Dzisiaj jest: 24 Czerwiec 2017    |    Imieniny obchodzą: Danuta, Emilia, Jan

Slow Life, czyli zwolnij

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 88 str 10 Strefa obyczajów slow life Dopasowujemy swoje życie do zwariowanego tempa, jakie narzuca nam współczesny świat. Każdego dnia biegniemy, by zdążyć na czas, ale i tak doba wydaje się nam za krótka. Gonimy za wszystkim, co popularne, masowe i za sukcesem, aby przypadkiem nie odstawać od innych. A gdyby tak zwolnić, przystanąć na chwilę i odnaleźć to, co zwykle pomijamy? Wystarczy żyć wolniej, rozejrzeć się i poszukać szczęścia w prozaicznych czynnościach. Do tego właśnie namawia nas coraz bardziej popularna idea Slow Life.

 

Ideę powolnego życia zainicjował dwie dekady temu w słonecznej Italii restaurator i krytyk kulinarny Carlo Petrini, który razem ze znajomymi protestował przeciwko powstaniu restauracji McDonald's przy schodach Hiszpańskich w Rzymie. W wyniku ich sprzeciwu powstała idea Slow Food, czyli powolnego jedzenia, promująca celebrowanie kuchni regionalnej i zdrowej żywności, a także ochronę tradycyjnych przepisów kulinarnych. Chodziło o to, aby nie napełniać naszych żołądków byle czym i spędzać czas przy stole w swobodnej atmosferze, bez pośpiechu, rozmawiając i delektując się smakami z rodziną i przyjaciółmi. W 2001 r. „New York Times” umieścił Slow Food na liście osiemdziesięciu pomysłów, które wstrząsnęły światem. Z biegiem czasu, z siedziby ruchu mieszczącej się w miejscowości Bra w Piemoncie nowa filozofia, atrakcyjna dla coraz większej liczby osób, przeniosła się na inne dziedziny życia. Głównym założeniem całej idei jest zwolnienie codziennego tempa i powolne przeżywanie przyjemnych chwil. Dotyczy to relacji międzyludzkich, podróży, odpoczynku i wszystkiego, co stanowi chociażby najmniejszy element naszego życia. Nowoczesny nurt został zainspirowany książką Francesco Angelita z XVII wieku. Naukowiec opisywał zachowania ślimaków, jednocześnie ucząc się od nich pożytecznej powolności. Dlatego też, logo Slow Life został ślimak.

 

Obecnie, najgłośniejszym propagatorem światowego ruchu Slow Life jest kanadyjski dziennikarz Carl Honoré, który w swojej książce „Pochwała powolności” (wyd. Wieża Babel) zawarł filozofię idei. Sam pędził jak większość z nas, ale pewnego dnia doznał olśnienia. Kiedy na półce z literaturą dziecięcą dostrzegł jednominutowe bajki, zdał sobie sprawę, że pośpiech naszego świata zaszedł już za daleko – czytanie dzieciom tylko przez jedną minutę to przesada i kolejny znak na to, że kompletnie pogubiliśmy w życiu to, co najważniejsze – pomyślał. Honoré nie deprecjonuje współczesnych wynalazków, jednak proponuje dystans, zwolnienie tempa, które poprawi nam nie tylko samopoczucie, ale i relacje z bliskimi, wyniki w pracy i nauce, kondycję i seks. Bo przecież w Slow Life nie chodzi o to, aby wszystko robić w ślimaczym tempie, tylko o to, aby biec, kiedy wymaga tego sytuacja. I nie kierować się obsesją, żeby robić jak najwięcej w coraz krótszym czasie. W rozmowie z Honoré inicjator ruchu Slow Life Petrini wyjaśnia: „(…) Życie Powoli oznacza sprawowanie kontroli nad rytmem własnego życia. Człowiek sam decyduje, jak szybko chce postępować w danej sytuacji. Jeśli dziś chcę działać szybko, działam szybko; jeśli jutro zechcę być powolny, będę powolny. Celem naszej walki jest prawo do samodzielnego ustalania własnego tempa”. Jakże to oczywiste.

 

Zrezygnujmy z gonitwy

 

