Strefa Nieobojętnych - www.strefaminsk.pl
Dzisiaj jest: 19 Sierpień 2018    |    Imieniny obchodzą: Konstancja, Emilia, Julian

Mińszczanie pomogli zwierzętom niczyim.

Ocena użytkowników:  / 2

c3Schronisko w Celestynowie jest placówką istniejącą dzięki darom wszystkich ludzi, którym los bezdomnych zwierząt nie jest obojętny.

10 lat temu dzięki Zofii Plechcińskiej, która przekazała dom i 3 hektarowy plac, ponad 900 psów i 30 kotów ma teraz swój azyl. Dzięki pomysłowości pracowników i wolontariuszy ruszyła akcja „Podaruj spacer”, w czym z ochotą wzięliśmy udział 5 stycznia, kiedy to razem z moimi dwoma fantastycznymi pomocnikami przyjechaliśmy do schroniska.

Ktoś mądry napisał „Pomaganie jest modne. Pomaganie zwierzętom to nie lans, ale sposób na zaskarbienie przyjaźni stworzeń, które okazują wdzięczność w innym sposób niż podziękowanie”. Ta wdzięczność została okazana nam już po raz drugi przez Celestynowskie czworonogi, kiedy to zwabione zapachem karmy, merdając ogonami, przemykały pomiędzy pracownikami, którzy pomagali nam rozładować wypchany po sam dach samochód.

Po rozładunku przyszła pora na spacer. Tym razem z Holmsem i Foką, które w pełni szczęścia przeciągnęły nas po całym lesie, obwąchując każde drzewo i krzak.

Wracając z azylu, czułam nieopisaną ulgę. Poczucie, że dzięki Wam wszystkim żaden mokry nos nie będzie dziś głodny. c1

Telefony nadal dzwonią, nadal chcecie pomagać, pytacie jak. Otóż, dzięki ogromnej pomocy i wielkiemu sercu pracowników Muzeum Ziemi Mińskiej, którzy od początku uczestniczyli w zbiórce, udostępnili lokal i swój czas nadal macie okazję.

Z pomocą przyszły także mińskie media – Strefa Mińsk, Wirtualny Mińsk Mazowiecki, Nowy Dzwon oraz pracownicy i właściciele Mjuzik Pubu, Kasia Franków z salonu „Pudelek”, dziewczyny z Peppo, wszystkie przychodnie weterynaryjne i sklepy zoologiczne. To dzięki Wam informacja poszła w świat w ekspresowym tempie, za co serdecznie Wam wszystkim dziękuję!

Ale najbardziej wdzięczna jestem wszystkim mieszkańcom Mińska Mazowieckiego, którzy pozornie niewielką pomocą pokazali jak dużo tkwi w nich świadomości, empatii i altruizmu.

Dzięki całemu rozgłosowi nasza akcja trwa nadal! W ostatnich dniach dołączył do nas także Miński Klub Sportowy „TAEKWON-DO”, który motywuje swoich członków do dalszej pomocy, a Muzeum Ziemi Mińskiej dalej ma dla nas otwarte drzwi! Czas skorzystać i pomóc. POMAGAJMY ILE WLEZIE!


Martyna



c2


c4


c5

Choinkowe wariacje

Ocena użytkowników:  / 6

świąteczne choinki

Choinkowe wariacje


Jedną z najstarszych i najbardziej popularnych tradycji świątecznych jest dekorowanie choinek. Ale zupełnie innego znaczenia nabiera słowo „choinka” we współczesnych trendach florystycznych. Odnosi się ono do nowatorskich form przypominających tylko kształtem klasycznego iglaka...


Według starych zwyczajów świąteczne drzewko powinno być bardzo kolorowe, świecące i z ogromną ilością ozdób, zgodnie z zasadą – im więcej, tym lepiej. Dlatego powiedzenia „obwieszona jak choinka” lub „świecąca jak choinka” były uzasadnione i przetrwały do dnia dzisiejszego. I choć sama koncepcja „ubierania choinki” nie uległa zmianie, to obecnie

zachowujemy więcej umiaru w ilości, kolorystyce oraz doborze świątecznych dodatków. W Strefie postanowiłam zaprezentować „inne spojrzenie” na bożonarodzeniowe drzewko – pomysłowość w tej dziedzinie nie zna granic i wciąż  otwiera nowe możliwości w realizacji „choinkowych wariacji”. Zdaję sobie jednak sprawę, że mimo najróżniejszych pomysłów i ciekawych rozwiązań, nic nie jest w stanie zastąpić standardowej choinki. Jej fenomen polega na tym, że każda  powstaje z bardzo podobnych  elementów, ale na całym świecie nie znajdziemy dwóch identycznych egzemplarzy. Wszystkie są wyjątkowe, niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Poza tym, Święty Mikołaj musi mieć przecież gdzie zostawiać prezenty...



oprac. i fot. Izabella Walewska-Ogrodnik (pracewykonała kwiaciarnia VIRO)

świąteczna choinkaświąteczna choinka świąteczne atrakcje świąteczne atrakcjeświąteczne atrakcjechoinkowe wariacjechoinkowe wariacjechoinkowe wariacjechoinkowe wariacjechoinkowe wariacje

Dla zwierzaków!

