Dzisiaj jest: 21 Czerwiec 2018    |    Imieniny obchodzą: Alicja, Marta, Alojz

Prezenty – radość czy kłopot?

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

prezent1W prezentach najważniejsze jest to, że dostajemy je od konkretnej osoby, od kogoś nam bliskiego, kto rzeczywiście o nas pomyślał. W przedświątecznej gorączce czasem o tym zapominamy, biegając pomiędzy sklepowymi półkami, żeby zdążyć ze zrobieniem wszystkich sprawunków. O obdarowywaniu prezentami rozmawiamy z Hanną Michalską, dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Mińsku Mazowieckim. 

 

Prezenty to radość czy kłopot?

Hanna Michalska (H. M.) – I radość i kłopot. Radość, jeśli szukamy prezentu dla kogoś, kogo lubimy, kochamy, kto jest nam bliski. A kłopot, jeśli podarunek staje się powinnością, obowiązkiem, nielubianym zwyczajem.

 

Czy dobrym pomysłem jest, np. ustalenie kwoty, jaką przeznacza się na prezenty?

H. M. – To bardzo ważna sprawa i niewygodna rozmowa w wielu rodzinach, w których są przecież ludzie zarówno lepiej, jak i gorzej sytuowani. Sprawa możliwości finansowych i prezentów jest więc bardzo ważną kwestią. Dla wielu osób, konieczność obdarowywania innych, bo tak się w rodzinie przyjęło, jest trudem, gdyż nie wiedzą skąd na to wziąć pieniądze. Do tego dochodzi też wszechobecna presja na prezenty w mediach, sklepach, w rozmowach, co sprawia, że ci mniej zamożni starają się także sprostać takim oczekiwaniom. Myślę, że propozycja ustalenia konkretnej kwoty powinna wypłynąć od osób, którym łatwiej jest mówić o pieniądzach, które mają ich więcej          i to te osoby muszą wykazać się taktem i zaproponować rodzinnie niższe kwoty dotyczące kupna podarunku. Nie ze skąpstwa, tylko żeby nie stawiać w kłopotliwej sytuacji innych członków rodziny, którzy są gorzej sytuowani.

 

Z drugiej strony jest też coś w naszej polskiej mentalności, że przed świętami kierujemy się zasadą „zastaw się, a postaw się”.

H. M. – A najważniejszą kwestią powinna być ta, jaką funkcję ma pełnić prezent. Jeśli jest on dowodem na to, że kogoś lubimy, znamy jego upodobania, pragnienia, to może się on stać formą pewnej relacji i bliskości, może sprawić, że to, czym kogoś obdarujemy, będzie dla niego dowodem naszej miłości, pamięci, przyjaźni. Cena w takim przypadku nie gra roli. Bardziej chodzi o to, żeby z kimś rozmawiać, wiedzieć o czym marzy, co jest mu potrzebne, czy co sprawi mu przyjemność. Postępowanie według zasady „zastaw się, a postaw się” tylko po to, aby zamanifestować swoje możliwości finansowe, albo żeby udowodnić, że nas też na coś stać nie jest dobrym podejściem w życiu.

 

Często ludzie zapożyczają się przed świętami, żeby właśnie kupić prezenty dzieciom czy przyjaciołom.prezent2

H. M. – Z niepokojem obserwuję taki trend. Święta to czas, który ma się nam kojarzyć z przyjemnością, zadowoleniem i z bezpieczeństwem. Dobrze by było, aby sprawa kupna prezentów na święta nie budziła w nas natychmiast niepokoju o to, z czego później spłacimy pożyczkę. Mniej jest w takim zapożyczaniu refleksji nad drugą osobą, a więcej uwagi skierowanej na zakupy. A przecież w święta najważniejszy jest  drugi człowiek.

 

Dzieciom kupujemy dużo prezentów. Taka obfitość wychodzi im na zdrowie?

H. M. – I dzieci i dorośli lubią prezenty. W naszej kulturze jest tak, że dzieciom nie skąpi się podarunków i mają prawo do ich większej ilości. W sumie nie ma w tym nic złego. Natomiast, dla każdego dziecka istnieje indywidualny pułap, kiedy mnogość prezentów osłabia radość z ich otrzymania, kiedy dziecko otwiera kolejną paczkę, aby tylko zaspokoić swoją ciekawość, co jeszcze znajdzie w pudełku zawiniętym w kolorowy papier. Dzieci należy przyzwyczajać do tego, że dostają coś, co jest im albo potrzebne, albo sprawi im wielką radość. Uczmy je też szacunku do prezentów, do wysiłku jaki ktoś włożył w to, aby je wybrać i za nie zapłacić. Stwarzanie dziecku wyobrażenia, że należy mu się niezliczona ilość podarunków i stać rodzinę na taką mnogość, tak naprawdę obniża radość z ich dostania. Nie przesadzajmy więc z ilością, aby dziecku nie zabrakło uwagi na każdą poszczególną otrzymaną zabawkę czy książkę.