Wiele osób nieustannie goni za karierą i pieniędzmi. Oczywiście, aby żyć trzeba zarabiać. Niestety, często sami zapędzamy się w pułapkę. Bierzemy nadgodziny, przenosimy pracę do domu, wlewamy w siebie kolejny napój energetyczny, żeby nie zasnąć, a w wolnych chwilach myślimy tylko o tym, czego jeszcze nie zdążyliśmy zrobić. Nie trzeba jednak od razu rzucać pracy i wyprowadzić się z miasta na wieś, aby czerpać z życia nieco przyjemności. Wystarczy, kiedy w głowie powstaje długa lista zadań do zrealizowania, skupić się na jednym z nich. Robić wszystko pojedynczo i nie łapać się za tysiąc rzeczy jednocześnie. Podczas przerwy na drugie śniadanie wystarczy usiąść wygodnie na krześle i rozkoszować się świeżo zaparzoną aromatyczną herbatą lub kawą i smakiem kanapki, patrząc na niebo przez okno. A wieczorem wziąć przyjemny prysznic, nie myśląc o nim jak o czymś koniecznym i pozwolić wodzie rozluźnić spięte ciało. Potem, w wygodnej piżamie położyć się obok ukochanej osoby. I w żadnym razie nie zabierać komputera do łóżka. Najlepiej wyłączyć telefon i oddać się czemuś przyjemnemu. Warto zrozumieć, że powolność to rodzaj szybkości nowej generacji. Robiąc wiele rzeczy naraz, żadnej z nich nie zrobimy dobrze – stare przysłowie mówi przecież, że nie można trzymać wielu srok za ogon. Ale spowolnienie wymaga zmiany naszego myślenia, niepoddawania się stereotypom i rzeczywistego doświadczenia, że wolniejsze przynosi lepsze korzyści.

 

Czas na spokojny urlop

 

Robi się coraz cieplej, wszędzie pełno wiosny. To idealny moment na wycieczki i podróże. Zwolennicy Slow Life promują „powolne podróżowanie”. Nie chodzi jednak o to, aby licznik naszego samochodu nie przekraczał 40 km na godzinę, tylko żeby mieć „powolne nastawienie”. Podróż nie musi być jedynie drogą do celu i niewygodnym utrapieniem. Przecież możemy cieszyć się z urlopu już od jego pierwszych chwil. Wybierzmy spokojną trasę, zatrzymujmy się po drodze w miejscach, które wydają nam się ciekawe. Poznawajmy okolicznych mieszkańców i ich zwyczaje, nasycajmy się niecodziennymi widokami, jedzonymi potrawami, przyrodą. Na co dzień otacza nas hałas i zgiełk, dlatego poszukajmy małego, magicznego domku, bezpiecznie oplecionego bluszczem. Wybierzmy miejsce oddalone od wielkich miast. Chociaż na chwilę zostańmy szczęśliwymi ludzi, krzątającymi się po kuchni, gdzie nikt nigdzie się nie spieszy i jest tak cicho, jakby zatrzymał się czas. Zrezygnujmy też z samochodu i przesiądźmy się na rower, który jest symbolem powolnego podróżowania. Wędrowanie bez pośpiechu może być nie tylko modne i wygodne, ale też tanie. To dodatkowa zaleta i zachęca dla osób, których nie stać na wykwintne podróże samolotem. W Wielkiej Brytanii fani powolnego podróżowania mogą skorzystać z usług specjalnego przewodnika „Go Slow England”, który bez pośpiechu odkrywa przed nimi uroki różnych miejsc. Sami też możemy eksplorować obce tereny, ważne abyśmy robili to na spokojnie, bez pośpiechu i nie w tłumie turystów przeganianych i wożonych z miejsca na miejsce, aby więcej mogli zobaczyć.

 

Koniec z korkami i hałasem

 

Jedną z odnóg idei Slow Life jest ruch Slow Cities, czyli Powolne Miasta. Mieszkańcy małych miasteczek europejskich postanowili raz na zawsze pozbyć się hałasu, korków, ciągłego pośpiechu i cywilizacyjnych zaśmiecaczy przestrzeni (np. krzykliwych neonów, wielkoformatowych reklam). Zaczęto budować ścieżki rowerowe, promować kulturę i regionalne tradycje, a nade wszystko dbać o jakość życia. Zamiast kolejnych supermarketów, inwestorzy zaczęli otwierać restauracje i sklepy ze zdrową żywnością. Postawiono na rozwój małych rodzinnych zakładów, dano szansę lokalnym rzemieślnikom, producentom i rolnikom. Zaczęto zwiększać liczbę terenów zielonych i wyłączać dla ruchu samochodowego ulice i place. Manifest Slow Cities składa się z 55 ścisłych kryteriów, które muszą być zrealizowane, aby miasto mogło otrzymać certyfikat (jedno z nich mówi, że liczba mieszkańców miejscowości nie może przekraczać 50 tys.). Uzyskanie miana „powolnego miasta” nie jest więc łatwe. Ale warto próbować, bo się opłaca – miejscowości budują własną markę i cieszą się zainteresowaniem turystów z całego świata. Ponadto, w powolnych miastach po prostu lepiej się żyje. I to jest najważniejsze. Pierwszym Slow City było toskańskie miasteczko Greve. Dzisiaj możemy je znaleźć m.in.: we Włoszech, Anglii, Portugalii, Hiszpanii, Austrii, a także w Polsce – należą do nich, np. Reszel, Bisztynek, Biskupiec czy Lidzbark Warmiński.

