Dzisiaj jest: 13 Grudzień 2018    |    Imieniny obchodzą: Łucja, Otylia, Eugeniusz

Lek. wet. Agata Przetakiewicz

Ocena użytkowników:  / 6
SłabyŚwietny 

Agata Przetakiewicz pochodzi z rodziny z tradycjami lekarskimi. Sama też jest lekarzem, ale wyłamała się nieco z rodzinnej tradycji – nie leczy ludzi. Jej pacjentami są... zwierzęta. Poznajmy właścicielkę mińskiej przychodni weterynaryjnej dla zwierząt Ampułka.


Pani rodzice byli lekarzami. Jak przyjęli decyzję o Pani wyborze drogi zawodowej?


Agata Przetakiewicz (A. P.) – Moja mama chyba nigdy nie chciała, żebym była lekarzem, bo uważała, że jest to ciężki i absorbujący zawód dla kobiety, szczególnie jeśli się go wykonuje z pełnym oddaniem. Tata natomiast w skrytości ducha chyba do końca liczył, że pójdę w jego ślady i będę kontynuować jego dzieło na polu chirurgii naczyniowej. Stało się jednak inaczej, ponieważ ja o wyborze zadecydowałam już w wieku 4 lat.

 

 

Jaki powinien być dobry lekarz weterynarii? Jakie powinien posiadać cechy osobowe?


A. P. – To bardzo trudne pytanie. Sama miłość do zwierząt nie wystarczy, bo w obecnych czasach, przy takim poziomie wiedzy medycznej, jaki aktualnie mamy, istotą bycia dobrym lekarzem jest chęć, umiejętność i możliwość jak najefektywniejszego udzielenia pomocy zwierzęciu. Myślę tu o stale pogłębianej najnowszej wiedzy medycznej, możliwościach diagnostycznych, nowoczesnym sprzęcie. Wszystko to jednak można osiągnąć tylko wtedy, jeśli pomaganie chorym zwierzętom jest dla nas życiową misją.

 

Czy lekarz weterynarii wpada w rutynę, a co za tym idzie – słabnie miłość do zwierząt, która pokierowała wyborem zawodu?


A. P. – Lekarz, bez wyjątku, w ogóle nie może popadać w rutynę, ponieważ każdy przypadek jest zupełnie inny i wymaga całkowicie indywidualnego podejścia i pełnego zaangażowania. Zawód lekarza weterynarii jest bardzo ciężkim zawodem, wymagającym bezwzględnego poświęcenia, oddania sprawie i wielu wyrzeczeń. Można w tym wytrwać wyłącznie z wielkiej miłości do zwierząt. Jeśli dopuścimy, że ta miłość osłabnie, powinniśmy zrezygnować z wykonywania swojej pracy.

 

Pamięta Pani swojego najbardziej nietypowego pacjenta?


A. P. – Hmmmm... Właściwie każdy pacjent jest w pewnym sensie niepowtarzalny, ale jeśli chodzi o najbardziej nietypowego, jakiemu musiałam pomóc, to był to ślimak winniczek z roztrzaskaną skorupą, którego mój syn przyniósł mi w lipcu tego roku. Przy pomocy skorupki od jajka i mocnego plastra opatrunkowego zreperowaliśmy dom ślimaka i po odbyciu tygodniowej obserwacji nasz mały pacjent został wypuszczony na wolność.

 

Czy mińszczanie dbają o swoich czworonogich przyjaciół?  


A. P. – Z pewnością mińszczanie dbają o zwierzęta bardziej  niż 7 lat temu, kiedy się sprowadziłam w te rejony. Może dzieje się tak za sprawą edukacji, może jakiś minimalny wkład w ten proces mamy my, lekarze weterynarii. Nie jest to jednak proces zakończony, ciągle zdarzają się, i to wcale nie tak rzadko zwierzęta niedożywione, przetrzymywane w skandalicznych warunkach, na króciutkich łańcuchach, zaniedbane, skołtunione, zapchlone, z ranami od ciągłego drapania się. Myślę, że wystarczyłoby od czasu do czasu pomyśleć, że one odczuwają ból tak samo jak my, tylko nie potrafią się przed nami obronić.

