Dzisiaj jest: 15 Grudzień 2017    |    Imieniny obchodzą: Nina, Celina, Walerian

Z Portugalii do Mińska

Ocena użytkowników:  / 2

Nr 135 str 14 Strefa wolontariusza madalenaMadalena Ferreira ma 19 lat, jest Portugalką, lubi koszykówkę, muzykę i zakupy. Przyjechała do Mińska trzy miesiące temu w ramach projektu Wolontariatu Europejskiego (EVS) „Sky Is The Limit”, realizowanego przez Fundację Rozwoju Międzykulturowego EBU. W „Strefie” opowiada o swoich wrażeniach z pobytu w Polsce i pracy wolontariackiej.

 

Skąd pomysł na wzięcie udziału w Wolontariacie Europejskim?

 

Madalena Ferreira (M. F.) – Zdecydowałam się wyjechać w ramach projektu EVS, ponieważ potrzebowałam przerwy w studiach i nie byłam do końca pewna, jaki kurs powinno obrać moje dalsze życie. Kuzynka Filipa, jedna z pozostałych wolontariuszek, która jest razem ze mną w Mińsku powiedziała, że wybiera się na EVS, więc pojechałam z nią.

 

Jakie były reakcje twoich przyjaciół i rodziny na wieść o tym, że wyjeżdżasz do Polski?

 

M. F. – Z jednej strony rodzice byli szczęśliwi, bo wiedzieli, że jest to dla mnie wspaniała szansa, ale z drugiej, mieli pewne obawy, ponieważ nigdy wcześniej nie wyjeżdżałam na tak długo i tak daleko od domu. Znajomym było trochę przykro, że ich opuszczam. Trochę też zazdrościli, że wezmę udział w tak ciekawym projekcie. Myślę, że teraz wielu z nich rozważa wyjazd w ramach Wolontariatu Europejskiego.

 

Czym zajmujesz się w Mińsku?

 

M. F. – Organizujemy dużo zajęć dla dzieci i młodzieży. Odwiedzamy szkoły podstawowe, gimnazja i licea, aby dzielić się naszą wiedzą o portugalskiej kulturze lub porozmawiać w języku angielskim na ciekawe tematy. Przygotowujemy również wieczory międzykulturowe dla dorosłych w Miejskiej Bibliotece Publicznej oraz wiele zajęć animacyjnych dla dzieci. W ostatnich tygodniach organizowałyśmy zajęcia sportowe, np. rozgrywki koszykarskie dla dzieci.

 

Co najbardziej podoba ci się w naszym mieście?

 

M. F. – To, że tyle się dzieje i możemy realizować wiele fajnych działań. Ludzie są bardzo mili i otwarci, chcą się z nami spotykać, rozmawiać i angażują się w różne aktywności. Ogrom życzliwości jest naprawdę niesamowity.

 

Nauczyłaś się czegoś podczas pobytu w Mińsku?

 

M. F. – Wielu rzeczy – od umiejętności dzielenia przestrzeni życiowej z innymi wolontariuszkami, aż po rzetelne opracowywanie planu zajęć i organizowanie wydarzeń. Liznęłam podstaw języka polskiego oraz poszerzyłam swoje horyzonty kulinarne o nowe potrawy. Wydaje mi się, że w miarę upływu czasu będę miała szansę jeszcze wiele się nauczyć.

 

Poleciłabyś Wolontariat Europejski innym młodym ludziom?

 

M. F. – Pewnie, bo taki wyjazd ma właściwe same plusy. Podczas pracy wolontariackiej i rozwijania licznych umiejętności możesz poznać inny kraj, zgłębić jego kulturę, spotkać wielu wspaniałych ludzi o różnych osobowościach. To doświadczenie pozwalające porzucić swoją „strefę komfortu”, sprawdzić samego siebie i umiejętności w nowej sytuacji oraz poszerzyć horyzonty. A ponadto, będąc wolontariuszem można pomóc wielu ludziom.

 

Co jest najlepszego w byciu wolontariuszem?

 

M. F. – Jeśli miałabym wskazać największą zaletę wolontariatu, to byłaby to możliwość poznania różnych ludzi z przeróżnych zakątków świata. Bardzo liczy się dla mnie również fakt „dokładania swojej cegiełki” to całego projektu. Wolontariat przynosi mnóstwo frajdy i satysfakcji. Jest jednocześnie czymś więcej, niż tylko czasem dobrej zabawy.

 

Oprac. i fot. Fundacja EBU

WAMI, Vader, Doro i Killer Be Killed - recenzje płyt

Ocena użytkowników:  / 0

Iggy Gwadera to uzdolniony szesnastoletni gitarzysta, który dwa lata temu, wraz ze znanym z Acid Drinkiers Titusem, stworzył projekt o nazwie Anti Tank Nun. Wydanie dwóch płyt u boku tak doświadczonego muzyka wydawało się dla chłopaka spełnieniem wszystkich najskrytszych marzeń. Kto by się jednak spodziewał, że młody artysta pójdzie o krok dalej i swój kolejny album nagra ze światowej sławy gwiazdami, znanymi z takich zespołów jak Black Sabbath, Rainbow czy Whitesnake?

 

Nr 135 str 20 Strefa bez kitu WAMIWAMI – „Kill The King”

Współpracę nastolatka z trzykrotnie starszymi weteranami od miesięcy śledził cały hardrockowy świat. Zewsząd pojawiały się głosy oburzenia: „Jak to? Trójka emerytowanych muzyków i młody, niedoświadczony gitarzysta? Takie przedsięwzięcie nie może przecież przynieść nic dobrego”. Nie dość, że wszystko wskazywało na totalną porażkę, to jeszcze producentami krążka okazali się średnio poważani wśród miłośników ciężkiej muzyki bracia Cugowscy. A płyta nie dość, że okazała się fenomenalna, to jeszcze sam Iggy zyskał rozgłos, jak mało który polski artysta. Przepis na sukces był sprawdzony – połączenie starego dobrego hard rocka z przebojowością heavy metalu. Siła mocnego gitarowego riffu, chwytliwa melodyka linii wokalnych, nośność sekcji rytmicznej i błyskotliwe sola to coś, co nigdy nam się nie znudzi.

 

Nr 135 str 20 Strefa bez kitu vaderVader – „Tibi et Igni”

Vader to nasz kolejny towar eksportowy. Choć pojawiły się nowe nowe grupy i bezpowrotnie minęły czasy, gdzie zespół Petera był ambasadorem polskiego łomotu na światowej scenie, to i tak fani metalu odliczali z niecierpliwością dni do premiery ich nowego krążka. Niepotrzebnie. Prawdopodobnie spora ich część srogo zawiodła się, słuchając nowych kawałków. Dziesiąta płyta olsztyńskiego zespołu równie dobrze mogłaby być ich debiutem. Zgadzam się, że hard rock ma stały, lubiany schemat, ale w przypadku death metalu przydałyby się jakieś większe zmiany. Tymczasem na „Tibi et Igni” żadnych poważnych modyfikacji nie uświadczymy. Warto wyróżnić jednak zionący heavymetalowym ogniem utwór 'Triumph of Death' i ozdobiony syntezatorowymi orkiestracjami 'Hexenkessel'. Z kolei 'The End' to najbardziej melancholijny utwór.