 

Slow Food

 

Powróćmy do jedzenia, gdyż od tego wszystko się zaczęło. Zdrowe odżywianie zyskuje sobie coraz więcej zwolenników. Ludzie na całym świecie chcą jeść świadomie, aby móc świadomie żyć. Zdrowa moda przyszła również do naszego kraju. Warszawscy aktywiści ruchu Slow Food przekonują dzieci i dorosłych do tego, aby odkrywali nowe produkty oraz czerpali radość z gotowania i jedzenia. Miłośnicy nowej idei nigdy nie pozostają bierni. Organizują imprezy i spotkania dla tych, którzy chcą edukować się w zakresie smaku i zdrowej żywności. Co więcej, dbają o kontakty pomiędzy lokalnymi producentami, a konsumentami, a także chronią bioróżnorodną żywność. Warszawski Slow Food powołał również ogólnoświatową sieć „Matka Ziemia”, która pozwala przebić się na rynek drobnym rolnikom i producentom. Wspólne spotkania pozwalają im na ciągłe ulepszanie swoich produktów żywnościowych. Jednak, aby dbać o nasze żołądki i chronić Ziemię, nie musimy należeć do żadnej organizacji. Wystarczy, że nasze mińskie ogródki, zamiast trawą zasiejemy zdrowymi warzywami. Kupujmy sadzonki, nasiona i cieszmy się z własnych produktów, naszej własnej zdrowej żywności. Najważniejsze są chęci do tego, aby coś zmienić w swoim życiu.

 

Zatrzymaj się dla siebie

 

Idea Slow Life jest obecna we wszystkich dziedzinach życia. Jej konserwatywni wyznawcy starają się nigdy o niej nie zapominać. Niestety, nie każdy potrafi całkowicie wyzbyć się pośpiechu z życia. Mimo tego, coraz więcej osób chce chociaż w małej części zrezygnować z wymagań współczesnego świata. Jeśli nie możemy rozstać się z niezdrowym jedzeniem, szybką jazdą samochodem i nie lubimy pielić w ogródku, możemy spróbować zwolnić w innej sferze życia. Cała filozofia polega na tym, aby być zadowolonym. Zacznijmy więc od czegoś prostego. Bądźmy blisko ludzi, którzy nas uszczęśliwiają, pomagajmy innym, czytajmy ciekawe książki, słuchajmy dobrej muzyki, rozkoszujmy się wszystkim, co nas spotyka. Starajmy się zwalniać, gdy mamy taką możliwość. Zatrzymujmy się tam, gdzie możemy. Odnajdźmy swoje właściwe tempo i pozwólmy sobie być szczęśliwymi. Pamiętajmy o rozsądku i żyjmy w zgodzie z własnym ja, pozwólmy sobie pomyśleć, a przekonamy się, że czas zwolni razem z nami. Nasze życie nabierze głębi, bo w pośpiechu prześlizgujemy się tylko po jego powierzchni. Może na początek schowajmy do szuflady zegarek?

 

Tekst Aleksandra Samociuk

Skarbnica cennych witamin i minerałów

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 79 str 17 Strefa smaku rzeżucha główne Ma wyrazisty smak, intensywny zielony kolor i można ją wysiewać w domu przez cały rok. Rzeżucha, zwana też pieprzycą to prawdziwa skarbnica naturalnych witamin i minerałów dla całej rodziny. Dlatego warto, aby stale była obecna w naszym domu.

 

Rzeżucha pochodzi z północno-wschodniej Afryki i południowo-zachodniej Azji. Była uprawiana w starożytnej Grecji i Rzymie. Także w Europie doceniono jej charakterystyczny, ostry smak podnoszący smak potraw oraz walory lecznicze i uodparniające. Do Polski dotarła w XV wieku. I od razu znalazła zastosowanie w medycynie ludowej, jako roślina pobudzająca apetyt i trawienie, oczyszczająca organizm, a także jako lek na owrzodzenia skóry i pasożyty jelit oraz dezynfekujący jamę ustną. Wewnętrzne bogactwo rzeżuchy potwierdziła także nauka. Niepozorna roślina okazała się bogata w witaminę C, witaminy z grupy B, beta-karoten, kwas foliowy, siarkę, potas, magnez, wapń, żelazo, chrom, jod i mangan. Śmiało mogą ją jeść osoby chore na cukrzycę, gdyż obniża poziom cukru we krwi, a zawarty w niej chrom wspomaga pracę trzustki. Ze względu na wapń i mangan polecana jest osobom cierpiącym na osteoporozę i reumatyzm. Obecny w pieprzycy łatwo przyswajalny jod będzie idealny dla osób mających problemy z dolegliwościami tarczycy. Do swojej diety powinny też dołączyć ją osoby z chorobą wieńcową, anemią, czy mające kłopoty z krążeniem. Rzeżucha jest silnie moczopędna – oczyszcza więc nerki, ale uwaga – jedzona w nadmiarze może spowodować zapalenie pęcherza. Dlatego zachowajmy zdrowy umiar :)

 