Ocena użytkowników:  / 4

psy



Rusza charytatywna zbiórka darów

dla schroniska w Celestynowie.

Pomóż i Ty!

 

 

plakat.jpg

Prezenty – radość czy kłopot?

Ocena użytkowników:  / 0

prezent1W prezentach najważniejsze jest to, że dostajemy je od konkretnej osoby, od kogoś nam bliskiego, kto rzeczywiście o nas pomyślał. W przedświątecznej gorączce czasem o tym zapominamy, biegając pomiędzy sklepowymi półkami, żeby zdążyć ze zrobieniem wszystkich sprawunków. O obdarowywaniu prezentami rozmawiamy z Hanną Michalską, dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Mińsku Mazowieckim. 

 

Prezenty to radość czy kłopot?

Hanna Michalska (H. M.) – I radość i kłopot. Radość, jeśli szukamy prezentu dla kogoś, kogo lubimy, kochamy, kto jest nam bliski. A kłopot, jeśli podarunek staje się powinnością, obowiązkiem, nielubianym zwyczajem.

 

Czy dobrym pomysłem jest, np. ustalenie kwoty, jaką przeznacza się na prezenty?

H. M. – To bardzo ważna sprawa i niewygodna rozmowa w wielu rodzinach, w których są przecież ludzie zarówno lepiej, jak i gorzej sytuowani. Sprawa możliwości finansowych i prezentów jest więc bardzo ważną kwestią. Dla wielu osób, konieczność obdarowywania innych, bo tak się w rodzinie przyjęło, jest trudem, gdyż nie wiedzą skąd na to wziąć pieniądze. Do tego dochodzi też wszechobecna presja na prezenty w mediach, sklepach, w rozmowach, co sprawia, że ci mniej zamożni starają się także sprostać takim oczekiwaniom. Myślę, że propozycja ustalenia konkretnej kwoty powinna wypłynąć od osób, którym łatwiej jest mówić o pieniądzach, które mają ich więcej          i to te osoby muszą wykazać się taktem i zaproponować rodzinnie niższe kwoty dotyczące kupna podarunku. Nie ze skąpstwa, tylko żeby nie stawiać w kłopotliwej sytuacji innych członków rodziny, którzy są gorzej sytuowani.

 

Z drugiej strony jest też coś w naszej polskiej mentalności, że przed świętami kierujemy się zasadą „zastaw się, a postaw się”.

H. M. – A najważniejszą kwestią powinna być ta, jaką funkcję ma pełnić prezent. Jeśli jest on dowodem na to, że kogoś lubimy, znamy jego upodobania, pragnienia, to może się on stać formą pewnej relacji i bliskości, może sprawić, że to, czym kogoś obdarujemy, będzie dla niego dowodem naszej miłości, pamięci, przyjaźni. Cena w takim przypadku nie gra roli. Bardziej chodzi o to, żeby z kimś rozmawiać, wiedzieć o czym marzy, co jest mu potrzebne, czy co sprawi mu przyjemność. Postępowanie według zasady „zastaw się, a postaw się” tylko po to, aby zamanifestować swoje możliwości finansowe, albo żeby udowodnić, że nas też na coś stać nie jest dobrym podejściem w życiu.

 

Często ludzie zapożyczają się przed świętami, żeby właśnie kupić prezenty dzieciom czy przyjaciołom.prezent2

H. M. – Z niepokojem obserwuję taki trend. Święta to czas, który ma się nam kojarzyć z przyjemnością, zadowoleniem i z bezpieczeństwem. Dobrze by było, aby sprawa kupna prezentów na święta nie budziła w nas natychmiast niepokoju o to, z czego później spłacimy pożyczkę. Mniej jest w takim zapożyczaniu refleksji nad drugą osobą, a więcej uwagi skierowanej na zakupy. A przecież w święta najważniejszy jest  drugi człowiek.

 

Dzieciom kupujemy dużo prezentów. Taka obfitość wychodzi im na zdrowie?

H. M. – I dzieci i dorośli lubią prezenty. W naszej kulturze jest tak, że dzieciom nie skąpi się podarunków i mają prawo do ich większej ilości. W sumie nie ma w tym nic złego. Natomiast, dla każdego dziecka istnieje indywidualny pułap, kiedy mnogość prezentów osłabia radość z ich otrzymania, kiedy dziecko otwiera kolejną paczkę, aby tylko zaspokoić swoją ciekawość, co jeszcze znajdzie w pudełku zawiniętym w kolorowy papier. Dzieci należy przyzwyczajać do tego, że dostają coś, co jest im albo potrzebne, albo sprawi im wielką radość. Uczmy je też szacunku do prezentów, do wysiłku jaki ktoś włożył w to, aby je wybrać i za nie zapłacić. Stwarzanie dziecku wyobrażenia, że należy mu się niezliczona ilość podarunków i stać rodzinę na taką mnogość, tak naprawdę obniża radość z ich dostania. Nie przesadzajmy więc z ilością, aby dziecku nie zabrakło uwagi na każdą poszczególną otrzymaną zabawkę czy książkę.

