Dzisiaj jest: 9 Grudzień 2018    |    Imieniny obchodzą: Aneta, Leokadia, Wiesław

Być rycerzem!

Ocena użytkowników:  / 1
SłabyŚwietny 

Nr 104 str 10 Strefa pasji być rycerzem główneMaciej Dmowski od czterech lat dowodzi „Bractwem Rycerskim Ziemi Mińskiej”. Jego członkowie odtwarzają, tzw. wiek około grunwaldzki, czyli przełom XIV i XV wieku. W „Strefie” pytamy Macieja o co w tym wszystkim chodzi i z czym wiąże się bycie współczesnym rycerzem...

 

Jak zostałeś rycerzem?

 

Maciej Dmowski (M. D.) – Jak to z każdym małym chłopcem bywa – zawsze marzy o byciu policjantem, strażakiem, żołnierzem czy rycerzem. Chce być bohaterem i ratować świat. Tak samo było i ze mną. Dodatkowo, rodzice zabrali mnie kiedyś na inscenizację bitwy pod Grunwaldem i od tamtego momentu chyba powoli szedłem w kierunku rycerstwa.

 

Jak trafiłeś do „Bractwa Rycerskiego Ziemi Mińskiej”?

 

M. D. – Jestem jedną z osób, które przyczyniły się do powstania tego bractwa. Pomagałem z paroma znajomymi Szymonowi Sokołowskiemu i Arkowi Nowakowi w zadaniu, którego podjęli się w 2006 roku. Można powiedzieć, że to oni zapoczątkowali rycerstwo w Mińsku Mazowieckim. A ja nie mogłem się do nich nie dołączyć.

 

Jakie umiejętności i cechy charakteru powinien mieć rycerz?

 

M. D. – Powinien być silny, odważny, odpowiedzialny, ceniący honor. Do tego dobry w walce mieczem oraz sprawny fizycznie.

 

Masz jakieś rycerskie imię, a może naśladujesz konkretną średniowieczną postać?

 

M. D. – Nie rekonstruuję konkretnej postaci. Staram się odtwarzać średniobogatego rycerza, który mieszkał na naszych ziemiach w średniowieczu. A jeśli chodzi o rycerskie imię, to nie przyjąłem żadnego. Po prostu pozostałem przy swoim. Ale niektórzy z członków bractwa mają pseudonimy i dzięki nim są bardziej rozpoznawani, np. Arek Nowak zwany Kopernikiem, czy Aleksandra Rokicka zwana Geko.

 

Zbroje, ubrania, kolczugi robicie sami, czy kupujecie już gotowe?

 

M. D. – Raczej kupujemy, choć coraz częściej podejmujemy się wyzwań i zaczynamy robić sami – zarówno strój, jak i elementy uzbrojenia. Ale niektóre rzeczy, takie jak np. hełm czy biżuteria są za trudne do wykonania w małych warsztatach i trzeba je zamawiać u specjalistów.

 

A broń robicie sami, czy też kupujecie?

 

M. D. – Mamy w szeregach bractwa jednego kowala, Dawida Okurowskiego, który tworzy coraz ciekawsze oręża, więc część kuje nam Dawid, a część kupujemy od innych kowali. Podobnie jest z przedmiotami, takimi jak garnki, naczynia, namioty – bardzo dużo rzemieślników oferuje swoje produkty, więc nie ma problemu, aby zaopatrzyć się w rycerski osprzęt. Ale jak już wspomniałem, z roku na rok coraz więcej rzeczy umiemy zrobić sami i coraz więcej tworzymy. Jednak, gdy potrzeba czegoś naprawdę dobrego, to kupujemy od sprawdzonych rzemieślników.

 

To chyba drogie hobby?

 

M. D. – To prawda, rycerska pasja nie jest tania – sprzęt i strój swoje kosztują. Zamawiając je u renomowanego rzemieślnika, trzeba za nie zapłacić od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Ale można również zamówić, np. rzeczy używane, wtedy wychodzi taniej. Albo starać się robić je samemu, choć, jak już powiedziałem, nie wszystko się da wykonać własnymi rękami.

 

A jak to jest z nauką rycerskiego fechtunku? Skąd bierzecie informacje, jak trzeba walczyć? Podpatrujecie innych, korzystacie z przekazów historycznych, książek?

 

M. D. – Fechtunku uczymy się od początku istnienia „Bractwa Rycerskiego Ziemi Mińskiej”. Działa też wiele szkół walk rycerskich, które naprawdę dobrze przekazują wiedzę na ten temat, zarówno od strony technicznej, jak i teoretycznej. Kilku członków bractwa jeździ na treningi do Warszawy, a później stara się przekazać wiedzę innym. Ćwiczyliśmy zarówno walkę traktatową, opartą na różnych zapiskach oraz walkę sportową. Ale zdecydowanie najlepiej uczy się fechtunku podczas sparingów z innymi rycerzami, czy to na treningach, czy podczas turniejów.

