Modernizacja targowiska oczami kupców
Dzisiaj jest: 19 Sierpień 2018    |    Imieniny obchodzą: Konstancja, Emilia, Julian

Modernizacja targowiska oczami kupców

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

Nr 77 str 4 Strefa informacji targowisko 1 kwietnia rusza długo oczekiwana przebudowa miejskiego targowiska w Mińsku. Projekt rodzi duże nadzieje, ale też i sporo obaw. Zdecydowana większość mińszczan popiera tę inicjatywę, ale co o tym sądzą sami kupcy?

 

Jak mówi pan Łukasz: „Każdy ci powie, że modernizacja targowiska na pewno jest potrzebna. Boimy się jednak, że administracja rynku będzie nas, handlarzy, którzy dowożą towar samochodami przerzucać na drugą stronę placu. Obawiamy się, czy starczy tam dla nas miejsca. Poza tym, nie ma tu kanalizacji, dobrego oświetlenia czy porządnego zadaszenia. Klienci odwiedzają rynek zazwyczaj, gdy jest ciepło – późną wiosną, latem i wczesną jesień. Zimą mało się tu dzieje. Myślę, że remont niesie dużą nadzieję, nie tylko dla nas, ale zwłaszcza dla kupujących. Z roku na rok jest tu coraz mniej handlujących ludzi. To przykre”.

Zdaniem pana Karola, remont to dobry pomysł. Liczy on szczególnie na brukowane chodniki i „europejski standard”, ale po chwili dodaje: „problemem może być brak miejsca na rynku. Część ludzi prawdopodobnie zostanie bez pracy. Na targowisku pracuje obecnie wiele osób spoza miasta. Zależy mi na tym, żeby handlowali tu głównie mińszczanie”.

Podobnie myśli pani Renata: „mam nadzieję, że generalnie będzie lepiej, ale obawiam się, że może być drożej i nie dla wszystkich starczy miejsca po remoncie. Ma być tutaj dużo sektorów owocowo-warzywnych, a dla nas, „przemysłowców” może zabraknąć miejsca. Chciałabym też, żeby sektory były mądrze wydzielone”.

Pani Ewa uważa, że: „remont jest bardzo potrzebny. Liczymy na to, że nie zostaniemy pozbawieni miejsc pracy. Na całym świecie i w Europie istnieją porządne targowiska, więc dlaczego nie w Mińsku? Rynek generuje duże wpływy do budżetu miasta, w wysokości ponad miliona złotych rocznie, zupełnie jak duże, sprawnie działające przedsiębiorstwo handlowe. Niestety, na razie brak żadnych konkretów. Prawdopodobnie skończy się to bałaganem, zresztą jak zawsze”.

Pani Magdalena wtóruje: „na pewno stracimy wielu klientów. Wjadą buldożery, będzie kurz i duży hałas. To będzie niekorzystne dla nas wszystkich. Myślę, że chyba lepiej byłoby to zostawić tak, jak jest i uporać się z drobnymi niedoskonałościami, jak na przykład nieodpowiednio poobsadzane studzienki”.

Z kolei pan Stanisław troszczy się przede wszystkim o klienta: „gdybym to ja robił zadaszenia, zrobiłbym je nad alejkami, którymi poruszają się kupujący. Podstawową sprawą jest to, jak czuje się tutaj klient. My, handlarze zawsze sobie jakoś poradzimy, coś rozstawimy. Ale ważne jest, żeby klient nie musiał przebiegać, jak złodziej, tylko wygodnie sobie spacerował bez obawy, że coś kapie mu na głowę”. A jeśli chodzi o aspekt dotyczący bezpośrednio kupców, pan Stanisław narzeka na brak informacji, które są okrojone. „W internecie jest oszczędny komunikat, a nikt tutaj do nas bezpośrednio nie przyszedł porozmawiać. Remont jest potrzebny. Wiadomo, że kostka, że poprawiona toaleta, ale tablica elektroniczna to już „kwiatek do kożucha”. Nie wiadomo też czy handlarze będą mogli wjechać samochodem, rozładować towar i zostawić go na placu. Jeśli po rozładowaniu trzeba będzie jeszcze opuścić plac w celu zaparkowania auta, klęska gotowa” – mówi pan Stanisław.

Pan Janusz narzeka na skandalicznie wysokie stawki za rezerwację miejsc i na płatną toaletę: „niedzielę administratorzy traktują jako dzień handlowy. O co tu chodzi? Rozumiem, tydzień roboczy, ale nie, niedziela. Dodatkowo toaleta jest płatna dla nas, handlarzy. W każdym innym miejscu publicznym jest darmowa, a my musimy płacić”.

Panowie Bogdan i Zdzisław również są pełni obaw. Pierwszemu zależy na tym, żeby zachować miejsce na, którym handluje od kilkunastu lat. Natomiast drugi chciałby, żeby administratorzy rynku częściej się na nim pojawiali. „Przyjedź tu o 6 rano i znajdź kogoś, kto zarządza targowiskiem. Nikogo nie ma! Jeśli przyjedzie handlować ktoś obcy, to nie wie, gdzie stanąć i nie ma się nawet kogo o to zapytać. Dopiero o godz. 11 pojawiają się panowie z torbami na szyi i zaczynają pobierać opłaty”.

Są na targowisku też ludzie, którzy nie przejmują się problemami i optymistycznie patrzą w przyszłość. Jedna z handlujących kobiet zapytana o to, co będzie robić w trakcie modernizacji rynku dziarsko odpowiedziała: „zrobię sobie cztery miesiące przerwy, odpocznę trochę, będę jeździła na chłopaki, na rower i super!”

Opinie z miejskiego targowiska zebrał Kamil Komorowski, fot. Iza Furdal

You have no rights to post comments