Dzisiaj jest: 15 Październik 2018    |    Imieniny obchodzą: Jadwigi, Teresy, Brunona

Wiele wymagam od siebie

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Nr 133 str 10 Strefa sportu Jacek TomkiewiczZ maksymalną prędkością „rozkręcił” kolarstwo w naszym powiecie. Organizuje najważniejsze imprezy rowerowe w Mińsku i w okolicach. Trenuje zawodników skupionych w Klubie Sportowym V-Max, którzy zajmują wysokie miejsca na podium w ogólnopolskich wyścigach szosowych. W rozpoczętym właśnie sezonie Jacek Tomkiewicz zapowiada w „Strefie” kolejną eksplozję kolarstwa na najwyższym poziomie...

 

Nigdy nie ukrywałeś, że kolarstwo to jedna z najtrudniejszych i najbardziej wymagających dyscyplin sportowych. Mimo to, pod twoimi skrzydłami trenuje wielu młodych ludzi. A Klub sportowy V-Max ma swoje odnogi w wielu miejscowościach powiatu. Jak to ci się udało?

 

Jacek Tomkiewicz (J. T.) – Faktycznie, wszystkie dyscypliny wytrzymałościowe to olbrzymie obciążenia nie tylko dla organizmu, ale też dla umysłu młodego sportowca. Specyfika treningu sprawia, że nie wszyscy potrafią znieść tak wiele niedogodności i pokonać tyle przeszkód. Uprawianie kolarstwa w dzisiejszych realiach to olbrzymia dyscyplina, sztuka organizacji, systematyczność i pragmatyzm. Bez odpowiedniego nastawienia mentalnego, nikt tu nie zajedzie daleko. Sam trening na przestrzeni roku jest mocno zróżnicowany i ma skomplikowaną konstrukcję. Ale jest ze mną spora grupa młodych kolarzy, którzy, jak mogę sądzić, chcą znaleźć swoją sportową przyszłość w tym właśnie sporcie. Oczywiście, istnieje tzw. „obszar rotacji”, czyli osoby, które z różnych powodów nie utrzymały się w mojej grupie, jednak na ich miejsce szybko pojawiają się kolejne. Poza Mińskiem, na terenie naszego powiatu wyszukałem wielu młodych, pracowitych i utalentowanych adeptów kolarstwa. W Mrozach, Dębem Wielkim, Halinowie i Jakubowie już od kilku lat, wspólnie z tamtejszymi gospodarzami, robimy kawał dobrej roboty treningowej. Rok temu do grona „gmin przyjaznych kolarstwu” dołączył Cegłów. Jak mi się to udało? Myślę, że jeśli w życiu robisz coś z pasją, pełnym poświęceniem, masz konkretne, dopracowane pomysły i sposób ich realizacji, to czego trzeba więcej? Chyba jestem wystarczająco autentyczny i przekonujący, bo nie mam większych problemów, żeby namówić ludzi do współpracy. Czasem muszę włożyć garnitur i być panem prezesem, czy menadżerem, ale w jednej chwili potrafię wskoczyć w ciuchy kolarskie i być na treningu z zawodnikami. Jak wiesz, na wyścigach też nigdy nie odpuszczam.

Widzą to i oceniają młodzi ludzie, ich rodzice, nauczyciele... i potencjalni sponsorzy.

 

Twoi zawodnicy odnoszą wiele sukcesów. Bardzo ich ciśniesz?

