Dzisiaj jest: 25 Kwiecień 2018    |    Imieniny obchodzą: Marek, Jarosław, Wasyl

Wspomnienia o moim dziadku - "Cichy bohater"

Ocena użytkowników:  / 3
SłabyŚwietny 

Nr 79 str 14 Strefa historii Jesteśmy młodzi, uśmiechnięci. Przed nami całe życie. Mamy ambitne plany, marzenia. Wierzymy w to, że możemy podbić całą kulę ziemską. Do naszej dyspozycji są samochody, komputery, telefony komórkowe. Jesteśmy przekonani, że nasz świat zawsze będzie piękny i kolorowy. Niemal nigdy nie zastanawiamy się nad tym, czy zawsze taki był, czy nasi poprzednicy byli podobni do nas? Mało interesuje nas historia, a takie pojęcia jak: ojczyzna, patriotyzm, poświęcenie znamy jedynie z podręczników i filmów.

 

Może warto zastanowić się, dlaczego tacy jesteśmy? Kto ukształtował naszą teraźniejszość? Jako nastolatkowie znamy trochę historię II wojny światowej, ale jest ona dla nas obca i odległa. Dlatego tak bardzo chciałam wziąć udział w konkursie o cichym bohaterze II wojny światowej. Szukałam wśród znajomych osób, które znałyby kogoś, kto wtedy walczył, odznaczył się bohaterstwem. Ale nie znalazłam. Poddałam się i doszłam do wniosku, że nic z tego nie będzie. W czasie któregoś weekendu okrutnie się nudziłam. Zaczęłam przeglądać domowe dokumenty i natknęłam się na teczkę z napisem „Akta IPN”. Były w niej informacje poświęcone mojemu dziadkowi – Antoniemu Gołdzie. Nie znałam go – zmarł, gdy miałam 5 dni. Na jednej z pierwszych stron jakiś funkcjonariusz SB napisał, że jest to: „człowiek o niepewnej przeszłości, w czasie drugiej wojny światowej związany z AK”.

 

Zastanowiło mnie to. A może to jest właśnie ta osoba, której szukam? Zaczęłam zbierać wszystkie informacje na jego temat, które znajdowały się w domu. Znalazłam fragmenty pamiętników dziadka, napisane odręcznie i bardzo niewyraźnie na skrawkach papieru. Dowiedziałam się z nich, że urodził się 10 listopada 1925 roku w małej wsi Niebieszczany w okolicach Sanoka, jako drugie dziecko Anieli z domu Błaszczak. W momencie wybuchu II wojny światowej miał niecałe14 lat. We swoich wspomnieniach opisywał, że był zwykłym wiejskim chłopakiem. Uwielbiał szwendać się po górach, grać w piłkę, spotykać z przyjaciółmi. Natomiast nie znosił prac domowych. Jedynie pasanie krów sprawiało mu przyjemność, bo mógł wtedy czytać książki. Fascynowała go poezja Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego. Dużą radość sprawiała mu nauka w szkole. Był bardzo dobrym uczniem.

 

Pod koniec sierpnia 1939 roku miał już dosyć wakacji. Podobnie jak jego koledzy, przygotowywał się do rozpoczęcia nauki w gimnazjum w Sanoku. Do szkoły jednak nie poszedł. O wybuchu wojny dowiedział się rankiem 1 września. Z początku nie przejął się wcale tą informacją. Dopiero panika najbliższych uświadomiła mu, że dzieje się coś niedobrego. Matka zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy i, jak sąsiedzi, chciała uciekać do lasu. Ale uspokoili ją polscy żołnierze, którzy dokonywali poboru mężczyzn i chłopców do wojska. Powiedzieli, że nie ma się co martwić, bo to nie potrwa długo. Tymczasem, 9 września wieś zajęły oddziały niemieckie i rozpoczął się okres okupacji hitlerowskiej. Niebieszczany znalazły się w granicach Generalnego Gubernatorstwa i do 22 czerwca 1941 r. były terenem przygranicznym, gdyż wzdłuż Sanu przebiegała granica państwowa pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem, a Związkiem Radzieckim. Władzę w okupowanym powiecie objął dr Albert Schaar, a po nim dr Alfred Class i dr Johann Anton Hoffstetler. Rozpoczęła się eksterminacja ludności związana z terrorem, aresztowaniami, wywózkami do obozów w Rzeszy i egzekucjami. Szczególnie ciężka stała się sytuacja ludności żydowskiej, stanowiącej ok. 30% mieszkańców powiatu sanockiego. Żydzi zostali zmuszeni do noszenia opasek z gwiazdą Dawida i do wykonywania prac porządkowych, następnie odizolowano ich w getcie. Wybuch wojny zaostrzył też konflikt polsko-ukraiński, gdyż hitlerowcy, prowadząc antypolską politykę, wspierali ukraińskich nacjonalistów.