 

Nr 135 str 20 Strefa bez kitu doroDoro – „Powerful Passionate Favourites”

Dobrze od czasu do czasu odpocząć od zamykania się na poszczególne gatunki muzyczne i posłuchać czegoś miłego dla ucha. Płyta, będąca w zasadzie dodatkiem, dołączonym do albumu „Raise Your FIst – 30 Years Anniversary Edition” celebrującej trzydziestolecie kariery niemieckiej królowej metalu, zawiera głównie covery. Wokalistka zażyczyła sobie na tę okrągłą rocznicę wydanie nadprogramowej płyty z jej ulubionymi utworami wszechczasów. Wybór padł m.in. na Tinę Turner, Led Zeppelin, Metallicę, czy pioniera rocka Dio. Wszystkie kawałki mają przyjemną oprawę muzyczną a sam wokal Doro jest bezbłędny i czysty. Najlepszą i zapadającą w pamięć kompozycją jest francuskojęzyczna aranżacja numeru 'Raise Your Fist'. Mocny, hipnotyzujący refren, wspomagany pięknie wyrecytowaną partią męskiego chóru daje ciekawy rezultat.

 

Nr 135 str 20 Strefa bez kitu Killer-Be-KilledKiller Be Killed – „Killer Be Killed”

W ramach tego niezwykłego projektu możemy usłyszeć grających razem Maksa Cavalerę z Soufly i Cavalera Conspiracy, Grega Puciato z Dillinger Escape Plan, Troya Sandersa z Mastodon oraz Dave'a Elitcha z The Mars Volta. Efekt ich wspólnej twórczości przerasta najśmielsze oczekiwania, ponieważ muzycy ani przez chwilę nie pomyśleli o pójściu na muzyczny kompromis. Każdy z nich uparcie prezentuje odrębny gatunek, co daje potężne zderzenia najróżniejszych odmian ciężkiego brzmienia. Chwilami można odnieść wrażenie, jakby echa Mastodon wytrącały Soufly z drogi sprawdzonych rozwiązań, a z kolei echa Soulfly trzymały w ryzach rozwścieczone i nierówne granie zespołu Mastodon. Dzięki uprzejmości grupy można już zapoznać się w sieci z dwoma pierwszymi utworami z ich najnowszej płyty: 'Wings Of Feather And Wax' i 'Face Down'.

Łącznościowiec spod Monte Casino

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 135 str 16 Strefa historiiBabciu, babciu! Jest! Jest okazja!” – wracałem właśnie ze szkoły i już na schodach chciałem przekazać mojej babci ważne wiadomości. „Jaka znów promocja? Dlaczego tak krzyczysz?” – spytała babcia. „Nie promocja tylko okazja, na którą czekałem siedemdziesiąt lat!”

 

– Uspokój się, umyj ręce i napij się zimnej wody. Porozmawiamy za chwilę. Nic nie rozumiem, okazja wyczekiwana siedemdziesiąt lat? Przecież ty masz zaledwie dwanaście – zdziwiła się babcia.

 

Poszedłem do łazienki, ale nadal nie mogłem pozbierać myśli i opanować emocji, które krążyły mi po głowie. „Wszyscy mogą się dowiedzieć” – radość po prostu mnie rozsadzała.

– Babciu, tak właściwie to twoja wina, albo... główna zasługa – teraz krzyczałem do babci zza zamkniętych drzwi łazienki. – Tak, tak. Proszę, nie komplikuj. Mów po kolei – usłyszałem, gdy przyszedłem do kuchni. Babcia nalała mi zimnej wody. Wypiłem jednym haustem.

– To od czego zacząć? – spytałem babcię.

– Najlepiej od początku – odpowiedziała, otwierając szeroko oczy ze zdumienia.

– Od początku, to może być trudne, bo nie wiem, kiedy był początek? – zamyśliłem się na chwilę.

– To może zacznij od wytłumaczenia mi, co to za niezwykła okazja?

– Och, no tak! Jest konkurs... – zacząłem.

– To zdecyduj się , konkurs, czy okazja? – babcia nadal nic nie rozumiała.

– No dobrze, postaram się trochę rozjaśnić. Konkurs jest okazją do napisania o panu Grzegorczyku...

– A moja wina, albo zasługa? – babcia wciąż nic nie czaiła.

– Babciu, pamiętasz jak w czasie spacerów...

– Kochanie, skup się na tym... konkursie...

– No właśnie próbuję ci to powiedzieć.... Ale się cieszę, super, super jazda.

– Po co mieszasz w to spacery? Już dawno nie byliśmy razem na żadnym.

– No dobra, dobra. Wiesz, że siedemdziesiąt lat temu polscy żołnierze walczyli o Monte Cassino...

– Tego już za wiele. Monte Cassino, konkurs, okazja, spacery... Co ty jeszcze wymyślisz? Może napij się jeszcze wody, najlepiej z lodem. I zacznij od początku...

– No, ale wszystko już wiesz. W związku z rocznicą bitwy o Monte Cassino jest konkurs, czyli okazja do napisania o panu Grzegorczyku, który tam walczył, a ty go znałaś – wypaliłem jednym strzałem.

– Już trochę jaśniej, a co ja mam z tym wspólnego? – babcia chyba nadal nie rozumiała.

– Teraz to ja nie kapuję. Babciu, przecież to właśnie ty podczas spacerów opowiadałaś mi, o koledze pradziadka Józia, który brał udział w walkach o Rzym – odparłem.

– To było już dawno, miałeś wtedy cztery albo pięć lat, jeszcze pamiętasz? – babcia się zamyśliła.

– Doskonale pamiętam... I muszę ci się do czegoś przyznać. Jak miałem dziesięć, jedenaście lat i mogłem sam jeździć na „wyprawy rowerowe”, to wymyślałem takie... różne historie. Tylko się nie śmiej, proszę. Uwielbiałem pojechać do „naszego lasku brzozowego” na spotkania z historią. Zabierałem różne książki i … czytałem je, ale wyobrażałem sobie, że opowiadają mi dawne dzieje prawdziwi świadkowie tamtych wydarzeń. Może to trochę dziecinne, ale nie moja wina, że Oni już odeszli i nie miałem szans posłuchać ich na żywo... Babciu, czy ty mnie w ogóle słuchasz?

– Tak, tylko trochę się zamyśliłam – odparła babcia i rzeczywiście wyglądała, jakby myślami była gdzieś zupełnie indziej. Po chwili otrząsnęła i się poprosiła, żebym mówił dalej.