 

Walczysz mieczem, czy korzystasz też z innych broni?

 

M. D. – W zwykłej walce turniejowej jeden na jednego używam, tak jak większość rycerzy, miecza jednoręcznego oraz tarczy. Natomiast w zbiorowych walkach, kiedy jestem jedną z wielu osób biorących udział, np. w odtwarzanej bitwie, staram się używać czegoś cięższego. Wtedy najlepiej walczy mi się tasakiem.

 

Walczycie naprawdę, czy to tylko choreografia?

 

M. D. – To zależy kiedy, ale w większości przypadków jest to walka na poważnie. Jeżeli chodzi o treningi i turnieje, to nie ma żadnego udawania – potyczka jest na całego. Na pokazach czasem się zdarza, że walki są bardziej ustawiane i reżyserowane, ale tak naprawdę staramy się traktować takie pokazy, jak dodatkowe treningi i walczymy wkładając w nie siłę i determinację.

 

Walki wyglądają czasem na bardzo niebezpieczne. Byłeś np. kontuzjowany i czy zostały ci po tym blizny?

 

M. D. – Wystarczy pooglądać walki rycerskie z różnych turniejów czy rekonstrukcji, aby przekonać się, że czasem bywa bardzo ostro. Jest to sport dosyć niebezpieczny i często dochodzi do kontuzji. Z reguły są to zadrapania, zbicia czy zwichnięcia, ale zdarzają się także złamania. Walki są pełnokontaktowe, wszyscy walczą na poważnie, więc odrobina nieuwagi, pecha czy choćby uszkodzony sprzęt może doprowadzić do kontuzji. Mawiają, że rycerz bez blizny to nie rycerz. Swoją bliznę mam na czole. To pamiątka po którejś bitwie pod Grunwaldem.

 

Członkami bractwa są też kobiety. Jaka jest ich rola w życiu rycerza? Czym się zajmują?

 

M. D. – Przede wszystkim towarzyszą i wspierają rycerzy. Bardzo często pomagają coś zszyć, albo przyrządzić strawę. Choć zdarzają się i takie, które same biorą miecz do ręki i stają w szranki z innymi rycerzami. Bycie w bractwie to nie tylko walka. To przede wszystkim przynależność do osób, które fascynują się kulturą i stylem życia wieków średnich, a także etosem rycerskim. Dlatego z praktycznych zajęć mamy do czynienia także z łucznictwem, bronią czarno-prochową, tańcami, muzyką czy tańcem z ogniem, a w tym członkinie naszego bractwa są naprawdę świetne.

 

Jak często spotykają się członkowie bractwa i co wtedy robicie?

 

M. D. – Oficjalnie spotykamy się jeden lub dwa razy w tygodniu. Czas wykorzystujemy zarówno na teorię i pogłębianie swojej wiedzy poprzez rozmowy, jak i na praktykę, czyli walki rycerskie, strzelanie z łuku czy naukę tańca. Spotkania mamy przy Muzeum Ziemi Mińskiej, dzięki uprzejmości jego dyrektora Leszka Celeja oraz naszej współpracy z Muzeum.

 

Czasami widzę was, jak ćwiczycie przed MZM. A co będzie zimą?

 

M. D. – Właśnie, teraz szukamy schronienia na zimę, czyli sali, w której moglibyśmy ćwiczyć, jak pogoda za oknem nie będzie dawała nam możliwości treningu na świeżym powietrzu. Chodzi o dwa treningi, każdy po ok. trzy godziny – jeden w środku tygodnia w dzień powszedni wieczorem, drugi w weekend, raczej w sobotę w godzinach dziennych. Gdyby ktoś słyszał o takiej sali, w której moglibyśmy ćwiczyć, to proszę o kontakt z naszym bractwem.

 

Już trzykrotnie organizowaliście turniej rycerski w Mińsku. Mam wrażenie, że z roku na rok zyskuje on coraz większą rangę?