 

Mimo trudnej sytuacji, od początku okupacji rodził się zorganizowany opór. W grudniu 1939 r. powstały zalążki wojskowej konspiracji antyhitlerowskiej, z której rozwinęły się oddziały Związku Walki Zbrojnej. Pierwsze działania organizacyjne podjął już w grudniu 1939 r. kpt. „Czarny”, a od wiosny 1940 r. Aleksander Rybicki ps. „Spytek”. Organizował on trasy kurierskie na Węgry dla ochotników przedzierających się do wojska gen. Sikorskiego. Mój dziadek opisuje, jak do jego domu przychodzili partyzanci prosząc o żywność i wsparcie. Czasami spał u nich ktoś, kto chciał uciec z kraju. Wśród partyzantów często byli chłopcy z Niebieszczan, albo okolicznych wsi. Jakże im wtedy zazdrościł. Chciał być jednym z nich, ale oni traktowali go jak dzieciaka. Mówili, że musi się uczyć i zdać maturę. Dlatego Antoni zaczął się uczyć u swojej dotychczasowej nauczycielki, pani Anny Sypczak. Później jeździł na komplety tajnego nauczania do Sanoka, które organizowała przedwojenna dyrektorka gimnazjum żeńskiego, pani Zofia Skołozdro. Udało mu się zdać małą maturę.

 

Czasami, na prośbę partyzantów, młody Antoni doprowadzał kogoś do granicy. Okupacja wtedy nie była już tak dotkliwa. Ludzie przyzwyczaili się do utrudnień czasu wojny. Natomiast prawdziwym utrapieniem stały się oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii. Żołnierze ukraińscy w 1944 roku dokonywali czystek na polskiej ludności. Miejscowi organizowali oddziały samoobrony. Barykadowano się w domach, organizowano patrole. Szczególnie starano się chronić dzieci. Dziadek wspomina, jak odział UPA wiosną 1944 roku wymordował całą wieś, zgromadzoną na weselu we wsi Baligród. Do bawiących się ludzi zaczęto niespodziewanie strzelać, dzieciom roztrzaskiwano głowy o ściany. Ukraińcy nie znali litości. Z niezwykłego okrucieństwa słynął ich dowódca „Burłak”. Po kilku podobnych mordach zaczęły się zorganizowane akcje żołnierzy Armii Krajowej.

 

Pierwsze walki z UPA w Bieszczadach podjęły oddziały partyzanckie, między innymi oddział kpt. Adama Winogrodzkiego ps. „Korwin” oraz odział sierż. Władysława Szelka ps. „Borsuk”,

