Dzisiaj jest: 24 Czerwiec 2017    |    Imieniny obchodzą: Danuta, Emilia, Jan

Każdy mebel da się odnowić

Ocena użytkowników:  / 10
SłabyŚwietny 

Antyki

Mariusz Żyła interesuje się starymi meblami i dawnym rzemiosłem. Jego ulubionym stylem jest art deco. Antykami zajął się w połowie lat 90., łącząc hobby z biznesem. Jeżeli mińszczanie mają do odrestaurowania stare meble, poszukują dawnych przedmiotów lub chcą, aby wykonać dla nich replikę, to przychodzą właśnie do jego pracowni.


Jak to się stało, że zainteresował się pan antykami?


Mariusz Żyła (M. Ż.) – Zawsze lubiłem stare rzeczy. Kiedyś zajmowałem się zabytkowymi motocyklami i działałem w Klubie Dawnych Motocykli Magnet w Mińsku. Potem zacząłem odnawiać stare meble, najpierw dla siebie, dla znajomych, aż w końcu zająłem się tym zawodowo. Motocykle sobie odpuściłem, choć pewnie kiedyś do tego wrócę, a dawne meble zostały.

 

Gdzie uczył się Pan zawodu?


M. Ż. – To moje hobby. Do wszystkiego doszedłem metodą prób i błędów, choć przez pewien czas szkoliłem się u nieżyjącego już mińskiego stolarza podstaw starego rzemiosła. Pokazał mi, jak się forniruje meble tradycyjnymi metodami, jak się kładzie politurę, jak się je produkuje, a potem już sam uczyłem się na swoich doświadczeniach.

 

Właśnie, renowacja starych mebli to sztuka czy rzemiosło?


M. Ż. – Bardziej rzemiosło, wymagające trochę więcej pracy niż inne, ale zdecydowanie rzemiosło.

 

Jakie cechy powinien mieć rzemieślnik zajmujący się renowacją starych mebli?

M. Ż. – Przede wszystkim musi być skrupulatny, bo odnawianie starych mebli to żmudna i rozłożona w czasie praca. Powinien też mieć trochę zdolności manualnych, dużo cierpliwości, nie może się łatwo poddawać, gdy coś nie wychodzi – jeśli ma te cechy, to na pewno sobie przy takiej pracy poradzi. Według tych kryteriów rekrutuję także pracowników.

 

Czy w pracy używa Pan materiałów przygotowanych według dawnych receptur?


M. Ż. – W pierwszej fazie renowacji mebli trzeba je odrobaczyć, odgrzybić i usunąć stare powłoki. To podstawa i wtedy używam gotowych, współczesnych preparatów dostępnych na rynku. Natomiast bejce czy politury, którymi wykańczamy stare meble robię sam, bazując na starych recepturach i technikach. Niektóre z nich przekazał mi stolarz, u którego się uczyłem, inne zaczerpnąłem z książki Szrajbera z 1915 r. opisującej bardzo dokładnie kolejne etapy produkcji mebli.

 

Pamięta Pan pierwszy mebel, który odnowił własnymi rękoma?


M. Ż. – Była to szafka-słupek stojąca w domu, w którym teraz mieszkam. Poprzedni właściciele pomalowali ją farbą olejną i nie wyglądała zbyt ładnie. Sam zeskrobałem farbę, odrobaczyłem szafkę, uzupełniłem braki i przywróciłem jej dawny wygląd. Do tej pory jest w moich zbiorach.

 

A skąd Pan wie, jak dany mebel wyglądał?


M. Ż. – Z tym bywa różnie. Jeśli chodzi o literaturę dotyczącą mebli w Polsce, to jest ona bardzo uboga. Byliśmy zawsze bardzo biednym krajem, wyniszczonym przez wojny, po których przerabialiśmy meble z tych, które zostały i niewiele z nich zachowało się w stanie nienaruszonym. Duże meble, często pozyskane z grabionych dworów, dworków czy kamienic, np. obcinano, bo nie mieściły się w niższych, mniejszych mieszkaniach. Szafy czy łóżka traciły korony, gzymsy. Zupełnie inaczej niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie meble stoją w domach po kilkaset lat. I dlatego nie możemy często określić, jaki był np. pierwotny kolor danego krzesła lub stołu. Nie ma też dokumentacji fotograficznej, a nawet gyby była, to są to są to zdjęcia czarno-białe i możemy się jedynie domyślać, w jakim odcieniu była szafka czy barek. Ale odnawiając meble korzystam ze swoich doświadczeń i wiedzy, jaką posiadam, aby jak najprawdziwiej przywrócić je do świetności.

Dużo czytam, oglądam, szukam.

 

Mariusz Żyła

Antyki zawsze mają swoją historię. Stara się Pan poznać dzieje mebli, które do Pana trafiają? Może spisuje Pan te opowieści?


