Dzisiaj jest: 23 Październik 2018    |    Imieniny obchodzą: Marleny, Edwarda, Seweryna

Dwa etaty dla taty

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

tata1Z roku na rok rośnie w Polsce liczba zwolenników męskiej opieki nad potomstwem. I choć daleko nam do niemieckich lub norweskich „pełnoetatowych” tatusiów, to i tak zrobiliśmy ogromny krok naprzód legalizując ojcowskie prawa urlopowe. I może już niedługo przestaniemy się dwuznacznie uśmiechać twierdząc, że my, matki-Polki jesteśmy niezastąpione! Dlatego podpatrzyłam, jak wyglądają realia dnia powszedniego w domu pracującej zawodowo mamy i Marka, młodego taty, opiekującego się kilkumiesięczną Natalką.


Skąd decyzja o takiej „zamianie miejsc”?
Marek – Nie była to łatwa decyzja. Wspólnie z żoną bardzo długo szukaliśmy alternatywnych rozwiązań, dzięki którym udałoby się pogodzić ze sobą opiekę nad Natalką, potrzeby finansowe, obowiązki domowe i pracę zawodową. Po wielu burzliwych debatach doszliśmy do wniosku, że rozwiązanie, abym to ja został z córeczką w domu, będzie najkorzystniejsze dla wszystkich. Krótko mówiąc – była to kalkulacja finansowa.


Pozwolę sobie na złośliwą uwagę – kasa ważniejsza od dziecka?
Marek – Absolutnie nie. Właśnie dlatego to ja zajmuję się córką, a nie jakaś obca kobieta na posadzie opiekunki lub niani. Jestem przekonany, że nikt nie zastąpi rodzica, ale w dzisiejszych czasach zapewnienie dziecku podstawowej „wyprawki”, to wydatek rzędu kilku, a nawet kilkunastu tysięcy złotych rocznie, a skąd je brać?


Jak sobie radzisz z nowym wyzwaniem?
Marek – Teraz już jest nieźle, ale nie ukrywam, że początki były ciężkie. Musiałem się nauczyć wielu czynności, o których wcześniej nie miałem bladego pojęcia lub znałem je tylko z „widzenia”. W przewijaniu, karmieniu czy kąpielach doszedłem do perfekcji już wcześniej, pod okiem małżonki, gdy razem odkrywaliśmy „uroki” noworodka w domu. Potem była kolka, pierwsze przeziębienia, a z nimi gorączka, kaszel i niekończący się katar. Pojawiały się także jakieś wysypki, odparzenia i wiele innych doświadczeń, które mam za sobą. A nie wspomnę o tych, które jeszcze przede mną. Każdy rodzic przez to wszystko przechodzi i żyje, więc mam nadzieję, że i mi się uda (śmiech).


Czy także pomagasz żonie w pracach domowych?
Marek – Staram się pomagać w miarę możliwości, ale nie zawsze starcza mi na wszystko czasu lub po postu brakuje energii i chęci. Wszystko zależy od dnia i od tego, w jakim humorze jest mała, czy jest zdrowa, jak szybko zjadła, ile spała i temu podobne. Wieczorny bilans mojej żony zawsze określa, co jest jeszcze do zrobienia i o czym zapomniałem.


Które z „damskich” obowiązków sprawiają Ci najwięcej kłopotu?
Marek – Nie znoszę prasowania (śmiech). Do żelazka podchodzę, jak do jeża i dopiero w sytuacjach krytycznych rozkładam deskę, najczęściej wtedy, gdy zabraknie czystych ubranek dla Natalki. W gotowaniu robię postępy i już zdarza mi się przygotować coś ze smakiem, choć nie codziennie (śmiech). Zakupy, włączenie pralki czy odkurzanie nie sprawiają mi żadnego problemu, ale naczynia w zlewie czy kurz na półkach wcale mi nie przeszkadzają.


Korzystacie z pomocy dziadków?
Marek – Nasi rodzice wciąż pracują zawodowo, dlatego chętnie służą pomocą w weekendy lub w razie potrzeby wieczorami. Poza tym, swój wolny czas muszą podzielić między piątką wnucząt, rozrzuconych po całym Mińsku.


