Dzisiaj jest: 12 Grudzień 2018    |    Imieniny obchodzą: Joanna, Aleksandra, Dagmara

Życie usłane kwiatami

Ocena użytkowników:  / 8
SłabyŚwietny 

DSC01540Kwiaciarnia Viro przy ul. Dąbrówki działa w mińsku od 2000 r. Prowadzi ją Izabella Walewska-Ogrodnik razem z mężem Rafałem. Zapytaliśmy ją, jak narodził się pomysł na taki biznes, ile z niego radości, a ile przy nim zachodu? I czy to pasja, czy po prostu zawód?


Skąd pomysł właśnie na kwiaciarnię?
Izabella Walewska-Ogrodnik (I. W.-O.) – To zupełny przypadek. Jedna z moich koleżanek mieszkająca na ul. Łupińskiego skarżyła się, że w okolicy brakuje kwiaciarni. Doszłam do wniosku, że może ją założę. Kolega znalazł mi kurs bukieciarski w Warszawie i od tego wszystko się zaczęło. A na kursie poznałam Rafała i po roku otwieraliśmy kwiaciarnię wspólnie – już jako małżeństwo.

 

 


Jak zostać Mistrzem Florystyki?
I. W.-O. – W teorii trzeba najpierw skończyć szkołę florystyczną z tytułem florysty, a potem szkołę mistrzowską zakończoną egzaminami teoretycznymi i prezentacją własnych prac. W praktyce, to kilka lat nauki połączonych z warsztatami, pokazami i wystawami. Zdobycie samego tytułu Mistrza Florystyki polega przede wszystkim na pokazaniu przed komisją swojej kreatywności i zastosowania wiedzy w takich pracach, jak: wiązanka ślubna, bukiet, dekoracja stołu i duża forma. To tak w skrócie, bo to temat rzeka i mogłabym długo jeszcze o tym mówić.


Z czym, oprócz prowadzenia kwiaciarni, wiąże się Wasz biznes?
I. W.-O. – Zajmujemy się dekoracją i aranżacją kwiatową wszelkich powierzchni, np. mieszkań, domów, biur, lokali, sal, kościołów. Często przygotowujemy sesje zdjęciowe dla pism branżowych. Bierzemy udział w pokazach i targach ślubnych, a jak starcza czasu, to jeździmy na warsztaty florystyczne.


Jakimi sukcesami możecie się pochwalić?
I. W.-O. – Naszym największym sukcesem zawodowym był udział w Międzynarodowych Mistrzostwach Polski we Florystyce i choć nie stanęliśmy na podium, to obydwoje z mężem znaleźliśmy się w pierwszej szóstce najlepszych florystów w kraju. Dumna jestem ze zdobycia i obrony naszych tytułów mistrzowskich, bo było ciężko. Z kolei Rafał został zaproszony do współpracy z pismem „Dobre Wnętrze”, a ja do pracy w Ogólnopolskiej Komisji Kwalifikacji Zawodu florysty. To te sukcesy „oficjalne”.


DSC05518A „nieoficjalne”?
I. W.-O. – Sukcesem jest to, że zaistnieliśmy w 2000 r. na mińskim rynku jako 32. kwiaciarnia w mieście i wciąż mamy stałych klientów, którzy są z nami od samego początku. I bardzo Im za to dziękujemy. Mamy też wokół siebie fantastycznych ludzi, na których możemy polegać! Mój tata wykonuje mnóstwo robót remontowo-budowlanych w całym budynku, mama pomaga w pracach domowych, pani Agata przy dzieciach, a „kwiaciarniana ekipa” pod okiem pani Hani daje sobie świetnie radę nawet bez nas. To wspaniałe uczucie móc wyjechać z domu i wiedzieć, że dzieci, dom i firma są pod fachową opieką.


Co, oprócz bukietu kwiatów na imieniny można u Was jeszcze zamówić?
I. W.-O. – Proponujemy klientom kwiaty doniczkowe, aranżacje kwiatowe w szkle, kompozycje w różnych naczyniach, małe formy do postawienia na stół, kosze kwiatowe, elementy dekoracyjne z suszu i wiele innych mniejszych lub większych kwiatowych wariacji. Dla tych, którzy potrzebują coś do kwiatów mamy maskotki, drobne upominki, naczynia dekoracyjne z ceramiki, szkła, aluminium i wikliny, wazony, świeczniki i wszystko, co można udekorować kwiatami.


Prowadzenie kwiaciarni to „ciężki kawałek chleba”?
I. W.-O. – Myślę, że w branży handlowo-usługowej jeden  z cięższych. Największe minusy to nocne wstawanie na giełdę kwiatową, nietrwały asortyment, praca w święta i weekendy. Są okresy, gdy pracujemy po 20 godzin dziennie lub robimy zamówienia przez całą noc. Ze względu na nietrwały materiał z jakiego wykonujemy kompozycje, wszystkie zlecenia realizujemy na ostatnią chwilę, aby do klienta trafiał towar jak najświeższy.


