Dzisiaj jest: 20 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Fabian, Sebastian

O poezji, języku i smsach

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

Alicja WąsowskaDlaczego tak niewielu młodych ludzi czyta poezję? Tylko, że w tym pytaniu zawarty jest błąd – nawet, jeśli ktoś czyta wiersze „nie-z-podręcznika” i odróżnia Różewicza od Herberta, to raczej się do tego nie przyzna, bo byłoby to jednoznaczne z popełnieniem towarzyskiego harakiri.


Przyczyną są oczywiście stereotypy. We wszystkich serialach ci „fajni” tylko piją i imprezują, reszta to dziwaki albo kujony z książkami pod pachami, ogromnymi okularami na nosach i w niemodnych ciuchach. Powstaje błędne koło i serial, który nigdy nie odwzorowywał prawdziwego życia młodych ludzi, jest traktowany jako „idealny model” życia młodych ludzi. Nie ma się więc co dziwić, że fajnie jest obecnie uznawać język polski za głupi, niepotrzebny przedmiot. Pewnie dlatego (innym powodem może być program układany dla cyborgów) – „Potopu” czy pozostałych lektur z listy obowiązkowych nie przeczyta 70% uczniów. Wydaje mi się, że za kilka lat umiejętność myślenia i czytania zaniknie jednocześnie. Ale może, gdyby czytanie poezji było zabronione, każdy chciałby ją przeczytać. Dlatego trzeba powiedzieć MEN, żeby zakazali przerabiania na lekcjach Baczyńskiego, Herberta czy Sienkiewicza – wtedy staną się popularni.

 

Ostatnio też, stojąc na przystanku słyszałam, jak dziewczyna krzyczy na swojego chłopaka przez telefon. Próbowała coś mu tłumaczyć, mówiła, że ją okłamał... Zupełnie nie mogli się dogadać. W końcu powiedziała: „daj spokój, napiszę ci smsa” i zakończyła rozmowę.

 

Smsy stały się głównym sposobem komunikacji międzyludzkiej. W 160 znakach można skrócić i napisać praktycznie wszystko. Jak to się stało, że coś wymyślonego do przekazywania informacji w stylu – „spóźnię się, będę o 7 :)” – stało się substytutem rozmowy czy listu. Zresztą, język mówiony też powoli przejmuje taki system – nie ma czasu na rozbudowane zdania, jakiekolwiek niuanse językowe czy gry słów – trzeba mówić prosto i szybko, prawie symbolami, żeby każdy zrozumiał.

 

Kiedy słyszę od ludzi takie proste i szybkie komunikaty, wstępuje we mnie profesor Miodek i zaczynam się zastanawiać – dlaczego tak niewielu dba o to, co i jak mówi? Nie chodzi oczywiście o zapożyczenia z innych języków, tylko o zastępowanie języka mówionego internetowymi i smsowymi skrótami. Przyjęło się mówić „lol”, „xd” czy innych bzdur zupełnie machinalnie. Mam również wrażenie, że słownictwo, którym się posługujemy, co chwila się zmniejsza. Pomijając oczywiście zasób słownika wulgaryzmów – to wciąż może być powód do dumy, bo używamy tylu możliwych wariantów i kombinacji.

 

Jak tak dalej pójdzie i przez szkoły przetoczą się kolejne genialne reformy programowe, to na lekcjach polskiego będziemy się uczyć Kochanowskiego czy Reja w przekładzie na współczesny język, bez tych „bezsensownych” utrudnień. Dlaczego cokolwiek interpretować? Dlaczego nie można  napisać wszystkiego wprost, w jednym zdaniu? Anglicy już czytają uwspółcześnionego Szekspira. Może to specyfika ich języka, ale... skłaniam się raczej do tego, że wszystkie te ułatwienia prowadzą do powstania pokoleń kulturalnych mułów.

 

I tak oto od poezji doszłam do reform programu nauczania. Ale w sumie nieźle. Gdybym musiała opisać to wszystko w jednej wiadomości sms nie dałabym rady. Byłoby to niemożliwe w 160. znakach.

 

You have no rights to post comments