Strefa Nieobojętnych - www.strefaminsk.pl
Dzisiaj jest: 19 Sierpień 2018    |    Imieniny obchodzą: Konstancja, Emilia, Julian

Piękno tkwi w szczegółach

Ocena użytkowników:  / 2

Nr 49 str 12 Strefa na własne oczy drewniakiPiękno tkwi w szczegółach


Przed laty w Mińsku było wiele drewnianych domów. Niestety, dziś jest ich coraz mniej. Tym bardziej warto wybrać się na niedzielny spacer po naszym mieście, aby podziwiać drewnianą architekturę. Co prawda wiele budynków znajduje się w opłakanym stanie, ale są i takie, których właściciele pieczołowicie o nie dbają. Można na nich znaleźć wiele oryginalnych i ciekawych szczegółów. Nasz fotoreporter uwiecznił niektóre z nich. Może podczas spaceru sami też je dostrzeżecie?


Paweł J JankowskiNr 49 str 12 Strefa na własne oczy drewniaki Paweł
Absolwent zarządzania, z zamiłowania fotograf, w wolnych chwilach maluje obrazy dla rodziny i przyjaciół. Pewnego dnia przyszedł do „Strefy” i zaproponował, że chętnie zrobi dla nas zdjęcia. Kiedy zobaczyliśmy jego prace, od razu wiedzieliśmy, że w tygodniku będzie opowiadał fotografiami o naszym mieście i ludziach w nim żyjących. Jego fotoreportaże po prostu przyciągają wzrok, czemu absolutnie się nie dziwimy.

Miłość z wyboru

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 47 str 8 Strefa nieobojętnych rodzina zastępcza główneMiłość z wyboru


Dzieci, które z różnych względów nie mogą wychowywać się w swoich rodzinach biologicznych, nie muszą wcale trafiać do domów dziecka. Jedną z form pomocy, która może zapewnić im normalne życie jest rodzicielstwo zastępcze. Rozmawiamy z Januszem Zdzieborskim, dyrektorem Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie (PCPR) w Mińsku, które od wielu lat przygotowuje w naszym mieście kandydatów na rodziców zastępczych.



Co to jest rodzinna piecza zastępcza?

Janusz Zdzieborski (J. Z.) – W takim definicyjnym skrócie, to organizowana przez powiat forma zapewnienia opieki dziecku pozbawionemu całkowicie lub częściowo opieki rodzicielskiej. Do rodzin zastępczych trafiają dzieci, których rodzice zostali trwale lub czasowo pozbawieni praw rodzicielskich, albo gdy władza ta została im ograniczona.

Czytaj więcej: Miłość z wyboru

Co należy wiedzieć o „pigułce gwałtu”

Ocena użytkowników:  / 2

Nr 46 str 12 Strefa tabu pigułka gwałtu 1Wakacje to czas odpoczynku, relaksu, wyjazdów i swobody. Młodzież ruszająca w świat i zafascynowana swobodą niekontrolowanych przez rodziców poczynań, ale także dorośli, którzy wrzucili na letni luz mogą stać się potencjalnymi ofiarami różnego rodzaju przestępców...

Często mówimy, że pewne zagrożenia nas nie dotyczą, bo przecież staramy się unikać ryzykownych zachowań czy kontaktów. Ale współczesny świat pędzi do przodu z zawrotną szybkością. Substancje chemiczne, o których jeszcze kilka lat temu nie mieliśmy pojęcia, teraz są łatwo dostępne – należą do nich m.in. „pigułki gwałtu”. Warto zwrócić uwagę, że liczba przestępstw z ich użyciem sięga kilku tysięcy rocznie, ale większość z nich jest nieujawniana. Wystarczy jednak wejść do internetu, aby przekonać się, że skala zjawiska jest duża i dotyczy młodych ludzi w różnym wieku. Ale ofiarami często także padają dorośli. Lepiej „dmuchać na zimne”, zamiast  ponosić konsekwencje, często do końca życia, swojej niewiedzy, głupoty, naiwności czy życiowej arogancji.


Czytaj więcej: Co należy wiedzieć o „pigułce gwałtu”

Obcy we własnej skórze

Ocena użytkowników:  / 0

 

obcyJak trzeba się czuć źle we własnej skórze, aby poddać się tylu bolesnym operacjom? Zmiana płci wciąż budzi wiele kontrowersji, a ludzie, którzy chcą żyć szczęśliwie bez nieustannego uczucia zamknięcia w swoim ciele, są traktowani jak dziwolągi, narażeni są na szykanowanie i potępienie przez społeczeństwo. Mam nadzieję, że szczera rozmowa z Piotrem* pomoże zrozumieć, że transseksualizm to nie choroba, że każdy z nas zasługuje na szacunek, że ma prawo do swoich wyborów...

 

Kiedy poczułeś się nieswojo we własnym ciele?

 

Piotr – Zanim sam poczułem, to już w wieku przedszkolnym zauważono u mnie zachowania nietypowe dla dziewczynki – wolałem ubierać się w spodnie i bawiłem się samochodami zamiast lalkami. W ogóle mało kto o tym wie, ale „wybór natury”, jeśli chodzi o płeć, zaczyna się już w 6. tygodniu życia płodowego. A wracając do twojego pytania, niechęć do swojej płci zauważyłem w połowie szkoły podstawowej, kiedy urosły mi piersi i zacząłem  dojrzewać. Wtedy było to niezrozumiałe, przeżyłem szok. Nie potrafiłem określić, dlaczego to dla mnie taki dramat. Wytłumaczę to obrazowo: to jest tak, jakbyś kładł się spać jako kobieta, a rano wstawał i widział w lustrze zarost na
twarzy, brak biustu, jesteś mężczyzną, a wewnątrz czujesz się kobietą. Tak samo było ze mną, kiedy dotarło do mnie, że nie chcę być kobietą, bo to nie ja.