 

Pytać o to, jaki ktoś chce dostać prezent, czy działać z zaskoczenia?

H. M. – Kiedy pytamy, odbieramy przyjemność niespodzianki, co w przypadku podarunków jest niezwykle ważne. Przecież nie musimy pytać wprost, żeby dowiedzieć się, czego dziecko czy nasi najbliżsi pragną. Możemy rozmawiać z domownikami o nadchodzących świętach, o tym, co kto zrobi w naszej rodzinie – czy babcia przygotuje ciasta, a mama pierogi. To idealne momenty, aby porozmawiać o naszych marzeniach i powyobrażać sobie różne rzeczy i będziemy wiedzieć, jaki możemy kupić prezent.

 

Co zrobić, gdy po raz kolejny dostajemy od kogoś prezent w postaci kilku par skarpetek czy kosmetyków, których nie używamy?

H. M. – Jeśli co roku ktoś kupuje nam kolejną parę skarpetek, to tak naprawdę informuje nas, że nie interesuje go to, co lubimy, że nie che mu się zrobić dla nas czegoś specjalnego. I to jest przykre. A że nie chcemy sprawiać sobie przykrości w święta, więc przyjmujemy taki prezent i dziękujemy za niego z kurtuazyjnym uśmiechem. Tymczasem, może warto zaproponować inną formę sprawiania sobie prezentów w rodzinie. Umawiamy się np., że każdy każdemu nie kupuje prezentu, tylko losujemy, kogo obdarujemy w danym roku. Wcześniej pytamy się, jaki podarunek ktoś chce dostać – może podać nawet trzy propozycje, żeby do końca nie był pewny, co otrzyma, żeby miał niespodziankę. Każdy coś dostanie przy choince, a z drugiej strony oszczędza się w ten sposób pieniądze. Wiele rodzin już tak robi i to jest naprawdę dobry pomysł. Można też robić prezenty z jakąś ideą, np. umówić się, że kupujemy coś do kuchni, albo do łazienki, albo coś do poczytania, czy posłuchania. Takie podejście stwarza też okazję do tego, żeby posłuchać drugiej osoby i być uważnym na drugiego człowieka.

 

A jak wytłumaczyć dziecku, że nie dostało tak wspaniałych prezentów, jak jego koledzy?

H. M. – Z niepokojem patrzę na dzieci już w przedszkolu, które licytują się firmowymi ubraniami czy zabawkami. Z niepokojem patrzę też na dzieci, które jeszcze nie zdążą o czymś zamarzyć, a rodzice już to marzenie spełniają. W rozwój człowieka wpisane jest marzenie o czymś, oczekiwanie na to i jest to bardzo ważny element dojrzewania, rozwoju i kształtowania postaw społecznych. Jeśli dorośli odbierają to dzieciom, to  tak naprawdę, odbierają ważną część dzieciństwa. Pomarańcze nie były kiedyś lepsze, tylko bardziej wymarzone i wyczekane, i dlatego tak bardzo nam smakowały. A jeśli dziecko dostanie coś „gorszego” lub czegoś „mniej”, to należy z nim o tym szczerze porozmawiać, dlaczego tak się stało. Trzeba powiedzieć wprost, że są rodziny, w których jest więcej pieniędzy, a w naszej jest mniej i możemy tylko kupić takie prezenty. Nie należy unikać rozmowy na ten temat, ale też, co bardzo ważne – rodzice nie powinni czuć się winni, że nie stać ich na to, żeby kupić synowi lub córce tego samego, co dostał kolega czy sąsiad. Rozmawiajmy i wyjaśniajmy.

 

prezent3Mówi się, że najbardziej drogocenną rzeczą jest czas. Może więc podarujmy na święta taki drogocenny prezent swoim bliskim?

 H. M. – Tego najbardziej wszystkim życzę. Badania pokazują, jak niewiele czasu rodzice spędzają z dziećmi, mimo że są z nimi, ale każdy robi coś swojego, zamiast się bawić czy rozmawiać. Zachęcam, żeby wyłączyć telewizor, nie tylko na czas kolacji wigilijnej czy świątecznych spotkań            i zamiast oglądania kolejnej filmowej powtórki  porozmawiać o dostanych prezentach czy ważnych sprawach, wspólnie wyjść na spacer, albo zagrać w gry planszowe – to niezwykle scala rodziny, podkreśla więzi i buduje atmosferę świąt. Czas podarowany dziecku przez mamę i tatę, czas podarowany rodzicom, dziadkom, mężowi, żonie daje więcej radości niż najdroższy prezent.

 

Rozmawiał Dariusz Mieczysław Mól

Dwa etaty dla taty

Ocena użytkowników:  / 0

tata1Z roku na rok rośnie w Polsce liczba zwolenników męskiej opieki nad potomstwem. I choć daleko nam do niemieckich lub norweskich „pełnoetatowych” tatusiów, to i tak zrobiliśmy ogromny krok naprzód legalizując ojcowskie prawa urlopowe. I może już niedługo przestaniemy się dwuznacznie uśmiechać twierdząc, że my, matki-Polki jesteśmy niezastąpione! Dlatego podpatrzyłam, jak wyglądają realia dnia powszedniego w domu pracującej zawodowo mamy i Marka, młodego taty, opiekującego się kilkumiesięczną Natalką.