Rzeżuchę warto jeść także dla pięknego wyglądu – sprawia bowiem, że nasze włosy, skóra i paznokcie wyglądają zdrowo i ładnie. Wygładza również trądzikową i łojotokową cerę, a także kojąco wpływa na wysypki i egzemy. Do tego usuwa z organizmu toksyny. Po prostu samo zdrowie i uroda :)

 

Wystarczy posypać pieprzycą kromkę chleba posmarowaną masłem i już można jeść (ponoć młodzi Persowie przed wyruszeniem na polowania czy wojny zawsze raczyli się rzeżuchą, by zyskać odporność). Wzbogaci też smak pomidorów, rzodkiewek, zielonej sałaty z winegretem, awokado, sałatek, surówek, past serowych, rybnych i jajecznych. Można również, tuż przed podaniem na stół, posypywać nią ziemniaki i dodawać ją do zup, np. zamiast natki pietruszki. Masło z czosnkiem i rzeżuchą idealnie wzmacnia organizm na przednówku, dlatego, zwłaszcza wiosną, warto jeść z nim różnego rodzaju przekąski, np. smarować nim krakersy czy pieczywo.

 

Rzeżuchę bardzo łatwo się hoduje. Wystarczy np. talerz wyłożyć bibułką, watą, ligniną lub wacikami kosmetycznymi, zmoczyć podłoże i wysiać na nią nasionka. Naczynie odstawiamy do jasnego i ciepłego miejsca i codziennie podlewamy, żeby podłoże zawsze było wilgotne. Nasionka zaczną kiełkować już drugiego dnia od wysiania. Po ok. dziewięciu dniach rzeżucha jest już gotowa do spożycia. Oczywiście, można ją ścinać wcześniej – wszystko zależy od naszych potrzeb i preferencji. Ważne jednak, aby nie dopuścić do tego, aby pieprzyca zakwitła, gdyż nabiera wtedy gorzkiego i ostrego smaku. Żeby mieć stale pod ręką świeżą rzeżuchę, warto wysiewać kolejną partię nowalijki, gdy pierwsza urośnie.

 

Ziarna rzeżuchy można kupić w sklepach ogrodniczych, ze zdrową żywnością, w marketach, czy sklepach spożywczych. Kosztują ok. 2 zł za opakowanie i starczą na kilkurazowy wysiew na talerzyku deserowym. Nie da się ukryć, że to najtańsze źródło naturalnych i cennych mikroelementów oraz witamin, które możemy mieć przez cały rok. I znacznie lepiej przyswajalnych przez organizm niż różnego rodzaju suplementy diety.

 

Oprac. i fot. ZR

Fitness - to styl życia

Ocena użytkowników:  / 0

fitnessFitness - to styl życia


Aktywność fizyczna to sposób na stres po całym dniu w pracy, na relaks, lepsze samopoczucie, a przede wszystkim – na zdrowie. Nic dziwnego, że coraz więcej osób regularnie ćwiczy w klubach fitness, które działają w Mińsku – przekonuje w rozmowie ze Strefą Mińsk Katarzyna Przybysz, założycielka Akademii Próżności „la notre”.


Czym jest fitness?
Katarzyna Przybysz (K. P.) – Wbrew powszechnemu rozumieniu tego określenia, fitness to nie tylko ćwiczenia i dbałość o fizyczną sprawność ciała. Fitness to styl życia.
I troska o wszystkie jego aspekty: sposób spędzania wolnego czasu, relaks, nawyki żywieniowe, stosunek do używek, odpowiednie zbilansowanie aktywności zawodowej i odpoczynku, a także wiele innych drobnych czynników warunkujących „bycie w formie” i podnoszących poziom zadowolenia z życia. Nieodzownym elementem dążenia do zdrowego trybu życia oraz utrzymania ciała i umysłu w dobrej formie jest także odnowa biologiczna oraz zabiegi SPA.


Czy fitness jest popularny w Mińsku?
K. P. – Życie w zawrotnym tempie, nagromadzenie obowiązków, stres i ciągły pośpiech wymuszają potrzebę odetchnięcia i zatrzymania się na chwilę. Coraz więcej osób rozumie, że nasz organizm potrzebuje wytchnienia – stąd rosnąca popularność wszelkich rodzajów aktywności ruchowej. W naszym mieście działa kilka klubów fitness oferujących zajęcia grupowe oraz kilkanaście siłowni. Sporo, jak na miasto naszej wielkości, ale myślę, że ilość miejsc, gdzie można zadbać o dobrą formę fizyczną jest odpowiedzią na zainteresowanie tego typu aktywnościami.


Jakie rodzaje zajęć cieszą się największą popularnością?

