podliczać szkody i zniszczenia w budżetowej nawałnicy.
- komplet podręczników szkolnych z okładkami ok. 450 zł
- przybory szkolne (zeszyty, bloki, kredki, itp) ok. 150 zł.
- plecak, worek ok. 50 zł.
- bielizna i stroje gimnastyczne ok. 100zł.
- buty i kapcie ok. 80-100zł.
- składki szkolne ok. 80zł.
- niezbędne elementy garderoby (spodnie, bluza, koszulki) ok. 100zł.

Wyszło, że wydałam ponad 1000 zł na jedno dziecko, a że mam ich troje, to w sumie za tegoroczną podstawową szkolną wyprawkę zapłaciłam ponad 3000 zł. A i tak to pewnie nie koniec. Teraz przynajmniej wiem, dlaczego październik jest miesiącem oszczędności. Jeszcze długo będę musiała łatać nie dziurę, lecz ogromną wyrwę finansową w domowym budżecie. Upiłam łyk herbaty i przypomniałam sobie żartobliwe słowa mojego taty – „ Dzieci to ogromna inwestycja w przyszłość i skarbonka bez dna, a zanim skończą naukę, kosztują tyle, co porządny samochód”. Po czym dodał z uśmiechem – „w twoim przypadku, to zaparkowane w garażu, trzy lśniące mercedesy”.

Izabella Walewska-Ogrodnik