Skąd decyzja o takiej „zamianie miejsc”?
Marek – Nie była to łatwa decyzja. Wspólnie z żoną bardzo długo szukaliśmy alternatywnych rozwiązań, dzięki którym udałoby się pogodzić ze sobą opiekę nad Natalką, potrzeby finansowe, obowiązki domowe i pracę zawodową. Po wielu burzliwych debatach doszliśmy do wniosku, że rozwiązanie, abym to ja został z córeczką w domu, będzie najkorzystniejsze dla wszystkich. Krótko mówiąc – była to kalkulacja finansowa.

Czytaj więcej: Dwa etaty dla taty

Moje dziecko jest wyjątkowe

Ocena użytkowników:  / 2

moje dziecko 3MOJE DZIECKO JEST WYJĄTKOWE


Dorota Wasińska, kiedy była w ciąży, jak każda matka, zadawała sobie pytanie – jakie będzie jej dziecko? Artur, jej mąż z dumą czekał na potomka. Po 9. miesiącach urodził się Alek. Śliczny chłopak, zdrowy. Przez pierwsze miesiące byli szczęśliwi i beztroscy, jak wszyscy rodzice. Potem u Alka zdiagnozowano autyzm dziecięcy. Mogą być przykładem dla wielu – od lat pokonują różnego rodzaju trudności i nie tracą radości życia.


Alek ma teraz 10 lat, a kiedy stwierdzono u niego autyzm?
Dorota Wasińska (D. W.) – Kiedy miał 2 lata i 4 miesiące zdiagnozowano u niego najpierw całościowe zaburzenia rozwoju, a tuż przed trzecimi urodzinami autyzm dziecięcy.


Z perspektywy twoich doświadczeń, na co powinni reagować rodzice maluchów, jakie są pierwsze symptomy autyzmu?
D. W. – Autyzm z reguły ujawnia się u dzieci w okolicach 18. miesiąca życia. Ale objawy mogą się już pojawić u niemowlaków, jak również po trzecich urodzinach. U dzieci w okresie poniemowlęcym charakteryzuje się regresem w komunikacji w mowie, a także w wyuczonych już umiejętnościach. Dziecko nie mówi i nie komunikuje swoich potrzeb, nie tylko fizjologicznych, gestami lub jednoznacznym zachowaniem, nie pokazuje palcem mimo że często ma prawidłowy odruch wyciągania paluszka wskazującego, nie dzieli się radością z nowych zabawek, nie naśladuje lub robi to bardzo rzadko i z trudem. Dzieci z autyzmem nie bawią się zabawkami lub robią to w sposób nieadekwatny: kręcą kółkami samochodu, ale nie udają, że samochód jeździ po określonej trasie. Przykładów jest mnóstwo i niestety, nie zawsze jednoznacznie wskazują na zaburzenie, np. dwulatki często układają w rządki zabawki i denerwują się, gdy ten rządek się zburzy – może to robić dziecko już zaburzone, lecz i typowo rozwijające się. Przydaje się rozsądne porównanie rozwoju naszego malucha z rówieśnikiem, choć mówi się ogólnie, że dzieci się nie porównuje, zwłaszcza w sferach komunikacji, rozumienia mowy i naśladowania.

Czytaj więcej: Moje dziecko jest wyjątkowe

Mój syn bierze

Ocena użytkowników:  / 11

Narkotyki

Jakiś czas temu usłyszałam od znajomej – „Mój syn jest uzależniony od narkotyków i przebywa w ośrodku”. Byłam bardzo zaskoczona jej wyznaniem. Od innych rodziców często słyszałam: „mój syn umie to”, „moja córka potrafi tamto”, same sukcesy, osiągnięcia, powody do radości i dumy. „Odważna kobieta” – pomyślałam i z ulgą stwierdziłam, że mnie to nie dotyczy. Narkomania to problem innych, nie mój! Ale czy na pewno?


Poznałam bliżej Jolę*, jej rodzinę, dom, znajomych. To mili i bardzo sympatyczni ludzie, pełni ciepła i optymizmu, bez żadnych obciążeń czy patologii. Zupełnie „normalni”, tacy, jak ja czy większość z nas. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ich TO spotkało? Dlaczego ich syn uzależnił się od narkotyków i trwa to od lat, mimo wielu prób wyciągnięcia go z nałogu? Kto ponosi odpowiedzialność za tak łatwy dostęp dwunastolatków do środków odurzających? Gdzie są rodzice, pedagodzy i urzędnicy, gdy dziecko-dziecku sprzedaje prochy na kortach, boiskach czy placach zabaw? O odpowiedzi na te, i wiele innych trudnych pytań poprosiłam Jolę – kobietę, która zmieniła moje spojrzenie na problem narkomanii i uświadomiła mi, że mnie on także dotyczy.