K. P. – Na zainteresowanie zajęciami wpływa tak wiele czynników, że trudno o jednoznaczną odpowiedź. Spora część klientów wybiera zajęcia u ulubionego trenera, inni wolą ćwiczenia o określonych porach dnia, np. wczesnym popołudniem lub bardzo późnym wieczorem. A są też tacy, którzy wybierają konkretny rodzaj ćwiczeń
będący odpowiedzią na problem, z którym się borykają. Z kolei część klientów co miesiąc zmienia wybrany rodzaj zajęć, chcąc w pełni wykorzystać dobrodziejstwo bogatej oferty danego klubu. Trudno zatem w takich okolicznościach ważyć popularność.


Czy oferujecie ćwiczenia dla różnych grup wiekowych?
K. P. – Owszem, grafik zajęć jest ułożony w taki sposób, by każdy znalazł ćwiczenia odpowiadające jego potrzebom. Efektem popularyzacji aktywności ruchowej jest np.
powstanie w naszym klubie grupy „Aktywna 40+”, gdzie rodzaj ćwiczeń i ich tempo są dostosowane do możliwości i oczekiwań pań w niej uczestniczących. Nie dzielimy
natomiast grup fitness na początkujące i zaawansowane. Tutaj wyznacznikiem powinna być raczej intensywność oraz tempo zajęć. Każdy z trenerów uważnie obserwuje ćwiczących, w razie potrzeby pomagając osobom dopiero rozpoczynającym swą przygodę z fitnesem.


Rozmawiał JR
fot. DM


fitness2


Katarzyna Przybysz
Założyła Akademię Próżności „la notre”, miejsce w którym można zadbać kompleksowo o wygląd i kondycję. www.akademiaproznosci.pl

Masaż – moc dotyku

Ocena użytkowników:  / 0

MasażystaCzy masaż to luksus dla bogaczy, gimnastyka dla leniwych, czy ukojenie dla ciała i duszy. A może można potraktować go jako zastępstwo dla ćwiczeń gimnastycznych? Zapytaliśmy o to mińskiego masażystę – Dariusza Gierata.


Czy masaż to luksus dla bogaczy?


Dariusz Gierat (D. G.) – Zdecydowanie nie. W dzisiejszych czasach masaż staje się po prostu koniecznością. Godziny spędzone przy biurku lub za kierownicą samochodu wywołują  bóle kręgosłupa, napięcia mięśniowe, stres. Masaż eliminuje te przypadłości, usuwa zmęczenie, przynosi odprężenie. I mogę zapewnić, że taki zabieg nie spustoszy nam kieszeni. Podstawowy kosztuje tyle, co bukiecik niekoniecznie drogich kwiatów. Zaś cena serii zabiegów poprawiających wygląd naszej sylwetki jest porównywalna do ceny markowych kosmetyków. A skuteczność? Według mnie nieporównywalnie wyższa.

 

Tempo życia jest teraz zwariowane, po ciężkim dniu pracy nie mogę się zmobilizować, żeby pójść na jakieś zajęcia gimnastyczne. Czy w takim razie mogłabym masaż potraktować jako zastępstwo dla ćwiczeń ruchowych?


Czytaj więcej: Masaż – moc dotyku

Weterynarz radzi

Ocena użytkowników:  / 5

Nr 48 str 18 Strefa porad weterynarzPsy, koty, ptaki, gady – nasze domowe zwierzaki potrzebują od nas każdego dnia opieki i uwagi. I poświęcamy im ją od serca. Czasem jednak dopadają nas wątpliwości dotyczące ich zdrowia czy pielęgnacji. Dlatego rozpoczynamy w „Strefie” nowy cykl, czyli kącik porad dla wielbicieli wszelkiej maści zwierząt. Na pytania naszych Czytelników odpowiada lek. wet. Joanna Chmielewska.


Czy muszę szczepić kota przeciwko wściekliźnie?


Szczepienie kota przeciwko wściekliźnie jest w Polsce nieobowiązkowe i dobrowolne. Wskazane jest jednak zwłaszcza u kotów, które biegają swobodnie po dworze, zwłaszcza tych wychodzących na dłuższy czas, kiedy nie jesteśmy w stanie kontrolować ich wędrówek. Koty bardzo często walczą między sobą, a rany gryzione to najczęstsza droga przenoszenia wirusa wścieklizny od osobników zarażonych tą chorobą. Pamiętajmy też, że jeśli wystąpią pierwsze objawy wścieklizny, na jakiekolwiek leczenie jest już zbyt późno. W przypadku zwierząt trzymanych w domu, które w ogóle nie wychodzą na zewnątrz, nie ma potrzeby szczepienia.


Czy to prawda, że ćwiczenia rehabilitacyjne mogę wykonywać z psem w domu?