M. Ż. – Zawsze staram się ustalić historię mebla, skąd pochodzi, jak trafił w dane ręce, ale nie spisuję tych wiadomości, tylko przechowuję w głowie. Ostatnio udało mi się np. kupić wyposażenie jadalni zrobione przez stolarza Andrzeja Krypskiego, tego samego, który budował wyposażenie gabinetu dla prezydenta Mościckiego. Po renowacji, czekają na  nabywcę. Często też meble są sygnowane przez stolarzy gdzieś w ukrytym miejscu, i to jest dobre źródło informacji. Muszę wiedzieć o meblach jak najwięcej, gdyż klienci, którzy kupują je ode mnie dopytują się, jaka jest ich historia. Z drugiej strony, bardzo często ludzie sprzedający dane przedmioty opowiadają niezwykłe historie na ich temat, żeby podnieść wartość. Ale zawsze poznam, gdy ktoś mija się z prawdą. Zresztą, sam mebel też dużo mówi o sobie, trzeba tylko zobaczyć z jakiego materiału jest wykonany, jak jest dopracowany kształt rzeźbień, zdobienia i na tej podstawie wiem już sporo rzeczy. 

 

Gdzie Pan wyszukuje stare meble?


M. Ż. – Sam nie jeżdżę i nie szukam. Kupuję u dostawców. Mam kilku sprawdzonych z terenów Śląska. Kontaktują się ze mną, przesyłają oferty, a jeśli je zaakceptuję, to przywożą zamówione przedmioty do Mińska. W pewnym momencie, jeśli chodzi o meble, które robię i sprzedaję – zamknąłem się na dwóch epokach – secesji i art deco. Staram się, aby były to meble wyjątkowe, projektowane z rozmysłem przez znanych projektantów, dobre. Selekcjonuję oferty i tylko takie do mnie trafiają.

 

Jaki był najstarszy mebel, który Pan odnawiał?


M. Ż. – Były dwa. Jeden to skrzynia posażna, która miała intarsję z datą 1727 r. Kupiłem ją w okolicach Marianki. Według opowiadań właścicieli skrzynia podróżowała z oficerem armii rosyjskiej, który zostawił ją z ubraniami i już po nią nie wrócił. To był typowo pałacowy mebel. A drugim najstarszym meblem była mała, mahoniowa wisząca szafka z połowy XVIII w., prawdopodobnie apteczka. Kilka miesięcy temu pracowaliśmy nad kompletem składającym się ze stołu i czterech krzeseł z ok. 1830 r. Trafił on do dworku pod Poznaniem, który  pochodzi z 1750 r.

 

Ma Pan więcej zleceń od osób prywatnych czy np. muzeów?


M. Ż. – 90%  pracy, jaką wykonujemy opiera się na meblach powierzonych od osób prywatnych. Reszta to zamówienia dla placówek kulturalnych – w naszym mieście, np. dla Muzeum Ziemi Mińskiej i Muzeum 7 Pułku Ułanów Lubelskich. Do MZM zrobiliśmy mahoniowy postument stojący przy fortepianie, a do 7 PUL stojak pod sztandar pułku. 

 

Renowacja mebli

Czyli replikę starego stołu czy szafki też można u Pana zamówić?


M. Ż. – Jak najbardziej. Robimy dużo replik przedmiotów i mebli art deco. np. foteli, kanap, szezlongów, szafeczek nocnych, barków, stolików, stołów i krzeseł, a także bibliotek. W oryginale biblioteki art deco były małe, a współcześnie jest zapotrzebowanie na większe – można powiedzieć w rozmiarze XXL. Zachowujemy więc oryginalny wzór, ale przystosowujemy go do przestrzeni klienta. Robimy również kuchnie nawiązujące do stylu art deco. I oczywiście repliki jeden do jednego, czyli dokładne kopie.

 

A można przyjść do Pana i powiedzieć – niech mi Pan znajdzie dany mebel?


M. Ż. – Mam w biurku notes, w którym zapisuję zamówienia klientów na konkretne meble czy przedmioty. Ale ich znalezienie nie jest łatwe, bo rynek starych mebli jest teraz bardzo pusty. Kiedy zaczynałem działać w połowie lat 90. było bardzo dużo mebli, można było selekcjonować ofertę. W tej chwili łapie się okazje. Ogromny popyt jest na drobne meble z lat 20. XX wieku, a także na oświetlenie z tego okresu . Wielu klientów pyta np. o słynne lampy firmy Marciniak, których mamy ich kilka w ofercie.

 

Mińszczanie cenią antyki? Ma pan dużo klientów z Mińska?