 

– Z tą bitwą o Monte Cassino to długa historia – zacząłem. – Widziałem film o zaciętych i krwawych walkach na ufortyfikowanych wzgórzach Monte Cassino. Niemcy skutecznie zagradzali drogę do Rzymu. Wojska alianckie trzy razy atakowały, bezskutecznie. W czwartym ataku wzięli udział Polacy i wszystko się udało. Po wielu ciężkich dniach walki na wzgórzu zawisła biało-czerwona flaga. Nie udało się Amerykanom, Anglikom, a Polacy górą! Niestety, zginęło ponad tysiąc dzielnych, naszych żołnierzy. Oglądałem ten film i myślałem, że fajnie byłoby pogadać z Kimś, kto tam walczył. Jednocześnie miałem świadomość, że to niemożliwe, bo za późno się urodziłem. Wtedy wpadłem na pomysł, żeby to spotkanie miało miejsce w wyobraźni.

 

Już następnego dnia spotkałem się z książką Melchiora Wańkowicza „Monte Cassino” w „lasku brzozowym”. Czytałem sobie o „strzelcach wyborowych”, „prawdę o saperach”, ale czułem się tak, jakby to Ktoś mi o tym opowiadał, bo wtedy właśnie pracowała ta wyobraźnia, a w pobliżu znajdował się dom, w którym po wojnie mieszkał, Ten Który miał udział w „rozsadzeniu linii Hitlera”. Pamiętałem jak mówiłaś mi, że pan Grzegorczyk był telegrafistą.

– Niezbyt chętnie opowiadał o tamtych wydarzeniach, ale rzeczywiście, tak to zapamiętałam – potwierdziła babcia.

– Dlatego wyszukiwałem w książce fragmenty dotyczące łącznościowców i „słuchałem” w skupieniu. To było twarde żołnierskie życie. Łączność była możliwa do nawiązania jedynie przez kabel. Bohater mówił tak: „Kabel telefoniczny w bitwie – to jak szlak wytyczony w puszczy: tu nie ma min, tu jest ktoś na początku i na końcu”. Przez radiostację można było też usłyszeć: „Od 36 godzin bez żywności i wody, duże straty, kres sił” – meldował major Smrokowski. Odpowiadał pułkownik Rudnicki: „Ogólna sytuacja wymaga dania ostatniego wysiłku. Wytrwać!”. I wytrwali! Jak zatem wyglądało zwycięstwo? „Po bardzo ciężkich, krwawych natarciach i przeciwnatarciach dywizja kresowa zdobyła Widmo o godzinie siódmej i utrzymała tę pozycję. Kolejne natarcia dywizji karpackiej na wzgórze 593. Ostatecznie rankiem 18 maja 3 Dywizja Strzelców Karpackich zdobyła wzgórze 593. Straty były ogromne. Zabrakło nam odwodów. Ale te całodzienne walki poważnie nadwyrężyły też zwartość niemieckiej obrony. Nieprzyjaciel był także wyczerpany, może nawet bardziej niż my. I oto nastąpił moment krytyczny bitwy, kiedy to przeciwnicy leżą naprzeciw siebie, niezdolni, zdawałoby się, do niczego. W takiej sytuacji zwycięstwo przypada temu, kto ma silniejszą wolę, kto zdobędzie się na jeszcze jeden wysiłek. Aby to uczynić, wprowadzono do walki komandosów, część 15 pułku ułanów, ściągniętych z odcinka obrony, oraz dwa bataliony improwizowane, złożone z obsługi pułku dział przeciwlotniczych, kierowców samochodowych, warsztatowców, pocztowców, itp. O godzinie 10.20 patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich, zajął ruiny klasztoru na Monte Cassino i wywiesił na nich proporczyk pułkowy. Wkrótce na murach opactwa pojawił się biało-czerwony sztandar, a następnie obok niego flaga brytyjska. Po południu na wzgórzu odegrany został Hejnał Mariacki”... Babciu, babciu, co z tobą?.

– Nic, jestem kochanie. Zasłuchałam się. Ten konkurs to prawdziwa okazja. Szkoda, że nie ogłoszono go wtedy, gdy ja byłam w twoim wieku. Miałam szansę spotkać, jak ty to mówisz, „w realu” pana Grzegorczyka.

– A mówiłaś, że niechętnie wspominał – wskoczyłem jej w słowo.

– Tak, bo to były inne czasy... – babcia wzięła do ręki wydrukowany regulamin konkursu, który przyniosłem ze szkoły i zaczęła czytać. Po chwili spojrzała na mnie i stwierdziła, że chyba mam problem, bo regulamin konkursu mówi o patronie ulicy, a przecież nazwiskiem pana Grzegorczyka nie jest nazwana żadna ulica. – I co z tym zrobisz?

– Jak nie, jak tak. Przecież w naszym mieście powiatowym jest ulica „Bohaterów Monte Cassino”. A przecież pan Grzegorczyk był właśnie takim bohaterem – odparłem.

 

Tekst Jan Kudlak z klasy VI Publicznej Szkoły Podstawowej w Wiciejowie, laureat pierwszego miejsca w kategorii literackiej, prac uczniów szkół podstawowych w konkursie „Cichy Bohater 2014”  

„Cichy Bohater” rozstrzygnięty

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 135 str 15 Strefa szkoła cichy bohater 1Już po raz siódmy Gimnazjum Miejskie nr 1 im. Generała Władysława Andersa w Mińsku było organizatorem miejskiego konkursu „Cichy Bohater”. Ogłoszenie wyników odbyło się w środę, 7 maja podczas uroczystych Obchodów 69. Rocznicy Zakończenia Działań Wojennych na Frontach II Wojny Światowej oraz uczczenia 70. rocznicy Bitwy o Monte Cassino.

 

Tym razem, w ramach konkursu adresowanego do uczniów szkół podstawowych i gimnazjów, „cichymi bohaterami” uczyniono ulice Mińska, których patronami są żołnierze gen. Andersa i wydarzenia z nimi związane. Organizatorzy chcieli w ten sposób uczcić 70. rocznicę bitwy o Monte Cassino, oddać hołd polskiemu wojsku oraz znakomitemu dowódcy. W konkursie wzięło udział blisko 90 uczestników z ośmiu szkół, którzy przygotowali prace w trzech kategoriach: literackiej, plastycznej i multimedialnej. Uczniowie w kategorii literackiej musieli napisać opowiadanie „Literackie spotkanie z...”, zainspirowane żołnierzem – patronem ulicy lub wydarzeniem bezpośrednio z nim związanym. W kategorii plastycznej trzeba było zaprojektować kalendarz lub folder informacyjny o naszym mieście, poświęcony wyżej wymienionym postaciom i wydarzeniom. W kategorii multimedialnej należało przygotować prezentację multimedialną lub film, ukazujące ulice naszego miasta, których patronami są żołnierze gen. Andersa i wydarzenia z nimi związane. Patronami konkursu byli minister Jan Stanisław Ciechanowski, kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych w Warszawie, Marcin Tomasz Jakubowski, burmistrz Miasta Mińsk Mazowiecki i płk. Edmund Brzozowski, przewodniczącego Stowarzyszenia Byłych Żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie „Karpatczycy”. Patronat medialny objął tygodnik „Strefa Mińsk”. W komisji konkursowej zasiedli: Wanda Izabella Rombel, radna Rady Miasta Mińsk Mazowiecki, przewodnicząca Komisji Oświaty i Wychowania, nauczyciel języka polskiego, Leszek Celej, dyrektor Muzeum Ziemi Mińskiej i jego oddziału – Muzeum 7. Pułku Ułanów Lubelskich, radny Sejmiku woj. mazowieckiego, przewodniczący Komisji Kultury i Dziedzictwa Narodowego Sejmiku woj. mazowieckiego, Tomasz Górny, przewodniczący Powiatowej Rady ds. Kombatantów w Mińsku, Agnieszka Wodzińska, nauczyciel bibliotekarz, Bożena Polkowska, nauczyciel informatyki i Hanna Wielgołaska, nauczyciel-polonista, koordynatorka konkursu.