 

Czytaj więcej: Mój syn bierze

Gdzie ci mężczyźni?

Ocena użytkowników:  / 1

Nr 52 str 8 Strefa obyczajów singielkaGdzie ci mężczyźni?


Inteligentna, wykształcona, atrakcyjna, uczuciowa, przyciąga spojrzenia mężczyzn. Gdyby zamieścić taki anons na internetowym portalu randkowym, pewnie odezwałoby się wielu chętnych. Co niektórzy, nawet odważyliby się na spotkanie w realu. Ale Laura nie dała ogłoszenia w sieci. Tak postrzegają ją znajomi, którzy martwią się, że wciąż nie może znaleźć swojej „drugiej połówki”. Inteligentna, wykształcona, atrakcyjna, uczuciowa, przyciąga spojrzenia mężczyzn – okazuje się, że to za mało, aby znaleźć partnera (nie mylić z partnerem do łóżka – bo takiego Laura może mieć bez problemu, na pstryknięcie palcem). Wie, że mówią o niej singielka i czasem wydaje się jej, że to coś w rodzaju stygmatu...


Laura jest atrakcyjną dziewczyną, troszkę po 30-tce, czyli „w sam raz”. Skończyła studia, nawet dwa kierunki, ma niezłą pracę. Nie jest naiwna, ani głupia. Ale jest sama, chociaż nie samotna. Jak to się mówi – ma szeroki krąg znajomych, na których zawsze może liczyć. I ciepłą, kochającą rodzinę, która wspiera ją w każdych możliwych wyborach. Tylko ten cholerny pech ją prześladuje, bo jak inaczej to nazwać? Odkąd sięga pamięcią, zawsze w jej związkach coś było nie tak. „Czy problem tkwi we mnie?” – wiele razy zadawała sobie to pytanie. „Nie, wszystko jest ok.” – powtarzali znajomi, rodzina, przyjaciele. A mimo to, każdy jej związek kończył się, zanim na dobre się rozkręcił, choć niektóre trwały całkiem długo. Co jest nie tak, że atrakcyjna, zdrowa, inteligentna kobieta nie może ułożyć sobie życia? Przecież próbowała wiele razy.


Czytaj więcej: Gdzie ci mężczyźni?

List w sprawie zaśmiecania lasów

Ocena użytkowników:  / 1

Nr 52 str 7 Strefa obyczajów list lasyList w sprawie zaśmiecania lasów


14 Drużyna Harcerska „Spadłych Listków Przyklejonych Do Szyby Deszczu Kropelką” z Ptaków, która organizuje coroczną „Operację Sprzątania Doliny Świdra i Jego Dopływów” wystosowała list otwarty w sprawie zaśmiecania lasów. Oto jego treść...

„Zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej, a nawet złej woli, może do tych ostatnich szczególnie: – Skończcie z bezmyślnym i okrutnym niszczeniem lasów, przez ich zaśmiecanie. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jakie paskudztwa tam wywozicie? Czy wiecie, że z Waszej bezmyślności nasza Matka Ziemia umiera powoli, w miarę, jak niszczycie jej płuca, których funkcję spełniają lasy?
Pisaliśmy do ludzi przypominając przepisy, ustawy (nieegzekwowane), odwoływaliśmy się do wrodzonej i nabytej kultury... wszystko na nic! Bo hurtowe wywożenie odpadów do lasów stale się zwiększa.

Wiecie o nas dużo. Zdajecie sobie sprawę z tego, że prędzej czy później po Was posprzątamy, bo sumienie nie dałoby nam żyć, patrząc na taki wandalizm. I to Was nie zawstydza, ale w Waszych umysłach usprawiedliwia lenistwo – przyjdą harcerze, to posprzątają! A może nawet dodajecie: – „niech się uczą porządku i społecznego działania – wszak to harcerze!” A czy wiecie, że jak wyginie spory procent lasów, to my też zginiemy? Kto będzie pochłaniał dwutlenek węgla i produkował tlen?

W deklaracji Rady Ministrów Rolnictwa Unii Europejskiej przyjętej w grudniu 1998 r. jest pełno słusznych zapisów, wytycznych i zaleceń. Ale dla tych, którym najbliżej ze śmieciami do lasu – to tylko stek drętwych zdań. Nic sobie nie robią z ustaw, nawet, gdy służyć mają nam – ludziom mieszkającym w bliskości przyrody. Mamy niechlubną tradycję w niby dowcipnym powiedzeniu, że prawo jest po to, aby je obchodzić. Nikt tych przepisów nie przestrzega i nie stara się ukarać każdego, kto prawa nie szanuje. Jesteśmy bezradni wobec tej obojętności naszych sąsiadów, anonimowych wywozicieli odpadów do najbliższych zagajników. Dlaczego tak trudno Wam się przestawić na działania szlachetne. A gdzie odrobina wstydu wobec matki ziemi? My, harcerze, od lat staramy się Wam uświadamiać, jaką krzywdę wyrządzacie swoim dzieciom, a później waszym wnukom przez Wasze lenistwo! Usuwanie odpadów przez odpowiednie służby nie jest tak kosztowne, aby groziło bankructwem!

