Dzisiaj jest: 25 Kwiecień 2018    |    Imieniny obchodzą: Marek, Jarosław, Wasyl

Samochodem do Chorwacji

Ocena użytkowników:  / 1

CIMG3545Samochodem do Chorwacji


W tym roku, podczas rodzinnej narady zapadła decyzja: jedziemy do Chorwacji. Ale nie do hotelu all-inclusive, tylko do zwykłej kwatery wynajmowanej u lokalnej gospodyni. I nie lecimy samolotem, tylko na miejsce dotrzemy samochodem.

Po półtorej doby pakowania się, wyruszyliśmy w połowie dnia. Jeszcze przed wyjazdem postanowiliśmy, że na nocleg zatrzymamy się w Polsce. Po sześciogodzinnej podróży dotarliśmy do Zakopanego. Następnego dnia wyjechaliśmy wczesnym rankiem, bo nie chcieliśmy utknąć gdzieś w korku na trasie wyścigu Tour de Pologne. Nie to, żebyśmy mieli coś przeciwko kolarskim zmaganiom, ale jednak cel naszej podróży daleki, a czas nas gonił. Ruszyliśmy więc przez Słowację, Austrię, potem niezwykle zieloną Słowenię i w końcu dotarliśmy do Chorwacji, a właściwie do celu naszej podróży – Zadaru, miasta na wybrzeżu Dalmacji. Pierwsze wrażenie: naprawdę ciepło, wręcz gorąco. Pierwszej nocy ciężko było usnąć.


Rano na plażę i pod wodęmarina w Chorwacji

Ale kiedy następnego dnia pojechaliśmy na plażę humory się nam poprawiły, bo i wiaterek przyjemny, i woda cieplutka. A widoki naprawdę niesamowite – w końcu nie często się widzi góry nad morzem. I kolejne spostrzeżenie – dachówki na dachach domów, które u nas zostały prawie całkowicie wyparte przez blachę falistą. A w Chorwacji są na każdym dachu, ponieważ nie nagrzewają się aż tak bardzo. W dodatku, gdy stanie się na wzgórzu nad miastem, widok jest niesamowity – czerwone może jednakowych dachów. Widać, że Chorwaci bardzo dbają o tradycję.

Trzeciego dnia, gdy już znudziło nam się leżenie na plaży, a i nasze plecy musiały odpocząć (słonko operuje tu naprawdę nieźle) wybraliśmy się na wycieczkę. Pierwszym celem była wyspa Nin, z pozostałościami po Imperium Rzymskim, czyli kolumnami, bramami i kościołami. Wąskie uliczki, stragany z pamiątkami, kawiarnie. Ale to nie jedyne zalety tego miejsca, gdyż na wyspie znajduje się jedyna w tym rejonie niekamienista plaża. Chociaż, w porównaniu z polskimi, np. w Chałupach, to piaszczystą ciężko ją nazwać. W związku z kamienistymi plażami i takim samym, a nawet bardziej ostrym dnem morskim, obowiązkowe są tutaj buty wodne. Przekonałem się o tym na własnej skórze, bo stopy pociąłem sobie w kilku miejscach. Za to pod wodą – coś, czego w Polsce nie zobaczymy: ukwiały, kolorowe rybki, mnóstwo dużych muszli, kraby. I wiele skarbów. Rząd Chorwacji, by uchronić kraj przed wywożeniem podwodnych pamiątek zabronił samodzielnego (bez klubu) nurkowania z butlami tlenowymi.


Czytaj więcej: Samochodem do Chorwacji

"Wędkować trzeba lubić"

Ocena użytkowników:  / 2

Nr 48 str 6 Strefa pasji Wędkarz 1Człowiek ucząc się przez całe życie zdobywa umiejętności, a ja, dzięki wędkarstwu ubarwiam jeszcze to wszystko ciągłymi eksperymentami, które przynoszą mi niezłą satysfakcję i ciągłe niespodzianki – mówi Piotr Głażewski, zapalony wędkarz z Mińska. Czy rzeczywiście z pozoru nudne zajęcie może okazać się przyjemnością i sposobem na ucieczkę od pędzącego świata? Dowiedzmy się, jak to wygląda w przypadku pana Piotra.


A cóż to za eksperymenty, o których Pan mówi?

Piotr Głażewski (P. G.) – Gotowanie. Eksperymentuję z rybami na wszelkie sposoby i muszę przyznać, że dobrze mi to wychodzi. Palce lizać! (śmiech) Na przykład taki dorsz w ziołach, o którym pisałem na swoim blogu.