 

J. T. – Tak, przyznaję, że „cisnę” moich podopiecznych. Zdarza mi się nawet krzyczeć, choć sam tego nie lubię. Wiem jednak, że na nich najsilniej działa coś innego. Obserwują, że ja sam wiele wymagam również od siebie, bo też ciężko trenuję. Sezon 2013 był dla nas rzeczywiście bardzo udany. Nieoczekiwanie V-MAX zdominował rywalizację w ogólnopolskim amatorskim peletonie szosowym „Super Prestige”, a nasz Adaś Borkowski, dzięki fantastycznej współpracy całej drużyny wygrał ogólnopolską klasyfikację generalną. Chłopaki niejednokrotnie też pokazali, że potrafią wygrywać także z kolarzami zawodowymi, co w innych dyscyplinach sportowych rzadko się zdarza. Nasza młodzież z determinacją podąża za starszymi kolegami i walczy w rozmaitych wyścigach MTB. A nieznana nikomu wcześniej w krajowych maratonach Małgosia Pyrek zdeklasowała wszystkie rywalki z krajowego podwórka MTB, wygrywając „generalke” Merida Mazovia MTB Marathon. To cieszy.

 

Zapowiadałeś, że w tym tym roku sporo będzie się działo na szosach w Mińsku i okolicach. W jakich wyścigach będziemy mogli oglądać kolarskie zmagania?

 

J. T. – Zaczniemy od „wysokiego C”. Już 11 maja na szosach Marianki, Barczącej i Chmielewa rozegrany zostanie Puchar Polski Masters. Pokaże się tam silny i liczny peleton z całego kraju, a ranga wyścigu każe przypuszczać, że szykuje się naprawdę ostra walka. To wydarzenie będzie miało oryginalny program i oprawę. Miasteczko sportowe i baza wyścigu zostanie zbudowana przed mińskim Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji przy Wyszyńskiego 56. Tam zapraszamy wszystkich gości i kibiców na rowerach. Powinni być obecni lokalni rowerzyści wraz z rodzinami oraz młodzież tutejszych szkół. Nadarzy się niepowtarzalna okazja, żebyśmy wszyscy razem na rowerach, w tempie „spacerowym” przejechali razem z kolarzami w kierunku Marianki. Tam już kolarze rozpoczną poważne ściganie, natomiast pozostali będą mogli obejrzeć dobry wyścig i pokibicować naszym chłopakom. Z kolei 7 czerwca taki sam liczny peleton wjedzie na teren Mrozów. To będzie wielki debiut nowej trasy wiodącej przez Dąbrowę i Sokolnik. Moim zdaniem trasa w Mrozach może być przebojem sezonu za sprawą wymagających podjazdów w okolicy Dąbrowy i w samym Sokolniku. A 29 czerwca w Dębem Wielkim oraz 27 września w Mińsku zobaczymy pojedynki sprinterskie, które zawsze podnoszą poziom adrenaliny u kibiców i u zawodników. Taką możliwość dają widowiskowe kolarskie kryteria uliczne. A niezależnie od głównego kalendarza imprez, systematycznie, w każdy czwartek rozgrywane będą szosowe potyczki nazywane „Szybkimi Czwartkami”. Miejscem przedwieczornej rywalizacji jest wspomniana wcześniej słynna pętla chmielewska – ulubione miejsce mińskich rolkarzy, biegaczy i rowerzystów. W każdy czwartek meldują się tam kolarze różnych klubów z Mazowsza, gwarantując świetną zabawę i solidną męską walkę na lotnych premiach.

 

Najważniejszy wyścig sezonu to...

 

J. T. – Mam na celowniku kilka wyścigów, do których szykuję formę, ale wiadomo też, że każdy sportowiec chce dobrze wypaść w czasie imprez organizowanych na własnym podwórku. Niestety, czasami związana z tym presja jest skutecznym hamulcem. W zeszłym sezonie bardzo chciałem wygrać na własnym terenie i udało się w Mińsku i w Mrozach. Ale w Dębem Wielkim na finiszu efektownie „przeszlifowałem asfalt” i wyścig skończyłem w ambulansie medycznym.

 

A nie myślałeś o zorganizowaniu jakiegoś dużego wyścigu MTB, aby oprócz kolarstwa szosowego, zaszczepić także bakcyla jazdy w terenie?

