Dzisiaj jest: 21 Listopad 2018    |    Imieniny obchodzą: Albert, Janusz, Konrad

Bank Czasu

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

„Dobro powraca” – wszyscy znamy to powiedzenie, ale od lat funkcjonuje bardziej nowoczesna forma wymiany „przysług” – Bank Czasu. Jolanta Abramowska, właścicielka Kwiatu Lotosu odkrywa przed mińszczanami tę niecodzienną sieć wzajemnej pomocy.


Z opisu Banku Czasu wynika, że jest to pewien system, który opiera się na wymianie „przysług”. Jak on działa?


Jolanta Abramowska (J. A.) – Bank Czasu to sieć wzajemnej pomocy, bezgotówkowej wymiany usług. Tworzą go ludzie, którzy chcą sobie nawzajem pomagać. Mają różnorodne umiejętności, wiele rzeczy potrafią robić, chcą i lubią się wspierać, a nie wszystko pragną przeliczać na pieniądze. Jeżeli udzielimy pomocy członkowi Banku Czasu, to każda godzina naszej pracy jest zapisywana na naszym koncie, powiększając jego stan. Z kolei każda godzina przyjętej pomocy, pomniejsza stan naszego konta. Różnorodność oferowanych usług pozwala oczekiwać, że znajdzie się ktoś, kto kiedyś wyświadczy nam usługę, jaka będzie nam potrzebna. Zasadą jest też, że godzina dowolnej pracy na rzecz członka Banku jest równa godzinie każdej innej pracy. Dzięki temu za nic się nie płaci.

 

Jakich sfer życia może dotyczyć Bank Czasu?


J. A. – Bardzo różnych. Począwszy od czytania na głos, np. komuś starszemu lub dzieciom, poprzez korepetycje, gotowanie, opiekę w nagłych przypadkach, po prace wymagające siły, czy konkretnych umiejętności, np. hydraulicznych czy remontowych. Ale może to być także gra w szachy, szycie, pranie, sprzątanie, wyprowadzanie psa, zakupy i wiele, wiele innych. Usługi w Banku Czasu mogą dotyczyć naprawdę wielu czynności. Nie ma ograniczeń. To członkowie Banku sami określają płaszczyzny swoich potrzeb oraz umiejętności.

 

Czy w całym tym systemie nie czai się niebezpieczeństwo, że będziemy oddawali przysługi innym tylko w zamian za coś? Czy Bank Czasu nie przyczyni się do tego, że bezinteresowność pójdzie do lamusa?

 

J. A. – Oczywiście, że bezinteresowność nie jest cnotą wszystkich. Ale nie każdy przelicza, nie każdy oczekuję zwrotu, zysku. Są tacy, dla których zadowolenie i uśmiech drugiego człowieka jest największą, bezcenną zapłatą. Myślę, że wzajemna pomoc opierająca się na zasadzie brania i dawania nie jest niczym złym, a wręcz przeciwnie. W Baku Czasu nie ma przekonania, że wykorzystuję, bądź jestem wykorzystywany, co rodzi niesmak. W życiu codziennym, partnerskim czy zawodowym, zapobiega to wielu problemom i konfliktom. Już dawno temu mówiono „nie ma nic za darmo”.

 

Kto może zostać członkiem Banku Czasu?


J. A. – Może to być każdy – osoba dorosła, ucząca się, starsza, niepełnosprawna, pracująca, bezrobotna. Wystarczy tylko chcieć dzielić się swoimi umiejętnościami z drugim człowiekiem i jednocześnie samemu potrzebować pomocy w jakiejś dziedzinie życia. Włączenie się w krąg klientów Banku Czasu dokonuje się poprzez wypełnienie „Deklaracji klienta”. Dzięki temu zostaje wyrażona wola uczestnictwa w przedsięwzięciu oraz zobowiązanie do respektowania obowiązujących w nim zasad. W deklaracji określa się rodzaj umiejętności – usług, które można zaoferować w Banku Czasu oraz zakres pomocy, z której chciałoby się skorzystać, „wpłacając” jednocześnie na  lokatę pewną jednostkę czasu, np. 1 godz.

 

Czy jest odpowiedź mińszczan na ofertę Banku Czasu? Ile osób już z tego korzysta?


J. A. – Póki co nikła, ale liczę, że dzięki temu artykułowi idea dotrze do mieszkańców naszego miasta i zaczną z niej naprawdę korzystać. Serdecznie do tego zapraszam. Każdy, kto chciałby dowiedzieć się więcej lub przystąpić do Banku Czasu może przyjść do Kwiatu Lotosu, który mieści się przy ul. Kościuszki 25 lokal 16 (2 piętro) każdego dnia po godz. 18. Stwórzmy taką przestrzeń wzajemnej pomocy.