Blogu?

P. G. – Tak, prowadzę wędkarskiego bloga www.joker.wedkuje.pl Jak sama nazwa wskazuje, można przeczytać tam o wszystkim, co jest związane z wędkowaniem i rybami. Co ciekawe, przez pisanie bloga można zareklamować Mińsk, ryby, które można tu złowić i dzięki temu przyjeżdżają do nas wędkarze z innych miast. Zapraszam zatem do poczytania (śmiech).


Czytaj więcej: "Wędkować trzeba lubić"

Szymon i Łucja czytają

Ocena użytkowników:  / 0

a właściwie czytam im ja. Czytam rano, w południe i wieczorem, na śniadanie, na obiad i po kolacji. Ale tym razem czytam również sobie, bo książeczki dotyczą dwóch największych bolączek rodziców związanych z ich pociechami, czyli spania i chorowania...

 

Nr 48 str 16 Strefa coś dla dycha szymon i łucja źle się cujesz SamKto miał problemy z ułożeniem do snu dziecka, ten wie, że jest na „bezsenność” kilka sposobów. Jeden z nich to metoda „na twardo” – tak każe zaklinaczka, tudzież jakaś inna czarodziejka mówiąca językiem niemowląt – kładzie się do łóżeczka krzyczące dziecię i wychodzi z pokoju, a potem się czeka aż przestanie płakać, zaglądając do niego w jakimś dziwnym minutowym systemie. Sposób, niestety, nie jest doskonały, bo rodzic złamany wielogodzinnym krzykiem kapituluje i przechodzi na drugą stronę mocy, zwaną rodzicielstwem bliskości, w którym to bachorzęta lądują w wygodnym i kiedyś dużym łóżku rodziców na najbliższe kilka lat... Przez chorowanie też każdy przechodził, czuwał przy łóżeczku dziecka uzbrojony w miskę, termometr i pyszny syropek „po którym będziesz taki duży i silny jak tatuś”... Skutkowało tylko czasem.Nr 48 str 16 Strefa coś dla dycha szymon i łucja Całus

 

Wszystkie te bolączki nie ominęły również pewnej miłej Pani Misiowej, która wraz z synkiem Samem zamieszkuje biały domek przy ulicy Mirabelkowej. Sam nie chce spać, a jego mama zachodzi w głowę z jakiego powodu, przecież przeczytali już ulubioną bajkę synka, wypili ciepłe mleczko, nóżki Sama mają już zrobione przytulne gniazdeczko z kocyka, a ukochane przytulanki czekają na sen. Dlaczego więc Sam nie chce spać? Dowiecie się tego z książki Amy Hest „Całus na dobranoc”.

 

Ale nie dość, że Sam nie może usnąć, to jeszcze zaczął brzydko kaszleć, a niespecjalnie lubi syropy – „za duża łyżka i stanowczo za dużo syropu” – marudzi mały miś. Ale Pani Misiowa jest cierpliwa i znajduje sposób na podanie małemu lekarstwa. „Całus na dobranoc” i „Czy się źle czujesz, Sam” to dwie urocze książeczki opowiadające o potrzebach każdego dziecka: o całowaniu, przytulaniu i

trosce, jaką rodzice powinni obdarzać swoje pociechy. A mama Sama to prawdziwy wzór do naśladowania – cierpliwa i wyrozumiała.

 

Myślę, że sukces obu książek tkwi także w przepięknych ilustracjach Anity Jeram. Obrazki są wręcz bajkowe, ale przy tym tak sugestywne, że czytając o tym, jak „nad ulicę Mirabelkową nadciągnęła lodowato zimna noc” czuje się przeszywający chłód wieczoru. Na szczęście, po

przewróceniu kartki przenosimy się już do ciepłego domu Pani Misiowej i to ciepło także naprawdę można odczuć. Także Szymon i Lusia twierdzą to samo, bo do tych dwóch książeczek wracamy regularnie od 3 lat (czyli od momentu, gdy synek miał 1,5 roku). Niektóre rytuały Sama i Pani Misiowej przenieśliśmy do naszego domu – mamy wieczorną poczytajkę i robimy sobie kocykowe gniazdka dla nóżek :)

 

Książki zostały wydane przez wydawnictwo Egmont i są już od dawna niedostępne na rynku. Można je jeszcze czasem zdobyć na Allegro, albo w antykwariatach. Na szczęście, można je również wypożyczyć Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mińsku. Serdecznie je polecamy :) My jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami „Całusa” i śmiało mogę powiedzieć, że to książka, która trafi w naszym domu do kuferka z napisem „dla wnucząt”.