Jury nagrodziło następujących uczniów ze szkół podstawowych – w kategorii literackiej pierwsze miejsce zajął Jan Kudlak z Publicznej Szkoły w Wiciejowie, drugie – Martyna Chróst z SP 2, a trzecie – Jakub Materka z SP 2. W kategorii multimedialnej pierwsze miejsce przyznano Natalii Gryz z SP 1, drugie – Jagodzie Klimek z SP 5, a trzecie – Oskarowi Sułkowi z SP 2. W kategorii plastycznej pierwsze miejsce przypadło Oliwii Grzyb i Annie Mazurek z Publicznej Salezjańskiej Szkoły Podstawowej, drugie – Zuzannie Gałązce i Julii Widelskiej, a trzecie – Dominice Radzimińskiej i Patrycji Rasin z SP1.

Wśród uczniów gimnazjum jury w kategorii literackiej przyznało pierwsze miejsce Marcinowi Zagórskiemu z GM 1, drugie – Łukaszowi Zagórskiemu z GM 1 i trzecie – Jolancie Dybkowskiej z GiLO im. Polskiej Macierzy Szkolnej. W kategorii multimedialnej pierwsze miejsce zajęła Maja Kostrzewska z GiLO im. Polskiej Macierzy Szkolnej, drugie – Iga Czerniawska i Julia Sulej z GM 1, a trzecie – Paweł Rolf z GM 1. W kategorii plastycznej pierwsze miejsce przypadło Kai i Mai Linosz z GM 1, drugie – Małgorzacie Krzewskiej z GM 1, a trzecie – Zofii Pachulskiej z GM 1. Wszystkim laureatom serdecznie gratulujemy, a nagrodzone prace literackie będą publikowane w tygodniku „Strefa Mińsk”.

Oprac. na podst. mat. organizatorów, fot. DM

Cyrklem w oko

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 135 str 10 Strefa obyczajów cyrkielW styczniu bieżącego roku w Zespole Szkół w Cegłowie (...) do oka gimnazjalisty wpadł cyrkiel” – na tym zdarzeniu bazowały media. Jak się jednak okazało, wypadek w szkole stanowi jedynie preludium. Do czego? Zaczęliśmy drążyć sprawę, a właściwie kilka spraw...

 

O tym się mówi...

– Rodzice Michała byli wielokrotnie wzywani do szkoły, chociażby w sprawie palenia papierosów. To jest bardzo trudny dzieciak. Tuż po wypadku zadzwoniłam do jego mamy, aby przyjechała do szkoły. Jednak kobieta nie odbierała telefonu – opowiada Beata Walas, dyrektor ZS w Cegłowie i potwierdza, podobnie jak inni pracownicy szkoły, że chłopak był „normalny, nie przelewający się”. Jednak, kiedy powiedział, że zaczyna nie widzieć na zranione oko, dyrektor stwierdziła, że lepiej zawieźć go do domu, bo wtedy szybciej przyjedzie do niego pogotowie. – Dziś wiem, że to był błąd. Powinnam była zadzwonić po karetkę i czekać – dodaje.

 

Po zawiezieniu Michała do domu, szkoła miała stały kontakt telefoniczny z jego mamą. Wiadomo było, że chłopak jest po operacji, że będzie widział. Dyrektor podkreśla, że nie wyczuła agresji ze strony kobiety, chociaż rozumie, że rodzice mogą mieć żal. Po wyjściu ze szpitala, uczeń niemal po tygodniu od wypadku wrócił do szkoły.

– Prosiłam, żeby rodzice najpierw przyszli do mnie do gabinetu, abyśmy ustalili jakieś zasady jego funkcjonowania w szkole. Chłopak miał gazik na oku, ale powiedział, że lekarz kazał mu chodzić bez opatrunku. Wiem, że przy urazie oka nie można dźwigać nic ciężkiego przez pół roku, a plecaki przecież trochę ważą. Poprosiłam wychowawczynię, aby ustaliła dyżury, kto będzie mu ten plecak nosił. Starałam się, w dobrej wierze, jakoś pomóc, a on sobie kpiny ze mnie robił, bo pewnie już dobrze wiedział, że widzi – wyjaśnia Beata Walas. – Było i jest mi go szkoda. To jest słabe dziecko pod względem nauki, nad którym 8 lat pracowałam i tak naprawdę na finiszu mi podziękował. Dobrym postępem było to, że w miarę systematycznie zaczął chodzić do szkoły w I semestrze – kończy Beata Walas.

 

Mama Michała o przyczynach wypadku wie tyle, ile powiedział jej syn.

– Pytałam go, jakim cudem miałeś cyrkiel w ręku na korytarzu podczas przerwy, gdzie jest dużo dzieci? Odpowiedział, że na lekcji ktoś mu zabrał piórnik, w którym był cyrkiel. I na przerwie jakiś inny kolega oddał mu go. Stąd cyrkiel trzymał w ręku. Obok chłopcy spierali się o coś, a Michał nawet nie był w temacie. Stał w tej grupce. Niechcący chłopiec kopnął Michała w rękę, w której on cały czas trzymał ten cyrkiel, a ten nieszczęśliwie trafił go w oko. Ale czy on biegał z tym cyrklem? Naprawdę nie wiem. Samo też mi się nie przyzna. A jeśli chodzi o telefony ze szkoły, to nie słyszałam, gdy dzwonili, bo byłam na podwórku. Kiedy się zorientowałam, że chcieli się ze mną skontaktować, to nie mogłam oddzwonić, bo nie miałam nic na koncie. Pomyślałam, że pewnie znów coś narozrabiał. Ale zanim zebrałam się do wyjścia, to już wychowawczyni go przywiozła. Powiedziała, że zdarzył się wypadek, że Michał został ukłuty cyrklem. A że nikt od nas nie odbierał telefonu, wiec przywiozła go do domu. I tyle. Zostawiła go i pojechała – wspomina mama Michała. – To był piątek, godzina przed 12, wszyscy w pracy. Nie wiedziałam tak naprawdę, co mam zrobić. Tym bardziej, że syn mówił, że nie widzi na oko. Jak spojrzałam, to cała rogówka była czarna. To wyglądało, jak szklane oko. I wyobraziłam sobie go niewidomego. Proszę mi wierzyć, że płakać mi się chciało. Pani ze szkoły pojechała i nawet nie zapytała się, czy mamy jakiś samochód, by zawieźć go do lekarza. Nie mam do niej żalu, bo przepraszała. Ale jednak zostaliśmy z problemem sami – dodaje.

