Dzisiaj jest: 19 Czerwiec 2018    |    Imieniny obchodzą: Gerwazy, Protazy, Julianna

Śledź na gorąco

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Nr 52 str 14 Strefa twórczości Śledź na gorąco 1Śledź na gorąco


Granek stał na dachu biblioteki, trzymając „Śledzia” nad rynsztokiem, znanym także jako główna ulica miasta, a Klimek nie potrafił wydobyć z siebie słowa. Kurczył się wśród padającego śniegu, otwierając i zamykając usta, jak przerażona ryba, najpewniej karp, któremu jakiś sadysta pokazał kartkę z napisem 24 grudnia.


W ciągu ostatniej godziny Klimek kilkakrotnie przeżywał poznawczy kryzys, co mogło się w każdej chwili skończyć katastrofą dla jego wzorcowo otłuszczonego serca. Pierwszy kryzys miał miejsce, gdy Granek w przedsionku biblioteki powiedział mu, że wreszcie znalazł „Śledzia”. Od prawie dziesięciu lat Klimek wysłuchiwał opowieści o tym rzekomo zaginionym wczesnym wierszu jednego z Wieszczów. Granek – swoją drogą świetny antykwariusz – w kwestii „Śledzia” pozostawał odporny na argumenty zarówno literaturoznawców, twierdzących, że nic takiego nie mogło powstać, jak i pragmatyków pokroju Klimka, który w swojej karierze bibliofila o „Śledzia” nawet się nie otarł.

Z biegiem lat, dla dobra ich pracy i przyjaźni, Klimek nauczył się traktować Śledzia jak ekscentryczny rys postaci Granka – mentalne przedłużenie jego siwych dredów i rozbieżnego zeza (Klimek był przekonany, że zez jest efektem dredów zasłaniających oczy Granka). Diabła tam, przecież obaj byli ekscentryczni, myślał Klimek. Granek nosił koszulki w odblaskowych kolorach z napisami typu „Mój wujek grał krzyżaka w filmie Forda”. Z kolei Klimek próbował sił w haiku. Jego największym osiągnięciem był utwór „Zielone chmury”:

Zielone chmury
przeleciał czerwony ptak
Cichaczem nasrał

Przedziwna fiksacja na punkcie „Śledzia”, o którym Granek dowiedział się od Pimpsa, profesora tak skołowanego, że twierdził, iż jego ulubionym filmem jest „Banał” w reżyserii niejakiego Andrzeja Majdy, wydawała się Klimkowi niezrozumiała, ale nieszkodliwa. Granek na własną rękę ŚLEDŹ-ił to mityczne dzieło, stanowiące rzekomo hołd złożony polskim tradycjom kulinarnym (czyli – jak domyślał się Klimek – „lubiącej pływać” rybce). Tego grudniowego popołudnia, po raz pierwszy poprosił Klimka o pomoc. „Weź, przyjedź” – powiedział. – „Chcę zasięgnąć twojej rady”.

„Jakiej rady, do cholery?” – myślał Klimek, stojąc na dachu biblioteki i patrząc, jak oprawiony w ochronną folię rękopis „Śledzia” buja się na wietrze. Kiedy paręnaście minut temu przybył na miejsce, Klimek spokojnie negocjował cenę. Właścicielką rękopisu była zniedołężniała córka zmarłego niedawno Pimpsa, która sto razy otwierała im drzwi, gdy przyjeżdżali do profesora, systematycznie wyprzedającego swe białe kruki, gromadzone chyba od czasów rewolucji 1905 roku. Kiedy Klimek zapytał, jak to się stało, że Pimps nie wiedział, iż „Śledź” znajduje się w jego posiadaniu, odpowiedziała rozbrajająco: – „Wiedział, ale zapomniał. Ostatnio często zapominał”.

Przez „ostatnio” rozumiała co najmniej ćwierć wieku, czyli czas, kiedy „Śledź” tkwił w stercie papierzysk w budzie nieodżałowanego psa Longinusa, ulubieńca Pimpsa. Jak się okazało, utwór został odnaleziony przez profesora u progu starczej demencji w jakiejś chałupinie na Litwie, w której Wieszczowi zdarzyło się parę razy przespać (córka Pimpsa nie pamiętała z kim). Nr 52 str 14 Strefa twórczości Śledź na gorąco 2

Kiedy babulinkę pochłonęła czarna bezgwiezdna noc, Granek, zanosząc się dzikim śmiechem, pobiegł na dach biblioteki. Klimek próbował za nim nadążyć, ale jasnożółty sweter z czerwonym napisem „Oscar dla Trędowatej” tylko migotał w oddali.
– Granek... – wymamrotał Klimek. – Tyle zachodu...
– Niczego nie żałuję – powiedział Granek, wyjmując z kieszeni zapalniczkę. – Teraz wiesz, że „Śledź” naprawdę istniał. A ja będę jedyną osobą, która go przeczytała.
– Ty... to zaplanowałeś? – otłuszczone serce Klima zatrzepotało, jak ptak w klatce (a raczej kura na pękającej żerdzi). – Nie potrzebowałeś mojej rady! Potrzebowałeś świadka!
– Przynajmniej nikt nie dotknie go nietrafioną interpretacją – odpowiedział Granek z czułością. – Nigdy nie stanie się przedmiotem bezowocnych sporów. Już zawsze... – pomarańczowy płomień zamigotał u szczytu zapalniczki. – … zostanie... – Klimek widział, jak płomień liże folię. – ...moim i tylko moim... „Śledziem”.

Wypowiadając ostatnie słowa, Granek wypuścił płonący rękopis. Klimek podjął desperacki wysiłek i rzucił się w jego stronę. Nie zdołał pochwycić folii, ale wychylając się poza obręb dachu, zanurzył palce w otaczających ją płomieniach. Krzyknął z bólu, lecz sięgał dalej – na próżno; bezcenny „Śledź”, płonąc, wolno opadał w czerń ulicy.
– Nigdy więcej nie zjem żadnego śledzia – jęknął Klimek.
– To bez znaczenia. Tytułowy „Śledź” nie był rybą, lecz imieniem konia – krzyknął Granek.

Klimek załkał cicho. A gdzieś w dole, wraz z topniejącym śniegiem, „Śledź” wśród nieczystości płynął w stronę morza.


Nr 52 str 14 Strefa twórczości Śledź na gorąco M. Kempna Magdalena Kempna
filmoznawca, nauczyciel akademicki, redaktor działu filmowego sieciowego dwutygodnika kulturalnego „artPAPIER”. Debiutowała w 2011 roku na łamach „Science Fiction Fantasy i Horror” opowiadaniem „Noc na uczelni”. Autorka prac wyróżnionych m.in. w I Konkursie na Opowiadanie Fantasy im. Krystyny Kwiatkowskiej (2011 r.), Konkursie im. Haliny Snopkiewicz (2010 r.) oraz konkursie na opowiadanie kryminalne Magazynu Kulturalno-Literackiego „Szuflada” – „Śledztwo w rękach amatora” (2011 r.). Jej opowiadanie „Śledź na gorąco” zajęło pierwsze miejsce w kategorii proza w Konkursie Absolutnie Frywolnych Etiud Literackich KAFEL 2012. Jurorów ujął surrealistyczne poczucie humoru autorki. I fakt, że to krótkie opowiadanie idealnie wpisuje się w absolutną frywolność konkursu. Nie ma sensu rozkminiać poszczególnych odniesień do naszej polskiej kultury, gdyż każdy z Czytelników na pewno doceni tę misterną pracę autorki :)

You have no rights to post comments