 

M. D. – Zgadza się, Turniej Rycerski im. Jana z Gościańczyc to nasze największe osiągnięcie.

Dzięki współpracy bractwa z Muzeum Ziemi Mińskiej oraz wsparciu ze strony miasta, byliśmy w stanie ściągnąć do Mińska Mazowieckiego rycerzy z całej Polski, aby rywalizowali tutaj o sławę i nagrody. A do wygrania była, m.in. srebrna podkowa Jana z Gościańczyc. Aby ją zdobyć rywalizacje prowadzone były w różnych konkurencjach: turnieju bojowym, łuczniczym, drużynowym, fire dance oraz biegach dam i rycerzy. Punktem kulminacyjnym była bitwa, w której wzięło udział prawie dwudziestu rycerzy. A po niej rycerska biesiada do rana. Każdemu uczestnikowi zapewnialiśmy strawę oraz słomę do spania w namiotach. Natomiast turystom, możliwość spróbowania swoich sił w walce z rycerzem, strzelaniu z łuku czy zakupie pamiątek na targowisku rycerskim. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda nam się zorganizować kolejny turniej rycerski, jeszcze lepszy niż wcześniejsze, na który już dziś serdecznie zapraszamy. Proszę przeglądać zapowiedzi wydarzeń pod koniec czerwca 2014 roku.

Jeździcie na inne turnieje rycerskie i rekonstrukcje bitew?

 

M. D. – Lubimy jeździć pod Grunwald i na turniej rycerski do niedalekiego Liwa. Są to dwa większe turnieje rycerskie, podczas których mamy możliwość uczestniczyć w dużych bitwach. Poza tym, warto tam zaprezentować swoje umiejętności oraz spotkać się ze znajomymi. W sezonie rycerskim, poza tymi dwoma turniejami, co tydzień można jechać na różne turnieje, które organizowane są w całej Polsce, a także poza granicami naszego kraju – od Będzina przez Ogrodzieniec, Uniejów, aż po Działdowo, Nidzicę czy Malbork. Niektórzy członkowie naszego bractwa zaliczają nawet do ośmiu, czy dziesięciu turniejów w sezonie. Muszę się pochwalić, że wygraliśmy wiele turniejów, głównie łuczniczych, choć i w walce idzie nam coraz lepiej.

 

Wygrana w turnieju wiąże się z jakimiś nagrodami, np. pieniężnymi, czy to tylko satysfakcja i sława wśród innych bractw – prestiż w środowisku?

 

M. D. – Przede wszystkim sława. Często organizatorzy turniejów kuszą zwrotem kosztów za dojazd, aby zwiększyć zainteresowanie członków bractw. Ale są i nagrody. Ich skala jest bardzo różna – od skromnych upominków, małych bonifikat pieniężnych, aż po wielotysięczne, bądź różne wycieczki, nawet międzynarodowe.

 

Turnieje to jedyne miejsca, w których można was zobaczyć w akcji?

 

M. D. – Przeprowadzamy także pokazy w szkołach, przedszkolach, na różnego rodzaju festynach i imprezach, a nawet na ślubach, jeśli ktoś ma taką ochotę. Niebawem powstanie też profesjonalna oferta naszych usług dla każdego.

 

Gdybym chciał zostać rycerzem, to co muszę zrobić?

 

M. D. – Przede wszystkim musisz naprawdę tego chcieć. A jak już się zdecydowałeś, to w Polsce jest wiele bractw rycerskich – zarówno odtwarzających wieki wcześniejsze, jak i późniejsze. Jeśli chciałbyś zostać członkiem „Bractwa Rycerskiego Ziemi Mińskiej”, to zapraszam na spotkanie bractwa do Muzeum Ziemi Mińskiej. Będziesz miał możliwość przyjrzeć się, jak to wygląda w rzeczywistości. Jeżeli utwierdzisz się w przekonaniu, że to jest to, co chcesz robić, zaczniesz sam walczyć, strzelać, pomnażać wiedzę o średniowieczu i swoją pasją zarażać innych wokół siebie.

 

Członkowie rodziny podziela twoją rycerską pasję?

 

M. D. – Na szczęście nikt z rodziny nie ma nic przeciwko mojemu uczestnictwu w ruchu rycerskim. A do „Bractwa Rycerskiego Ziemi Mińskiej” należą także mój brat Kuba i cioteczna siostra Ola.

 

Bycie rycerzem to zabawa po pracy, czy może sposób na życie?

 

M. D. – Można powiedzieć, że przynależność do ruchu rycerskiego zmienia cię na całe życie. Bardzo często zwyczaje rycerskie przenoszone są do normalnego, XXI-wiecznego świata, np. przypominają o odpowiednim zachowaniu wobec kobiet, o honorze i jego wadze w życiu czy zachowywaniu się fair wobec innych. Ale ja jednak coraz częściej zaczynam traktować moją rycerską pasję bardziej, jako zabawę po pracy niż coś, czym żyję na co dzień. Choć znam ludzi, którzy wsiąkli w rycerstwo na dobre i dobrze im z tym.

 

Rozmawiał DM, fot. z archiwum Macieja Dmowskiego


Nr 104 str 10 Strefa pasji być rycerzem 2


Nr 104 str 10 Strefa pasji być rycerzem 4


Nr 104 str 10 Strefa pasji być rycerzem 3

You have no rights to post comments