Dzisiaj jest: 23 Maj 2017    |    Imieniny obchodzą: Iwona, Michał, Dezyriusz

Muzyczne nowości na rynku

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

„Cudze chwalicie, swego nie znacie” – te przysłowie doskonale pasuje do zespołu Kruk z Dąbrowy Górniczej, który mimo grania niedocenianego gatunku muzyki, jakim jest hard rock, z każdym rokiem rośnie w siłę. Ich kluczem do sukcesu jest ciężka praca. Grupa prowadzona przez Piotra Brzychcego ustabilizowała swój skład i powraca, by nakarmić uszy słuchaczy mocną i ciekawą dawką muzyki.

 

Nr 143 str 20 Strefa bez kitu krukKruk – „Before”

Debiut Kruka w 2009 roku spowodował niemałe zamieszanie na polskiej scenie rockowej. Oprócz przychylnych opinii, zespół otrzymał możliwość grania przed takimi gwiazdami jak Deep Purple, czy Carlos Santana. Kolejne albumy udowodniały, że formacja nie zamierza spocząć na laurach. Co więcej, ramy gatunku okazały się za ciasne. Ich najnowsza płyta jest tego najlepszym potwierdzeniem. Podstawą jest soczysty i melodyjny hard rock, niemniej pojawiają się często elementy art rockowe ('My Sinners'), czy progresywne ('One'). Utwór 'Wings of Dreams' przemyca także sporo bluesowych naleciałości, a popisowe solówki lidera w 'Last Second', 'My Morning Star' lub 'Open Road' powodują, że muzyka tchnie świeżością. Tych, którzy jeszcze czują niedosyt, odsyłam po ponownie wydany w tym roku, wcześniej wspomniany debiut "Before He'll Kill You".

 

Nr 143 str 20 Strefa bez kitu tankard rib

Tankard – „R.I.B”

Już wyjaśniam o co chodzi: „R.I.B” to skrót od „Rust in Beer”, bo niemiecka grupa Tankard, która oprócz grania thrash metalu, upodobała sobie wychwalanie chmielowego trunku. Muzycy, poza niebywałym talentem, posiadają także dodatkowy atut: każdy z nich może pochwalić się ogromnym mięśniem piwnym, który stał stał się już znakiem rozpoznawczym zespołu. Najlepsze jest to, że w przerwach pomiędzy kolejnymi łykami swojego ulubionego napitku, potrafią stworzyć kawał naprawdę świetnej muzyki. Na nowej płycie znajdziemy mnóstwo sympatycznego, skocznego i żywiołowego grania. Potężne, cięte gitarowe riffy powodują, że zespół brzmi odpowiednio ciężko, ale z klasą. 'No One Hit Wonder' to jeden z moich ulubionych utworó. A 'Clockwork to Deadline' to rzecz dedykowana fanom takich grup, jak Sodom, czy Slayer.

 

Nr 143 str 20 Strefa bez kitu the diseaseThe Disease – „Costumes of Technocracy”

Połączenie czysto zaśpiewanych, melodyjnych refrenów z growlowanymi zwrotkami jeszcze parę lat temu wywoływało w fanach ciężkiej muzyki bolesne konwulsje, toczenie piany z ust oraz niepohamowaną chęć zniszczenia odbiornika. Pamiętam, że także miałem z tym problem. Dopiero zespół Trivium sprawił, że pokochałem na dobre tego typu eksperymenty. Teraz, gdy usłyszałem „Costumes of Technocracy” znów czuje to samo wewnętrzne ciepło i nieposkromiony entuzjazm. Entuzjazm, który szybko przerodził się w podniecenie, gdy wychwyciłem, że na najnowszych krążku Thy Disease jest mnóstwo elektronicznych wstawek. Moim zdecydowanym faworytem jest kawałek 'Corporate Cull’ – narastający, złożony z różnych dźwięków wstęp dezorientuje, aby po chwili wstrząsnąć i zmiażdżyć słuchacza wirem potężnych gitarowych riffów.

 

Nr 143 str 20 Strefa bez kitu blacksnakeBlackSnake – „Lucifer's Bride”

Kolejna polska kapela i zaskoczenie. Czuję się, jakbym przespał moment, w którym rodzime zespoły stały się tak dobre, że bez problemu mogą konkurować z tymi zza oceanu. „Lucifer's Bride” to połączenie stoner, doom i thrash metalu. Słychać tu także sporo klasycznego heavy metalu. Co do samych utworów, to warto wyróżnić opatrzony klimatycznym, zagranym na organach wstępem 'Legacy of Rock’, który dzięki ciekawym gitarowym pasażom i dynamicznemu wokalowi ma niebanalny urok. Uwagę przykuwa 'Broken Heart Blues’, który oprócz akustycznego początku zawiera harmonijkę ustną, klawiszowe wstawki i saksofonową zagrywkę w dalszej części utworu. Warto też wspomnieć o ciekawym efekcie – całość posiada charakterystyczne dla płyt winylowych trzaski, co postarza i dodaje uroku. 'Holy Deciver' to już znacznie ostrzejsze granie, a głos robota na końcu utworu informuje, że zespół z Przemyśla traktuje wszystko z należytym luzem.

 

You have no rights to post comments