M. Ż. – Generalnie odbiorcami moich mebli są klienci z Warszawy, Krakowa, Poznania, Trójmiasta, ale w Mińsku robiliśmy kilka prac i to wcale niemałych. W naszym mieście są klienci, którzy interesują antykami i szukają  konkretnych rzeczy, a te, jak już powiedziałem jest trudno zdobyć. Mówię o meblach barokowych, secesyjnych, w stylu biedermeier czy art deco. Mam na myśli dobre, projektowe, rzadkie meble. Z drugiej strony, jest coraz więcej młodych ludzi, którzy np. szukają dobrego, starego stołu z krzesłami, bo będzie on bardziej solidny niż współczesny. I to jest bardzo fajne, że doceniają tę zaletę starych mebli. Poza tym, są to przedmioty, które nigdy nie stracą na wartości. Zawsze będą miały swoją cenę.

 

Każdy mebel da się odrestaurować?


M. Ż. – Każdy, nawet bardzo zniszczony, tylko że nie każdy opłaca się odnowić. Czasem koszt renowacji może być wyższy od wartości rynkowej mebla. Ale bardzo często wygrywa wartość sentymentalna, nie materialna, bo dany stół czy szafa są pamiątką po dziadkach lub rodzicach i klienci nie patrzą wtedy na koszty – chcą go mieć w swoim domu czy mieszkaniu.

 

Renowacja antyków to ciężki kawałek chleba?


M. Ż. – Ciężki, tak jak każde hobby. Dlatego od pewnego czasu powstała druga gałąź w firmie, czyli produkcja replik, o których już mówiłem.

 

Jakby ktoś przyszedł do Pana i powiedział, że chciałby samemu odnowić np. stół, to pomógłby mu Pan?


M. Ż. – Oczywiście, choć nie powinno się tak robić, gdyż to zdradzanie zawodowych tajemnic. Ale z drugiej strony – ze mną też ktoś kiedyś podzielił się swoją wiedzą. Zresztą, miałem już kilka takich przypadków. Kiedyś przyszedł do mnie młody chłopak z zegarem i zapytał, czy mógłbym go odrestaurować. Ale cena była dla niego za wysoka. Zaproponowałem wtedy, że może sam spróbuje go zrobić. Powiedziałem, jakie produkty będą mu potrzebne, jak krok po kroku ma postępować. Przybiegał potem do mnie co trzy dni, żeby sprawdzić, czy wszystko wykonuje w porządku. I po pewnym czasie zrobił ten zegar. Całkiem niedawno przyszła też kobieta, która chciała sama odnowić szafę – powiedziałem jej więc po kolei, co ma zrobić, kupiła ode mnie politurę i chyba udało się jej.

 

Przywraca Pan świetność starym meblom, ale ostatnio jest moda na ich postarzanie. Pan też się tym zajmuje?


M. Ż. – Robimy takie rzeczy, np. postarzamy szafy czy kuchnie. Ale jest też moda na przeobrażanie mebli, np. mamy krzesła wykonane w stylistyce ludwikowskiej, które na prośbę klientów malujemy na biało. Albo do nowoczesnych nóg w stole robimy bardzo stary blat. To duży, współczesny nurt.

 

W domu też otacza się Pan antykami?


M. Ż. – Głównie są to meble i przedmioty art deco. Kiedy moi koledzy w latach 90. szukali na rynku mebli biedermeierowskich, w stylu ludwik-filip albo empirowych, ja kupowałem art deco. Stukali się w głowę i pytali, po co ci to? Teraz te meble są najbardziej poszukiwane przez klientów i bardzo ciężko jest je zdobyć.


Rodzina podziela pana pasję związaną ze starymi meblami?

M. Ż. – Meble art deco przypadły mojej żonie do gustu dlatego, że są proste, bez zbędnych zdobień i bardzo funkcjonalne. Ale nie mogę powiedzieć, że jest to jej pasja. Osobiście zbieram szkło z lat 1920-1930 w bardzo nietypowym kolorze luxodin i widzę, że podoba się to także mojej 9-letniej córeczce Amelii oraz mojej żonie. Ale nie traktujemy mebli i przedmiotów muzealne – używamy ich na co dzień.

Rozmawiał Dariusz Mieczysław Mól

 

Ramka:

Mariusz Żyła w skrócie:

Sam o sobie – ojciec, mąż

Najbardziej lubię – sytuacje, kiedy uda mi się znaleźć ciekawy przedmiot do mojej kolekcji

Co mnie złości – bezczynność, nie lubię wolnych dni

Największy sukces – mam nadzieję, że jeszcze przede mną, ale na pewno sukcesem jest to, że łączę pracę z pasją

Największa porażka – staram się o nich nie pamiętać, poza tym – porażka zawsze motywuje, wtedy nie postrzegam jej negatywnie

You have no rights to post comments