Dzisiaj jest: 24 Czerwiec 2017    |    Imieniny obchodzą: Danuta, Emilia, Jan

Trochę jak Michał Anioł...

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

Nr 133 str 8 Strefa pasji rzeźbiarz 2Radek Rolf, lat 27. Mińszczanin. Absolwent „Plastyka” i Wydziału Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Projektant i rzeźbiarz. Wygrał konkurs na projekt Statuetki Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody” w 2012. Co jeszcze robi? Przeczytajcie...

 

Skąd twoje zainteresowanie sztuką?

Radek Rolf (R. R.) – Dawno, dawno temu... (śmiech). Już na początku podstawówki wygrałem konkurs plastyczny i od tamtej pory wszystko się zaczęło. Tematem był jakiś plac zabaw naszych marzeń. Dostałem pierwsze miejsce. Ale nawet nie pamiętam, jak ta praca wyglądała, bo jej nie zachowałem. Poza tym, mój tata ma zdolności manualne i plastyczne – bardzo dobrze rysuje. Był nauczycielem techniki, chemii, PO. Miał zakład stolarski, pracował w ślusarni, przy różnych remontach. Ogólnie „złota rączka”. Tata, jeszcze jak był w wojsku, narysował takie fajne dwa portrety: siebie i mamę. Rysował ze zdjęć z dowodu osobistego. Ale nigdy się nie szkolił w tej dziedzinie. Może w moim przypadku to zainteresowanie sztuką podarowano mi w genach?

 

Kierując się zainteresowaniami dokonałeś wyboru szkoły?

R. R. – Jeszcze będąc w gimnazjum, chciałem dostać się do liceum na ul. Piękną – to chyba było marzenie każdego, kto chciał uczyć się w dobrej szkole. Przyjęli mnie na „Piękną” i jednocześnie do „Ekonoma”, do „Plastyka”. W końcu wybrałem „Plastyka”. I nie żałuję, bo poznałem mnóstwo fajnych osób. W szkole było wszystko: rzeźba, malarstwo, reklama wizualna. I właściwie tam ukierunkowano mnie na jakąś konkretną drogę. Potem marzyłem, aby dostać się na Akademię Sztuk Pięknych. Zdawałem na grafikę, ale nie dostałem się za pierwszym razem.

 

Dużo chętnych?

R. R. – Bardzo dużo. Miałem chyba ponad dwusetną teczkę, ale kolejka była jeszcze za mną. A przyjmują 20-30 osób rocznie. Ale nie odpuściłem. Poświęciłem kolejne miesiące na to, żeby pracować nad swoim warsztatem. Codziennie ćwiczyłem, wychodziłem w plener, robiłem kilkanaście rysunków każdego dnia. Moim celem było dostanie się na ASP i studiowanie tam, aby poznać strukturę, jak zostać artystą. Za drugim razem startowałem i dostałem się na architekturę wnętrz, co teraz uznaję za dobry wybór. Lepszy niż grafika, bo poza standardowymi zajęciami z projektowania, były również z grafiki, malarstwa i rzeźby. Oprócz tego można było uczęszczać na zajęcia na innych wydziałach. Chodziłem na batik.

 

Co to takiego?

R. R. – Malarstwo na tkaninie, ale trochę inne niż tradycyjne. Najpierw nakłada się wosk na materiał, a potem barwi się go w różnych barwnikach. Te miejsca, gdzie jest wosk, nie pokrywają się kolorem i zostaje tylko namalowany obraz. Potem wosk się wyprasowuje. I tak kilka razy, aż wyjdzie zamierzone dzieło. Trzeba pamiętać o kolejności nakładania kolorów, bo potem się mieszają i może nam wyjść coś, czego się nie spodziewaliśmy.

 

W twoim życiu ważna jest także fotografia?

R. R. – Na wydziale architektury wnętrz ASP jest pracownia fotograficzna. Tam nauczyłem się cyjanotypii. To taka bardzo prosta technika fotografii. Tą metodą stworzyłem pierwszy album fotograficzny przedstawiający zielnik. Obrazy są monochromatyczne, w odcieniu błękitu pruskiego.

Ale tak naprawdę, zainteresowanie fotografią zaszczepił we mnie mój dziadek. Właściwie już w liceum robiłem zdjęcia.

 

Teraz głównie rzeźbisz?

R. R. – W liceum lubiłem malować, co jest zasługą profesora wykładającego w „Plastyku” malarstwo. Obecnie skupiłem się na rzeźbie, głównie w glinie, aczkolwiek myślę, że we wszystkim można coś wyrzeźbić. Chociaż dla mnie najtrudniejszym materiałem jest kamień. Potrzeba dużo pracy, dużo siły i bardzo dobrych narzędzi, aby móc rzeźbić, np. w granicie.

 

Jaki materiał stosujesz wykonując własne prace?

R. R. – Robię różne konglomeraty, typu kruszony kamień mieszany z żywicą. Wówczas rzeźba wygląda jak kamień. Lubię też beton, bo jest surowy.

 

Tak specyficzne zajęcie wymaga odpowiedniej pracowni?

