Dzisiaj jest: 12 Grudzień 2018    |    Imieniny obchodzą: Joanna, Aleksandra, Dagmara

Nasza ziemianka - wspomnienia z wojny.

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Nr 75 str 14 Strefa historii ziemianka Gdy zbliża się wiosna, ptaki zaczynają radośnie śpiewać i mocniej przygrzewa słońce, wtedy częściej jeździmy do niewielkiej miejscowości Żakówek. Bardzo lubię te nasze wyjazdy, a szczególnie spacery do lasu, w którym szepcze strumyk i można spotkać sarny. Moim ulubionym miejscem jest niewielka, trochę zarośnięta polana, o której bardzo dużo słyszałam w opowiadaniach mojej prababci.

 

Podobno za tą polanką, gdzie rozciągają się nierówności, różnego rodzaju doły, zatrzymywali się ludzie, którzy uciekali przed Niemcami w okresie II wojny światowej. Można powiedzieć, że był to ich chwilowy postój. Nie wiem dokładnie, jak to się stało, ale dwie rodziny, które mieszkały w Mińsku Mazowieckim, musiały opuścić swój dom i uciekając przed faszystami trafiły właśnie w to leśne zacisze, a później do ziemianki w gospodarstwie mojej prababci. Był to podobno okres wczesnej wiosny. Dlatego wracając polną dróżką z lasu w stronę znajomych gospodarstw, którą kiedyś przemierzali strudzeni, wojenni uciekinierzy, zastanawiam się, co czuli, co myśleli. Czy mieli pełne zaufanie do osób, które ich prowadziły? Czy nie bali się o swoje dzieci? To są trudne pytania i chyba zostaną bez odpowiedzi.

 

Wiem tylko, że pradziadkowie w porozumieniu z sąsiadami ukryli tych ludzi w ziemiance. Było to pomieszczenie wielofunkcyjne i dosyć duże. Składało się z dwóch niewielkich pokojów bez okien i było wysokie. Schron został wybudowany z czerwonej cegły i betonu, tylko drzwi były drewniane. Cała budowla przykryta była ziemią, na której rosły różne krzewy. Z daleka wyglądała jak niewielki pagórek i niczym nie różniła się od innych wzniesień, ale dla mojej rodziny i sąsiadów jest to swojego rodzaju pamiątka. To właśnie w tym miejscu chronili się w czasie niemieckich nalotów. Czasami przesiadywali tu po kilka godzin, wtedy wszyscy byli uciekinierami. Prababcia Eugenia opowiadała, że te wspólne pobyty w ukryciu bardzo zbliżyły do siebie sąsiadów. Stali się jedną wielką rodziną, dzięki czemu w najtrudniejszych chwilach mogli na siebie liczyć. Również pomoc innym ludziom, którzy musieli uciekać ze swoich domów, była wtedy łatwiejsza.

 

Gdy usłyszałam po raz pierwszy tę historię, koniecznie chciałam zobaczyć podziemny dom. Ponieważ prababcia nie miała siły ze mną już iść, poprosiłam o to rodziców i babcię. Gdy babcia otworzyła drzwi, powiało chłodem. Zobaczyłam wąskie schody prowadzące w dół i nic więcej.

– Czy tu jest jakaś lampa? – zagadnęłam babcię.

– Mamy latarkę, ale w okresie wojny używana była świeczka – odpowiedziała babcia.

Zeszłam na dół i zobaczyłam dwa pomieszczenia. Pierwsze było mniejsze, a w ścianach znajdowały się duże wgłębienia, które służyły jako półki. Drugie pomieszczenie było zdecydowanie większe. Kamienie i cegły były nierówne, trochę zniszczone. To właśnie tutaj mieszkały uciekające rodziny. Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś innego. Myślałam, że schron będzie wyposażony w jakieś drewniane łóżka. Ale nie było tam nic z tych rzeczy. Zapadła cisza. Starałam się przenieść myślami do tych odległych, bolesnych czasów. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak można było tutaj przebywać bez światła, w zimnej piwnicy. Gdyby te muru mogły mówić, to moja wiedza o tamtych czasach, a szczególnie o ludzkim, codziennym trudzie byłaby dużo większa.

 

Nagle usłyszałam skrzypnięcie drewnianych drzwi, w których zatrzymał się jakiś mężczyzna. Byłam zaskoczona i trochę przestraszona. Ala babcia Teresa szybko odezwała się do nieznajomego. Był to jeden z sąsiadów, który idąc w pole, zobaczył otwarte drzwi ziemianki i chciał sprawdzić, kto wszedł do środka. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak czuli się uciekinierzy, którzy przy każdym odgłosie otwieranych drzwi zastanawiali się, czy to przyjaciel, czy wróg ich odnalazł.

– Co stało się z ludźmi, którzy tutaj mieszkali? Czy przeżyli okres okupacji? – przerwałam milczenie.

– Tak – odpowiedziała zamyślona babcia Teresa.

– Po wojnie zamieszkali w Warszawie i brali udział w jej odbudowie – dodała mama.

– Ale czy jeszcze żyją? – dopytywałam się. Chciałam wiedzieć jak najwięcej, ale babcia zaczęła wchodzić po stromych stopniach w górę.

Gdy byliśmy już na zewnątrz i usłyszałam śpiew ptaków, szum drzew, wtedy zrozumiałam, jak wielkie mamy szczęście, że możemy normalnie żyć.

– W Warszawie mieszka jeszcze pani Ania. Była małą dziewczynką, gdy schroniła się z rodzicami w ziemiance. Natomiast jej wnuczek wrócił do Mińska Mazowieckiego – opowiadała dalej babcia.

– Chciałabym go kiedyś spotkać – powiedziałam i w zamyśleniu wracaliśmy do rodzinnego domu babci.

 

Gdy weszłam po raz pierwszy do schronu, początkowo widziałam tylko zimne ściany oraz ciemne, brzydkie pomieszczenie. Tymczasem ta ziemianka była w czasie II wojny światowej najlepszym i najbezpieczniejszym schronieniem. Była domem dla ludzi, którzy musieli uciekać przed okupantem. Cieszę się, że prababcia Eugenia opowiedziała nam tę wojenną historię. Dzięki niej
i innym dorosłym, którzy przekazują nam swoje wspomnienia, ta ziemianka-schronienie nigdy nie zostanie zapomniana. Zresztą, miejsce wokół tej budowli jest jakieś magiczne. Podobno już od kilku pokoleń w jej pobliżu zbierają się dzieci z okolicznych domów. Gdy tylko robi się ciepło i mam trochę wolnego czasu, dołączam do rówieśników, których pradziadkowie szukali schronienia
w małej ziemiance. Wiosną kwitną na niej białe, dzikie bzy, które swoim zapachem przyciągają pszczoły. Obok wejścia rośnie duży jaśmin, który zasłania zamknięte, drewniane drzwi, tak jakby strzegł jakiejś tajemnicy. Nieco dalej widać łąki i pola, wśród których wije się wąska dróżka do lasu. Tak, to miejsce na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

 

Napisała Kamila Koseska, kl. VI F (rok szkolny 2011/2012) ze Szkoły Podstawowa nr 2 im. Dąbrówki w Mińsku, tekst został wyróżniony II miejscem w kat. szkoły podstawowe w konkursie „Cichy Bohater 2012”

You have no rights to post comments