 

Tekst i fot. Anna Noszczak

Nowomowa, czyli nomen omen 2

Ocena użytkowników:  / 1

Nr 47 str 6 Strefa obyczajów nowomowa 1Nowomowa, czyli nomen omen 2


Zapraszam Państwa do przeczytania drugiej części mojego felietonu poświęconego przemianom zachodzącym w języku polskim. Już na wstępie zawahałam się przy użyciu słowa „część” – wyraz ten prezentuje się bowiem tak non trendy jak prochowiec z ortalionu w oparach naftaliny.

W modzie panuje od pewnego czasu tendencja używania słów brzmiących anglojęzycznie. Cóż, większość technicznych nowinek przybywa do nas z Zachodu wraz z całym dobrodziejstwem słownego inwentarza. Ponadto spora grupa społeczeństwa (najczęściej ta poniżej czterdziestki) włada swobodnie językiem angielskim, wplatając pojedyncze słowa w polskie zdania. Z Hollywood, czyli też z Zachodu, przyplątał się trend na sezony (ang. seasons) filmowe, które wyparły rodowite określenie „seria”. Mamy więc sezon na ogórki i 4. sezon „Dr. House’a”.

Czytaj więcej: Nowomowa, czyli nomen omen 2

Mrozy na lato i nie tylko...

Ocena użytkowników:  / 0

Nr 47 str 7 Strefa na wakacje Mrozy 6Mrozy na lato i nie tylko...


Tramwaj konny, ścieżka edukacyjna, park nad wodą, place zabaw dla dzieci, wystawa nowoczesnych technologii to atrakcje, które na pewno przyciągną do Mrozów wszystkich, którzy chcieliby miło i rodzinnie spędzić czas. Uroczyste otwarcie kompleksu turystycznego odbędzie się w piątek, 10 sierpnia o godz.  13.00

Historia tramwaju konnego kursującego na trasie Mrozy-Rudka w latach1902-1967 związana jest z budową szpitala w Rudce, który powstał na skutek rozszerzającej się w 1898 r. epidemii gruźlicy. Pierwotnym zadaniem tramwaju był dowóz materiałów budowlanych ze stacji Mrozy na plac budowy lecznicy. Kiedy oddano do użytku sanatorium zdecydowano, aby kolejka nadal służyła szpitalowi i pensjonariuszom. Niestety, w latach 60. XX w. tramwaj przestał kursować. Dopiero kilka lat temu władze samorządowe gminy Mrozy wraz ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Mrozów postanowiły odbudować kolejkę. Minister Środowiska wyraził zgodę na powtórne jej kursowanie w rezerwacie „Rudka Sanatoryjna”, przez który przebiegała trasa. Odtworzono szlak, położono podkłady, wykonano replikę wagonu, zamontowano szyny na długości niecałych 2 km i obecnie tramwaj kursuje regularnie w soboty i w niedziele.

Czytaj więcej: Mrozy na lato i nie tylko...

Ławeczka Jana Himilsbacha

Ocena użytkowników:  / 3

Nr 47 str 11 Strefa inicjatyw Ławeczka HimilsbachaŁaweczka Jana Himilsbacha


Muzeum Ziemi Mińskiej (MZM) wspólnie z Towarzystwem Przyjaciół Mińska Mazowieckiego (TPPM) realizują projekt ławeczki upamiętniającej Jana Himilsbacha. Stanie ona przy Miejskiej Bibliotece Publicznej, a jej odsłonięcie nastąpi 9 września podczas 4 Festiwalu Jana Himilsbacha. To pomysł na promocję Mińska i zachęta, by takie małe dzieła architektury tworzyć w całym mieście. Zapytaliśmy Leszka Celeja, dyrektora MZM, o szczegóły ławeczkowego przedsięwzięcia.


Skąd pomysł na ławeczkę Himilsbacha?

Leszek Celej (L. C.) – W ubiegłym roku, w trakcie Festiwalu Jana Himilsbacha zasugerowałem publiczności, że niedaleko biblioteki mogłaby stanąć ławeczka poświęcona znanemu mińszczaninowi. Spotkało się to z dużym aplauzem i od tamtej pory szukałem możliwości sfinansowania tego projektu. Od samego początku nie ma tu żadnej ideologii czy dorabiania tzw. gęby, jest tylko czysta zabawa skierowana na Jana Himilsbacha, który był człowiekiem rozrywkowym i z dużym dystansem do siebie.