 

Kobieta zadzwoniła do siostry, która poradziła jej, aby szukała samochodu, a ona w tym czasie zadzwoni do szpitala, aby zapytać, gdzie właściwie powinno się zawieźć chłopca.

– Już szykowałam się jechać autobusem do przychodni, do Mińska, do okulisty. Siostra jak oddzwoniła powiedziała, że w szpitalu są w szoku, że jeszcze czekamy, że powinno się jak najszybciej dzwonić po pogotowie, bo w każdej sekundzie coś się może stać. Ostatecznie przyjechała karetka z Siedlec i go zabrali. Mąż pojechał z Michałem i mówił, że w karetce bardzo komentowali, że z domu jest zabierany. W szpitalu też, jakby to by była jego wina. Ale przecież to nam ze szkoły przywieźli dziecko. Po godz. 17 przeprowadzili operację. Było to wklęśniecie rogówki do środka – opowiada mama Michała.

 

Michał jest w I klasie gimnazjum. Kobieta nie ukrywa, że ma problemy z synem, jeśli chodzi o naukę. Nieraz narozrabiał w szkole, jak to chłopak. Ale twierdzi, że nigdy go nie broniła. Bo jeśli zasługuje na karę, to niech ją poniesie. Dużo zawdzięcza pani sołtys Zofii Redek, która bardzo pomogła w sprawach związanych z urzędem: napisaniu i złożeniu pism, domaganiu się wszczęcia postępowania wobec winnych zdarzenia.

– Pani sołtys, jak dowiedziała się o wypadku, powiedziała że tak tego nie zostawi i złoży pismo do wójta. Powiedziała, że to nie pierwszy raz, kiedy źle traktowane jest dziecko w tej szkole. Ja jestem za spokojna i sama bym na pewno tego nie zaczęła. Do tej pory jest mi głupio pójść do szkoły. Cenię panią dyrektor, bo ta szkoła bardzo się zmieniła za jej kadencji, ale chyba w tym wszystkim zapomniała, że dzieci są najważniejsze, że każde dziecko zasługuje na pomoc. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogą być tego takie konsekwencje – wyjaśnia mama Michała.

 

Z ustaleń zespołu powypadkowego oraz zeznań świadków wynika, że Michał trzymał w ręku cyrkiel i inny kolega kopnął go, broniąc się przed „dzióbnięciem” tym cyrklem w oko.

– Jedna z nauczycielek, która nie była bezpośrednim świadkiem zdarzenia, jednak jako pierwsza zobaczyła Michała trzymającego się za oko, na pytanie co się stało, usłyszała, „że Bartek uderzył mnie w oko”. I tej wersji chłopak trzymał się do chwili, gdy pani dyrektor rozpoczęła wyjaśnienie całej sprawy. Dopytywała się Bartka, jak kopnął Michała, dlaczego? Wtedy Barek przyznał się, że kopnął, ale w obronie własnej, broniąc się przed ukłuciem cyrklem. I ja w to wierzę, bo miesiąc wcześniej Michał pokłuł do krwi dziewczynkę. Wtedy wzywani byli rodzice i chłopak miał powiedziane, że jeśli jeszcze raz zdarzy się taka sytuacja, wówczas zostanie zgłoszony do sądu rodzinnego – mówi jeden z pracowników szkoły.

To, że uraz oka spowodowany był uderzeniem cyrklem, Michał przyznał się dopiero po tym, jak koledzy potwierdzili zdanie Bartka.

 

Dymisja dyrektor...

– Dymisja dyrektor nie była moją decyzją. To pani Walas złożyła rezygnację ze stanowiska dyrektora z trzymiesięcznym wypowiedzeniem. Tak naprawdę, ta rezygnacja, pomimo że jest faktem medialnym, to w efekcie, jeśli chodzi o funkcjonowanie szkoły, nic nie zmienia. Kadencja dyrektor kończyłaby się 31 sierpnia. Jednak, gdyby dymisja nie została złożona, wówczas z pewnością byłyby wyciągnięte konsekwencje – twierdzi Marcin Uchman, wójt Gminy Cegłów, zwierzchnik dyrektora szkoły i przyznaję, że mama Michała złożyła do Urzędu Gminy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. – Przeprowadziłem postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Zleciłem też kontrolę placówki przez pracowników Urzędu Gminy. O opinię poprosiliśmy firmę Meditrans, która zarządza karetkami pogotowia w naszym rejonie. W toku tego postępowania jednoznacznie można stwierdzić, że błędem pani dyrektor było niewezwanie karetki i to, że rodzina chłopca musiała samodzielnie szukać pomocy – dodaje.

 

Pisma donoszące o „dokonaniu przestępstwa przez panią dyrektor” wpłynęły jednocześnie do Urzędu Gminy w Cegłowie oraz Rzecznika Praw Dziecka, Komisariatu Policji w Mrozach, Kuratorium Oświaty, Ministerstwa Edukacji Narodowej, Rady Gminy. Ostatni z organów zareagował szybko i w szkole została przeprowadzona kontrola przez Komisję Rewizyjną Rady Gminy.

– Chciałbym się odciąć od działań komisji rewizyjnej, która wydaje się, że trochę swoje kompetencje przekroczyła. Nie mi to oceniać, bo Rada i Komisja to odrębne organy. Moje postępowanie było stricte administracyjne – przekonuje wójt gminy.

 

O tym już się mniej mówi...

– Całą sprawę wywołało pismo matki poszkodowanego chłopca. Dyrektor zastosowała strategię na przeczekanie, „zamiatania pod dywan”, żeby „sprawa przycichła”. Dopiero zniecierpliwiona brakiem reakcji ze strony dyrekcji matka uruchomiła całą sprawę, nagłośniła problem. Na posiedzeniu Komisji odczytaliśmy list matki i uznaliśmy, że mamy obowiązek zająć się wypadkiem w szkole, tym bardziej, że pismo wpłynęło bezpośrednio do rady, a Komisja Rewizyjna właśnie jest od tego, by reagować na skargi. Na tyle zbulwersowała nas ta sprawa, że postanowiliśmy udać się z wizytą do szkoły. Wójt robi swoje, a my swoje – wyjaśnia Mirosław Walas, zastępca przewodniczącego Komisji Rewizyjnej. – Pani obsługująca Radę dostała od nas polecenie, aby zawiadomić dyrektor o celu i wizycie komisji w szkole. Poinformowała ją, że Komisja Rewizyjna przyjdzie w poniedziałek, 17 stycznia o godz. 10 na posiedzenie do szkoły w sprawie Michała – dodaje.

 

Kontrola, czy sąd...?