Co czułeś wewnątrz? Pamiętasz swoje odczucia, reakcje na zachodzące zmiany?


Piotr – Pamiętam dokładnie wylane łzy, niemoc. Zacząłem sobie bandażem elastycznym maskować biust, garbić się, aby nie było nic widać. Ciągnęło mnie do dziewczyn. To była dla mnie wewnętrzna tragedia. W wieku 15 lat miałem myśli samobójcze, czułem do siebie obrzydzenie, więc sobie wyobraź, co musi czuć ktoś „obcy we własnej skórze”.


W sumie od początku
procesu zmiany płci
przeszedłem łącznie
siedem operacji. Ale
poczułem się szczęśliwy!


Rozmawiałeś z kimś o swoich odczuciach?


Piotr – Rodzicom bałem się powiedzieć. Zadzwoniłem do ciotki, siostry ojca, z którą zawsze miałem dobre relacje. Powiedziałem jej, co jest grane. Byłem już wtedy teoretycznie obeznany w temacie zmiany płci, ponieważ nawiązałem kontakt z osobą, która urodziła się dokładnie taka jak ja, czyli w ciele kobiety, a czuła się mężczyzną i zmieniła płeć. Dzięki niej dowiedziałem się, co i gdzie, dostałem namiary na klinikę w Poznaniu. Ciotka zrozumiała, podeszła do problemu bardzo rozsądnie, pojechała ze mną do lekarza, który specjalizował się w takich operacjach. Byłem wtedy niepełnoletni, więc ktoś dorosły musiał mi towarzyszyć. Na początek chciałem się zorientować u źródła, z czym to się je, jakie badania trzeba zrobić, ile czeka mnie operacji, co robi się po kolei.


Czytaj więcej: Obcy we własnej skórze

Życie z butelkami w tle

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 21 str 6 Strefa na wBasne oczy Alkohol21Stasiek jest już na rencie i pije od zawsze. Jacek ma 33 lata i „od rana kręci się tylko za tym, aby wypić”. Michał ma dopiero 16 lat i pije już codziennie. Trzy różne historie mińszczan, ale łączą je butelki wypitego przez bohaterów alkoholu. „W Polskę idziemy, bracia, rodacy, w Polskę idziemy! Nim pierwsza seta zaszumi w głowie, drugą pijemy!” – słowa słynnej piosenki Wojciecha Młynarskiego i Jerzego Wasowskiego same cisną się do głowy. Ale kobietom, które opowiadają o swoich uzależnionych bliskich ,wcale nie jest do śmiechu.


Pierwsza butelka


Stasiek*, mąż Jadzi pije od zawsze. Właściwie to sama nie pamięta go trzeźwego. Małżeństwem są od blisko 30 lat. W tak zwanym międzyczasie Jadzia urodziła czworo dzieci. Wszystkie już pożenione. Nie powie – nawet dobrze trafiły. A ona – siedzi na ojcowiźnie, bo co ma zrobić. Nie pójdzie do dzieci, bo na starość najlepiej na własnych śmieciach. A Stasiek? Pije, trzeźwieje i znów pije. I pije wszystko, co się da, nawet te „mózgojeby”. Ale denaturatu czy innego świństwa nie bierze do gęby. Tego nie.

Będzie już z rok, jak Stasiek siedzi na rencie. Na głowę. I pić nie powinien, bo po wódce kota dostaje. Kiedyś z toporkiem sąsiada pogonił. Na szczęście sąsiad zdążył uciec. Ale to nie całkiem wina Staśka, bo razem pili z sąsiadem i tamten musiał czymś go zdenerwować. Bo Stasiek nerwowy nie jest.

Jadzia na swój sposób już przywykła. Zawsze wszystko było na jej głowie i tak już zostanie. Nawet teraz Stasiek nie wie, że Jadzia od pół roku jest na emeryturze, bo po co – wyciągnąłby ostatni grosz. A tak Jadzia jeździ trzy razy w tygodniu do Warszawy, do „paniusi”. Tam posprząta, ugotuje, pierogów nalepi, jakiś placek upiecze – takie swojskie to przecież najlepsze, nie to, co kupne. Ale okien nie myje, bo nie daje już rady. „Paniusia” jest z tych uczciwych – płaci nieraz i 100 zł za dzień i jeszcze dorzuci a to buty, ubranie jakieś. A Jadzia bierze, jak nie dla siebie, to córkom da.

Stasiek ma najniższą rencinę, a i to przepije. Ma dobry fach w ręku. Jest hydraulikiem. I kiedyś jak robił w „wodociągach”, to jeszcze łapał prywatki: a to komuś rury położył, a to kibel podłączył, ale wiadomo – jak nie wypić po robocie. A dobrym fachowcem był. Był, bo teraz już wódka mu rozum odebrała.

Nie, nie bije Jadzi. No, może raz uderzył, ale już nawet Jadzia nie pamięta za co. Dzieciaki to się go bały, ale tylko na początku. Potem, jak już starszy syn podrósł, to i Stasiek usiadł na tyłku i tak nie kozakował. Może i bał się trochę. Ale gadać, to się nagada. I dlatego Jadzia cieszy się, że jeździ do tej Warszawy, bo jak tu wytrzymać w domu cały dzień. No i grosz zawsze jakiś wpadnie. A za co by wymieniła szafki w kuchni, gdyby nie te dodatkowe pieniądze?!
Czy Jadzia kocha Staśka? Przywykła, to na pewno. Tyle lat razem, to przecież do psa człowiek się przywiąże, a co dopiero do człowieka. Jadzia tylko się martwi, aby Stasiek po pijaku nie zrobił jakiejś głupoty i nie powiesił się gdzieś, bo co ludzie powiedzą?


