Z talentem trzeba się urodzić - prace Waldka Pskieta
Dzisiaj jest: 19 Sierpień 2018    |    Imieniny obchodzą: Konstancja, Emilia, Julian

Z talentem trzeba się urodzić - prace Waldka Pskieta

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Nr 85 str 12 Strefa sztuki Waldek główne Prace Waldemara Pskieta zobaczyłem po raz pierwszy na wystawie mińskich artystów w Pracowni Artystycznej Murillo & Art Design. I nie mogłem uwierzyć, że zostały narysowane... długopisem. Jak się też okazało, Pskiet rysuje od dziecka, nie skończył żadnej szkoły artystycznej i zaliczył kilka życiowych wpadek. Ale urodził się z talentem i tworzy rysunki, wobec których nie można przejść obojętnie...

 

Na wystawie w Murillo pokazał kilkanaście prac – głównie były to kopie: zdjęć z odnalezionego na strychu starego rosyjskiego albumu, czy grafik Mauritsa Cornelisa Eschera. Czarno-białe rysunki przyciągały wzrok. Każdy z odwiedzających galerię zatrzymywał się przy nich i bardzo się dziwił, gdy Waldemar Pskiet wyjaśniał, że rysuje długopisem. „A te cienie, szczegóły to pewnie jakąś inną techniką?” – zapytałem. – „Wszystko jest narysowane jednym długopisem” – wyjaśnił, dodając, że w domu ma więcej swoich prac. „To może umówimy się na wywiad?” – zaproponowałem.

Jego mieszkanie znajduje się przy ul. Topolowej w Mińsku. W pokoju, na jednej ścianie wiszą rysunki, na drugiej klasyczna meblościanka. Spodziewałem się zobaczyć jakieś szczególne miejsce pracy, a tymczasem Pskiet rysuje na zwykłej ławie. Jedynie przybornik z długopisami i ołówkami zdradza, że to miejsce, gdzie powstają jego prace. Włączam dyktafon, zadaję pytania, Waldemar Pskiet odpowiada, bez przerwy chodząc od okna do ławy. „Trochę to denerwujące” – myślę, bo czuję się jak na meczu tenisowym wodząc wzrokiem za moim rozmówcą. Ale gdy zasiada do biurka i zaczyna rysować, jest już całkowicie skupiony na pracy...

Już jako dziecko dużo rysował. Pamięta, że mama kupowała mu blok, a on brał ołówek lub kredki i na białych kartkach uwieczniał to, co widział wokół siebie, albo wymyślił. W podstawówce od razu zwrócił uwagę pań nauczycielek. Mówiły, że dostał talent od Boga. Ale dla niego to było normalne, bo przecież od zawsze coś „bazgrolił”. Owszem, przygotowywał w szkole prace na różne konkursy plastyczne, ale dziś już nie pamięta, ani na jaki temat, i ile nagród i wyróżnień zdobył. „Tyle lat już minęło, dawne czasy, nie ma co rozpamiętywać” – kwituje.

Jego trzej bracia też dobrze rysowali. Po kim czterech chłopaków miało takie zdolności, nikt w rodzinie nie wiedział. Ani rodzice, ani dziadkowie, także nikt z bocznych linii nie zawracał sobie głowy sztuką. Może gdyby znalazł się ktoś taki, Waldemar Pskiet miałby większe wsparcie w swojej pasji. Jego bracia pewnie też. Dziś tylko jeden z braci, oprócz Waldka rysuje coś dla siebie.

 

Przerwa w życiorysie

Jako nastolatek przestał rysować. Przechodził okres buntu i naporu – co innego było dla niego ważne – kumple, dziewczyny, alkohol. Rysowanie nikomu nie imponowało. Nie chciał odstawać od grupy. „Nie byłem grzecznym młodym człowiekiem” – przyznaje szczerze. – „Nie uczyłem się, choć może i skrycie marzyłem, żeby pójść do jakiejś szkoły plastycznej. Ale zacząłem popełniać różne głupstwa. Miałem zatargi z prawem. To było jak równia pochyła. W końcu trafiłem do więzienia za rozbój. Szkoda gadać. Głupi byłem. Wiem, nie da się tego wymazać z życiorysu i może są ludzie, którzy będą mi to wypominać” – opowiada.

Kiedy w końcu udało się mu wyjść na prostą, wrócił do rysowania. „Można powiedzieć, że to odciągnęło mnie od głupich wyskoków” – wyjaśnia. Coraz więcej czasu zaczął spędzać nad kartką papieru. Chodził też do MDK na kurs animatorski, po którym można było pracować w wytwórni filmów rysunkowych. Ale zajęcia się skończyły, a on wrócił do swojego dawnego rysowania. Miał kilka wystaw – w Miejskim Domu Kultury i w Domu Nauczyciela w Mińsku oraz Warszawie. Oprawiał swoje prace i nawet kilkanaście sprzedał. Tylko, że z rysowania wyżyć się nie da. Rodzina nie bardzo wspierała go w jego pasji. Musiał się wziąć do prawdziwej roboty – przecież nie powie żonie, że nie mają pieniędzy, bo on musi rysować. Zaczął pracować – na budowach, wymieniał okna, ocieplał bloki. Rysował tylko w wolnym czasie.