Uprzedzamy, nie spoczniemy dopóki nie wywalczymy wysokich kar, nawet za niewielkie przewinienie wobec przyrody. Może poskutkuje program „Zero Tolerancji dla niszczycieli”, bo taniej będzie opłacić usługi przedsiębiorstwa niż zapłacić dużą karę. Będziemy walczyć z podobnym zachowaniem letników, turystów i innych leśnych spacerowiczów. Będziemy Was tropić, ostrzegać i przekonywać, a jeżeli i to nie poskutkuje – wymyślimy coś skuteczniejszego. Wywalczymy np. akcję „Koniec nietykalności za niszczenie przyrody”. Niektórzy są już tak bezczelni i pewni swej bezkarności, że nie przejmują się nawet obecnością świadków patrzących, jak wyrzucają śmieci do lasu. Niestety, gdy nie można trafić do sumienia – trzeba karać finansowo, za wyrzucanie niedopałków, czy pustych puszek przez okna samochodów, za zdjęty z dachu eternit porzucony byle gdzie i za wiele temu podobnych bezmyślnych działań.

My, harcerze 14 DH widzimy, jak nasza praca idzie na marne, ale nie będziemy przyglądać się temu bezsilnie. Rozwiniemy nasze działania na uwrażliwianie ludzi, na postrzeganie krzywd, jakie wyrządzają przyrodzie i równocześnie będziemy zdobywać sojuszników naszych działań. Nie zaniechamy walki o egzekwowanie prawa. A teraz jeszcze raz gorąco prosimy o pomoc – wszystkich, którym stan środowiska w Dolinie Świdra i w okolicznych lasach nie jest obojętny – nie pozwalajmy na bezkarność osobom zaśmiecającym naszą Matkę Ziemię!”


Harcerze 14 Drużyny Harcerskiej „Spadłych Listków do Szyby Przyklejonych Deszczu Kropelką”

Przemoc w rodzinie

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 51 okładkaPrzemoc w rodzinie


Kiedy jeden z członków rodziny wykorzystując swoją przewagę podejmuje działanie krzywdzące psychicznie i fizycznie wobec najbliższych, albo okazuje im brak zainteresowania, opieki, troski, wtedy mówimy o przemocy w rodzinie. Osobą stosującą przemoc może być mąż w stosunku do żony, ojciec, matka, dziadkowie w stosunku do dzieci, starsze rodzeństwo wobec młodszego, dzieci wobec rodziców. Ponieważ skala zjawiska wciąż rośnie, poprosiliśmy Ewę Pudłowską, psychologa i terapeutę związaną z Ogólnopolskim Pogotowiem dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” o wyjaśnienie, czym jest przemoc w rodzinie.


Żeby łatwiej było zrozumieć, jak może się rozwijać zjawisko, posłużę się przykładem Bożeny i Roberta, gdyż według polskich i światowych badań znacznie częściej przemoc w rodzinie dotyczy kobiet niż mężczyzn.


Bożena i Robert znają się od pięciu lat, a małżeństwem są od czterech. Mają córeczkę, 3-letnią Justynkę. Robert zawsze był wybuchowy, ale wobec Bożeny miły, kochający, pomocny, często ją przytulał i mówił czułe słówka. Kiedy czasem zdarzyło się, że zagalopował się przy Bożenie,szybko przepraszał i mówił, że zdenerwował go szef w pracy i musiał jakoś odreagować. I na pewno już się to nie powtórzy.

Pierwszy raz Bożena wystraszyła się Roberta po przyjęciu zorganizowanym z okazji chrzcin Justynki. Kiedy wszyscy goście już wyszli, zapytała męża – dlaczego jest taki zdenerwowany? Obserwowała go już od dłuższego czasu i martwiła się, że coś się stało. Wtedy Robert zaczął krzyczeć i zarzucać Bożenie, że nawet nie potrafi zorganizować przyjęcia, że źle się ubrała, bo wygląda jak własna babka, że jedzenie było niesmaczne, nie potrafiła zabawiać gości i wszyscy wyszli niezadowoleni. Kobieta tłumaczyła, że jest bardzo zmęczona, że samej było jej ciężko przygotować całą uroczystość, a on tylko zawsze od niej wymaga nie wiadomo czego i nawet nie pomoże jej przy dziecku. Wtedy Robert zaczął jeszcze bardziej krzyczeć. Mówił, że Bożena jest beznadziejna i nic nie umie zrobić dobrze. Wreszcie wyszedł trzaskając drzwiami. Bożena została sama z córeczką, była przerażona i nic nie rozumiała z tego, co się wydarzyło. Przecież już wcześniej mówiła Robertowi, że jest jej bardzo trudno, że wszystko jest na jej głowie i rzeczywiście nie radzi sobie z wieloma nowymi obowiązkami, że Justynka ma dopiero trzy miesiące, a do tego jest chorowitym dzieckiem.

