Dzisiaj jest: 21 Wrzesień 2018    |    Imieniny obchodzą: Hipolit, Mateusz, Daria

Na tropie Karolaka

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

1Na tropie Karolaka


Wydawać by się mogło, że znamy go wszyscy z filmów, relacji z festiwali filmowych, kolorowych magazynów, opowieści dziwnej treści. Ale czy to wiedza pewna, sprawdzona, nie wymyślona? Postanowiliśmy udać się do źródła i przedstawić Tomasza Karolaka jako syna, brata i kumpla. Na tropie Karolaka rozmawiamy z jego rodzicami, bratem i najlepszym przyjacielem.


Hanna i Andrzej Karolakowie od 31 lat mieszkają w Mińsku. Zwyczajni ludzie, bardzo kontaktowi, przyjacielscy i rodzinni. Są bardzo dumni ze swoich dwóch synów: Tomka i młodszego Piotrka. Teraz do rodziny dołączył pies rasy dramatycznej, czyli skrzyżowanie jamnika z bernardynem, którego Tomek nazwał Dramat (ciekawe, czy to skojarzenie z teatrem czy z wyglądem psa?).


Popularność Tomka trudno porównać do jakiegokolwiek innego polskiego aktora. Jak to zmieniło Wasze życie?

Hanna Karolak (H. K.) – Jesteśmy tacy sami, jacy byliśmy, z tą różnicą, że rozpiera nas duma z powodu syna. Dzięki Tomkowi mieliśmy też szansę poznać wielu sławnych ludzi z pierwszych stron gazet – aktorów, polityków, nawet Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Dziennikarze robią z nami wywiady, pytają o Tomka, czasami jakiś paparazzi pstryknie nam fotkę z ukrycia, ale nie „odbiła nam woda sodowa” z tego powodu. Cieszymy się z tego wszystkiego i staramy nadal żyć normalnie.

A jaki był Tomek jako dziecko?

H. K. – Bardzo spokojny, obowiązkowy, nie sprawiał żadnych kłopotów. Zawsze dużo czytał, a nauka przychodziła mu łatwo. Może to dziwnie zabrzmi, ale wtedy, kiedy był małym chłopcem, martwiliśmy się, że... nie umie się bić. Andrzej musiał reagować, aż w końcu nauczył go, jak się nie dawać kolegom na podwórku. A później Tomek wyrósł wielki jak dąb i nie musieliśmy się martwić o to, że sobie nie poradzi. Tak jest do dzisiaj.


Czy już jako dziecko przejawiał talent aktorski?2

Andrzej Karolak (A. K.) – Od małego śpiewał, deklamował wiersze, buzia mu się nie zamykała. Dobrze pamiętam podróż z Radomia do Kołobrzegu, około 500 km w trasie – Tomek przez całą drogę mówił, śpiewał i nie robił sobie żadnych przerw, mimo że co jakiś czas podejmowaliśmy próby uciszenia go.

H. K. – Tomek od małego miał w sobie to „coś”. Przyciągał uwagę ludzi, był przebojowy i radosny. Nawet nasz sąsiad, Marian dawno temu mu przepowiedział – „Ty kiedyś zrobisz wielką karierę i będziesz sławny!” I tak się stało.


Jak to jest być rodzicem sławnego dziecka? Czy wynikają z tego powodu dla Państwa jakieś nieoczekiwane lub niełatwe sytuacje?

A. K.  – Na początku, kiedy Tomek zaczął być rozpoznawalny, było to chyba po emisji serialu „Baobab”, bardzo przeżywaliśmy zjadliwe komentarze na jego temat, jakie pojawiały się w Internecie. Teraz nie zwracamy już na to uwagi. Znamy swojego syna, wiemy, jaki jest i jesteśmy z niego niezmiennie dumni.

H. K. – Zresztą, zanim Tomek zdobył sławę i rozgłos, też rozpierała nas duma. Grał wtedy głównie w teatrach: w Starym i Słowackiego w Krakowie, w Teatrze Nowym w Łodzi, w Warszawie w Montowni i Narodowym. Jeździliśmy na spektakle i trema nas zjadała jakbyśmy to my stali na scenie. Ale zawsze wychodziliśmy po spektaklach zachwyceni synem. Już wtedy odnosił duże sukcesy, mimo, że nie był tak popularny, jak teraz. A teatralna wersja „Testosteronu” z jego udziałem grana była przez cztery lata, zawsze przy pełnej widowni. To był ogromny sukces.

