Dzisiaj jest: 26 Kwiecień 2018    |    Imieniny obchodzą: Maria, Marcelina, Marzena

Warto walczyć o marzenia

Ocena użytkowników:  / 3

Nr 40 str 8 Strefa biznesu Hair Line Anita GrzeszczykOdkąd skończyła 15 lat wiedziała, że zostanie fryzjerką, choć życie czasem rzucało jej kłody

pod nogi. To, co jedni uważali za złe, jej dawało nowe spojrzenie na własne życie – w myśl
zasady, że „upadając, zawsze można się podnieść”. Anita Grzeszczyk, właścicielka salonu
Hair Line nagrodzonego prestiżową nagrodą „Brylantowa gwiazda” w szczerym wywiadzie
przekonuje, że zawsze warto walczyć o swoje marzenia...

W salonie stoją dwa motocykle. Taki wystrój?

Anita Grzeszczyk (A. G.) – I tak i nie. Owszem, są znakomitym elementem wystroju salonu i nie
ukrywam, że przyciągają klientów, co ciekawe obu płci, ale na jednym z nich jeżdżę osobiście.
Drugi należy do syna.

Jeździ Pani sama?

A. G. – Staram się zarazić tą pasją syna. Córkę zabieram jako pasażerkę, z czego jest bardzo
zadowolona. Motocykliści to bardzo fajni ludzie. Jeżdżę rekreacyjnie i raz na rok udaje mi się
wyskoczyć na jakiś zlot. Mam za małe doświadczenie, aby wybierać się w długie trasy.

Ale nie jeździ pani tylko na Mariankę i z powrotem?

A. G. – Kiedyś pojechałam sama do Modlina przez Warszawę, co było dla mnie nie lada
wyczynem.

Nr 40 str 8 Strefa biznesu Hair Line Anita Grzeszczyk 2

 Spotkałam wtedy małżeństwo, które proponowało mi wstąpienie do damskiego klubu
motocyklowego „Queen of Roads”. Ale z braku czasu odmówiłam. W Mińsku mam kolegów, z
którymi wybieramy się na przejażdżki, i którzy pomagają mi w bieżących naprawach. Wolę jeździć
z tymi „starszymi”, ponieważ są spokojniejsi i nie pędzą na złamanie karku. Często też jestem
zaczepiana na skrzyżowaniach przez kierowców samochodowych.

Zaczepiają, bo chcą zapytać o motocykl, czy dlatego, że atrakcyjna kobieta na nim siedzi?

A. G. – Mocno wytuszowanych rzęs raczej pod kaskiem nie widać (śmiech), ale nie odbieram
tego, jako podrywu. Poznałam pewnego pana, który bardzo ubolewał, że jego żona nie podziela
zainteresowania motorami. Uważam, że pary powinny się dobierać tak, aby można było coś
wspólnie robić. Nie wolno ludziom zabierać pasji. Nie przepadam za futbolem, ale ubieraliśmy
się i malowaliśmy z synem i córką w barwy klubowe, po czym jechaliśmy do Warszawy na mecz.
Robiłam to dla dzieci. Zanim zakochałam się w motorach, moją jedyną pasją od dzieciństwa było
fryzjerstwo. A miałam być piekarzem….

 

 

Czytaj więcej: Warto walczyć o marzenia

W siodle, czyli sklep jeździecki

Ocena użytkowników:  / 11

nr 30 str 15 strefa biznesu sklep jedziecki2Łucja Witczak jeździ konno od dziecka. Skończyła też studia zootechniczne w Siedlcach – o koniach i jeździectwie wie prawie wszystko. W minioną sobotę otworzyła w Mińsku pierwszy sklep z artykułami hippicznymi...

Otwarcie sklepu to potrzeba rynku, czy wynik Pani pasji?

Łucja Witczak (Ł. W.) – I jedno i drugie. Konno jeżdżę od lat, znam wielu koniarzy – właścicieli stadnin, pensjonatów oraz ludzi, którzy dosiadają koni zarówno rekreacyjnie, jak i sportowo. Znajomi często narzekali, że w naszej okolicy nie ma sklepu z artykułami jeździeckimi, a zapotrzebowanie było naprawdę spore, bo coraz więcej mieszkańców Mińska i sąsiednich gmin pasjonuje się końmi, dlatego podjęłam decyzję, że otworzę taki sklep. Dostałam dotację unijną i po wielu trudach dopięłam swego.

Trudach?