Długopis zamiast ołówka 

Pewnego dnia zaczął malować coś długopisem. Spodobał mu się efekt, jaki osiągnął. I tak mu już zostało, choć długopisem jest dużo trudniej rysować niż ołówkiem. Ale rysunki są ciekawsze. „Nie będę zmieniał techniki na stare lata” – mówi z przekonaniem Waldemar Pskiet. „Poza tym, niewielu ludzi rysuje długopisem. I do tego, to chyba najtańsza technika. Długopis niewiele kosztuje, a jednym można stworzyć kilka rysunków. Choć ołówek też się przydaje. Trudniejsze elementy rysunku szkicuję cieniutko ołówkiem, bo jak coś nie wyjdzie, to można zetrzeć i zacząć od początku – długopisu już się nie da tak zlikwidować” – wyjaśnia. „Rysując długopisem, trzeba mieć lekką rękę. Jeśli robi się jakiś cień, to rysuje się delikatnie, jak najlżej przyciska się obsadkę do kartki. Ale żeby uzyskać na przykład głęboką czerń, to nawet i sześć razy na krzyż trzeba malować. Trudno to idzie, ale efekt jest bardzo ciekawy” – dodaje.

Pskiet nie ma specjalnego długopisu, markowego, drogiego. Kupuje zwykłe w sklepie papierniczym. A ile zajmuje mu rysowanie jednej pracy? „Różnie – tydzień, dwa, trzy. Nie rysuję od rana do wieczora, przecież to niemożliwe. Poza tym, to nie praca na akord. I mam kłopoty ze zdrowiem. A siedzenie ciągle pochylonym nad ławą naprawdę męczy. Można powiedzieć, że teraz rysuję, kiedy najdzie mnie chęć. Kiedyś rysowałem więcej” – przyznaje.

Nr 85 str 12 Strefa sztuki Waldek rysunek 3 Waldemar Pskiet autorskich prac ma niewiele. Przeważnie kopiuje. Fascynują go grafiki Eschera, bo pokazują różne formy przestrzenne wbrew logice naszych zmysłów i matematycznemu porządkowi. Trudno się je rysuje, ale to wyjątkowa zabawa przestrzenią, architekturą, perspektywą. I bardzo intrygująca. Te prace przyciągają wzrok, zmuszają do wpatrywania się i odkrywania zupełnie nowych detali w tym, co zobaczyło się na pierwszy rzut oka. „Lubię po prostu rysować ładne rzeczy. Jak zobaczę w albumie jakąś ciekawą grafikę, zdjęcie czy obraz, to wtedy je kopiuję. Staram się jak najdokładniej, ale i tak zawsze jest w nich coś mojego – jakaś drobna zmiana. Narysuję też to, co ktoś mi zleci. Pamiętam, jak kiedyś przyszła do mnie dziewczyna, która urządzała sobie mieszkanie. Dowiedziała się, że rysuję i zamówiła kilka grafik do swojego nowego salonu” – opowiada.

Od jakiegoś czasu Waldemar Pskiet marzy o tym, aby uwiecznić na rysunkach stare drewniane domy w Mińsku, których z roku na rok ubywa. „Kiedyś nawet chciałem narysować jeden z nich, ale gdy w końcu zebrałem się, żeby go narysować, okazało się, że jest już w większości rozebrany. Muszę się więc pospieszyć” – mówi z uśmiechem.

Talent mojego rozmówcy jest oczywisty. Ludziom podobają się jego prace. Każdy docenia długopisową technikę i staranność wykonania. Wiele osób zachęca go do autorskich poszukiwań i stylu. On sam, ale to chyba efekt jego życiowych rozczarowań, trochę bagatelizuje talent, z którym się urodził. „Może gdybym od początku zajął się rysowaniem, skończył szkołę, zdobył jakieś artystyczne przygotowanie, gdybym tak na poważnie poświęcił się tej pasji, to pewnie byłbym obecnie w zupełnie innym miejscu. Teraz rysuję od czasu do czasu, ale wciąż sprawia mi to ogromną przyjemność” – zapewnia Waldemar Pskiet.

Nr 85 str 12 Strefa sztuki Waldek rysunek 4

Nr 85 str 12 Strefa sztuki Waldek rysunek 2

Nr 85 str 12 Strefa sztuki Waldek rysunek 1

You have no rights to post comments