Czytaj więcej: Ławeczka Jana Himilsbacha

W 70. rocznicę zagłady mińskiego getta

Ocena użytkowników:  / 1

Nr 47 str 14 Strefa historii żydzi 1W 70. rocznicę zagłady mińskiego getta


Przed II wojną światową, wedle różnych szacunków, w Mińsku mieszkało 5800 Żydów, którzy stanowili 35% ogółu wszystkich mieszkańców miasta. Po wymordowanej podczas hitlerowskiej okupacji ludności żydowskiej nie zostało wiele namacalnych śladów...

Jednym z nich jest cmentarz znajdujący się u zbiegu ulic Dąbrówki i I PLM „Warszawa”. Poza tym, na strychach domów mińszczan przechowywane są pamiątki po dawnych żydowskich sąsiadach – drejdle, mezuzy, zdjęcia, przedmioty rytualne, a nawet religijne księgi i ich fragmenty. Spuścizna ta przedstawia się jednak skromnie, wziąwszy pod uwagę intensywność, z jaką społeczność żydowska żyła w Mińsku. Z tych względów pamięć o Żydach, znajomość ich historii i problemów, a w końcu także okoliczności zagłady wydają się być istotne, jako element tożsamości miasta. Głównym bodźcem do wspomnienia o mińskich Żydach jest jednak 70. rocznica likwidacji mińskiego getta – 21 sierpnia 1942 roku.


 

Czytaj więcej: W 70. rocznicę zagłady mińskiego getta

Park miejski im. Dernałowiczów

Ocena użytkowników:  / 1

Nr 46 str 14 Strefa historii park pocztówka 1Zabytkowy park miejski w Mińsku im. Dernałowiczów jest jednym z największych na terenie wschodniego Mazowsza. Do połowy lat 40-tych XX w. wchodził w skład dóbr ziemskich Mińsk i był własnością prywatną. Został założony prawdopodobnie w początkach XVII w. jako ogród włoski.

Nr 46 str 14 Strefa historii park pocztówka 2

 

Na początku XIX w. park przekształcono w stylu neoromantycznym z wykorzystaniem systemu wodnego. Po 1867 r. został znacznie rozszerzony przez kolejnego właściciela dóbr ziemskich Mińsk – Seweryna Dorię-Dernałowicza. Skorygowano wtedy linie brzegowe stawów otaczających pałac z trzech stron, spiętrzając ich wody jazami (znajdują się one przy obecnej ul. Budowlanej, ul. Parkowej, przy bramie do pałacu i przed mostem na ul. Warszawskiej). W 1944 r. park z pałacem zmienił właściciela, którym stał się Skarb Państwa (w wyniku reformy rolnej z 1944 r.) – park i bezpośrednio przyległe do niego grunty zostały włączone do miasta. 12 grudnia 1957 r. park miejski wpisano do rejestru zabytków pod nr 79/4/57.

Część parku znajdująca się przy skrzyżowaniu ul. Warszawskiej i Ogrodowej została włączona do parku dopiero po II wojnie światowej. Wcześniej w tym miejscu znajdowały się zabudowania żydowskich mieszkańców miasta. Po zniszczeniach wojennych zostały one rozebrane i na powstałej w ten sposób przestrzeni urządzono skwer z klombami.

 

Czytaj więcej: Park miejski im. Dernałowiczów

Na Farmie Iluzji

Ocena użytkowników:  / 1

Tutaj nic nie jest takie, jakie się wydaje – woda płynie w górę pochylonego stołu, bile same odnajdują drogę do łuz, dom magicznie obraca się w kierunku patrzącego na niego turysty... Niespełna 80 km od Mińska w miejscowości Mościska mieści się park rozrywki, którego właściciele skutecznie namieszali turystom w głowach.