Rehabilitacja zwierząt jest nową dziedziną weterynarii, mało rozpowszechnioną, a jednak skuteczną w leczeniu problemów ortopedycznych. Bardzo często zalecana jest u zwierząt starszych ze zwyrodnieniami stawów, po przebytych wylewach, z problemami neurologicznymi oraz u zwierząt, które przeszły zabiegi ortopedyczne. Dzięki ćwiczeniom, jesteśmy w stanie pomóc naszemu pupilowi wrócić do stanu sprzed urazu lub też poprawić komfort jego życia. Rehabilitacja zaczyna się od konsultacji z lekarzem weterynarii, ustalenia planu leczenia oraz ćwiczeń. Niektóre z nich możemy wykonywać samodzielnie. Kiedy indziej właściciel, oprócz wizyt rehabilitacyjnych w gabinecie, zmuszony jest też wykonywać pewne ćwiczenia oraz masaże ze swoim zwierzakiem w domu, aby usprawnić procesu rehabilitacji. Zawsze w przypadku samodzielnego działania właściciel powinien być przeszkolony przez lekarza weterynarii, jak ma postępować.


Jak często należy przycinać ząbki chomikowi i czy to go boli?


Zęby u chomika rosną przez całe życie, dlatego ważne jest zapewnienie mu odpowiednio twardego pożywienia i gałązek, żeby mógł je sobie ścierać. Zbyt długie zęby utrudniają lub uniemożliwiają chomikowi jedzenie, co może prowadzić do wychudzenia, a nawet śmierci. Jeżeli zwierzę nie ściera sobie samo ząbków, to należy wybrać się do lekarza weterynarii, aby je przyciąć do odpowiedniej długości. Nie ma zasady co do tego, jak często należy to robić, gdyż jest to sprawa osobnicza. Właściciel musi zwracać uwagę na to, jak chomik je, czy nie jest agresywny i jeżeli cokolwiek go zaniepokoi, powinien udać się do lekarza weterynarii. Zabieg przycinania zębów nie jest bardzo bolesny, tylko mało komfortowy dla zwierzaka.


Kiedy powinienem zabezpieczać psa przed kleszczami i jak to robić?


W Polsce wyróżniamy dwa szczyty występowania kleszczy: od marca do czerwca oraz od sierpnia do listopada. Kleszcze zazwyczaj pojawiają się w momencie, gdy temperatura powietrza zbliża się do 10°C i jest dość wysoka wilgotność. Niezwykle ważne jest więc zabezpieczanie zwierzaka przed kleszczami w okresie wiosny i jesieni. Można to zrobić na dwa sposoby: albo w postaci kropli wylewanych na skórę, albo poprzez założenie obroży. Preparat w kroplach wchłania się i jest następnie wydalany wraz z wydzieliną gruczołów łojowych, łącząc działanie odstraszające i kleszczobójcze. Pies nie powinien być kąpany 2 dni przed, ani 2 dni po podaniu preparatu, który swoją skuteczność osiąga już po 24 godzinach i utrzymuje swój efekt przez ok. 4 tygodnie. Obróżki obecne na polskim rynku zabezpieczają nawet na 7 miesięcy. Mechanizm ich działania jest podobny, jak w przypadku preparatów naskórnych.

Ramka:
Jeżeli macie pytania związane ze zdrowiem i pielęgnacją waszych zwierzaków, napiszcie do nas maila na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. – poprosimy mińskich weterynarzy, aby na nie odpowiedzieli na łamach „Strefy”.


Nr 48 str 18 Strefa porad weterynarz Joanna Chmielewska


lek. wet. Joanna Chmielewska
absolwentka Wydziału Medycyny Weterynaryjnej w SGGW, współzałożycielka Przychodni „Na Skraju”, prywatnie opiekun trzech kotów, psa i żółwia.

Sezon na truskawki

Ocena użytkowników:  / 1

Nr 42 str 15 Strefa smaku truskawkiSłodki zapach, soczysty czerwony kolor i orzeźwiający smak truskawek to zapowiedź lata i  kulinarnego szaleństwa. To jedne z niewielu owoców, które bosko smakują jedzone prosto z krzaka (czy raczej z łubianki), i z których można przyrządzić pyszne desery oraz przetwory. Nazwy odmian także brzmią wymownie – Dukat, Królowa Luiza, Capri, Delicatesse, Marmolada, Everest, Elista.