 

Czy pani przychodnia angażuje się w jakąś inną niż leczenie pomoc bezdomnym zwierzętom?


A. P. – Czy inną niż leczenie, to trudno powiedzieć, bo w jakimś sensie jest to ze sobą powiązane. Staramy się udzielić pomocy jak największej liczbie potrzebujących bezpańskich zwierząt, które w różnych okolicznościach trafiają w nasze ręce, a następnie znajdować im docelowe domy. Poza tym, uczestniczymy co roku w masowych akcjach kastracji zwierząt zainicjowanych przez  fundację ARKA i mających na celu ograniczenie populacji zwierząt niechcianych. W praktyce wygląda to tak, że przez jeden miesiąc w roku z własnej inicjatywy, bo te akcje nie są w żaden sposób dofinansowywane, obniżamy o połowę ceny zabiegów kastracji samic i samców, aby umożliwić osobom opiekującym się dużą ilością zwierząt  poddanie ich tym zabiegom. Akcje te skierowane są także do osób gorzej uposażonych, którym jednak los zwierząt nie jest obojętny, a w normalnych okolicznościach, po normalnych stawkach nie są w stanie poddać swoich podopiecznych takim zabiegom. Zawsze ogłaszając zapisy na kolejną akcję apelujemy do tych wszystkich, których stać na korzystanie z naszych usług po standardowych cenach, aby dali szansę tym, dla których takie akcje są jedyną szansą.

 

Jakie ma Pani hobby?


A. P. – Moim głównym hobby jest moja profesja. Należę do grona niewątpliwych wybrańców losu, którym dane było w życiu coś ciekawego, bardzo twórczego i satysfakcjonującego. Pracy poświęcam najwięcej siebie, dlatego większość moich zamiłowań w mniejszym lub większym stopniu jest związana z przyrodą. Jeżdżę konno, wędkuję, ale nie zjadam złowionych ryb tylko staram się je wypuszczać zaraz po złowieniu. Uwielbiam podróżować, jeżdżę na nartach, dużo czytam. Kocham plenery i ciszę.

 

Pani największy życiowy sukces?


A. P. – Moim największym życiowym sukcesem jest dorosły już syn. Jest moim najlepszym  przyjacielem, wspiera mnie we wszystkich, nawet najbardziej zwariowanych i karkołomnych pomysłach. I mimo że jest zupełnie inny niż ja, akceptuje moje wybory i doradza, starając się patrzeć wtedy moimi oczami.

 

A sukces zawodowy?


A. P. – Mam nadzieję, że ten największy jest jeszcze przede mną. Ale myślę, że z dotychczasowych osiągnięć, to rzeczywiście jestem dumna z wprowadzenia w praktyczną stronę zawodu kilku bardzo obiecujących adeptów sztuki weterynaryjnej. I skompletowania przez ostatnich kilka lat wspaniałego zespołu lekarzy, dzięki któremu udaje nam się osiągać coraz więcej w dziedzinie diagnostyki i lecznictwa zwierząt. Lekarze stanowiący zespół mojej przychodni to zgrana grupa zapaleńców, których celem jest to, co najważniejsze moim zdaniem w tym zawodzie: osiągnąć taki poziom wiedzy i umiejętności, który w oparciu o nieprzebrane pokłady miłości do zwierząt, o siłę grupy oraz nowoczesny sprzęt diagnostyczny pozwoli pomóc jak największej ilości potrzebujących czworonogów. W związku z tym mamy obecnie wiele pomysłów na rozwój przychodni, które zamierzamy stopniowo wdrażać.

 

 

lek.wet. Agata Przetakiewicz w skrócie

Lubię… jesień

Nie lubię… bałaganu, bezmyślności i cwaniactwa

Marzy mi się… taka placówka, w której będzie zgromadzony wszelki dostępny na świecie sprzęt potrzebny do ratowania życia zwierząt

Mińsk Mazowiecki jest… od kilku lat moim domem, pokochałam to miasto, bo jest w nim siła i ogromny potencjał oraz duża dawka pozytywnych wibracji

You have no rights to post comments