Ł. W. – Unijny projekt wymaga ogromnej wytrwałości. W moim przypadku załatwienie wszystkich formalności trwało rok. Zresztą, wszyscy, którzy kiedykolwiek wzięli dotację unijną na pewno wiedzą, że wiąże się to ze skrupulatnym rozliczaniem różnych rzeczy, wieloma wymogami, które trzeba spełnić, oświadczeniami, zezwoleniami. Jest tego naprawdę sporo. Ale w końcu udało się i otworzyłam sklep.

Co można u Pani kupić?

Czytaj więcej: W siodle, czyli sklep jeździecki

Robić to, co się kocha

Ocena użytkowników:  / 2

PeppoAnna Szymańska i Olga Nawojka Szczepanik w 2010 r. skończyły liceum plastyczne w „Ekonomie”. Jeszcze w szkole zaczęły robić biżuterię, szyć torby, ozdabiać przedmioty użytkowe, ale robiły to na własny użytek. Teraz dzielą się swoimi pasjami z innymi, bo otworzyły w Mińsku sklep i pracownię plastyczną w jednym miejscu...


Idea waszej pracowni i sklepu to...


Anna Szymańska (A. S.) – Przede wszystkim robić to, co się kocha, zgodnie ze swoim wykształceniem i pasją, a przy okazji zarabiać pieniądze.

Czytaj więcej: Robić to, co się kocha

Dariusz Wąsik, czyli Tatulo

Ocena użytkowników:  / 11

Tatulo- Dariusz Wąsik

„Trzeba szanować każdego klienta, bez względu na to, czy jest mały, czy duży – najważniejsze jest jego zadowolenie oraz jakość przygotowanych potraw” – twierdzi Dariusz Wąsik, znany bardziej jako „Tatulo”. Spotkaliśmy się w biurze jego firmy na ul. Huberta w Mińsku...


Gotujesz w domu?


Dariusz Wąsik (D. W.) – Rzadko. Nie mam na to czasu. Gotuję w firmie.

 

To, co je rodzina?

Czytaj więcej: Dariusz Wąsik, czyli Tatulo

Lubimy gościć ludzi

Ocena użytkowników:  / 2

Labella

„La Bella”  przytulna, nastrojowa knajpka w Centrum miasta od lat ciesząca się powodzeniem u mińszczan. O historii tego miejsca, planach na przyszłość i codziennym życiu rozmawiałam z jego właścicielem Pawłem Szwachem.


Od kiedy La Bella funkcjonuje w Mińsku?


Paweł Szwach (P. S.) – Od 2000 r.

 

Marzeniem wielu ludzi jest prowadzenie własnej restauracji, albo pensjonatu. Lubimy zapraszać ludzi, gościć, wydaje się nam, że to prosty i przyjemny sposób na zarabianie pieniędzy. Ty też tak myślałeś, kiedy zdecydowałeś się na prowadzenie La Belli? Z tego, co wiem nie masz wykształcenia gastronomicznego i przez wiele lat pracowałeś w korporacjach dojeżdżając do Warszawy. Skąd więc pomysł na taki właśnie biznes?

Czytaj więcej: Lubimy gościć ludzi

Serce jak sport

Ocena użytkowników:  / 1

Sławomir Ambroszczyk

Każdy w życiu ma jakieś ambicje i cel, który sobie postawił, i dąży do niego, bez względu na okoliczności. Trzeba mieć pasję i sportowe zacięcie, aby poświęcić się ludziom i dać im tyle serca, ile daje swoim podopiecznym Sławomir Ambroszczyk, Instruktor Rekreacji Ruchowej ze specjalnością Fitness – ćwiczenia siłowe (kulturystyka).


Pamięta Pan, kiedy zaczął ćwiczyć?


Sławomir Ambroszczyk (S. A.) Moja przygoda ze sportem zaczęła się dawno temu, bo już w wieku 14 lat. Brat był wielokrotnym mistrzem Polski w podnoszeniu ciężarów oraz kulturystyce, i to on zaszczepił we mnie miłość do sportów siłowych. Podglądałem go i jego kolegów podczas ćwiczeń i to dodatkowo mnie zmotywowało. Brat założył „sekcję sportową” w starej pralni na ul. Miodowej i tam wszystko miało swój początek.

 

Można powiedzieć, że była to braterska pasja. A rodzice nie protestowali, że synowie dźwigają ciężary?


S. A. Nie od razu zostałem sportowcem pełną gębą, bo rodzice byli przeciwni mając już jednego fascynata w domu. Wyrywałem się jednak na treningi i nie było siły, aby coś mnie zatrzymało. Brat, widząc na początku, że uparcie, mimo zakazów „pcham” się w ten świat, powierzył mi funkcję „doglądacza” interesu.

