Dzisiaj jest: 9 Grudzień 2018    |    Imieniny obchodzą: Aneta, Leokadia, Wiesław

Robić to, co się kocha

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

PeppoAnna Szymańska i Olga Nawojka Szczepanik w 2010 r. skończyły liceum plastyczne w „Ekonomie”. Jeszcze w szkole zaczęły robić biżuterię, szyć torby, ozdabiać przedmioty użytkowe, ale robiły to na własny użytek. Teraz dzielą się swoimi pasjami z innymi, bo otworzyły w Mińsku sklep i pracownię plastyczną w jednym miejscu...


Idea waszej pracowni i sklepu to...


Anna Szymańska (A. S.) – Przede wszystkim robić to, co się kocha, zgodnie ze swoim wykształceniem i pasją, a przy okazji zarabiać pieniądze.

 

PeppoOd dawna myślałyście o stworzeniu w Mińsku takiego miejsca?


A. S. – Odkąd skończyłyśmy liceum.

 

Olga Nawojka Szczepanik (O. N. S.) – A nawet już w szkole snułyśmy plany, że fajnie byłoby stworzyć taką przestrzeń dla rękodzieła w naszym mieście, ale nie miałyśmy jeszcze  sprecyzowane, co będziemy robić. Zawsze same robiłyśmy dla siebie kolczyki, bransoletki, pierścionki, przypinki, torby, żeby zabłysnąć na imprezie i nie mieć tego, co wszyscy (śmiech).

 

A. S. – Robiłyśmy też kopertówki z... worków na śmieci. Bardzo się podobały.

 

PeppoA jak już zapadła decyzja, że otworzycie sklep i pracownię, to jak zabrałyście się do realizacji swoich planów?


A. S. – To była strasznie długa droga.

 

O. N. S. – I bardzo kręta.

 

A. S. – Jesteśmy młodymi osobami i jest to nasza pierwsza praca. Nie chciałyśmy nadwyrężać budżetów naszych rodziców i postanowiłyśmy wszystko zrobić same. Na początek doczytałam się w internecie o dotacjach z urzędu pracy i z Unii. Pytałyśmy wielu osób, jak to wygląda, chodziłyśmy na kursy, na których uczyłyśmy się profesjonalnie napisać biznesplan. Ale nie wyszło, bo w Mińsku na początku 2011 r. skończyły się dotacje. Nie było już dla nas pieniędzy.

 

PeppoO. N. S. – Bardzo długo byłyśmy zwodzone przez urzędników. Miałyśmy już wynajęty lokal, bo tylko wtedy mogłyśmy się starać się o dotacje, ale nikt nam wprost nie powiedział, że dotacje się skończyły, żebyśmy załatwiły sobie coś innego. Przez pół roku czekałyśmy i płaciłyśmy za lokal, ale w końcu dałyśmy sobie spokój.

 

Pewnie wzięłyście kredyt?


A. S. – Myślałyśmy o tym, ale trochę nas to przerosło. Nie chciałyśmy się zadłużać, bo przecież nigdy nic nie wiadomo, czy np. dałybyśmy radę spłacać raty. Pozbierałyśmy więc trochę pieniędzy wśród rodziny i otworzyłyśmy nasz sklep z artykułami dla plastyków i rękodziełem artystycznym Peppo.

 

PeppoO. N. S. – Z kredytem pewnie kupiłybyśmy lepszy sprzęt, zaczęłybyśmy z większym rozmachem, ale stwierdziłyśmy, że na początek możemy zrezygnować z kilku rzeczy.

 

Jesteście na swoim.


O. N. S. – Dokładnie tak, jesteśmy zdane wyłącznie na siebie i jak coś się nam nie uda, to będziemy mogły mieć pretensje tylko do siebie. Może zostanie żal, ale nie będziemy miały żadnych długów.

 

A. S. – Długów bałyśmy się najbardziej.

 

O. N. S. – Chciałybyśmy podziękować niezwykłym ludziom, którzy poświęcili bardzo dużo, zaufali nam oddając wszystko, abyśmy mogły spełniać swoje marzenia: Cioci Basi, Tacie Jackowi, Mamom: Alince i Jadzi, Cioci Dorocie i Andzikowi. Nigdy się Wam za to nie odwdzięczymy.