– O kontroli komisji dowiedziałam się od sekretarki. Nikt ze mną nie uzgadniał terminu. Zapytałam pana Walasa o zakres kontroli i usłyszałam: „to pani nie wie?”. Wyrzucił mnie z gabinetu. A potem przesłuchiwał wszystkich pracowników mających coś do powiedzenia w sprawie wypadku – wspomina była dyrektor szkoły. – Jeszcze tego samego dnia zasięgnęłam opinii prawnika, czy przebieg prac komisji na pewno był zgodny z prawem – przyjście bez upoważnienia, wyrzucenie z gabinetu. Teraz wiem, że mogłam powiedzieć: „do widzenia państwu”. Przesłuchania prowadził pan Walas i nawet nie miałam świadomości, że nas nagrywają. Jednak jedna z nauczycielek, która przechodziła podobny proceder wcześniej zapytała, czy może podpisać to, co mówiła. Wtedy właśnie usłyszała, że nie musi niczego podpisywać, bo wszystko jest nagrane i będzie udostępnione.

 

Następnego dnia przesłuchiwani pracownicy, analizując przebieg pracy komisji oraz po zasięgnięciu opinii prawników uznali jednoznacznie, że było to ewidentne przekroczenie prawa. Niektórzy nawet, „przesłuchanie przez Komisję Rewizyjną traktuję jako urazę godności osobistej oraz poniżenie”.

– Jako dyrektor złożyłam zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej. Przesłuchiwani nauczyciele wspólnie zredagowali pismo, które również złożyli w Prokuraturze – wyjaśnia Beata Walas.

 

Inaczej postrzega przebieg kontroli Mirosław Walas.

– Pani dyrektor czekała na nas, przywitała i zaprosiła do swojego gabinetu. Zaproponowałem, że może lepiej byłoby realizować posiedzenie w innym pomieszczeniu, nie chcielibyśmy tutaj w gabinecie, no bo jednak to będzie trwało dłuższy czas. Dla obiektywizmu pozyskanych informacji nie było wskazane, aby pani dyrektor uczestniczyła w tych rozmowach z podległymi jej pracownikami. Poinformowaliśmy ją o tym. W pierwszej chwili zdziwiła się, ale przystała na to. Wyproszenia żadnego z gabinetu nie było. To my byliśmy gośćmi i to dyrektor w dużej mierze decydowała o tempie i sposobie naszej pracy. Uważam, że jeśli dyrektorka złożyła doniesienie w zawiązku z nieprawidłowościami w działaniu Komisji, to świadczy to o nieznajomości przez nią prawa. Protokół z posiedzenia jest zrobiony, każdy może się z nim zapoznać, nagrania z rozmów są do odsłuchania. Wszystko odbywało się na poziomie i było kulturalnie – twierdzi Mirosław Walas i uważa, że zarzuty są przez byłą dyrektor celowo rozdmuchane. – Przyjęła taką dziwną linię obrony, przez przykrycie prawdziwego problemu innymi. A sprawę próbuje przedstawić, jako prywatną moją wojnę. A ja jestem w dość trudnej sytuacji, bo próbuje mi się zakneblować usta, gdyż moja żona pracuje w tej szkole. Nomen omen ma to samo imię, co dyrektorka – Beata Walas.

 

O tym niewiele się mówi, a jednak...

– Dyrektor wymyśliła intrygę od początku do końca w stosunku do mojej żony. Sprawy o fałszerstwo próbnych egzaminów gimnazjalnych. To idźmy dalej, może trzeba zacząć dociekać, czy nauczyciele dobrze sprawdzają klasówki dzieci, ćwiczenia, itd. Kompletna schizofrenia. Ciekawe, jaki cel w tym, np. miałaby moja żona. A wszystko tak naprawdę przez to, że poszła plotka o tym, że moja żona będzie starować na stanowisko dyrektora szkoły w Cegłowie. A pani Walas, odkąd dowiedziała się, że żona podnosi kwalifikacje – uznała, że stała się dla niej zagrożeniem. A żona na pewno nie zamierzała i nie zamierza brać udziału w konkursie na dyrektora – mówi Mirosław Walas.

 

W grudniu były egzaminy gimnazjalne w szkole.

– Miałam dziwne przeczucie, że coś jest nie tak z tymi egzaminami. Tak naprawdę wtedy zaniepokoiło mnie tylko to, że dwóch uczniów nie ma wyników, chociaż na egzaminie byli. Także dzieci z III klasy gimnazjum zaczęły przychodzić do mnie z pytaniem, dlaczego części egzaminu – humanistyczną, matematyczną, językową mieli na lekcjach omówioną, a przyrodniczej – nie. I czy ja mogłabym udostępnić im z archiwum egzaminy. A przecież nigdy egzaminy nie były w archiwum i wiedziałam, że ktoś, kto im przekazał taką informację, coś przekłamał. Zaczęłam to drążyć. Swoimi obawami podzieliłam się z moją zastępczynią. Egzaminy przyniosła nauczycielka, która je sprawdzała, mówiąc: „ja tego nie zrobiłam, ale egzaminy są sfałszowane. Są poprawki w dziecięcych pracach” – przekonuje Beata Walas.

 

Dyrektor przejrzała wszystkie części egzaminów, a przyrodniczą szczególnie. Stwierdziła poprawki u ¾ uczniów. Zaczęła dochodzić, jaki ktoś miał motyw, żeby to zrobić. Wiedziała, że ktoś musiał mieć dużo czasu, bo poprawki były naniesione systemem. A tego nie da się zrobić „od ręki”. Pytania były poprawione z geografii i biologii.

– Następnego dnia rano spotkaliśmy się w komisji, którą zawsze powołuję w przypadku próbnych egzaminów. Można powiedzieć, że każdy z nas miał dostęp do tych prac. Tak naprawdę zostały dwie osoby, które mogły to zrobić. Żadna się nie przyznawała, wiec poprosiłam, aby napisały oświadczenie. O podrabianiu prac gimnazjalnych poinformowałam radę pedagogiczną – mówi była dyrektor.

 

Jaki cel miało fałszerstwo egzaminów? Z biologii były podwyższone wyniki, a z geografii – ujęte. Poprzez to jeden nauczyciel podniósł sobie średnią z egzaminu, ale drugiemu obniżył. Grono pedagogiczne zażyczyło sobie opinii grafologicznej. Dyrektor, po zasięgnięciu opinii policji, wysłała oświadczenia do grafologa.

– Poinformowałam o tym wójta, który jednocześnie zaproponował, aby fakturę od grafologa przynieść do Gminy. I to zrobiłam. Ale już w domu wiedziałam, że popełniłam błąd. Z grafologiem kontaktowałam się mejlowo. Jak oddałam fakturę do Gminy, pomyślałam że może ktoś nieodpowiedni ją zobaczyć. Gdy dostałam ekspertyzę, która tak naprawdę nie odpowiedziała na moje pytania, zadzwoniłam do grafologa i wtedy usłyszałam, że przecież to ustaliliśmy telefonicznie. Nie dzwoniłam do niego. Wiedziałam więc, że ekspertyza jest nie w porządku i nie jest dowodem przy wystąpieniu z jakąkolwiek sprawą – mówi pani dyrektor.