 

J. T. – Oczywiście, że tak. W poprzednich latach z powodzeniem robiliśmy fajne wyścigi dla kolarzy górskich w Mińsku, Dobrem, Mrozach, Mistowie, Okuniewie, Cegłowie, czy Dębem Wielkim. Trzeba pamiętać, że do organizacji jakiejkolwiek imprezy kolarskiej nie wystarczy sam entuzjazm, doświadczenie i chęć do pracy. Wiadomo, że każda z tych imprez musi być doinwestowana z lokalnej samorządowej skarbonki, tak więc nie jest łatwo. Naszej działalności organizatorskiej absolutnie nie traktujemy w kategoriach dochodowych, tak jak robią to organizatorzy największych masowych imprez rowerowych w kraju. Mamy więc ograniczone możliwości i dużo czasu spędzamy na kalkulacjach z ołówkiem w ręku. Na pociechę entuzjastom MTB przypomnę, że na Mazowszu mamy prawdziwy urodzaj kolarskich wyścigów terenowych, a wielkie kompleksy leśne Otwocka, Wesołej, Anina czy Legionowa dają szansę uczestnictwa w nich również mińszczanom. W tym sezonie, na terenie powiatu zamierzam nieco inaczej zaszczepiać bakcyla jazdy plenerowej. Okazją do wspólnego wycieczkowania po okolicznych szlakach rowerowych będzie kilka imprez o charakterze turystyczno-rekreacyjnym. Taka forma „rowerowania” jest niezwykle przyjemna, pouczająca i zapewne niedroga. Zamiast bidonu i przypiętego numeru startowego zabieramy plecaki, mapki terenu i aparat fotograficzny. Może jeszcze kiełbaskę na ognisko.

 

Jesteś prezesem Klubu Kolarskiego V-MAX, trenerem, organizatorem wyścigów, sam ciągle startujesz w zawodach. Skąd czerpiesz na to siły ?

 

J. T. – Cała ta działalność funkcjonuje na zasadzie naczyń połączonych. Nie umiałbym z czegoś zrezygnować, albo rozdzielić któryś z tych obszarów. Nigdy nie zastanawiałem się, skąd mam siłę. Myślę, że w dużym stopniu od ludzi. Robię w życiu to, co lubię i oddaję się temu. Cieszę się, jeśli ktoś to pozytywnie ocenia, ale też z uwagą i pokorą słucham krytyki. Jedno i drugie pobudza mnie do jeszcze większego wysiłku. Tak chyba powinno być.

 

Nie miałeś chwil zwątpienia? Nie myślałeś czasem, żeby sobie odpuścić?

 

J. T. – Każdy z nas miewa takie momenty. Wtedy mówimy, że już dosyć, albo, jak tak, jak kolarze: „zrzucamy na miękko”. Niekiedy człowiek ma w życiu do pokonania koszmarnie ciężki podjazd, ale wie, że on kiedyś musi się skończyć. Nagrodą jest fantastyczny piękny zjazd i zasłużony odpoczynek. Potem wspomina się taki wyścig z radością, ale najgłębiej w pamięci tkwią te straszne podjazdy. Najciekawsze jest to, że my nagle sami zaczynamy szukać „kolejnych podjazdów”. W wyścigu, jak w życiu.

 

Jak rozpocząć kolarską przygodę z Klubem V-Max?

 

J. T. – Wystarczy wejść na stronę internetową klubu: www.vmaxkolarze.pl Można napisać lub zadzwonić. Chętnie rozmawiam również z rodzicami młodych kandydatów i staram się odpowiedzieć na wszystkie pytania. Potem jest już spotkanie i pierwsze „rozpoznawcze” treningi. Z czasem przychodzi czas na testy, ale to już dłuższy temat. W każdym razie – zapraszam do kolarstwa dzieci od lat 9 z terenu całego powiatu mińskiego. I zachęcam do śledzenia kalendarza imprez na naszej stronie. Niebawem dopiszemy tam również imprezy MTB oraz inne rajdy i wycieczki.

 

Rozmawiał DM, fot. V-Max

You have no rights to post comments