Truskawki mają zbawienny wpływ na nasze zdrowie, np. w starożytnym Rzymie te ulubione letnie owoce były cenione ze względu na właściwości lecznicze. Zawierają bowiem bardzo dużo witaminy C, która pomaga, np. w gojeniu się ran i zapaleniu dziąseł (średnia porcja owoców dostarcza organizmowi dwukrotnie większą ilość witaminy C niż wynosi dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka). W truskawkach znajdują się także witaminy A, B1, B2 oraz PP, która m.in. reguluje dotlenienie krwi. Truskawki to również spora dawka wapnia, fosforu, żelaza, magnezu i manganu. Wapń i fosfor wzmacniają kości i zęby oraz poprawiają pracę mięśni, a w połączeniu z magnezem odkwaszają organizm. Ze względu na wysoką zawartość żelaza, truskawki powinny być również ważnym składnikiem kobiecej diety – ochronią przed anemią, wzmocnią organizm, wpłyną odświeżająco na cerę i włosy. Pomagają  zachować elastyczność skóry, przyspieszając produkcję kolagenu. Nie bez znaczenia jest też znajdujący się w nich błonnik i pektyny, które poprawiają przemianę materii, oczyszczają jelita z resztek pokarmu i korzystnie wpływają na naturalną florę bakteryjną. Są również wielkim sprzymierzeńcem w walce z chorobami reumatycznymi i artretycznymi, a także obniżają kwasowość moczu, dlatego osoby cierpiące na schorzenia wątroby czy nerek powinny umieścić te owoce w swoim jadłospisie. W truskawkach obecny jest także kwas galusowy, substancja pomocna w zwalczaniu raka, a także likwidująca niektóre toksyny zawarte w dymie papierosowym i zanieczyszczonym powietrzu. Jednym słowem – truskawki to samo zdrowie.

Czytaj więcej: Sezon na truskawki

Od kiedy zacząć rozwijać mowę dziecka?

Ocena użytkowników:  / 1

mowaJuż od poczęcia. Umiejętność komunikowania się decyduje o właściwym rozwoju jednostki i jej osiągnięciach w różnych okresach życia. Mowa jest niezbędna do wyrażenia przeżyć i uczuć. Język stanowi narzędzie w porządkowaniu wiedzy o świecie. Uznałam, że warto uzmysłowić rodzicom potrzebę kształtowania potencjału umysłowego i procesu mówienia jeszcze przed narodzinami potomka.

Oddziaływanie między matką a dzieckiem tworzy się z chwilą poczęcia. Gdy dziecko rośnie, coraz żywiej reaguje na bodźce płynące z organizmu matki i świata zewnętrznego. Matka zaś, gdy uświadomi sobie istnienie dziecka, czuje z nim związek i reaguje na jego aktywność. Jest to pierwszy krok w nawiązywaniu dialogu między matką a dzieckiem oraz początek procesu komunikacyjnego, który będzie się rozwijał po narodzinach.

Badania prowadzone przez psychologię prenatalną wskazują na uwarunkowanie kształtowania się i funkcjonowania narządów mowy przed narodzeniem. W 3 miesiącu życia płodowego rozwijają się organy nadawcze i odbiorcze mowy – mózg oraz drogi nerwowe. W 12 tygodniu ciąży obserwuje się u dziecka otwieranie i zamykanie ust, reakcje na dotyk. Pracują już także mięśnie oddechowe i fonacyjne. Noworodek nie dokonałby pierwszego oddechu, gdyby nie ćwiczył narządów oddechowych na wiele miesięcy przed narodzeniem. Przez intensywne połykanie i wypieranie wód płodowych ćwiczone są ruchy potrzebne podczas oddychania.

Niezbędnym warunkiem do rozwoju mowy jest słuch. Od 4 miesiąca dziecko reaguje na dźwięki płynące z otoczenia, które powodują zmiany w jego aktywności – budzą go ze snu, wywołują przyśpieszenie akcji serca, niepokój ruchowy. Dziecko w tym okresie szczególnie dobrze słyszy głos matki i bicie jej serca. Wrażliwe jest na intonację i rytm wypowiedzi. Stąd noworodek po narodzinach reaguje na dźwięki mowy ludzkiej, a szczególnie na głos matki. Jeśli matka wykorzysta wiedzę dotyczącą wykształcania się narządów mowy dziecka już w okresie płodowym, ona i jej bliscy mogą wyeliminować niekorzystne czynniki uszkadzające płód. Do najgroźniejszych należą zachorowania matki na różyczkę, grypę, cytomegalię, toksoplazmozę. Przebycie przez matkę wymienionych chorób może powodować uszkodzenie słuchu i mowy dziecka.

Czytaj więcej: Od kiedy zacząć rozwijać mowę dziecka?

Czym zajmuje się logopeda

Ocena użytkowników:  / 0

6 marca obchodzony był Europejski Dzień Logopedy. Przy tej okazji chciałabym przybliżyć Czytelnikom, czym zajmuje się logopeda, do kogo adresuje swoją wiedzę oraz gdzie przyjmuje małych i dorosłych pacjentów.


Nazwa zawodu  pochodzi od dwóch greckich słów: „logos” – oznacza słowo, „paideia” – wychowanie. Logopedzi zatrudniani są w resorcie oświaty: poradniach psychologiczno-pedagogicznych, poradniach specjalistycznych, szkołach, przedszkolach oraz w służbie zdrowia.

 

Zakres podejmowanych przez logopedę działań jest bardzo szeroki – od profilaktyki, czyli zapobieganiu powstawania wad wymowy od pierwszych dni życia, kiedy maleństwo zamieszkuje jeszcze pod sercem matki, poprzez okres noworodkowy, niemowlęcy, przedszkolny, po diagnozę i terapię zaburzeń mowy oraz komunikacji językowej osób starszych.