 

Sklep zaczął działać...

 

A. S. – Na początku grudnia. Najpierw przychodzili znajomi. Ale przed świętami zaczęło nas odwiedzać coraz więcej osób. I miałyśmy bardzo fajne zlecenia.

 

O. N. S. – Bo u nas można nie tylko kupić rzeczy, które są już gotowe. Jeżeli ktoś ma ochotę kupić szkatułkę ozdobioną decoupagem w konkretnym wzorze, to może zamówić, a my ją zrobimy.

 

A. S. – Myślę, że 70% tego, co robimy jest na zamówienie. To jednak milsza praca. I bardziej nam się podoba.

 

O. N. S. – Zachęcamy naszych klientów do czegoś takiego, bo o wiele łatwiej jest nam stworzyć coś, co wiemy, że jest dla konkretnej osoby niż wymyślać wzory i ozdabiać rzeczy niejako w próżnię.

 

Pewnie jak się rozniosło po mieście, że można u was kupić indywidualny prezent, to przed walentynkami miałyście pełne ręce roboty?


A. S. – O tak. Sporo mężczyzn nie miało pomysłu, jaki podarunek ofiarować swojej dziewczynie. Wtedy proponowałyśmy, aby chłopak usiadł w naszej pracowni, opowiedział, co lubi jego wybranka, co sprawia jej radość. Wymyśliłyśmy w ten sposób wiele fajnych prezentów. Mam nadzieję, że panie były szczęśliwe, kiedy je dostały.

 

Co jeszcze można wam zlecić?


A. S. – Malowanie na ścianach, takie zadania lubimy najbardziej.

 

O. N. S. – Szyjemy także maskotki, np. naszą firmową zabawką jest królik, który ma bardzo pokaźną rodzinkę (śmiech). Szyjemy też poduszki i fartuszki kuchenne. Wykonujemy elementy wystroju wnętrz w bardzo modnym teraz stylu Shabby Chic. Polega on na stylizowaniu mebli i dodatków, aby wyglądały, jak nadszarpnięte zębem czasu. Chciałybyśmy też projektować wnętrza. Ktoś, np. ma nowy dom, nie ma w nim nic i chciałby, aby mu udekorować całą przestrzeń – chętnie podejmiemy się takiego zadania. Mamy już nawet takie małe zlecenie.

 

A. S. – Marzy się nam kompleksowa usługa, począwszy od malowania ścian, do ostatniej świeczki, która będzie stała na stole w ręcznie malowanym lampionie.

 

A gdyby ktoś chciał do was przyjść z prośbą, żebyście nauczyły go np. szycia, robienia biżuterii czy decoupage'u, to co wtedy?


O. N. S. – Zapraszamy. Mamy już nawet soboty decopage'owe, gdzie każdy może przyjść od godz. 9 do 14 i zrobić sobie własnymi rękoma coś dla siebie. Chcielibyśmy też zorganizować warsztaty scrapbooking – to ozdabianie notesów, kartek rocznicowych i ksiąg gości ślubnych. Co prawda nie zajmujemy się wszystkim, ale planujemy robienie warsztatów, które prowadziliby nasi zaprzyjaźnieni artyści, więc każdy będzie mógł odkryć z nami swoje pasje.

 

A. S. – Ostatnio było np. warsztaty z szycia. Przyszła pani, która chciała nauczyć się szyć na maszynie i dla syna wykonała poduszkę. Będziemy się rozwijać. O warsztatach informujemy na naszej stronie w internecie www.facebook.com/peppofactory, blogu peppofactory.blogspot.com lub mailowo Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. .'; document.write(''); document.write(addy_text20676); document.write('<\/a>'); //-->\n Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. Zachęcamy także, aby zaprosić naszą maskotkę Pana Kłólika do znajomych na Facebooku. Tam dzieje się najwięcej :)

 

Czy osoby, które robią, np. biżuterię czy malują obrazy mogą wstawić do was swoje prace?