Kiedy Robert wrócił do domu, Bożena płakała i bała się, że znowu będzie krzyczał. Kobieta starała się posprzątać po przyjęciu, ale wszystko leciało jej z rąk i była załamana tym, co usłyszała od męża. Robert podszedł do żony i zaczął ją przepraszać. Tłumaczył, że nie wie, co w niego wstąpiło, przecież zdaje sobie sprawę, jak trudno jest z Justynką, ale wyobrażał sobie to przyjęcie inaczej i może dlatego tak zareagował. Obiecał, że nigdy się już tak nie zachowa. Pomógł posprzątać, był miły i ciepły. Na drugi dzień przyniósł kwiaty w ramach przeprosin. Bożena miała nadzieję, że taka sytuacja już się nie powtórzy, że mąż zrozumiał swój błąd. Tylko ona musi się bardziej postarać, przecież to Robert zarabia na rodzinę. I znowu było cudownie, choć co jakiś czas zdarzały się mężowi jakieś wybuchy złości. Ale w porównaniu z tymi po chrzcinach, to nie ma o czym mówić.

Czytaj więcej: Przemoc w rodzinie

Nic o nas bez nas

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 50 str 10 Strefa nieobojętnych Sylwester PerytDziałające na Mazowszu organizacje pozarządowe osób niepełnosprawnych podjęły wysiłek, aby przybliżyć społecznościom lokalnym i władzom samorządowym problemy życia codziennego osób z różnymi niepełnosprawnościami. Z Sylwestrem Perytem, prezesem Zarządu Mazowieckiego Okręgu Polskiego Związku Niewidomych rozmawia Halina Drachal.


Polski Związek Niewidomych powstał 60 lat temu z inicjatywy osób, które pomimo kalectwa same chciały o sobie stanowić. Czy dziś jego działalność bardzo odbiega od tej sprzed lat?

Sylwester Peryt (S. P.) – Ludzie niewidzący nadal spotykają się z niepełnym zrozumieniem specyfiki swej niepełnosprawności. Dlatego tak ważne jest, aby ich głos, gdy mówią o swoich potrzebach, był słyszany, a także by mogli uczestniczyć w tworzeniu standardów postępowania rehabilitacyjnego. To był i wciąż jest nasz cel. Ale przede wszystkim jesteśmy organizacją samopomocową. Zgodnie z powiedzeniem, że „słowa uczą, przykłady pociągają” staramy się dbać o to, by kogoś, kto stracił wzrok szybko skontaktować z drugą osobą w takiej samej sytuacji, która sobie radzi w życiu. Kiedy na pierwsze spotkanie do osoby niewidzącej idzie pełnosprawny rehabilitant i mówi: „będę pana ćwiczył, dam panu laskę, będzie pan chodził”, to od razu słyszy – „panie, co pan opowiada, jeśli ja gubię się we własnym mieszkaniu”. Niewidomemu rehabilitantowi zaś uwierzy w skuteczność tego, co mu zaproponuje. W kołach organizujemy też wiele imprez integracyjnych. Ich głównym celem jest wyciągnięcie ludzi z domów i przekonywanie do jakiejś formy aktywności.


Czy młodzi widzą w tej organizacji dla siebie jakieś możliwości i szanse?

S. P. – Młody człowiek ma prawo być gniewny. Dla niego wszystko to, co liczy dziesiątki lat jest  archaizmem, tworem postkomunistycznym. PZN również. Sądzą, że oni zorganizują się lepiej, no i czasem próbują. Jednym się to udaje, innym nie, ale na razie drugiej takiej organizacji jak PZN nie ma. Powstało sporo małych fundacji, które mają szczytne cele, robią bardzo dużo fajnych rzeczy, ale generalnie są nastawione na poszukiwanie pieniędzy i realizowanie się. Często nasi członkowie są beneficjentami działań tych organizacji.  


Jak przedstawia się sytuacja osób niepełnosprawnych wzrokowo w małych miejscowościach, takich, jak np. Mińsk Mazowiecki?

S. P. – W Mińsku jest podobnie, jak w większości naszych miast, zarówno tych małych, jak i dużych. Na każdym kroku napotykamy bariery uniemożliwiające nam normalne funkcjonowanie. A przecież nie trzeba rujnować budżetu miasta, by dostosować go dla wszystkich mieszkańców, także tych, których los dotknął jakimś kalectwem. Dzięki temu będą oni mogli w pełni uczestniczyć w życiu społecznym Mińska i tysięcy innych naszych miast i miasteczek. Podam kilka przykładów. Wystarczy udźwiękowić istniejącą sygnalizację świetlną na przejściach dla pieszych, zastosować taśmy o kolorach kontrastowych, najlepiej żółtych, na krawężnikach zamontować płytki chodnikowe z wypustkami wyczuwalnymi stopą, a osoby niewidome i niedowidzące będą bezpieczniejsze na drodze.


Takie ułatwienia przydałyby się także w budynkach użyteczności publicznej.