a następnie Jerzego Jasińskiego ps. „Kadłubek”. W maju 1944 roku dziadek stał się żołnierzem AK w oddziale „Borsuka” i zdobył pseudonim „Uparty”. Został zaprzysiężony i rozpoczął pracę jako kurier. Było to zadanie niezwykle odpowiedzialne, gdyż na kurierskim szlaku wyrastały setki przeszkód i nieprzewidzianych zdarzeń. Cało wychodzili z nich tylko ci, którzy dysponowali maksymalnym zasobem sił fizyczno-psychicznych, odpowiednią zaprawą, zimną krwią, improwizacją, sprytem i odwagą. Kurierzy byli żołnierzami łączności i działali w rzeczywistości na swoistym froncie, a ich służba niosła ze sobą ogromne ryzyko. Paru kurierów zginęło przy przekraczaniu granicy, kilku innych trafiło do obozów koncentracyjnych. Wielu zostało zamordowanych przez Ukraińców. Dziadek nadal przeprowadzał ludzi, przenosił rozkazy, zbierał informacje o oddziałach UPA i stacjonujących w pobliżu Niemcach. Wspomina, że się nie bał. Może nie zdawał sobie sprawy z tego, co mu grozi, a może był tak przesiąknięty ideałami, że uważał śmierć w walce o wolność ojczyzny za największy zaszczyt? Prababcia Aniela o jego działalności nic nie widziała. Od początku wojny w oddziałach partyzanckich walczył brat dziadka, Stanisław. Prababcia bardzo bała się, by i jej najmłodszy syn nie był narażony na niebezpieczeństwo. Dlatego dziadek nic nie mówił o swojej pracy. Często wymykał się z domu nocą, gdy wszyscy spali. Było to dla niego dodatkową atrakcją, a konspiracja stanowiła fajną formę zabawy. Broń zdobył przypadkowo dopiero pod koniec lipca1944 roku. Ukradł karabin śpiącemu na polanie żołnierzowi niemieckiemu. Dziadek go nie zabił, gdyż jak wspomina, mimo, że był żołnierzem, nie odebrał życia żadnemu człowiekowi. Ale nigdy nie wątpił, że gdyby musiał to uczynić, nawet by się nie zawahał – tak był wychowany.

 

9 sierpnia 1944 roku do Niebieszczan wkroczyła Armia Czerwona, która „wyzwoliła” te tereny. Sowieci mało przypominali Niemców. Byli bardzo hałaśliwi, brudni. Jak dzieci zachwycali się niektórymi przedmiotami codziennego użytku, np. głośno tykającymi zegarkami. W końcowej fazie wojny dziadek poznał Mariana Gołębiewskiego, który na zlecenie rządu emigracyjnego prowadził pertraktacje z Ukraińcami. Człowiek ten już wtedy bardzo mu zaimponował. Spotkali się 20 lat po wojnie i zostali przyjaciółmi. Rozłączyła ich dopiero śmierć.

 

19 stycznia 1945 roku rozwiązano Armię Krajową. Dziadek, podobnie jak wielu żołnierzy, ujawnił się. Nie stosowano wobec niego żadnych represji, gdyż, jak powiedział o sobie, był jedynie nic nieznaczącym pionkiem w wojennej grze. Jednak nigdy nie mógł się pogodzić z tym, że Polska znalazła się pod okupacją sowiecką. Mimo że złożył broń, nadal walczył. Dla niego wojna się jeszcze nie skończyła. W czasie studiów związał się z tajną organizacją zwaną „bandą Umińskiego” (inna nazwa to „Wolność i Sprawiedliwość”, później „Helena”), a w latach 70. XX wieku tworzył ruch oporu przeciwko komunistom. Był jednym z działaczy Konfederacji Polski Niepodległej, a potem sygnatariuszem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Wojna nauczyła go hartu ducha, konsekwencji w działaniu oraz wierności do końca swoim ideałom. Przyzwyczaiła do znoszenia nawet najtrudniejszych warunków, np. przez dwa dni potrafił nic nie jeść i nie odczuwał głodu. Ukształtowała jego osobowość i psychikę. Spowodowała, że stał się twardym człowiekiem. Była dla niego najbardziej wymagającą nauczycielką życia.

 

Tekst: Joanna Kiełczykowska, Gimnazjum nr 1 im. Władysława Andersa, I miejsce w konkursie „Cichy bohater 20??” w kategorii literackiej

You have no rights to post comments