A. S. – Oczywiście. Mamy już wiele rzeczy, które nie są wykonane przez nas, tylko przez innych artystów, np. obrazy mińszczanki Anny Qrdej, obrazy absolwentki naszego liceum plastycznego, kolczyki, bransoletki, rzeczy robione na szydełku, obrusy. Spisujemy umowę wstawienia do nas rzeczy w komis, ktoś mówi minimalną cenę, jaką chciałby za nią uzyskać i jeżeli się ona sprzeda, wtedy się kontaktujemy i wypłacamy pieniądze. Nie skupujemy towarów.

 

Wspomniałyście, że można też u was kupić artykuły dla plastyków.


O. N. S. – Odrobinę. Można powiedzieć, że to dodatkowa oferta. Mamy sporo pasteli i kredek akwarelowych, bo wiemy, że są one potrzebne uczniom szkoły plastycznej. Ale też dużo osób chętnie maluje amatorsko i kupuje u nas właśnie kredki.

A. S. – Nie mamy drogich olei i farb – nie nastawiamy się na artykuły dla profesjonalistów, tylko dla uczniów i pasjonatów. Staramy się teraz ściągnąć płótna właśnie dla uczniów szkoły plastycznej. Rozmawiamy też z hurtownikami i może na wiosnę będziemy mieli farby akrylowe w bardzo przystępnych cenach.

 

A macie jakieś nieplastyczne pasje?


O. N. S. – Uwielbiam stare samochody. Jeździłam kiedyś na zawody, spotkania pasjonatów, 

żeby popatrzeć sobie na piękne auta, porobić zdjęcia.

 

A. S. – Uwielbiam moją córkę i ona jest moją pasją.

 

Jak sobie wyobrażacie, powiedzmy za pięć lat waszą działalność i siebie?


O. N. S. – Wyobrażamy sobie, że te wszystkie lokale, które są dookoła nas będą nasze (śmiech). W jednym będzie pracownia, w drugim będzie galeria...

 

A. S. – … a w trzecim sklep plastyczny, z klimatem, z zapachem brystolu, papieru, którym zawsze pachnie w hurtowni (śmiech). Oczywiście, jak najlepiej życzymy naszym sąsiadom, niech ich biznesy kwitną i się rozwijają, ale takie marzenia czasem snują się nam po głowach. Sklep, galeria i pracownia. Byłoby fajnie.

 

O. N. S. –  Mamy też nadzieję, że moda na oryginalne, ręcznie robione przedmioty nie minie i nie damy się zalać chińszczyzną i szarością. Mamy wielu zdolnych ludzi, nawet tutaj, w okolicach Mińska. Otwórzmy oczy, zauważmy ich i doceńmy. Mniej krytyki i zawiści, cieszmy się życiem i umilmy je sobie od czasu do czasu czymś ładnym i przyjemnym :)

 

Rozmawiał Dariusz Mieczysław Mól, fot. DM

Anna Szymańska w skrócie:

Sama o sobie – Peppoholik.

Najbardziej lubię – polskie stare komedie, piec ciacha i rozmyślać.

Co mnie złości – zimna kawa i ludzka głupota.

Największy sukces – ma prawie 4 lata i burzę loków na głowie, a zawodowy na pewno jeszcze przede mną.

Największa porażka – pora...co?

Ulubione miejsca w Mińsku – pracownia artystyczna Peppo!

 Olga Nawojka Szczepanik w skrócie:

Sama o sobie –  mam dużo na głowie, nie tylko w przenośni :)

Najbardziej lubię – oglądać ze wspólniczką „Kilera” albo „Misia” (znając teksty już na pamięć), nocną jazdę samochodem, jedzenie :)

Co mnie złości – na pewno nie moja wspólniczka.

Największy sukces – nie potrzebuję wielkich sukcesów, chciałabym być zawsze taka jak teraz – szczęśliwa!

Największa porażka – Gdybyśmy się nie odważyły otworzyć Peppo, to by była porażka.

Ulubione miejsca w Mińsku – miejsce, w którym nawet kawa smakuje jak poezja – Peppo oraz  inne firmy młodych mińszczan, odwiedzamy i wspieramy się na wzajem :) 

You have no rights to post comments