 

Cyrkiel zamyka koło...

Gdy znana już była opinia grafologa, rozwinęła się sprawa z wypadkiem Michała, który miał miejsce 10 stycznia.

– Gdy byłam zaangażowana w sprawę fałszowania egzaminów, to wtedy, żeby mnie „ukrócić”, zaczęła się sprawa z Michałem. Pani sołtys złożyła pisma do wielu instytucji, ale nie do mnie. Nawet Rada Rodziców nie otrzymała pisma. Poprosiłam mamę Michała o to pismo i do tej pory nie otrzymałam. Zresztą w tej sprawie w ogóle nie kontaktowała się ze mną – opowiada Beata Walas. – Niedługo po wypadku miał miejsce incydent, w którym Michał wraz z kolegą zaatakował człowieka, który zbiera puszki. Wezwałam policję i rodziców. Przekazałam im protokół powypadkowy. Nie mieli zastrzeżeń. A już następnego dnia pani sołtys przyniosła na piśmie zastrzeżenia do protokołu. Poprosiłam, aby rodzice dali jej pełnomocnictwo w reprezentowaniu ich spraw. Do dziś go nie otrzymałam – dodaje. – Myślę, że rodzice Michała zostali wykorzystani w tej sprawie. Żadne pismo nie zostało złożone przez matkę, tylko przez panią sołtys. Nie sądzę, aby miała złość do mnie. Ale myślę, że też została w jakiś sposób wmanewrowana w to wszystko – przekonuje.

 

W telewizyjnym programie „Uwaga” podano, że pani Beata Walas, w związku z wypadkiem Michała, podała się do dymisji.

– Wiedziałam o prowadzonych w Gminie pracach nad moją osobą, wiedziałam o tym że pan Walas, wraz z komisją chciał mnie zwolnić od razu i pewnie by to zrobił. Wiedziałam, że radni przygotowywali dokumenty do odwołania mnie, a nawet dyscyplinarnego wyrzucenia z pracy. Sam wójt na spotkaniu z pracownikami szkoły powiedział, że „był obóz żądny krwi”. Moja rezygnacja nie była związana z wypadkiem Michała, czy strachem przed komisją. Nie akceptuję wykorzystywania dzieci do polityki wyborczej, która w tym czasie prowadzona była na terenie gminy. Uważałam, że moja rezygnacja uspokoi sytuację, wyciszy emocje, pozwoli szkole spokojnie funkcjonować. Tak się jednak nie stało – wyjaśnia była dyrektor.

 

Inaczej jej decyzję postrzega Mirosław Walas.

– Złożenie rezygnacji ze stanowiska dyrektora traktuję jako wprowadzanie w błąd społeczności cegłowskiej. Jaki sens ma rezygnacja, jak i tak kadencja wygasa i będzie nowy konkurs na dyrektora. Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby dyrektor, mimo tego, że publicznie twierdzi, że nie wystartuje w konkursie, to jak przyjdzie co do czego, zapomni o danym słowie honoru. Linia obrony dyrektorki, to kreowanie się na męczennika, bo wtedy nikt nie pyta się o chłopaka, o jego zdrowie. Mówią, że łobuz, a czy to oznacza, że nie trzeba było mu pomagać i nie wezwać pogotowia? Brakowało dobrej woli ze strony dyrektora szkoły i teraz próbuje się przykryć ten fakt i zrzucić winę na innych.

 

Beata Walas nie zamierza kandydować ponownie na stanowisko dyrektora, choć, jak sama mówi, w tym trudnym dla niej czasie doznała wiele życzliwości od ludzi, którzy dzwonili, odwiedzali ją w domu, a jak nie mieli odwagi, to przysyłali smsy.

– Najbardziej jestem wdzięczna pracownikom szkoły, rodzicom i dzieciom. To moi uczniowie przynosili mi laurki, serduszka, pocieszali dobrym słowem.

Kwestie formalne...

Prokuratura Rejonowa w Mińsku Mazowieckim, o czym poinformowała w liście przysłanym do redakcji „Strefy”, prowadzi trzy postępowania przygotowawcze dotyczące nieprawidłowości w ZS w Cegłowie: 1 – niedopełnienia przez dyrektora szkoły obowiązków służbowych, poprzez nie wezwanie pogotowia do małoletniego ucznia tej placówki, 2 – w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych – członków Komisji Rewizyjnej Rady Gminy w Cegłowie w trakcie kontroli związanej z bezpieczeństwem w szkole, czym działali na szkodę interesu ustalonych nauczycieli, 3 – w sprawie sfałszowanych wyników egzaminu gimnazjalnego, próbnego.

 

Tekst Anna Kowalczyk ( Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. "> Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. ), fot. D. Grzegorczyk

Kolarze na wyższych obrotach

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 133 str 10 Strefa sportu Jacek TomkiewiczSkupieni przy Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji zawodnicy z klubu V-Max, prowadzeni przez Jacka Tomkiewicza, w ostatni majowy długi weekend nie mieli czasu na grilowanie i inne przyjemności. Pomimo niskiej temperatury, stanęli na starcie rozmaitych wyścigów szosowych.

Krzysztof Kryczka (kat. Orlik) sprawdzał stan aktualnej formy w Memoriale Romana Siemińskiego w Płońsku, gdzie toczył walkę z kolarzami zawodowymi. Tuż obok, w ramach Wyścigu Dookoła Mazowsza Amatorów, udane występy odnotował Tomek Czyżkowski (kat. Masters), który stanął na trzecim stopniu podium oraz Dominik Jarosz, który w kategorii Juniorów zajął drugie miejsce. W tym samym czasie w Ełku sprinterskie pojedynki w ramach Międzynarodowego Kolarskiego Kryterium Ulicznego – Puchar Burmistrza Ełku, toczył trener V-Max-u Jacek Tomkiewicz, pewnie wygrywając kategorię Mastersów. Jednak najbardziej cieszy postawa młodzików i juniorów młodszych mińskiego klubu. Mimo, że „indywidualna jazda na czas” nie jest ich specjalnością, to w podwarszawskiej Kobyłce w świetnym stylu pokonali wszystkich rywali. Jakub Soszka i Miłosz Gębarski stanęli na najwyższych stopniach podium.

– To dopiero początek sezonu, ale wykorzystujemy każdą okazję do sprawdzenia aktualnej formy w konfrontacji z silnymi rywalami. Nasza młodzież już za dwa tygodnie znów podejmie kolejne zmagania na trasach wyścigów MTB. Natomiast elita V-Maxu-u pokazała się z dobrej strony w Pucharze Polski Masters w Chmielewie. Mam podstawę sądzić, że wszystko idzie zgodnie z planem – zawodnicy są pewni siebie i głodni kolejnych sukcesów - zapewnia Jacek Tomkiewicz.