Nr 46 str 7 Strefa na wakacje farma iluzji 4

Nr 46 str 7 Strefa na wakacje farma iluzji 2

Nr 46 str 7 Strefa na wakacje farma iluzji 1

Nr 46 str 7 Strefa na wakacje farma iluzji 3

 



Farma Iluzji to miejsce magiczne i wyjątkowe. Na powierzchni kilku hektarów rozmieszczono intrygujące eksponaty, które wystawiają na próbę nasze postrzeganie świata i znajomość praw fizyki. W Chacie Tajemnic, prawdopodobnie jedynym takim domu na świecie, niemożliwe staje się możliwe. Jednym z iluzyjnych żartów jest np. możliwość pozostawienia własnej głowy na talerzu... bez tułowia. Może to dobry sposób na migrenę? Dzieci mogą też buszować w Wiklinowym Labiryncie, a dorośli zagrać w Giga Szachy. Ścieżka Złudzeń pokazuje, że za pomocą potencjalnie zwykłego obrazka można zaburzyć nasze postrzeganie wielkości, kolorów czy kształtów. Z kolei aby przekonać się, czym jest efekt szklanej planety, albo czy rzeczywiście wyglądamy tak, jak postrzegamy siebie w domowych lustrach, trzeba odwiedzić Muzeum Iluzji. Na Farmie wybudowano także studnię głębinową, dzięki której dokopano się ponoć do środka Ziemi. Właściciele parku zapewniają, że nie mają przed zwiedzającymi żadnych tajemnic, trzeba tylko przyjechać do Mościsk osobiście, aby rozwikłać zagadki fizyki czy optyki. Nic dziwnego, że coraz więcej mińszczan wybiera się na Farmę, bo to idealne miejsce na rodzinną wyprawę.

 

Czytaj więcej: Na Farmie Iluzji

Dobra zielona herbata

Ocena użytkowników:  / 1

Nr 45 str 18 Strefa smaku zielona herbataW Chinach, swojej ojczyźnie, zieloną herbatę pije się od prawie pięciu tysięcy lat. Jednak od pewnego czasu zielona herbata przebojem zdobywa także polskie stoły – coraz bardziej cenimy jej harmonijny, subtelny, a zarazem wyraźny smak oraz znakomite właściwości zdrowotne.

Zielona herbata w procesie produkcji różni się od czarnej herbaty tylko tym, że nie została poddana procesowi fermentacji. Świeżo zebrane liście poddaje się więdnięciu, parowaniu, zwijaniu i suszeniu. Napar ma barwę zbliżoną do cytrynowożółtej lub słomkowej. I jest bardzo ceniony ze względu na dobroczynny wpływ na nasze zdrowie. Jest bogaty w witaminy C, E, B, sole mineralne oraz przeciwutleniacze. Ma też działanie pobudzające i zwiększające koncentrację, detoksyfikacje organizmu, wpływa na odchudzanie i spalanie tkanki tłuszczowej, zapobiega zawałowi serca i rozwojowi raka, gdyż zielona herbata  zawiera polifenole. Pierwszym pisemnym i zachowanym do dziś świadectwem popularności zielonej herbaty są zapiski z III wieku p.n.e o chińskim medyku, który wychwalał napar z herbaty, jako poprawiający bystrość umysłu.


Czytaj więcej: Dobra zielona herbata

Spotkałam księdza...

Ocena użytkowników:  / 1

Nr. 45 str. 10 Strefa obyczajów spotkałam księdzaCoraz częściej traktujemy Kościół jako instytucję, z którą stykamy się w przypadku chrztu dziecka, komunii, ślubu, pogrzebu, niedzielnej mszy. Ile jest w tym czystego wyrachowania czy odhaczenia koniecznego obowiązku? A ile miejsca na wiarę, Boga, który przecież jest?

– Naprawdę chcesz o tym napisać? Przecież jak ktoś to przeczyta, to pomyśli o tobie, że jesteś „moherowy beret”? – zapytała koleżanka, gdy powiedziałam jej o swoim pomyśle na tekst. Ale historia Anny i jej proboszcza z niewielkiej parafii niedaleko Mińska nie dawała mi spokoju.

W maju tego roku córka Anny przystępowała do pierwszej komunii świętej. Kobieta już kilka miesięcy wcześniej zastanawiała się, co się z tym wiąże. Na pewno spory wydatek, ale to oczywiste, ale najgorsze, o czym myślała, to gonitwa do kościoła, spotkania, listy potwierdzające obecność na mszy. Nasłuchała się jeszcze od znajomych, którzy dzieci mają już „po komunii” o tym, że te wszystkie przygotowania zabierają strasznie dużo czasu. I te wszystkie sprzątania, kwiaty, ustalanie, kto co przygotuje, z kim i dlaczego. Na dodatek w parafii Anny zmienił się proboszcz. Ludzie gadali na jego temat różne rzeczy – że wyniosły, dumny, inny niż poprzedni. Gorszy? Anna słuchała opinii, ale nie miała zdania. Poprzedniego proboszcza znała zbyt krótko.

Czytaj więcej: Spotkałam księdza...