Jak reagują wasi znajomi czy sąsiedzi na to, że zajmujesz się dzieckiem?
Marek – Jeden ze znajomych zgryźliwie stwierdził, że pracuję w domu na dwa etaty – niani i gosposi, a gdy opanuję trzeci, to awans z podwyżką mam już zapewniony. Ktoś inny zapytał, czy nie cierpi na tym moje męskie ego lub czy nie czuję się jak baba? Na uwagi tego typu w ogóle nie reaguję, bo nie interesują mnie czyjeś opinie, szczególnie na takim poziomie. Niech każdy pilnuje własnego nosa. To co robię w swoim domu, to moja prywatna sprawa.


Nie tęsknisz za pracą?tata3
Marek – Bez przesady, jeszcze będę miał jej przesyt. Mój pobyt na urlopie jest rozwiązaniem tymczasowym i za kilka tygodni wracam do firmy, gdzie z pewnością już mi szykują stertę roboty. Na razie o tym nie myślę i staram się na bieżąco sprostać codziennym obowiązkom. Przyjdzie czas i na pracę zawodową, teraz są ważniejsze sprawy.


A jak sam siebie oceniasz w roli „mamy”?
Marek – Ogólnie nie jest źle. Oczywiście, nic i nikt nie zastąpi mamy, a szczególnie jej piersi, które rozwiązują wiele problemów i są najlepszym lekarstwem na wszystkie łzy. A mówiąc poważnie, to nie sądzę, że spełniam rolę matki, po prostu jestem tatą, który więcej czasu przebywa z dzieckiem niż jest to ogólnie przyjęte.


Czy opieka nad niemowlakiem zmienia męski światopogląd?
Marek – W moim przypadku była to drastyczna zmiana. Nie wiem, czy tak reagują wszyscy faceci, ale ja dopiero teraz dostrzegam, ile ciężkiej pracy wkładają kobiety w wychowywanie dzieci i prowadzenie domu. Często się zastanawiam, jak sobie radzą matki trójki czy czwórki maluchów, które wymagają ciągłej uwagi. Miałem kilka chwil zwątpienia, kiedy najchętniej trzasnąłbym drzwiami i wrócił za tydzień. Pamiętam, gdy Natalka miała kolkę i płakała całymi nocami, wtedy oddałbym wszystko za osiem godzin normalnego snu.


Uważasz, że teraz jesteś lepszym tatą?
Marek – Czuję się tatą w pełnym tego słowa znaczeniu. Jestem dumny z tego, że mogę w pełni sprawdzać swoje umiejętności rodzica, mieć własny wkład w wychowywanie córki i tworzyć więź, która, mam nadzieję, pozostanie na całe życie. Jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedziałem, że maleństwo w domu może sprawiać tyle przyjemności i satysfakcji, a nie same problemy. Tak, odkryłem uroki bycia ojcem.


Planujecie kolejne dziecko?
Marek – Oczywiście. Chcemy poczekać jeszcze rok, dwa, ale już niedługo zaczniemy o tym poważnie myśleć. Natalka powinna mieć rodzeństwo, a ja znów z przyjemnością zajmę się opieką nad jej braciszkiem lub siostrzyczką, kiedy pojawią się na świecie.


Warto polecić takie doświadczenie innym ojcom?
Marek – Na pewno. Nie muszą to być miesiące czy długie tygodnie, ale wystarczy tydzień, dwa i mężczyzna zacznie patrzeć na świat zupełnie innymi oczami. Chwile spędzone z dzieckiem są niezapomniane, bo dostrzega się rzeczy, które często umykają zapracowanym rodzicom, a w szczególności ojcom. Kolejnym plusem jest to, że partnerzy bardziej doceniają siebie, swoją pracę i zaangażowanie w życie rodzinne, co ma z kolei ogromny wpływ na szacunek oraz relacje między małżonkami. Krótko mówiąc – taki urlop to same pozytywy.


Rozmawiała Izabella Walewska-Ogrodnik


tata2

You have no rights to post comments