A. K. – Teraz Tomek ma własny teatr IMKA, w którym też bywamy na spektaklach. Śledzimy uważnie jego karierę, czytamy wszystkie wywiady, recenzje, a jest tego multum. Niemal codziennie pojawiają się jakieś informacje. Pewnie, że bzdury, które wypisują o jego życiu prywatnym nadal potrafią nas zaboleć, ale już nauczyliśmy się z tym żyć.

H. K. – Na początku Andrzej irytował się i złościł na autorów niewybrednych komentarzy o synu, teraz tylko współczujemy ludziom, którzy anonimowo w sieci wylewają w taki niski sposób swoją złość. 


44Wszyscy rodzice chcieliby, aby ich dziecko w przyszłości było spełnione zawodowo, docenione i szczęśliwe. Co mama i tata „Wielkiego Karolaka” mogliby im doradzić w tej kwestii?

A. K. – Najważniejsze to praca, nauka, dyscyplina i miłość. Trzeba dziecko wspierać, akceptować i wierzyć w nie, choć sam złapałem się w pułapkę bezkrytycznej wiary  dziecku, kiedy Tomek był w ogólniaku i pewnego razu poskarżył się z jakiegoś błahego powodu na swoją wychowawczynię. Ja, zamiast dojść prawdy, poszedłem do szkoły z pretensjami, a pani okazała się być wspaniałą i uwielbianą kobietą przez swoich wychowanków. Jednym słowem – zachowałem się niezgodnie ze swoim sumieniem, bo zawsze przyznawałem rację pedagogom. Pani wychowawczyni do dzisiaj jest dobrze wspominana przez syna i całą klasę. Była bardzo tolerancyjna i miała rewelacyjny kontakt z młodzieżą. Bycie rodzicem, który za bardzo chce ochronić swoje dziecko i załatwić za niego różne sprawy – czasami nie popłaca.


Jaki jest Państwa ulubiony film z udziałem Tomka?

A. K. –  „Baobab”, bo to bardzo śmieszny serial i bardzo prawdziwy. Wiem coś na

ten temat, bo sam przez długi czas pracowałem w wojsku.

H. K. –  A ja najbardziej lubię „Rodzinkę.pl”. Ostatni hit z udziałem syna to właśnie serial „Rodzinka.pl”.


Ile jest Tomka w serialowym Leonie. Czy są w jakimś stopniu podobni?

H. K. – Ależ skąd! Nie ma nawet 10% podobieństwa. Leon i Tomek to skrajnie różne charaktery.

A. K. – Leon jest pantoflarzem i domatorem, a nasz Tomek jest skręcony, szybki, impulsywny i niezależny.


Czy Tomek często bywa w Mińsku?

H. K. – Pamięta o przyjaciołach i ich odwiedza. Jego stara paczka ze szkoły nadal trzyma się razem. Tomek przyjeżdża na imprezy i wspólne wigilie, mimo natłoku zajęć. My też mamy go za mało, ale jesteśmy w stałym kontakcie telefonicznym. Dba o nas, wyremontował nam mieszkanie, a na naszą 40-tą rocznicę ślubu podarował piękne auto. Rozumiemy, że jest zalatany i kibicujemy mu gorąco, a brak synów w domu rekompensują nam wspaniałe wnuki, które bardzo kochamy.


A Lenka, córka Tomka, w czym jest do niego podobna?

H. K.  – Ma szczerbę miedzy zębami (śmiech) i tak jak jej tata – od małego deklamuje i śpiewa, jak najęta. Ma świetną pamięć i w ogóle jest bardzo zdolna.

A. K. – A Tomek, jak go obserwuję, jest dla niej dużo lepszym ojcem niż ja byłem dla moich dzieci. I bardzo się cieszę z tego powodu.


3

Piotr Karolak – młodszy brat Tomka, podobny z postury do „Wielkiego Brata”, Tak samo wysoki i równie charyzmatyczny. Ma identyczne poczucie humoru. Na co dzień zajmuje się produkcją filmową.


Co najbardziej Cię irytuje w Tomku?

Piotr Karolak (P. K.) – Chyba brak czasu, kiedyś miałem go więcej dla siebie.


Za co go podziwiasz?

P. K. – Za upór z jakim dążył do tego, kim teraz jest. Kiedyś mówił, że będzie sławny.


Co według Ciebie jest dotychczas największym dokonaniem Tomka?