Druga butelka


Jacek jest alkoholikiem. Kaśka wie o tym, ale co może zrobić? Rodzina nieraz już jej mówiła, aby dziada zostawić. Ale gdzie Jacek pójdzie? Matka na pewno go nie przyjmie, brat z bratową – też go nie wezmą do siebie. A w sumie to ślub brała na dobre i na złe.

Małżeństwem są blisko 10 lat. Mają dwoje dzieci. Nie tak dawno postawili dom, wyszykowali. I to nawet bez zaciągania kredytu! Jacek i Kaśka nieźle zarabiali, a plac dostali od babci. Ojciec postawił mury, a resztę już sami.

Jacek pił zawsze. Zresztą Kaśce to nie przeszkadzało, bo sama też nie wylewa za kołnierz. Lubi się bawić, potańczyć, wypić. Jeszcze zanim wzięli ślub, to nie było tygodnia, aby nie poszli w sobotę na imprezę, czy też u siebie czegoś nie zorganizowali. Fajnie było... Problemy zaczęły się kilka lat temu. Jacka za wódkę wyrzucili z pracy. Obciach jak cholera, ale co zrobić. Jakoś żyć trzeba. Najpierw siedział w domu, jakieś pół roku, może trochę dłużej. Ale to nawet dobrze, bo chociaż coś zrobił: obiad ugotował, dzieciaki dopilnował. Kaśka przecież cały czas pracowała i cały dzień jej nie było. Ale i tak wie, że Jacek pił, bo co raz znajdowała puste butelki – w kotłowni czy za pralką. Jak wracała po pracy, to nie było widać po Jacku, czy pił. Mogła się jedynie domyślać. Skąd miał pieniądze na picie? Do dziś nie wie i chyba nie chce wiedzieć.

Od roku Jacek pracuje przy budowie dróg. Ciężka praca. Prawie cały czas nie ma go w domu, ale zarobki niezłe. Kaśce taki układ pasuje. Mówi, że lepiej, jak Jacka nie ma, bo nawet, jak jest – to tak, jakby go nie było. I tak w niczym nie pomoże, a od rana kręci się tylko za tym, aby wypić. A Kaśce potrzeba ciepła, czułości.

Nr 21 str 6 Strefa na wBasne oczy Alkohol4

Jacek leczył się w poradni alkoholowej. Był jakiś czas na odwyku. Potem nie pił kilka miesięcy. Wtedy było naprawdę super. To był ten sam Jacek, w którym Kaśka się zakochała. Teraz też go kocha, ale jakoś inaczej. Zresztą już sama nie wie. Jacek pije codziennie. Kaśka wie o tym. I wcale nie musi wypić dużo. Wystarczą 2-3 kieliszki albo ze dwa piwa i już się zaczyna... Jacek ma urojenia, gdzieś chce uciekać, kogoś bić. Kaśka boi się i martwi na przemian. I nie wie, co robić. No przecież go nie zostawi. A Jacek kiedyś się w końcu zapije... A ma dopiero 33 lata.

 


Trzecia butelka

 


„Nie mogę przestać pić. Piję już codziennie” – taką kartkę, któregoś dnia rano Dorota znalazła w kuchni na stole. Boże jedyny! Najpierw ogarnęła ją złość. Chyba zabiję gnoja! Ale potem wszystko  przemyślała. Coś przecież trzeba robić. Jeszcze, żeby to był problem nie wychodzący poza ściany mieszkania. Ale nie – dyrektorka szkoły wezwała ją, bo na boisku pili. I wśród najbardziej pijanych był właśnie Michał!

Postanowiła porozmawiać. Bo przecież wstyd iść gdzieś do obcych, do lekarza. Ale niewiele pomogło. To znaczy – pomogło, ale na dzień, dwa. A potem znów wracał do domu, żuł gumę, że jak chuchnie, to niby nie czuć. Tylko Dorota po oczach poznała. Najpierw nie chciała nic mówić do męża. Bała się jego reakcji. Ale w końcu i on zauważył, że coś jest nie tak z synem. Już nawet nie chce mówić, jak ciężkie to były dni. Dorota zastanawia się, skąd to się wzięło?! W domu rzadko jest alkohol. Jeśli już, to w święta czy latem, jak jakiegoś grilla się rozpala.

Postanowili iść do psychologa. Chodzili wszyscy: Dorota z mężem i Michał. Taka terapia rodzinna. Chodzili dwa miesiące, raz w tygodniu. Dowiedzieli się, że Michał musi być kontrolowany na każdym kroku, zakaz wyjść, tylko szkoła – dom. Czy się udało? Tego Dorota nie wie. Boi się, że nowe otoczenie, w jakim teraz jest Michał, może dać efekty i albo znów zacznie się problem, albo wprost przeciwnie. Michał niedawno skończył 16 lat. „Najlepszy wiek, aby najgłupszy wybrać cel” – to Gintrowski, który śpiewając, z pewnością nie miał na myśli alkoholu...


Tekst Anna Kowalczyk,
fot. PawełJ

* Imiona wszystkich bohaterów zostały zmienione

Bez „komórki” jak bez ręki

Ocena użytkowników:  / 0

telefonNajprawdopodobniej telefon komórkowy jest jedną z nielicznych rzeczy materialnych, do której się mówi. Mówienie do czapki lub dowodu osobistego uznane byłoby przez społeczność za przejaw co najmniej schizofrenii. A z komórką wszystko nam uchodzi...

 

Jedną z bolączek współczesnego życia jest nieustanne używanie telefonów komórkowych. Na przykład podczas wystąpień publicznych, w kościołach, szkołach, na spotkaniach, wszędzie. Zresztą sama odbieram komórkę w różnych dziwnych miejscach. Zdarza się, że gdy siedząc w autobusie usłyszę „piiiip”, od razu szperam po kieszeniach szukając telefonu. I gdy już wydaje mi się, że go znalazłem, słyszę, jak ktoś mówi: „To mój”. Rozglądam się i widzę szczęśliwca, który zaczyna rozmawiać oraz pozostałych pasażerów z zawiedzionymi minami, wyjmujących ręce z torebek i plecaków. A ponieważ podróż trwa jeszcze jakiś czas owa komiczna sytuacja powtarza się kilkakrotnie.