 

Pytać o to, jaki ktoś chce dostać prezent, czy działać z zaskoczenia?

H. M. – Kiedy pytamy, odbieramy przyjemność niespodzianki, co w przypadku podarunków jest niezwykle ważne. Przecież nie musimy pytać wprost, żeby dowiedzieć się, czego dziecko czy nasi najbliżsi pragną. Możemy rozmawiać z domownikami o nadchodzących świętach, o tym, co kto zrobi w naszej rodzinie – czy babcia przygotuje ciasta, a mama pierogi. To idealne momenty, aby porozmawiać o naszych marzeniach i powyobrażać sobie różne rzeczy i będziemy wiedzieć, jaki możemy kupić prezent.

 

Co zrobić, gdy po raz kolejny dostajemy od kogoś prezent w postaci kilku par skarpetek czy kosmetyków, których nie używamy?

H. M. – Jeśli co roku ktoś kupuje nam kolejną parę skarpetek, to tak naprawdę informuje nas, że nie interesuje go to, co lubimy, że nie che mu się zrobić dla nas czegoś specjalnego. I to jest przykre. A że nie chcemy sprawiać sobie przykrości w święta, więc przyjmujemy taki prezent i dziękujemy za niego z kurtuazyjnym uśmiechem. Tymczasem, może warto zaproponować inną formę sprawiania sobie prezentów w rodzinie. Umawiamy się np., że każdy każdemu nie kupuje prezentu, tylko losujemy, kogo obdarujemy w danym roku. Wcześniej pytamy się, jaki podarunek ktoś chce dostać – może podać nawet trzy propozycje, żeby do końca nie był pewny, co otrzyma, żeby miał niespodziankę. Każdy coś dostanie przy choince, a z drugiej strony oszczędza się w ten sposób pieniądze. Wiele rodzin już tak robi i to jest naprawdę dobry pomysł. Można też robić prezenty z jakąś ideą, np. umówić się, że kupujemy coś do kuchni, albo do łazienki, albo coś do poczytania, czy posłuchania. Takie podejście stwarza też okazję do tego, żeby posłuchać drugiej osoby i być uważnym na drugiego człowieka.

 

A jak wytłumaczyć dziecku, że nie dostało tak wspaniałych prezentów, jak jego koledzy?

H. M. – Z niepokojem patrzę na dzieci już w przedszkolu, które licytują się firmowymi ubraniami czy zabawkami. Z niepokojem patrzę też na dzieci, które jeszcze nie zdążą o czymś zamarzyć, a rodzice już to marzenie spełniają. W rozwój człowieka wpisane jest marzenie o czymś, oczekiwanie na to i jest to bardzo ważny element dojrzewania, rozwoju i kształtowania postaw społecznych. Jeśli dorośli odbierają to dzieciom, to  tak naprawdę, odbierają ważną część dzieciństwa. Pomarańcze nie były kiedyś lepsze, tylko bardziej wymarzone i wyczekane, i dlatego tak bardzo nam smakowały. A jeśli dziecko dostanie coś „gorszego” lub czegoś „mniej”, to należy z nim o tym szczerze porozmawiać, dlaczego tak się stało. Trzeba powiedzieć wprost, że są rodziny, w których jest więcej pieniędzy, a w naszej jest mniej i możemy tylko kupić takie prezenty. Nie należy unikać rozmowy na ten temat, ale też, co bardzo ważne – rodzice nie powinni czuć się winni, że nie stać ich na to, żeby kupić synowi lub córce tego samego, co dostał kolega czy sąsiad. Rozmawiajmy i wyjaśniajmy.

 

prezent3Mówi się, że najbardziej drogocenną rzeczą jest czas. Może więc podarujmy na święta taki drogocenny prezent swoim bliskim?

 H. M. – Tego najbardziej wszystkim życzę. Badania pokazują, jak niewiele czasu rodzice spędzają z dziećmi, mimo że są z nimi, ale każdy robi coś swojego, zamiast się bawić czy rozmawiać. Zachęcam, żeby wyłączyć telewizor, nie tylko na czas kolacji wigilijnej czy świątecznych spotkań            i zamiast oglądania kolejnej filmowej powtórki  porozmawiać o dostanych prezentach czy ważnych sprawach, wspólnie wyjść na spacer, albo zagrać w gry planszowe – to niezwykle scala rodziny, podkreśla więzi i buduje atmosferę świąt. Czas podarowany dziecku przez mamę i tatę, czas podarowany rodzicom, dziadkom, mężowi, żonie daje więcej radości niż najdroższy prezent.

 

Rozmawiał Dariusz Mieczysław Mól

You have no rights to post comments