Dzisiaj jest: 21 Styczeń 2018    |    Imieniny obchodzą: Agnieszka, Inez, Jarosław

Lubimy gościć ludzi

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

Labella

„La Bella”  przytulna, nastrojowa knajpka w Centrum miasta od lat ciesząca się powodzeniem u mińszczan. O historii tego miejsca, planach na przyszłość i codziennym życiu rozmawiałam z jego właścicielem Pawłem Szwachem.


Od kiedy La Bella funkcjonuje w Mińsku?


Paweł Szwach (P. S.) – Od 2000 r.

 

Marzeniem wielu ludzi jest prowadzenie własnej restauracji, albo pensjonatu. Lubimy zapraszać ludzi, gościć, wydaje się nam, że to prosty i przyjemny sposób na zarabianie pieniędzy. Ty też tak myślałeś, kiedy zdecydowałeś się na prowadzenie La Belli? Z tego, co wiem nie masz wykształcenia gastronomicznego i przez wiele lat pracowałeś w korporacjach dojeżdżając do Warszawy. Skąd więc pomysł na taki właśnie biznes?


P. S. – Tak, dokładnie tak było. Jak teraz sięgam pamięcią, zawsze byłem rad z gości w domu, zarówno w moim młodzieńczym, jak i dorosłym życiu. Ale pomysł rodził się i nabierał ostrości powoli. Razem z moją żoną Patrycją często rozmawialiśmy o prowadzeniu restauracji. Mówiliśmy, że moglibyśmy się wymieniać obowiązkami i nawzajem uzupełniać – ja umiejętnościami zarządzania, a Patrycja zamiłowaniem kulinarnym. Wiedziałem, że to bardzo trudne i czasochłonne zajęcie, ale za to jaka satysfakcja. I wyszło całkiem nieźle.

 

A jak zrealizowane marzenie spotkało się z rzeczywistością?


P. S. – Trudno jest wejść w obcy biznes bez przygotowania, zaplecza. Dlatego początki były bardzo trudne, ale udało się pokonać wszystkie przeciwności. Duży udział w sukcesie La Belli mają nasi współpracownicy: szefowe kuchni – Ewa, która jest z nami od samego trudnego początku, Agata od 5 lat oraz wiecznie uśmiechnięta Zośka, szefowa sali, także z 5-letnim stażem, a także wszyscy inni, nie mniej ważni.

 

Wiem, że jak tylko ogłoszono pierwszy casting do programu „Kuchenne Rewolucje” z Magdą Gessler, to wysłaliście swoją aplikację. Jak to się skończyło?


P. S. – Pomyślałem, że będzie to dobra reklama dla lokalu, a tak uznany „gastronom” udzieli kilku cennych rad. Odbyły się nawet zdjęcia próbne. Po pewnym czasie zostałem poinformowany, że jednak nie zakwalifikowaliśmy się do programu, gdyż... nie ma czego u nas poprawiać, a  lokal ma zbyt dużą renomę. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że będzie to program telewizyjny wspierający upadające lokale (śmiech).

 

Skoro Wielka Gessler nie miała żadnych uwag, co do Waszej kuchni, to chyba powód do dumy?


P. S. – Tak, to było budujące.

 

Kto wymyśla menu La Belli? Testujecie nowe potrawy najpierw w domu? Skąd bierzecie inspirację?


P. S. – Menu cały czas ulega jakimś zmianom. Kuchnia oparta jest na tradycyjnych włoskich przepisach, choć nie brakuje dań europejskich czy polskich. Często bywam z najbliższymi w słonecznej Italii. Tam mamy rodzinę i stamtąd przede wszystkim czerpiemy przepisy i natchnienia kulinarne, ale słuchamy też klientów. Mamy w menu np. pizze skomponowane właśnie przez nich. Ostatnio wprowadziliśmy też pizzę XXL mającą 60 cm średnicy. Cieszy się ogromnym zainteresowaniem, a jej rozmiar naprawdę robi wrażenie! Ale w naszej karcie, obok pizzy można też znaleźć pasty, sałatki, dania z drobiu – wszystkie przygotowywane tuż przed podaniem. Jest w czym wybierać.

 

La Bella przeszła już gruntowny remont i zmianę wystroju, wzbogaciła się o nową salę przeznaczoną na imprezy zamknięte i stąd moje pytanie, co dalej, jakie plany, jak będziecie się zmieniać dla mińszczan?

 

P. S. – Tak, masz rację wnętrze przeszło ewolucję. Nadal wieszam nowe obrazki, zmieniam kinkiety, itd. Ostatnim pomysłem jest właśnie sala bankietowa. Tam można zorganizować kameralną imprezę okolicznościową, spotkanie, szkolenie, a my zajmiemy się całą resztą, czyli dobrym jedzeniem. A co najważniejsze, sala jest na wyłączność. Natomiast, jeśli chodzi o marzenia na przyszłość, to planujemy rozbudowę lokalu tak, aby pomieścić wszystkich naszych klientów, bo bywa, że chętnych jest więcej niż miejsc.

 

Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu takiego biznesu?


P. S. – Po pierwsze, utrzymanie stałego, wysokiego poziomu. Trzeba nieustannie wszystkiego pilnować. W La Belli udało się wprowadzić, jako w jednym z pierwszych lokali system HACCP.  Po drugie, dobór i utrzymanie zaufanego personelu – to  bardzo ważne i trudne zarazem.

 

Jakimi znakomitymi gośćmi możecie się pochwalić? Chodzi mi o celebrytów, którzy u was bywali, co jedli, co im smakowało?


P. S. – Mamy ścianę chwały, na której wiszą wpisy i dedykacje między innymi: Michała Żebrowskiego, Andrzeja Piasecznego, Staszka Sojki, Tomka Karolaka, Magdaleny Boczarskiej i wielu innych. Wszyscy byli zadowoleni z naszej kuchni.

 

Święta Bożego Narodzenia w rodzinie restauratorów są zapewne smakowite i stoły uginają się od frykasów, jakie są Wasze Święta?


P. S. – Święta to dla nas szczególny czas. Mamy wolne! A tak poważnie, to gościmy się u rodziny, a rodzina u nas. Potrawy raczej tradycyjne, ale udaje się zawsze przemycić na stół coś włoskiego. Odwiedzają nas też znajomi. Coś razem upichcimy. Często wtedy powstaje nowa sałatka, która potem pojawia się w menu La Belli.

 

Rozmawiała Dorota Berg, fot. archiwum


Labella Ewa i Agata„Duży udział w sukcesie La Belli mają nasze szefowe kuchni – Ewa jest z nami od samego trudnego początku oraz od 5 lat Agata

You have no rights to post comments