Oprac. i fot. na podst. mat. V-Max

Sukces Danuta Grzegorczyk

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 135 str 4 Strefa informacji bibliotekarz MazowszaDyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej w Cegłowie została uhonorowana tytułem Mazowiecki Bibliotekarze Roku 2013. Wręczenie nagród odbyło się 8 maja w Centralnej Bibliotece Wojskowej w Warszawie.

Danuta Grzegorczyk od Kapituły Konkursowej otrzymała statuetkę. Podczas uroczystości towarzyszyły jej koleżanki z Miejskiej Biblioteki Publicznej w Mińsku: dyrektor Elżbieta Sieradzińska, instruktorka Karolina Wieczorek i Anna Cudna (szefowa mińskiego koła Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, która zgłosiła Danutę Grzegorczyk do konkursu). Życzenia i specjalną statuetkę, wraz z koszem słodkości wręczył laureatce obecny także podczas gali wójt Gminy Cegłów Marcin Uchman.

Tekst i fot. na podst. mat. organizatorów

Przebudowa dróg w Cegłowie

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 135 str 4 Strefa informacji drogi CegłówW tym roku, w budżecie Gminy Cegłów na remont dróg gminnych przeznaczono kwotę prawie 1 mln zł.

Przebudowa drogi gminnej 220105W – ul. Mickiewicza rozpocznie się jeszcze w maju. W ramach tej inwestycji zostanie wyrównana istniejąca nawierzchnia mieszanką mineralno-asfaltową na odcinku o długości 1,18 km, zostaną również wykonane nowe przepusty. Wartość tych prac wynosi 368 667,90 zł. Ulicę Mickiewicza można uznać za małą obwodnicę Cegłowa. W związku z przebudową trzeba będzie liczyć się ze sporymi utrudnieniami ruchu, jednak na efekt prac na pewno czekają wszyscy korzystający z tej drogi.

Podpisana została również umowa na przebudowę części drogi gminnej 220110W na odcinku Piaseczno-Skupie-Kiczki. W ramach inwestycji o wartości 212 462,82 zł zostanie wykonana nakładka na odcinku ok. 1,5 km oraz przepusty. Zgodnie z zawartymi umowami prace mają być wykonane najpóźniej do 15 lipca tego roku.

Oprac. i fot. na podst. mat. UG Cegłów

Razowiec więzienny wyróżniony "Laurem Marszałka"

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 135 str 4 Laur marszałka ChlebI w tym roku mazowieccy wytwórcy indywidualni i producenci produktów żywnościowych nie zawiedli smakoszy, którzy byli gośćmi gali konkursu o „Laur Marszałka” za 2013 r. Jednym z wyróżnionych okazał się Robert Jasiński z PP-H ER z Bud Janowskich koło Mińska i jego chleb razowiec więzienny.

„Laury” wręczano w Centralnej Bibliotece Rolniczej w Warszawie, w której można było spotkać nie tylko piekarzy, pszczelarzy i ogrodników, ale też posmakować ich popisowych wyrobów. W VII edycji konkursu wybrane zostały najlepsze, najsmaczniejsze i najzdrowsze produkty żywnościowe wytwarzane w 2013 r. na Mazowszu. W tym roku do konkursu zgłoszono 85 produktów. Wybór nie był prosty. Ostatecznie jury po długich naradach wyłoniło 13 laureatów oraz przyznało 7 wyróżnień. Każdy ze zwycięzców otrzymał grawerton i wybraną nagrodę rzeczową.

– Cieszy mnie, że moda na regionalną żywność ciągle trwa. Dzięki temu możemy poznawać wyjątkowe, lokalne produkty, często wytwarzane na podstawie starych, przekazywanych od pokoleń receptur, a mazowieccy wytwórcy mają szansę dać się poznać szerszemu gronu odbiorców – powiedział marszałek Adam Struzik, który wręczał nagrody zwycięzcom.

Jednym z nagrodzonych produktów jest chleb razowiec więzienny Roberta Jasińskiego, który powstaje z mąki żytniej ciemnej z pełnego przemiału (typ 2000), wody, soli i zakwasu. Te trzy podstawowe surowce, w połączeniu ze staranną przedwojenną technologią, w zupełności wystarczą, by uzyskać znakomity smak i aromat oraz charakterystyczną dla tego typu wyrobów – nieco gliniastą strukturę. Razowiec więzienny spośród innych wyróżnia to, że w jednej z faz produkcji zaparzana jest część mąki. Daje to niepowtarzalny smak, aromat i naturalnie przedłuża świeżość.

Oprac. i fot. na podst. mat. Biura Prasowego UM woj. maz.

Słoneczna biblioteka świata - warsztaty

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 135 str 4 Strefa informacji warsztatyW sobotę, 10 maja w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mińsku odbył się kolejny warsztat międzykulturowy dla dzieci z serii „Dookoła Świata”, zorganizowany przez Fundację Rozwoju Międzykulturowego EBU.

Uczestnicy zajęć samodzielnie przyrządzali hiszpańskie „pan tomaca”. Plażowym zabawom towarzyszył piasek, wachlarze oraz rytmy flamenco. Wolontariuszki z Hiszpanii i Portugalii po raz kolejny zapewniły atrakcyjną zabawę w obcojęzycznej atmosferze.

Tekst i fot. Fundacja EBU

Lanca już cała

Ocena użytkowników:  / 0

IMAG0426Wczoraj pisaliśmy o zdewastowaniu już po raz trzeci w tym roku pomnika gen. Zygmunta Pisaeckiego w Mińsku Mazowieckim. Dzisiaj nowy proporzec wieńczy lancę przy głazie. Na jak długo? Czas pokże.

Gdy sobie przypominam, to tego proporca tak samo często nie ma – jest oberwany, jak wisi na swoim miejscu. Nie wiem, kto i po co zrywa z go z ułańskiej lancy. Skwer Zygmunta Piaseckiego nie jest dobrym miejscem na pijackie wybryki ze względu na bliskość dwóch komend policji. Komu więc może przeszkadzać biało-amarantowy proporzec, szczególnie że aktualnie wśród środowisk kibiców panuje moda na poglądy patriotyczne i narodowe. Raczej tylko osoba młoda może wdrapać się na kamień i z niego zerwać proporzec, i nie jest to przeciwnik Piaseckiego i upamiętnienia jego postaci na skwerze, tylko nieświadomy, mało inteligentny ignorant, który jedynie potrafi zniszczyć coś, co ktoś inny sumiennie wciąż naprawia za pieniądze z jego podatków - skomentował dla nas Miłosz Dzienio.

Sam proporzec moim zdaniem jest dość ważny, ponieważ 7. Pułk Ułanów jest nierozłącznie związany z historią naszego miasta, a jak wiadomo pułki kawalerii rozpoznawało się właśnie po proporcach na lancach lub miniaturkach proporców przyszytych do kołnierzyków mundurów. 7. Pułk był świetną waleczną jednostką, więc warto dbać o pamięć o nim, jak i o zasłużone postaci dla miasta jak dowódca pułku, szczególnie że historycznie, zaraz obok skweru Piaseckiego były koszary tej zasłużonej dla miasta jednostki - pisze Miłosz.