 

Rozmawiała Dorota Berg

 

Skąd wziął się pomysł Banku Czasu?


- Pomysłodawcą Banków Czasu był Edgar Cahn - amerykański prawnik i socjolog, który po zawale serca w 1980 r. nie mógł wrócić do swoich obowiązków zawodowych i szukał sposobu, aby robić rzeczy istotne i wartościowe dla rodziny, sąsiadów, lokalnej społeczności. Wpadł na pomysł „czasodawców” (wymienialnych jednostek czasu) i rozpoczął zawiązywanie sąsiedzkich sieci wymiany usług.

 

- „Pozytywne efekty pierwszego Banku Czasu zostały szybko zauważone i podobne inicjatywy wyrastały przy każdej organizacji filantropijnej we wszystkich stanach USA. Pomysł ten szybko też trafił do Europy i Azji.

 

- „Doświadczenia nabyte przez Cahna przy pracy z lokalnymi społecznościami pomogły mu w 1995 r., gdy w ramach wychowywania trudnej młodzieży w Chicago zorganizował system samopomocy uczniowskiej bazujący właśnie na idei „czasodawców”. Każdy uczeń mógł wymienić 100 jednostek na używany komputer, po uprzednim zdobyciu ich poprzez dobrowolne nauczanie młodszych od siebie. Okazało się, że dzieci nie tylko ugruntowały swoją wiedzę, ale także uczyły się ról mediatorów, wymyślały programy mające na celu zachęcenie innych do nauki.”

 

- „Wiele Banków Czasu powstało jako sąsiedzkie sieci pomocy i wzajemnego świadczenia sobie różnorodnych usług. W trakcie pomagania innym ludzie poznają się nawzajem, nawiązują bliższe znajomości, czasem przyjaźnie. Bez skrępowania mogą poprosić o przysługę, gdyż zrewanżują się w wolnej chwili i w dziedzinie, która jest dla nich przyjemna.”

 

- „Wzajemne pomaganie sobie spotykane jest w wielu kulturach, np. starym słowiańskim zwyczajem była tzw. tłoka – dobrowolna pomoc sąsiedzka przy zadaniach, które były ponad siły jednego gospodarstwa. Na polskiej wsi zwyczaj ten utrzymywał się jeszcze do początku XX w.”

 

Oprac. na podst. Internet

 

Zapytaliśmy, co mińszczanie sądzą o Banku Czasu?


Marta (26 lat) – Nie słyszałam o Bankach Czasu, ale podoba mi się ten pomysł. Sama czasem poszukuję opieki dla mojej córeczki, gdy nagle muszę coś załatwić i często nie ma mi kto pomóc. Gdybym była członkiem Banku, może wtedy nie miałabym problemu ze znalezieniem opiekunki. Sama też mogłabym się zrewanżować tym samym.

 

Sylwia (30 lat) – To super sprawa dla kobiet, które nie pracują, tylko np. wychowują małe dzieci. Mogłyby nawzajem się wymieniać przysługami. Bardzo mi się ten pomysł podoba.

 

Piotr (36 lat) – Słyszałem o tej idei, ale nie wiedziałem, że w Mińsku ktoś chce coś takiego  zorganizować. Wiem, że w dużych miastach takie Banki Czasu działają i chyba nawet cieszą się jakimś powodzeniem. Nie wiem, czy w naszym mieście ta idea się przyjmie. Ale to na pewno dobra propozycja dla osób, których nie stać na wiele usług.

 

Beata (41 lat) – Słyszałam już o tym pomyśle. Wiem, że takie banki czasu działają w dużych miastach – np. w Warszawie, Wrocławiu. To świetna idea. Czasem nie potrafimy sami czegoś zrobić, wymienić gniazdka, naprawić kranu, pomóc snowi lub córce w lekcjach, a ktoś w zamian np. za korepetycje, opiekę nad dzieckiem, umycie okien starszej osobie, czy chociażby nową plombę mógłby nam pomóc. Taki handel wymienny tylko, że czasem. Podoba mi się.

 

Kamil (45 lat) – Ludzie sobie nie ufają. Nie wiem też, czy by nie oszukiwali w rozliczaniu godzin, albo skorzystali by z czyjejś pomocy, a potem nie pomogli komuś innemu. Sam pomysł jest fajny, ale wszystko zależy od ludzi, którzy by w takim Banku Czasu działali.

You have no rights to post comments