R. R. – W domu mam oddzielne pomieszczenie, a u wujka wykonuję większe zlecenia.

 

Jakie?

R. R. – Głównie reklamowe. Dla firmy Nike robiłem, np. dwumetrowe buty piłkarskie: jeden stanął na wystawie w Złotych Tarasach, drugi pojechał do Wrocławia. Były jeszcze płaskorzeźby butów i kilka mniejszych, bardziej abstrakcyjnych form związanych z promocją Nike. Rzeźbiłem też ciało Jezusa dla Kościoła Św. Anny w Warszawie. To chyba jedno z pierwszych zleceń. Robiliśmy wtedy scenografię do Grobu Pańskiego w tym kościele i okazało się, że obecna rzeźba nie pasuje do ogólnej koncepcji. Zrobiłem odlew z białej żywicy i do tego podłoże z odciskiem ciała Jezusa.

 

Wykonanie rzeźby składa się z kilku etapów?

R. R. – Zaczyna się od myślenia, szukania inspiracji przy kartce papieru i rysowania projektu. Następnie robię stalową lub drewniana konstrukcję pod glinę (zależy od skomplikowania formy). Gotową rzeźbę z gliny zalewa się gipsem i po wybraniu gliny otrzymujemy formę, do której możemy wlać beton, gips, żywicę lub metal, w zależności od zamierzonego efektu.

 

Kto jest twoim idolem, wzorcem? 

R. R. – To się zmienia. Często jest tak, że odkrywam na nowo jakąś postać, którą wcześniej zupełnie nie byłem zainteresowany i twórczość tego artysty mnie inspiruje w danym momencie. Lubię rzeźby Rodina, szczególnie „Tancerkę”, gdzie postać to odlew z brązu, a sukienka jest uszyta z tkaniny, jak prawdziwa. Michał Anioł miał mistrzowski warsztat i ogromną wiedzę, np. w jego rzeźbie Davida brakuje tylko trzech mięśni. Biorąc pod uwagę ówczesną wiedzę o anatomii, to robi to wrażenie. Uwielbiam malarstwo Klimta i ogólnie całą epokę secesji oraz wspaniałe plakaty Alfonsa Muchy.

 

Jak trafiają do ciebie „klienci”?

R. R. – Drogą pantoflową, na szczęście z coraz wyższych szczebli.

 

Najtrudniejsze zlecenie?

R. R. – Trudne do wykonania są portrety, może dlatego, że rzeźbiąc portret człowieka należy przez twarz wyrazić wszystkie emocje. To jest wyzwanie i może osoba nie być podobna.

 

Da się z tego wyżyć?

R. R. – Za jedną rzeźbę można otrzymać naprawdę duże pieniądze, ale takich zleceń nie ma kilka w miesiącu. Może się tak zdarzyć, że przez pół roku nie ma nic. Ale jeśli ktoś potrafi dzielić zarobione fundusze na kolejne miesiące, to da się wyżyć, choć część pieniędzy wydaje się na zakup narzędzi, które się zużywają, na programy komputerowe. Staram się wiązać koniec z końcem. Nadal też mieszkam z rodzicami, co jest dużym udogodnieniem.

 

Nr 133 str 8 Strefa pasji rzeźbiarz statuetkaJesteś autorem Statuetki Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody” w 2012. Jak oceniasz przygotowanie i stopień trudności realizacji tej pracy?

R. R. – W tym przypadku głównym materiałem miało być szkło. Nie było mnie stać na realizację odlewu w hucie, wiec pomyślałem o szybie – jest tańsza niż odlew, można ją wyciąć. Moja statuetka była wycinana wodą pod ciśnieniem, a uzyskane elementy odpowiednio sklejone razem, dały gotową rzeźbę. Jedna statuetka to 19 elementów szklanych i podstawa z blachy miedzianej z wygrawerowanym napisem. Całość przedstawia profil twarzy Jana Rodowicza „Anody” oraz orła. Szkło to trudny materiał, jest kruche i bardzo łatwo je uszkodzić. Przy pierwszej edycji, do której wykonywałem statuetki, jedną zbiłem na dwa dni przed oddaniem zlecenia. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy miałem panikę w oczach. Biorąc udział w tym konkursie nie wiedziałem, ilu dokładnie jest chętnych, ale pomyślałem, że warto spróbować. Nie spodziewałem się, że wygram. Było to dla mnie zaskoczeniem.

 

Obecnie, na co dzień, zajmujesz się projektowaniem mebli.

R. R. – Głównie mebli reklamowych używanych w promocji różnych firm. Projektuję też scenografię reklamową i trochę rzeźbię. Jednak najbardziej fascynują mnie meble wypoczynkowe i w wolnych chwilach robię ich projekty, tak dla siebie i na konkursy dla młodych projektantów.

 

Twoje marzenia to...

R. R. – Chciałbym założyć biuro projektowe, takie z prawdziwego zdarzenia, bo z wykształcenia jestem jednak architektem wnętrz. A także pracownię rzeźbiarską.

Rozmawiała Anna Kowalczyk, fot. z archiwum Radka Rolfa

You have no rights to post comments