S. P. – To prawda, urzędy czy przychodnie powinny być właściwie oznakowane, np. drzwi pomieszczeń za pomocą kontrastowych i wypukłych napisów, wizytówki napisane alfabetem Braille’a oraz dźwiękowe. Przydałby się asystent osoby niepełnosprawnej, a personelowi urzędów przeszkolenie pod kątem obsługi osób niewidomych i słabo widzących. Nie lada wyzwaniem jest dla nas sfera opieki zdrowotnej. Także w Mińsku nasi członkowie mają ogromne problemy z dostaniem się do okulisty oraz innych specjalistów: diabetologa, kardiologa. Potrzebujemy też większego dofinansowania do bardzo drogiego sprzętu rehabilitacyjnego, ortopedycznego i środków pomocniczych, jak okulary i inne przyrządy optyczne oraz białe laski. A także skrócenia czasu oczekiwania na przyznanie dofinansowania na zakup sprzętu rehabilitacyjnego, co jest szczególnie ważne w przypadku osób nowoociemniałych. Byłoby dobrze, gdyby osoby niewidome i niedowidzące miały także możliwość ustawicznego dokształcania się w celu lepszego wykorzystania sprzętu rehabilitacyjnego i oprogramowania, obsługi komputerów i telefonów komórkowych najnowszej technologii, wtedy skutki ich dysfunkcji zostałyby znacznie zniwelowane.


Dlatego tak ważna jest świadomość społeczna o specyfice życia osób niepełnosprawnych.

S. P. – Zależy nam, aby w informowanie o problemach osób niepełnosprawnych zaangażować szkoły. Uczniowie mogliby zostać nauczeni zasad pomocy osobom niewidomym i słabo widzącym w różnych sytuacjach. I to powinno być stałym elementem wpisanym w program danej placówki edukacyjnej. Koło Polskiego Związku Niewidomych z powiatu mińskiego rozumiejąc, że te oczekiwania nie zostaną zrealizowane z dnia na dzień, pragnie by Rady Miasta i Powiatu cyklicznie zajmowały się problematyką tego środowiska. Samo też deklaruje chęć współdziałania, jak w przypadku np. programu, który sprawdzał dostępność mińskich urzędów dla osób niepełnosprawnych. Bo to otoczenie ma się zmienić, nie my. Nikt nam wzroku nie przywróci, ale można usunąć wiele barier, co zresztą nie pociąga jakiś szalonych kosztów, ale zawsze służy całej społeczności lokalnej, nie tylko osobom niepełnosprawnym.


Jakie są relacje kół terenowych PZN z władzami samorządowymi?

S. P. – W teorii demokratyczne, w praktyce jednak nierzadko paternalistyczne. Ale jako lider organizacji zdaję sobie sprawę, że jesteśmy mniejszością i to nie jest tak, że każdy sam nas zauważy. To naszą rolą jest się pokazać, przypomnieć, domagać się przestrzegania naszych praw, inaczej się nie da.


A jak osoby niepełnosprawne są postrzegane przez mieszkańców?

S. P. – Bywa różnie. Ale mam nadzieję, że zaistniejemy w świadomości ludzi dzięki obecnej kampanii informacyjnej prowadzonej w środowiskach lokalnych, a także spotkaniom i szkoleniom przeprowadzonym przez Polskie Forum Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu „Wsparcie dla rozwoju działalności PFON służącej aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych na Mazowszu”. Nasi ludzie w trakcie tych szkoleń mieli okazję dowiedzieć się, jak dziś tworzyć program dla lokalnych organizacji, jak wytyczać jego cele i wybierać formy oraz metody działania. A także, jak w środowisku lokalnym budować partnerstwo, czyli komunikować się i współpracować nie tylko z sojusznikami, ale i oponentami organizacji. W jaki sposób uzyskiwać informację publiczną, co nią jest, a co nie oraz jak monitorować prawa osoby niepełnosprawnej. To tylko niektóre przykłady, szkolenia trwały wiele godzin i podejmowano na nich różne tematy interesujące nasze środowisko.


Na przykład kwestię zatrudnienia osób niewidomych i słabo widzących?

S. P. – Aktywizacja zawodowa osób niewidomych i słabo widzących to wciąż raczej zadanie do wykonania niż realizowany krok po kroku konkretny program. Stąd tak wielka popularność rent socjalnych, które dają, może i złudne, jednak pewne poczucie bezpieczeństwa. W Polsce wciąż nie ma godnych mechanizmów wyrównywania szans, a w końcu jest to kilkaset złotych co miesiąc do kieszeni. Nikt chyba nie ma wątpliwości, koszty życia osób niepełnosprawnych są wyższe niż osób zdrowych. Ale mówię tu o skali problemu, bo i wśród nas nie brakuje osób, które dzięki własnej aktywności oraz sprzyjającym warunkom zewnętrznym zupełnie nieźle sobie radzą na naszym trudnym rynku pracy. W każdym razie oferty Powiatowych Urzędów Pracy powinny uwzględniać specyficzne możliwości pracowników niewidomych i niedowidzących. Jedno jest pewne, szybko zmieniająca się rzeczywistość wymaga od działaczy PZN umiejętności ciągłego uczenia się, otwierania na nowe zjawiska. Nie wystarczy zamknąć się w swoim gronie i narzekać – trzeba działać, szukać partnerów, integrować się lokalnie i to właśnie poprzez koła terenowe staramy się promować.


Rozmawiała Halina Drachal, fot. PFON