Czytaj więcej: Serce jak sport

Groomer, czyli z psem do fryzjera

Ocena użytkowników:  / 1

Psy u fryzjera

Kiedyś powiedzenie „pieskie życie” kojarzyło się nędznym żywotem czworonogów. Teraz powinno kojarzyć się z kryształkami swarowskiego w skórzanej obróżce, gustownym ubrankiem, wstążeczkami, spinkami do włosów, wyszukanymi kosmetykami i przysmakami, wygodnymi legowiskami, fachowymi szkoleniami i... fryzjerem. Nawet nazwa takiego fryzjera brzmi światowo: groomer. Zatem ja chodzę do fryzjera, a mój czworonogi kundel Ozzy do groomera. Rozmawiam z Kasią Słomczyńską – groomerem, miłośniczką i znawczynią psów wszelkiej maści, właścicielką salonu groomerskiego w Mińsku.


Jesteś groomerem, skąd taki nietypowy wybór fachu ?

 

Od kiedy na Polskim rynku funkcjonuje zawód groomera?Kasia Słomczyńska (K. S.) – Bardzo długo myślałam nad sposobem realizacji mojej pasji, jaką jest miłość do zwierząt i chęć pracy z nimi. I jak tylko moja córcia na tyle się usamodzielniła, abym mogła zająć się swoimi marzeniami, postanowiłam działać i założyłam salon pielęgnacji psów Strefa PSA.

Czytaj więcej: Groomer, czyli z psem do fryzjera

Każdy mebel da się odnowić

Ocena użytkowników:  / 10

Antyki

Mariusz Żyła interesuje się starymi meblami i dawnym rzemiosłem. Jego ulubionym stylem jest art deco. Antykami zajął się w połowie lat 90., łącząc hobby z biznesem. Jeżeli mińszczanie mają do odrestaurowania stare meble, poszukują dawnych przedmiotów lub chcą, aby wykonać dla nich replikę, to przychodzą właśnie do jego pracowni.


Jak to się stało, że zainteresował się pan antykami?


Mariusz Żyła (M. Ż.) – Zawsze lubiłem stare rzeczy. Kiedyś zajmowałem się zabytkowymi motocyklami i działałem w Klubie Dawnych Motocykli Magnet w Mińsku. Potem zacząłem odnawiać stare meble, najpierw dla siebie, dla znajomych, aż w końcu zająłem się tym zawodowo. Motocykle sobie odpuściłem, choć pewnie kiedyś do tego wrócę, a dawne meble zostały.

Czytaj więcej: Każdy mebel da się odnowić

Nie boje się śmierci

Ocena użytkowników:  / 1

Adam BiałkowskiO śmierci myślimy niechętnie, z trwogą, albo w ogóle staramy się wyprzeć ją z naszego życia. Kiedy stajemy wobec niej, bo np. żegnamy naszych najbliższych czy przyjaciół towarzyszy nam smutek i ból. A co czuje ktoś, kogo praca polega na codziennych spotkaniach ze śmiercią? Rozmawiamy z Adamem Białkowskim właścicielem Domu Pogrzebowego Białkowski.


Czym dla Pana jest śmierć?


Adam Białkowski (A. B.) – Zakończeniem życia, niechcianym, ale nieuchronnym końcem, który czeka każdego z nas. I oczywiście, tak jak każdemu człowiekowi, kojarzy mi się ze smutkiem i bólem. Ale chyba przez to, że na co dzień mam z nią kontakt, przestałem się jej bać. Wiem, że nadejdzie i nie boję się – jestem gotowy.

Czytaj więcej: Nie boje się śmierci

Działam na bieżąco

Ocena użytkowników:  / 11

Adam WiącekAdam Wiącek – jego nazwisko kojarzone jest w mieście z dużymi inwestycjami, krążą o nim różnej maści opowieści, jest synonimem zamożności – po prostu VIP. A jak jest naprawdę? Zapytaliśmy o to samego Adama Wiącka.


Krążą o Panu legendy: że jest pan obrzydliwie bogaty, że wykupił Pan pół Mińska i zamierza wykupić drugą połowę. Jak by się Pan odniósł do tych mitów opowiadanych przez ludzi na mieście.


Adam Wiącek (A. W.) – To, co zrobiłem widać gołym okiem. Nie przetraciłem zarobionych przez siebie pieniędzy, nie obwiesiłem się złotem, ani nie jeżdżę niesamowitymi furami. Zainwestowałem pieniądze w miasto i to ono korzysta z moich dobrodziejstw. Przecież nie zostanie to dla mnie, tylko dla przyszłych pokoleń. I zostawię jeszcze więcej, bo cały czas inwestuję.

Czytaj więcej: Działam na bieżąco