Dzisiaj jest: 9 Grudzień 2018    |    Imieniny obchodzą: Aneta, Leokadia, Wiesław

W siodle, czyli sklep jeździecki

Ocena użytkowników:  / 11
SłabyŚwietny 

nr 30 str 15 strefa biznesu sklep jedziecki2Łucja Witczak jeździ konno od dziecka. Skończyła też studia zootechniczne w Siedlcach – o koniach i jeździectwie wie prawie wszystko. W minioną sobotę otworzyła w Mińsku pierwszy sklep z artykułami hippicznymi...

Otwarcie sklepu to potrzeba rynku, czy wynik Pani pasji?

Łucja Witczak (Ł. W.) – I jedno i drugie. Konno jeżdżę od lat, znam wielu koniarzy – właścicieli stadnin, pensjonatów oraz ludzi, którzy dosiadają koni zarówno rekreacyjnie, jak i sportowo. Znajomi często narzekali, że w naszej okolicy nie ma sklepu z artykułami jeździeckimi, a zapotrzebowanie było naprawdę spore, bo coraz więcej mieszkańców Mińska i sąsiednich gmin pasjonuje się końmi, dlatego podjęłam decyzję, że otworzę taki sklep. Dostałam dotację unijną i po wielu trudach dopięłam swego.

Trudach?

Ł. W. – Unijny projekt wymaga ogromnej wytrwałości. W moim przypadku załatwienie wszystkich formalności trwało rok. Zresztą, wszyscy, którzy kiedykolwiek wzięli dotację unijną na pewno wiedzą, że wiąże się to ze skrupulatnym rozliczaniem różnych rzeczy, wieloma wymogami, które trzeba spełnić, oświadczeniami, zezwoleniami. Jest tego naprawdę sporo. Ale w końcu udało się i otworzyłam sklep.

Co można u Pani kupić?

Ł. W. – W branży jeździeckiej wybór artykułów jest niesamowicie duży. Poza tym jeździectwo dzieli się na parę poziomów. Jeżeli ktoś jeździ rekreacyjnie, to potrzebuje niezbyt drogich rzeczy, np. kask, siodło, buty. Kolejne poziomy to już większe wymagania, a co za tym idzie – wyższe ceny. Postawiłam na podstawowe produkty, które można kupić od ręki – jeśli komuś zniszczył się kask, to może go u mnie kupić, ktoś wybiera się na zawody i zorientował się, że nie ma białych rękawiczek – u mnie je dostanie. Generalnie w sklepie jest wszystko, co potrzebne do rozpoczęcia przygody z jeździectwem – od siodeł, po ubrania (bryczesy, buty, ochraniacze, toczki). Mam też mnóstwo katalogów i w ciągu paru dni jestem w stanie sprowadzić towar, którego klient potrzebuje.

Widzę, że są też pasze dla koni.

Ł. W. – Bardzo różne, np. dla klaczy, które karmią źrebaki, dla ogierów, czy dla koni startujących w zawodach. Są też dodatki paszowe, witaminy i mikroelementy. Mamy też rzeczy pastwiskowe, np. taśmy do grodzenia. I oczywiście drobne smakołyki dla koni – zwłaszcza młodzi jeźdźcy lubią mieć w kieszeni takie przekąski, żeby rozpieszczać swojego pupila.

A jak kształtują się ceny artykułów?

Ł. W. – Zacznijmy od siodła, takie klasyczne i najprostsze do jazdy rekreacyjnej kosztuje ok. 600 zł. Bryczesy czy buty to wydatek ok. 100 zł, a za kask trzeba zapłacić od 100 do 200 zł. Prowadzimy też komis, do którego każdy może wstawić swoje rzeczy. Zachęcam do takiej wymiany towarów.

To trochę wróżenie z fusów, ale myśli Pani, że sklep się utrzyma?

Ł. W. – Myślę, że tak, bo jak powiedziałam wcześniej, dostałam wiele sygnałów, że jest on bardzo potrzebny. Chcę też wokół sklepu stworzyć pewną wspólnotę koniarzy. Przygotowałam kącik z tablicą, gdzie każdy może zostawić ogłoszenie, np. o organizowanych imprezach, zawodach, pensjonatach, stadninach, o treningach trudnych koni. Chodzi mi wymianę informacji, żeby było to miejsce kontaktowe, gdzie można dowiedzieć się czegoś więcej, a nie tylko kupić siodło czy toczek. Będę też służyć swoim doświadczeniem i kontaktami, bo to moja pasja.

Rozmawiał Dariusz Mieczysław Mól, fot. DM

You have no rights to post comments