 

Idąc ulicą widzę ludzi, którzy stoją przed sklepem i rozmawiają przez telefon. Rozmawiają jadąc samochodami, rowerami. Rozmawiają matki prowadzące wózki i babcie zaraz po wyjściu z kościoła. Z kolei w teatrze lub w operze zamiast skazywać nas na słuchanie okropnych wrzasków lub oglądanie nudnej sztuki, użytkownicy telefonów komórkowych zapewniają nam o wiele ciekawsze show dostarczające nie tylko doznań fizycznych (słuchowych), ale również mentalnych, bo nic tak nie odpręża, jak dźwięk nadesłanej wiadomości SMS.

 

Ale uwaga: ciągłe używanie komórki może doprowadzić do skrajnego załamania nerwowego, wiec być może będzie nam potrzebna pomoc lekarska. Aby wezwać lekarza sięgniemy po komórkę, bo przecież nie pozwolimy, aby nasze darmowe minuty się zmarnowały. W bardzo ciężkim stanie lekarz skieruje nas do szpitala. Tam zostaniemy położeni w łóżku i ordynator zakaże nam używania naszego aparatu komórkowego. Ale przecież czuwający przy nas monitor pracy serca zacznie wydawać dźwięk łudząco podobny do naszego dzwonka SMS, a my jak te ostatnie barany wstaniemy zobaczyć, czy to przypadkiem nie ktoś do nas i wtedy pożegnamy się z komórkami na zawsze. Chyba, że ksiądz wykaże się wyjątkowym poczuciem humoru i ostatnie amen wypowie przez telefon komórkowy. Bo przecież i to jest możliwe.

 

Uważajmy, bo zło i komórki czają się wszędzie.

 

Tekst Ewelina Oberzig

Oblicza zdrady

Ocena użytkowników:  / 1

Zdrada 2Zdrada – słowo o mocnym i wyraźnym brzmieniu, ze złowieszczym wydźwiękiem i choć jest znane i ogólnie używane, to trudno je zdefiniować, bo posiada wiele znaczeń i odnosi się do różnych dziedzin życia (zdrada stanu, odstąpienie od zasad, ujawnienie tajemnicy). Jedną z nich jest zdrada małżeńska lub partnerska, rozumiana jako nie dochowanie wierności w związku.

To właśnie ona jest przyczyną rozpadu ludzkich więzi i dramatów partnerskich – jedno jej dotknięcie potrafi zburzyć świat, budowany przez długie lata. Prezentujemy trzy różne historie kobiet, które stanęły w obliczu zdrady życiowego partnera – Ani, Ewy i Moniki. Ich losy potoczyły się zupełnie inaczej, ale wszystkie miały wspólny początek – „... ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską...”

 
Anna* (43 lata, matka dwójki dzieci, 18 lat stażu małżeńskiego, od 3 lat rozwódka)

Pamiętasz jeszcze początki Waszego związku, te chwile pełne euforii, „motyli w brzuchu”, drżących dłoni i wszystkich podobnych oznak zauroczenia?


Anna – Pamiętam i często opowiadam dzieciom o tych najlepszych latach w małżeństwie, bo nie chcę, aby myślały, że zawsze w związkach są problemy, które kończą się rozwodem i całą gehenną, która temu towarzyszy.


Które z 18 lat małżeństwa były dla ciebie najważniejsze?


Anna – Pierwsze i ostatnie lata związku, bo zmieniły moje życie. Pierwsze budowały cudowną przyszłość, a ostatnie wywróciły życie do góry nogami. Mojego byłego męża Pawła poznałam  będąc nastolatką z problemami rodzinnymi. Właśnie zmarła moja mama, pozostawiając ogromną pustkę. Zapełniła ją perspektywa wspólnego życia z człowiekiem, który stał się moim przyjacielem, powiernikiem, partnerem, następnie mężem i ojcem moich dzieci. Wychodząc za mąż, byłam zakochana po uszy i święcie przekonana, że mam zagwarantowaną spokojną starość u boku swej połówki. A gdy na świat przyszły dzieci, życie stało się sielanką. Miałam wszystko, o czym marzy każda kobieta: kochającego, opiekuńczego męża, dwójkę wspaniałych, zdrowych dzieciaków, piękny dom, który sama przez lata urządzałam, własny sklep, samochód i zabezpieczenie finansowe. Modelowa rodzina idealna, tak wtedy myślałam.


Kiedy „bajkowe” życie zaczęło zmieniać się w koszmar?


Anna – Kilka lat temu postanowiłam dokształcić się zawodowo. Z pełną aprobatą męża znalazłam szkołę w Warszawie. Kilka dni w miesiącu spędzałam w stolicy, bez dzieci i męża, po czym stęskniona wracałam do domu, gdzie wszyscy witali mnie z otwartymi ramionami. Ale po paru tygodniach już tylko dzieci stały w drzwiach, a mąż był ciągle zajęty, zapracowany, bardzo zmęczony i w kiepskim humorze. Pytałam, co się dzieje, ale słyszałam ciągle, że to praca, że sytuacja finansowa znacznie się nam pogorszyła i ogólnie sporo problemów na głowie jest przyczyną jego zmiany zachowania. Szukając rozwiązań i oszczędności przerwałam szkołę, ograniczyłam wydatki do minimum, sprzedałam samochód i zrezygnowałam z własnych „małych” przyjemności, ale  nic to nie dało.


Było co raz gorzej?