P. K. – O to trzeba jego zapytać. Ale według mnie, chyba to, że z tak wielkim nochalem i szczerbą na papierosa między jedynkami zrobił taką karierę. (śmiech)


Współpracowałeś zawodowo z bratem?

P. K. – Tak, mamy na koncie parę wspólnych produkcji filmowych, serialowych i reklamowych,  np. „Ciało” czy „Kryminalni”.


A czy macie wspólne plany zawodowe?

P. K. – Może kiedyś? Na razie każdy z nas podąża swoją drogą i każdy ma sobie jeszcze coś do udowodnienia.


55Michał Słomczyński – najlepszy kumpel Tomka z czasów liceum. Ich przyjaźń przetrwała do dzisiaj – łączą ich nie tylko wspomnienia, ale i aktualne zainteresowania.  Michał też zawodowo związał się z „branżą” – jest reżyserem i prowadzi agencję zajmującą się castingami, na co dzień więc obcuje z wieloma gwiazdami polskiego show biznesu.


Jak myślisz, jaka osobowa cecha Tomka sprawiła, że dzisiaj jest tak sławny?

Michał Słomczyński (M. S.) – W przypadku Teddy’ego, bo tak był nazywany przez długie lata, to na pewno: pracowitość, ambicja i to „coś”, czyli tzw. czar osobisty plus charyzma.


Pamiętasz, jakie były jego początki w zawodzie?

M. S. – Rozumiem, że pytasz o zawód aktora? Upewniam się, bo Tomek imał się wielu zawodów, np. pracował w cegielni, jako ochroniarz-ochraniacz osiedlowy czy kupiec-handlarz. Ale poważnie mówiąc, początki jego kariery zawodowej były dobre, ciekawe, szalone i czasami ciężkie. Tomek walczył o siebie, był zdolny, uparty i jak zawsze brylował. Wcześniej miał kilka nieudanych prób posiadania legitymacji studenckiej PWST, ale dostał się w końcu do wymarzonej Szkoły Aktorskiej

i... płynął, leciał i ciężko pracował. Poznał tam wielu Szanownych Krakowskich Artystów. Pokochał ich, a oni jego. No i się zaczęło. Trochę tu, trochę tam. Zawsze ambitnie i nie tuzinkowo. Potem jeden film, drugi, kilka dobrych przedstawień, parę chałtur i poszło.


Jak Twoim zdaniem będzie dalej rozwijała się jego kariera?

M. S. – Oby szczęśliwie i kwitnąco. Mam nadzieję, że jako aktor i dyrektor teatru będzie dorodnie dojrzewał artystycznie i biznesowo.


A jaki był w czasach liceum?

M. S. – Każdy go lubił. Silna i pozytywna osobowość. Duży dystans do siebie i do świata, inteligencja, wrażliwość, olbrzymie poczucie humoru. No i rock&roll i hardcore!


Bardzo się zmienił?

M. S. – I tak, i nie. Każdy z nas wczoraj był inny, dzisiaj jest taki, jutro jaki będzie, nikt nie wie. Kręgosłup krzywy, podobny do tego za młodu, czyli prawie taki sam, tylko okoliczności i czasy nie te same.


Twoje najzabawniejsze wspomnienie związane z Tomkiem.

M. S. – Było ich dużo i nie umiem powiedzieć, które jest naj. Ale przypominam sobie, jak kiedyś pojechaliśmy na Mazury nad jezioro do malutkiej wsi. Był tam jeden sklep, jeden bar i oczywiście sobotnia dyskoteka dla całej okolicznej młodzieży. Tradycją już była wojna między jurnymi i pijanymi autochtonami. My, czyli obcy siedzieliśmy z boku i poważnie przerażeni tylko mogliśmy obserwować prawdziwą i krwawą sztachetową zabawę. Nagle, ni stąd ni zowąd – Tomek zerwał się z ławki i udając komentatora sportowego, który ma mikrofon w ręku, wtopił się w rozszalały tłum i zaczął zadawać bijącym się indywidualne pytania natury polityczno-gospodarczo-kulturalnej. Po czym wszedł na niewysoki taras i zaczął głośno deklamować wiersz. Swoim dość nietypowym zachowaniem popsuł im całą bijatykę wprowadzając wszystkich obecnych w zdumienie i konsternację. Tak, kochaliśmy i kochamy się śmiać.


Rozmawiała Dorota Berg


You have no rights to post comments