 

Czytaj więcej: Czym zajmuje się logopeda

Zgrzytanie zębami

Ocena użytkowników:  / 1

Dentysta

Czy faktycznie zgrzytamy zębami, gdy jesteśmy zrozpaczeni? Czy może z zupełnie innych powodów? Jakie są przyczyny tego, że młodzi i starsi zgrzytają zębami? I jak leczyć tę przypadłość? Zapytaliśmy o to eksperta z mińskiego Centrum Stomatologii MedExcellence – lek. dent. Jakuba Powałę.


Zgrzytanie zębami, zwane bruksizmem, jest chorobą polegającą na wywołanym nieprawidłowo kontaktującymi zębami lub mimowolnym wytwarzaniu zwiększonego napięcia mięśni żucia oraz tarciu powierzchniami przeciwstawnych zębów o siebie z siłą przekraczającą fizjologiczne obciążenie zgryzu. Może to w konsekwencji doprowadzić do znacznego zniszczenia tkanek zębów, rozchwiania ich oraz do degeneracji stawów skroniowo-żuchwowych. Szacuje się, że w mniejszym lub większym stopniu zaawansowania cierpi na tę przypadłość ok. 20-60 % społeczeństwa. Bruksizm zdecydowanie częściej dotyka osoby młode, co wiązane jest z większym narażeniem na silne emocje, wyrażane przez mięśnie mimiczne twarzy oraz mięśnie żucia. Organizm wyładowuje w ten sposób tłumione agresje, które u naszych praprzodków znajdowały ujście, np. w walce.

 

Do przyczyn bruksizmu zalicza się: wady zgryzu, silne emocje (np. stres, fobie) czy zakażenia pasożytnicze. Objawy bruksizmu to: starcie zębów, obnażanie się korzeni, ubytki przyszyjkowe, niedokrwienie śluzówki, krwawienie dziąseł, przerost i bóle mięśni żucia, wzrost napięcia i bóle szyi, mogące promieniować do barku i ręki, bóle głowy, karku, zaburzenia słuchu, zaburzenia produkcji śliny.

Czytaj więcej: Zgrzytanie zębami

Czas na dynię

Ocena użytkowników:  / 0

Dynia

Bogactwo kolorów i kształtów dyniowatych działa na wyobraźnię. Stragany na rynku uginają się od wielkich lub mniejszych pomarańczowych dyń – tych do jedzenia, albo małych pękatych i pręgowanych zielonych w kształcie gruszki, które świetnie nadają się do dekoracji domu.


Ale dynia to nie tylko wspaniała dekoracja, to przede wszystkim doskonałe warzywo na jesienne dni. Możemy ją dusić, gotować, piec, marynować, upiec ciasto, a nawet jeść surową w postaci sałatki. I co najważniejsze – jest bardzo zdrowa. Zawiera karoten mający działanie antyutleniające i zwalczające wolne rodniki, witaminy C, B1, B2, PP oraz mikroelementy, jak: fosfor, potas, żelazo, wapń i magnez.

 

Jej intensywny kolor działa na nas energetyzująco i pobudza apetyt. Szczególnie cenione są pestki dyni, gdyż mają działanie przeciwpasożytnicze – warto je więc dawać dzieciom,  jako przekąskę. Kto jeszcze nie jest z dynią za pan brat, radzimy jak najszybsze bliskie spotkanie. A na chłodne, jesienne dni polecamy szczególnie rozgrzewającą zupę krem. To danie szybkie do zrobienia, a przy tym pyszne i zdrowe!

Czytaj więcej: Czas na dynię

Lasagne z nadzieniem serowo-łososiowym

Ocena użytkowników:  / 0

LasagneLead: Dorota Wasińska w kuchni nie czuje się najpewniej. Mówi, że mąż gotuje od niej o niebo lepiej, ale na szczęście Dorota ma w zanadrzu kilka popisowych numerów kulinarnych, które obłaskawiają podniebienia rodziny i znajomych. Jednym z nich jest...


Lasagne z nadzieniem serowo-łososiowym


Każdy, kto choć raz zabrał się za przygotowanie jakiejkolwiek lasagne wie, że nie jest to prosta sprawa. A to makaron okaże się za twardy, a to całość rozpłynie się po upieczeniu, beszamel się  przypali lub zgęstnieje i kolejność warstw się pomiesza. Ale kiedy po różnych błędach i wypaczeniach pozna się wreszcie tajniki mieszania beszamelu i układania naprzemiennego płatów makaronu, nadzienia i tegoż oto sosu – można przystąpić do wariacji na temat lasagne, aby nie serwować tylko i wyłącznie tej a la bolognese. A wariacji na temat jest naprawdę wiele. Ta z nadzieniem serowo-łososiowym jest właśnie jedną z nich.

 

Czytaj więcej: Lasagne z nadzieniem serowo-łososiowym