Anna – W ciągu paru tygodni moja oaza spokoju zamieniła się w horror. Najpierw małe spięcia, potem kłótnie, awantury, jakich nigdy nie znałam, a na koniec ciągłe wyrzuty pod moim adresem, wytykanie błędów, czepianie się najmniejszych szczegółów i trzaskanie drzwiami w odpowiedzi na moje pytania. Wszystko wokół zmieniło się tak szybko i tak drastycznie, a ja wciąż nie wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi. Mój „były” mąż unikał mnie, dzieci i rozmów, w domu bywał rzadko i najczęściej pod naszą nieobecność. Nie radząc sobie z  tak wielką ilością  zmian i znaków zapytania, wpadłam w depresję. Były leki, terapeuci, psychiatra i psycholog dziecięcy, bo niestety dzieci też ciężko to zniosły. Gdy myślałam, że dotarłam do kresu wytrzymałości psychicznej, i że więcej łez już nie jestem wstanie wylać, okazało się, że najgorsze dopiero przede mną.


Nie miałaś żadnych podejrzeń skąd ta nagła zmiana w zachowaniu męża? Musiałaś szukać jakichkolwiek wyjaśnień?


Anna – Szukałam, ale na każde z nich mąż mocno się denerwował i zawsze wszystkiemu zaprzeczał. Gdy zapytałam go o inną kobietę, zrobił mi scenę twierdząc, że to ja muszę mieć kogoś na boku, skoro pytam o takie bzdury. Jak płakałam, twierdził, że to moja histeria wzbudza w nim złość, a gdy mówiłam o potrzebach dzieci, zarzucał mi szantaż psychologiczny. Każde wypowiedziane przeze mnie zdanie zawsze obracało się przeciwko mnie, pokazując jaką jestem egoistką, gdy on ma tyle problemów i sam musi z nimi walczyć.


Ale wreszcie poznałaś prawdę?


Anna – Zupełnie przypadkiem odkryłam zdradę męża i po długim zaprzeczaniu w końcu się przyznał. Byłam wściekła i zrozpaczona, nie umiałam się opanować i ciągle płakałam, ale gdzieś w głębi miałam nadzieję, że to kiedyś minie i wszystko wróci do poprzedniego stanu.


Ale podjęłaś decyzję o rozwodzie?


Anna – Nie miałam szans na własne decyzje i wybory. Zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Romans z dwa razy młodszą panienką zaowocował ciążą i definitywnym rozpadem naszego związku. Okazało się, że mąż zdradzał mnie już dużo wcześniej, nasze oszczędności ulokował w budowę nowego domu, a mną manipulował przez długie miesiące. Miłość mojego życia i mężczyzna moich marzeń wymienił mnie i dzieci na nowszy model rodziny. Ma teraz młodą żonę, małą córeczkę i nowy dom.


Skąd wzięłaś siłę i energię, aby znów stanąć na nogi i zacząć życie od nowa?


Anna – Moją najsilniejszą motywacją stały się dzieci i wszystko inne w tym momencie przestało być ważne. Teraz  mieszkamy w bloku w innej części miasta i pomału sprzątamy bałagan po „życiowym huraganie”.


Gdy patrzysz wstecz, potrafisz znaleźć przyczyny zdrady męża?


Anna – Do dziś nie wiem dlaczego potrzebował innej kobiety. Jego romans zaczął się długo przed moimi wyjazdami do szkoły, problemy finansowe wynikały z tajnych inwestycji w nowe życie i całe zamieszanie w domu to już skutki, a nie przyczyny. Wszystkie symptomy, jakie zauważyłam, oczywiście po czasie, dotyczyły ukrywania faktów i kłamstw o tym, co trwało lub miało miejsce. Nie dostałam ostrzeżenia, że coś jest nie tak, i że 20 lat wspólnego życia, trafi na szrot.


Ewa (39 lat, matka dwójki dzieci, 20 lat stażu małżeńskiego, od 10 lat w „papierowym” związku)

Jak wygląda Twoje życie małżeńskie?


Ewa – Już od ponad 10. lat jesteśmy małżeństwem tylko na papierze. Żyjemy pod jednym dachem, mamy wspólne dzieci, dzielimy opłaty i obowiązki, ale każde z nas chodzi własnymi ścieżkami.


Jak do tego doszło, przecież ludzie nie łączą się w pary, aby żyć osobno?


Ewa – Nie zawsze tak było. Przez pierwsze 10 lat wspólnego życia byliśmy dobrym małżeństwem. Kochaliśmy się, szanowaliśmy, mieliśmy marzenia, razem planowaliśmy przyszłość i wychowywaliśmy dzieci. Sytuacja zmieniła się, gdy po urlopie wychowawczym wróciłam do pracy. Miałam wiele zaległości i ambicje zawodowe, co pochłaniało dużo czasu. Dom, dzieci, praca, szkoła – wiele obowiązków i coraz mniej rodzinnych wieczorów. Z roku na rok było coraz gorzej, doszły weekendowe szkolenia, firmowe imprezy integracyjne i wielu nowych znajomych z pracy. Na początku mąż mnie bardzo wspierał i do wszystkiego zachęcał, ale po pewnym czasie pojawiły się pretensje i sprzeciwy. Atmosfera w domu przestała być miła, a my mijaliśmy się przed i po pracy. Bardzo kochałam męża i rodzina była dla mnie najważniejsza, dlatego podjęłam decyzję o przerwaniu szkoły i zmianie miejsca pracy, ale kiedy wróciłam wcześniej do domu, aby mu o tym powiedzieć, zastałam go w łóżku ze wspólną znajomą.


Jaka była Twoja reakcja?