Mąż w domu, mąż w pracy – nie nudzicie się sobą?
I. W.-O. – Nuda? To jedna z nielicznych rzeczy, której brakuje w naszym związku. Nie znam innego małżeństwa przebywającego ze sobą 24 godziny na dobę – praca, dom, szkoła, egzaminy, mistrzostwa, pokazy – zawsze razem. Fakt, bywało różnie, ale jesteśmy zupełnie inni i dzięki temu uzupełniamy się nawzajem. Zawodowo mamy podział obowiązków i każde z nas pilnuje swojej działki. Prywatnie jest podobnie, z tym, że w domu opanowaliśmy sztukę kompromisu. Tak sobie przynajmniej myślę! Obydwoje robimy to, co lubimy i staramy się problemów zawodowych nie przenosić do domu, co ogranicza konflikty do minimum.
P1090301


Macie troje pięknych dzieci. Sądzicie, że połknęły rodzinnego kawiatowego bakcyla?


I. W.-O. – Mam nadzieję, że nie! Co prawda całą trójkę zaczynałam rodzić w pracy, bo wody  płodowe odeszły mi dwukrotnie w kwiaciarni, to jednak dzieciaki trzymamy jak najdalej od biznesu. Staramy się ich nauczyć rozgraniczać miejsce pracy z domem. Chciałabym, aby dzieci w przyszłości uprawiały zawody bardziej stabilne finansowo i czasowo. Mając rodzinę dopiero zrozumiałam, jak ważne są wolne niedziele, wspólne spędzanie świąt czy weekendowe wypady. Nasze dzieci wiele straciły, a my razem z nimi. Mnóstwo pięknych chwil nam uciekło bezpowrotnie, bo praca była ważniejsza! Myślę, że to problem wielu rodzin, które do czegoś dążą i płacą za to wysoką cenę! Ale jeśli któreś z naszych dzieci pokocha ten zawód, to na pewno mu pomogę.


Jak można rozwijać się w zawodzie florysty i jakiee są Wasze plany i marzenia zawodowe?
I. W.-O. – Zawód florysty jest stosunkowo nowym zawodem i w Polsce ciągle brakuje zaplecza dydaktycznego. Mała liczba szkół  i placówek szkoleniowych ogranicza rozwój zawodowy. W naszym kraju powstało wiele Szkół Florystycznych, ale prywatnych, za których ukończenie trzeba płacić spore pieniądze. Jest mnóstwo kursów florystycznych, lecz absolutnie nie przygotowują do zawodu. Dają minimalny zarys tego, co w branży jest potrzebne. Dla osób takich jak my, edukacja już się zakończyła. Wszystko, co jest możliwe na dzień dzisiejszy, już zaliczyliśmy. Zostały tylko Mistrzostwa Polski, warsztaty szkoleniowe lub praca wykładowcy na kursie lub w szkole. Coś wymyślimy, aby nie pozostać w miejscu.


Rozmawiała Dorota Berg






Przedstawiamy, jak krok po kroku zrobić szybką, prostą i tanią kompozycja na stół

DSC05499Krok 1
Przygotowujemy sobie wszystko to, co nam będzie potrzebne: szklane lub ceramiczne naczynie, kawałek gąbki florystycznej do kwiatów ciętych, ostry nożyk, dowolny materiał roślinny jakim dysponujemy (wszystko to, co mamy w ogrodzie lub możemy sezonowo taniej kupić).


 







KROK 2Krok 2
Namoczoną w wodzie gąbkę wkładamy do naczynia. Wolne przestrzenie między gąbką i naczyniem wypełniamy żwirkiem, kamykami, szkiełkami lub piaskiem. Przygotowane roślinki skracamy, przycinając końcówki łodyg pod skosem.










KROK 3Krok 3
Rozpoczynamy wbijanie kwiatów w gąbkę pamiętając, że zawsze zaczynamy od środka. Pierwsze kwiaty wyznaczają nam wysokość i szerokość naszej kompozycji. Najpierw rozmieszczamy duże elementy, potem mniejsze, a na końcu drobiazgi, które wypełnią nam powstałe luki.









DSC05546Krok 4
Gotową kompozycję oglądamy z każdej strony, upewniając się że wszystkie kwiaty są w gąbce. Sprawdzamy czy gąbka jest niewidoczna. Możemy dołożyć jakiś pęd lub bluszczyk do ozdoby i GOTOWE! Pamiętajmy potem o

 dolewaniu wody do gąbki.

Komentarze   

 
+2 #1 Karol C. 2012-07-20 11:02
a mozna dla ozdoby użyć tych żelowych kulek?
 

You have no rights to post comments