Ewa – Całe moje życie runęło w gruzach i w jednej chwili wszystko straciło sens. Bezmyślny, przypadkowy sex przekreślił wszystko, co było dla mnie najważniejsze w związku – wierność i zaufanie. Nie potrafię opisać tego bólu, żalu, złości, bezradności i wylanego morza łez. Z czasem emocje osłabły, a nasze relacje ograniczyliśmy do potrzebnego minimum. Gdy wyszła na jaw kolejna zdrada męża, nie miałam już żadnych złudzeń.

Czytaj więcej: Oblicza zdrady

Dział spadku

Ocena użytkowników:  / 0

Testament 11Żyjemy nie dla siebie, a odchodząc – pozostawiamy jednym smutek, innym – problemy. Dochód w postaci majątku można już za życia przekazać bliskim. Ale jeśli nie zrobimy tego w formie testamentu, następuje ustawowy podział spadku. A tu już nie ma miejsca na moralność, etykę, sentymenty, zasługi. Tu rządzi prawo...


Józef* nie żyje już od dwóch lat. Całe  życie ciężko pracował i, jak w porzekadle – „jakie życie taka śmierć” – zanim zmarł bardzo cierpiał. Zostawił troje dorosłych już dzieci, usamodzielnionych. Dorobkiem jego ciężkiej pracy było mieszkanie własnościowe – obecnie temat prowadzonej sprawy o dział spadku. Józef umarł w przekonaniu, że owe mieszkanie przypadnie jego synowi.

W dziale spadku udział biorą:

Marek – najmłodszy z trójki rodzeństwa i jedyny syn Józefa. Mieszkał z ojcem przez prawie 20 lat. Prowadzili wspólne gospodarstwo domowe, razem dokonywali napraw i remontów mieszkania. To Marek opiekował się ojcem, gdy ten zachorował. Marek jest jedynym żywicielem rodziny, ma dwuletnie dziecko i niepracującą żonę. Jego dochód to najniższa krajowa.

Zośka – średnia w rodzeństwie. Nigdy nie mieszkała z ojcem i niezbyt interesowała się stanem jego zdrowia. Pośrednią zasługą Józefa jest stan jej posiadania: działki położone w okolicach Mińska, postawiony dom. Dawniej wszystko należało do brata Józefa. Po śmierci ojca bez skrupułów i z uporem maniaka walczy o swoją należną część spadku.

Marta – najstarsza siostra. Mieszkała z ojcem, zanim brat się wprowadził. Nie bierze udziału w walce o spadek. Należnej jej części zrzekła się na korzyść brata. Ma dom, rodzinę i pracę.


Czytaj więcej: Dział spadku

Depresja – podstępna choroba

Ocena użytkowników:  / 0

Depresja 04Od 2002 r. 23 lutego obchodzony jest jako Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. To inicjatywa, która ma zwrócić społeczną uwagę na problematykę tego jednego z najbardziej powszechnych zaburzeń psychicznych. A wielorakie przedsięwzięcia podejmowane z tej okazji mają na celu profilaktykę negatywnych następstw depresji.

 

Jednym z najważniejszych działań mających znaczenie dla ograniczania skutków depresji jest jej rozpoznawanie. Niestety, najczęściej osoba dotknięta tą chorobą sama nie zdaje sobie z tego sprawy. Po pierwsze, dzieje się tak dlatego, że często depresja rozwija się powoli, w okresie kilkunastu dni, a nawet tygodni, stopniowo ograniczając funkcjonowanie człowieka (choć czasami może pojawić się nagle, w przeciągu kilku dni). Można powiedzieć, że pewnym sensie przyzwyczajamy się do złego samopoczucia. Po drugie, początkowe objawy depresji, takie jak pogarszający się nastrój, uczucie smutku czy brak chęci do wykonywania niektórych czynności, nierzadko interpretujemy jako stany normalne, naturalne, które czasami muszą nam towarzyszyć – na zasadzie, że „życie nie zawsze usłane jest różami”. Niekiedy też lekceważymy objawy depresji, tłumacząc nasze złe samopoczucie, np. wpływem pogody. Ponadto, dosyć powszechne jest używanie terminu „depresja” w języku potocznym – np.: „Mam depresję, ponieważ wczoraj nie udało mi się kupić bluzki na wyprzedaży”, „Mój brat miał dwudniową depresję, gdy zepsuł mu się komputer”. Takie stwierdzenia niejako deprecjonują właściwe znaczenie depresji, jako choroby. To wszystko sprawia, że dosyć często bagatelizujemy pierwsze objawy. Zdarza się również, że nawet jeśli podejrzewamy u siebie depresję, to nie szukamy pomocy – myśląc, że złe samopoczucie kiedyś samo przejdzie. Mimo że dzięki prowadzonym o tej chorobie akcjom informacyjnym zwiększa się świadomość społeczna na temat przyczyn, objawów, przebiegu oraz konieczności leczenia, to nadal obserwuje się swego rodzaju wstyd przed przyznaniem się do depresji. Osoby z jej objawami nierzadko potrzebują pomocy z zewnątrz. W takich sytuacjach istotne znaczenie odgrywają bliscy i znajomi, którzy dostrzegą objawy, rozpoczną rozmowę i udzielą wsparcia w szukaniu profesjonalnej pomocy.

 

Kiedy możemy podejrzewać depresję?

 

Podstawowym objawem jest nastrój depresyjny, który przejawia się jako stan smutku, przygnębienia, niemożność odczuwania radości, szczęścia, satysfakcji. Czasami jest to zobojętnienie, które charakteryzuje niezdolność do przeżywania zarówno uczucia radości, jak i smutku. U dzieci i młodzieży nastrój depresyjny może przejawiać się poprzez drażliwość. Depresji często towarzyszy utrata zainteresowań, abulia (brak woli, zdolności do podejmowania decyzji i działania), poczucie niesprawności psychicznej i fizycznej, poczucie ciągłego zmęczenia. Zauważalne mogą być zaburzenia rytmu snu i czuwania (bezsenność lub zwiększona potrzeba snu) oraz wahania samopoczucia w ciągu dnia (we wczesnych godzinach chorzy czują się najgorzej, a objawy i cechy zespołu depresyjnego wyraźnie narastają; po południu, zwłaszcza wieczorem, samopoczucie ulega widocznej poprawie). Charakterystyczne dla depresji są także zaburzenia łaknienia objawiające się brakiem apetytu i znacznym spadkiem masy ciała lub wzmożonym apetytem i przyrostem masy ciała. Jednym z podstawowych przejawów depresji jest także specyficzny styl myślenia, w którym dominuje negatywny odbiór świata zewnętrznego i siebie, swojego postępowania, zdrowia, pesymistyczna ocena teraźniejszości i przyszłości oraz perspektyw życiowych.

Występowanie pojedynczego objawu lub nawet kilku z nich przez krótki okres nie musi oznaczać, że chorujemy na depresję. Jednak, jeśli kilka z charakterystycznych symptomów utrzymuje się dłużej niż dwa tygodnie, nasza czujność powinna wzrosnąć. Jest to szczególnie ważne, jeżeli opisane objawy obserwujemy u kogoś z naszych bliskich. Osoba pogrążona w smutku, negatywnie oceniająca siebie i swoją przyszłość, może sama nie poprosić o pomoc. Ze względu na opanowujący ją pesymizm może nie mieć odwagi lub zwyczajnie nie myśleć o szukaniu pomocy, dlatego ważne jest wspieranie jej przez znajomych, przyjaciół i rodzinę.Depresja 05

 

Znaczenie dostrzegania objawów

 

Obserwując objawy depresji u osoby ze swojego otoczenia powinniśmy porozmawiać z nią o tym, co widzimy oraz zachęcić do skorzystania z profesjonalnej pomocy – lekarza lub psychologa. Poza tym, że zauważenie objawów przez bliskich czy znajomych może mieć wpływ na rozpoznanie choroby, to wsparcie udzielane przez otoczenie jest jednym z ważniejszych czynników leczących. Wsparcie to polega przede wszystkim na byciu z osobą chorą, rozumieniu i towarzyszeniu jej. A dawanie do zrozumienia osobie chorującej na depresję, że jest dla nas osobą ważną i wartościową poprzez okazywanie jej zainteresowania – może stać się bodźcem, który wpłynie na poprawę jej stanu psychicznego. Okazywanie troski przez najbliższych jest również czynnikiem pobudzającym motywację do podjęcia, a później podtrzymywania leczenia i terapii. Osoba chora na depresję otoczona zaangażowanymi bliskimi czuje się bezpieczniej i stabilniej. Autentyczne zainteresowanie najbliższych sytuacją, w jakiej się znajduje, jej przeżyciami i emocjami, sprawia, że czuje się rozumiana przez innych. Wsparcie otrzymywane z otoczenia ma też istotny wpływ na zmianę negatywnych i pesymistycznych przekonań, a co za tym idzie, wpływ na leczenie.

 

Ważna jest wytrwałość i wyrozumiałość

 

W relacji z osobą chorą na depresję powinniśmy być wytrwali, wyrozumiali i spokojni. Czasami człowiek chory może wrogo reagować na chęć niesienia mu pomocy. Poza tym, należy mieć świadomość, że tak jak objawy depresji nasilają się powoli i stopniowo, tak samo najczęściej ustępują. Depresji nie można zwalczyć w ciągu jednego dnia, jedną rozmową, jednorazowym wyrazem zainteresowania, jedną wizytą u specjalisty. Dlatego, bądźmy cierpliwi i wspierajmy osobę chorą na depresję, a przede wszystkim nie obawiajmy się diagnozy. Lepiej wcześniej rozpoznać chorobę i rozpocząć leczenie niż czekać aż objawy nasilą się do skrajnych stanów.

Depresja jest poważną chorobą, której nie można bagatelizować. Zauważając jej symptomy u siebie lub u kogoś z naszych bliskich, należy zasięgnąć porady lekarza, który udzieli nam dalszych wskazówek. Jeśli będzie to potrzebne, wskaże specjalistów zajmujących się leczeniem depresji. Kompleksowa pomoc chorym na depresję polegająca na łączeniu leczenia farmakologicznego z psychoterapią oraz wsparciem otoczenia sprawia, że u większości chorych następuje znaczna poprawa lub choroba całkowicie ustępuje.

 


Nr 26 str 6 Strefa tabu depresja Monika PietrzykMonika Pietrzyk

psycholog, dietetyk. Ukończyła Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Akademię Medyczną w Warszawie. Odbyła Kurs udzielania pomocy osobom będącym w kryzysie psychologicznym. Pracuje jako psycholog w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Mińsku, Gimnazjum im. Norwida w Stanisławowie oraz 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego. Specjalizuje się w pomocy psychologicznej osobom z zaburzeniami odżywiania. Prowadzi zajęcia psychoedukacyjne oraz zajmuje się profilaktyką psychologiczną.

 

Gdzie szukać pomocy, czyli adresy, telefony i godziny przyjęć w miejscach, gdzie osoba z depresją może zgłosić się po pomoc:

Poradnia Zdrowia Psychicznego w Mińsku,
ul. Kościuszki 9, tel. (25) 758-42-46, III piętro, pokój nr 304

Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej „ARKA”
Ul. Mylna 3, Siedlce
tel. (25) 633-41-40

Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Mińsku
ul. Konstytucji 3-go Maja 16, tel.
(25) 756-40-26

 

Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Mińsku (dzieci i młodzież)

ul. Konstytucji 3 Maja 16, czynna w godz. 8-19 (pon.- pt.) i 8-13 (soboty),

tel. (25) 756-40-05

 

Można też zgłosić się do każdego lekarza rodzinnego.

 


 

Czytaj więcej: Depresja – podstępna choroba

Misjonarki

Ocena użytkowników:  / 0

15102011184Alicja Majewska śpiewała w jednej ze swoich piosenek, że „męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać”. Żony i partnerki mińskich żandarmów, którzy wyjeżdżają na misję wojskową do Afganistanu wiernie czekają i próbują jak mogą oswajać demony rozłąki...

 

Kiedy żołnierze przez kilka miesięcy przygotowują się do misji, ich żony i partnerki w tym samym czasie szykują się do półrocznej samotności, do przejęcia wszystkich domowych obowiązków. Wydawać by się mogło, że to proste, ale kobiety żołnierzy walczących na wojnie wcale nie mają lepiej od nich. Nie ma dnia, aby nie tęskniły i nie zamartwiały się. Wykonują równocześnie pracę zawodową, dbają o dom i dzieci, wspierają na odległość swoich mężczyzn.

 

Dlaczego mu na to pozwoliłaś?”

 

Większość „misjonarek”, jak nazywa się kobiety żołnierzy wyjeżdżających na wojskowe misje, niechętnie rozmawia o swojej sytuacji i przeżyciach. Często po wyjeździe mężów czy partnerów szukają wsparcia u innych kobiet, które są w podobnej sytuacji.

 

– Wolimy własne grono choćby po to, aby porozmawiać z kimś, kto czuje podobnie, i aby nie narażać się na niepochlebne komentarze. Nie musimy wtedy obawiać się zarzutów, że nasz bliski wyjechał dla pieniędzy. Choć kiedy takie komentarze padają, najlepiej odpowiadać twierdząco. To skutecznie zamyka usta. Najbardziej irytujące zawsze jest pytanie „dlaczego pozwoliłaś mu na to?”. A powodów wyjazdu na misje jest mnóstwo. Od długów po obowiązek. Dla nas to bez znaczenia, ponieważ strach zawsze jest taki sam, a poza tym każda „misjonarka” wiedziała, że wiąże się z żołnierzem, a to nie jest zawód, tylko służba – mówi Patrycja*.

 

– Artur* wcześniej był w Iraku, potem w Libanie – opowiada Agata. Kiedy usłyszałam, że znowu jedzie nie mogłam powstrzymać łez. Pytałam „po co ci to?”. Usłyszałam, że nie zrozumiem, bo kto raz zaznał takiej adrenaliny, zawsze będzie wracał do tych emocji i wyjeżdżał, jeśli będzie okazja.

 

Czytaj więcej: Misjonarki

Jestem gejem w Mińsku

Ocena użytkowników:  / 2

 

Nr 24 str 6 Strefa tabu oczy gej1Tolerancja” – słowo, które w teorii powinno ułatwiać nam życie, ograniczać konflikty, zapobiegać agresji i przemocy. Na pytanie – „Czy jesteśmy tolerancyjni? ”większość z nas odpowie – „Tak!”. Ale czy to prawda? Ale tak naprawdę duża część społeczeństwa nie umie lub nie chce tolerować odmienności. I choć błyskawiczny rozwój techniki zmienia nasze standardy życiowe, to trudno zmienić nasze przekonania i mentalność – zwłaszcza dotyczące orientacji seksualnej. Dlaczego tak się dzieje? Skąd w nas tyle homofobii? Zapytałam o to Michała – fantastycznego człowieka z „wadą ukrytą” zwaną homoseksualizmem.

 

Jesteś bardzo radosną osobą, emanuje z Ciebie ciepło i życzliwość, szanujesz ludzi, a do tego wyglądasz „bez zastrzeżeń”. Jak to możliwe, że jesteś gejem? Niszczysz moje wszelkie stereotypy dotyczące homoseksualistów.

 

Michał* – Przez te wszystkie lata nauczyłem się ukrywać wszystko, co kontrowersyjne i inne, a przede wszystkim swoją orientację seksualną. Jestem mistrzem kamuflażu i od ponad trzydziestu lat „oszukuję” rodzinę, najbliższych i ludzi, którym na mnie zależy. To ogromny stres i presja! Nie jestem z tego dumny!

 

Dlaczego tak długo ukrywasz się przed bliskimi? Myślisz, że nawet oni nie będą w stanie zaakceptować tego, kim naprawdę jesteś?

 

Michał – Obawiam się, że nie. Widziałem na własne oczy, jak życie wielu osób zmieniało się z minuty na minutę, jak wywracało się do góry nogami. Z dnia na dzień ludzie mądrzy i atrakcyjni byli już tylko gejami, a wszystko, co dokonali szło w zapomnienie. Nikt już nie pamiętał kim byli wczoraj, ale wszyscy wiedzieli kim są dziś – zboczeńcami. Byłem świadkiem brutalnej przemocy, agresji, poniżania i tego najgorszego, co może nas spotkać – szykanowania rodziny i najbliższych. To właśnie bliscy cierpią najbardziej.

 

Odnoszę wrażenie, że trochę przesadzasz. Mamy XXI wiek, żyjemy w dobie internetu i nieograniczonego dostępu do wszelkich informacji, a ogólny światopogląd wciąż ulega zmianie. Szersza wiedza na kontrowersyjne tematy pomaga nam je poznać, zrozumieć i wreszcie zaakceptować. Sama poznałam mnóstwo osób o innej orientacji seksualnej, którzy od wielu lat żyją w związkach z partnerami tej samej płci i absolutnie z tego nie robią tajemnicy. Jeden ze szkolnych kolegów przedstawianie się na zajęciach zaczął od słów: „Jestem gejem”. Nastąpił moment ciszy, lekka konsternacja i zaskoczenie, ale za chwilę wszyscy przeszliśmy nad tym do porządku dziennego.

 

Michał – To było w Mińsku?

 

Nie, w Warszawie.

 

Michał – No właśnie! To ogromna różnica.

 

Czytaj więcej: Jestem gejem w Mińsku